Strona Główna Forum Portalu Uzależnienia
Kochaj, a bedziesz kochany

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Co skłoniło Cię do leczenia,dlaczego warto pójśc na terapię?
Autor Wiadomość
Żaneta 
przyjaciel forum



Pomogła: 5 razy
Wiek: 44
Dołączyła: 16 Lis 2008
Posty: 719
Wysłany: Pią 05 Gru, 2008 08:01   Co skłoniło Cię do leczenia,dlaczego warto pójśc na terapię?

Witam Wszystkich.Założyłam nowy temat,i chciałabym aby każdy mógł się w nim wypowiedziec na zadane w temacie pytania.Mam nadzieję że będzie to temat pomocny dla osób nowych lub z jakiegoś względu czujących lęk lub wstyd przed terapią.
Zacznę więc od siebie.
Wiele lat i bagaż doświadczeń który stał się w pewnym momencie nie do udźwignięcia skłonił mnie do tego że musiałam zacząc coś robic,bo wydawało mi się że jeszcze chwila i zwariuję,i zaczęłam,znalazłam się na tym forum-załozyłam temat-wpisałam że potrzebuję pomocy,napisałam parę słów -opis sytuacji-i posypała się lawina postów-niektóre były dla mnie -jak moje własne życie-niektóre wogóle nie zrozumiałe-byłam zakręcona jak dziadowski bicz,ale w większości odpowiedziach były hasła-Poradnia-Terapia!Niewiele myśląc zadzwoniłam ,umówiłam się na spodkanie,i tak chodzę do tej pory,teraz sama znalazłam Al-anon,i chodzę też tam.Poprzez to wszystko znalazłam właściwą dla siebie drogę-a po drodze jakże zmienia się mój mąż-który dostrzegł moje zmiany-najpierw okropne-które musiały jego przyprzec do muru,a teraz chyba te pozytywne!To dzięki terapii staję się innym człowiekiem-odważnym,pewnym siebie i swoich decyzji,zrozumiałam wiele istotnych rzeczy dotyczących tej choroby,a przede wszystkim że JEST TO CHOROBA-bo wydawało mi się że to jakaś przypadłośc,słabośc,robienie mi na złośc,i wreszcie że tak naprawdę my same jesteśmy bezsilne w walce z tą chorobą-bo przecież gdyby nasz mąż miał raka-czy leczyłybyśmy go same??
Wniosek z tego jest jeden-pomocy szukac należy najpierw dla siebie.
Prosze o wypowiedzi na podany temat,również alko mogą sie wypowiedzic-bo to dla nas też jest bardzo pomocne.Pozdrawiam Wszystkich :-)
 
 
 
Jutta 
przyjaciel forum



Pomogła: 2 razy
Wiek: 34
Dołączyła: 02 Lis 2008
Posty: 180
Skąd: Londyn
Wysłany: Pią 05 Gru, 2008 12:23   

Mnie skłoniło zachowanie mojego męża pewnego piątkowego wieczoru, kiedy zabrał na spacer psa i po jakiejś godzinie musiałam go zbierać spod bloku. Oczywiście w przekonaniu, że gdybym nie była takim złym człowiekiem to mój mąż by nie pił... Wprowadzaliśmy się do nowego mieszkania i wszystko miało być nowe, łącznie z naszym małżeństwem. Tylko jakoś nie było, bo wciąż taplaliśmy się w alko.
I właśnie po tym piątkowym wieczorze, zmobilizowałam się i wzięłam się za siebie.
 
 
 
iwen 
przyjaciel forum


Pomogła: 7 razy
Dołączyła: 24 Wrz 2008
Posty: 58
Wysłany: Pią 05 Gru, 2008 18:10   

Moje olśnienie nastąpiło gdy:

dawno temu mój aktualnie już były mąż przedstawił mi nowych znajomych : "sąsiedzi kotku" ... ok. miłe małżeństwo, on dowcipny, towarzyski, ona sympatyczna ale kompletnie podporządkowana, zero asertywności - taka bazia.

Po tygodniu nie miałam wątpliwości - on też alko (no cudownie: góra z górą zawsze się zejdzie).

Niby ograniczałam kontakty (bo wtedy wszystko robiłam na niby) ale miałam dość okazji żeby popatrzeć na to z boku - jak oni żyją!! katastrofa!!! dlaczego ona to toleruje??? trzeba koniecznie pomóc bazi bo sobie nie radzi a taka dobra i miła dziewczyna.

I nagle samo wskoczyło - a może napiłabym się zimnej wody, palnęła w łeb i hurtem pomogła sobie !!!!!!
Ostatnio zmieniony przez iwen Pią 05 Gru, 2008 18:17, w całości zmieniany 5 razy  
 
 
Żaneta 
przyjaciel forum



Pomogła: 5 razy
Wiek: 44
Dołączyła: 16 Lis 2008
Posty: 719
Wysłany: Pią 05 Gru, 2008 19:04   

iwen napisał/a:
I nagle samo wskoczyło - a może napiłabym się zimnej wody, palnęła w łeb i hurtem pomogła sobie !!!!!!

Witajcie,Iwen jak możesz napisz coś więcej o sobie ,co działo się gdy już ZATRYBIŁAŚ o co chodzi ,jakich zmian dokonałaś-to jest temat pomocniczy dla kobiet które jeszcze nic nie robią,tak więc rozwiń trochę to co napisałaś :-) pozdrawiam i dziękuję za posty.
_________________
Jeśli nasz los jest w kształcie znaku zapytania, to w którymś miejscu musi nastąpić kropka.....
Ostatnio zmieniony przez Żaneta Pią 05 Gru, 2008 19:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
milena
przyjaciel forum



Pomógł: 7 razy
Wiek: 56
Dołączył: 30 Sie 2008
Posty: 835
Skąd: wielkopolska
Wysłany: Sob 06 Gru, 2008 12:56   

Sylwester 2007-2008,uroczysta przysięga męża ,że już koniec z alkoholem(jeszcze wtedy w to wierzyłam).Nie mógł wytrzeźwieć niemal do końca stycznia.ZłaPAŁAM ZA SZMATY I ZAŁATWIŁAM ODTRUCIE.Jeszcze wtedy wierzyłam ,że coś mogę zrobić.Po powrocie z odtrucia,nie trzeźwiał przez trzy miesiące.Jeszcze kiedy zawoziłam go do ośrodka wierzyłam,że to ja go mogę podnieść.Zapisałam go,oczywiście nie bez wyrzutów z jego strony.On wtedy zdezerterował ,a ja już zostałam.Można powiedzieć przez przypadek.I tak to było u mnie.I dobrze się stało!!!
_________________
Życie nie daje nam tego,czego chcemy,lecz to,co dla nas ma.(Władysław St. Reymont)
 
 
dromax
[Usunięty]

Wysłany: Nie 07 Gru, 2008 16:55   

Jutta napisał/a:
Mnie skłoniło zachowanie mojego męża pewnego piątkowego wieczoru, kiedy zabrał na spacer psa i po jakiejś godzinie musiałam go zbierać spod bloku. Oczywiście w przekonaniu, że gdybym nie była takim złym człowiekiem to mój mąż by nie pił... Wprowadzaliśmy się do nowego mieszkania i wszystko miało być nowe, łącznie z naszym małżeństwem. Tylko jakoś nie było, bo wciąż taplaliśmy się w alko.
I właśnie po tym piątkowym wieczorze, zmobilizowałam się i wzięłam się za siebie.

:-o :-o To oczywiste. jeśli byłaś TAKA NIEDOBRA, że aż on zaczął pić - to jasne, że musiałaś się zabrać ZA SIEBIE. :lol: Choćby po to by stać się DOBRĄ... :-D
 
 
milena
przyjaciel forum



Pomógł: 7 razy
Wiek: 56
Dołączył: 30 Sie 2008
Posty: 835
Skąd: wielkopolska
Wysłany: Pon 08 Gru, 2008 12:14   

Muszę jeszcze dopisać coś co być może skłoni kobiety do podjęcia decyzji o terapii.Był czas,kiedy wyglądałam jak śmierć na urlopie.45 kilo kości pokryte skórą,ciągle jakieś pryszcze na twarzy,wypadające włosy,po prostu potwora.Nie mogłam na siebie w lustrze patrzeć.Teraz,twarz czysta,włosy nie wypadają,wróciłam do swojej wagi i lubię patrzeć na siebie w lustrze.wyglądam lepiej niż 5-10 lat temu,a przecież o tyle jestem starsza.Znane są przypadki,że poważne choroby somatyczne ustępowały pod wpływem terapii,i to wcale nie jest cud.Nasz organizm zaczyna inaczej funkcjonować ,a my czując się lepiej ,lepiej wyglądamy.Zauważalne jest to nie tylko dla nas,ale i dla całego otoczenia.Tak więc dziewczyny polecam terapię dla współuzależnionych.Macie wybór:jeść za dużo ,nie jeść wcale,uciekać w jakieś głupie zajęcia,branie leków ,picie ,lub terapia.Moja zmiana nastąpiła bez leków i bez kosmetyków.
_________________
Życie nie daje nam tego,czego chcemy,lecz to,co dla nas ma.(Władysław St. Reymont)
 
 
Żaneta 
przyjaciel forum



Pomogła: 5 razy
Wiek: 44
Dołączyła: 16 Lis 2008
Posty: 719
Wysłany: Pon 08 Gru, 2008 12:55   

milena napisał/a:
Moja zmiana nastąpiła bez leków i bez kosmetyków.

Popieram jak najbardziej :-) ,coś w tym jest-zaczynamy dbac o siebie a nie tylko o naszych mężów ;-) .
_________________
Jeśli nasz los jest w kształcie znaku zapytania, to w którymś miejscu musi nastąpić kropka.....
 
 
 
Anna34 
przyjaciel forum


Wiek: 41
Dołączyła: 14 Mar 2008
Posty: 34
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią 12 Gru, 2008 13:25   

Ja natomiast zaczełąm sie interesowac tematem gdy w domu systematycznie zaczeły być awantury .Potem jakies dziwne objawy występujące u mojego męża.Opisałam gdzies to co się dzieje w moim domu.Ktos mi napisał ,ze jestem wspóluzalezniona.Oczywiście nie wiedziałam co to jest,więc brnełam dalej......
Bardzoo szybko trafiłam na terapię potem Al-anon
Pierwsza przychodnia mi nie odpowiadała,dostałamz polecenia kobietki inną i tam już zostałam.Odzyłam,nauczyłąm się jak postępować męzem a po poł roku złozyłam pozew o rozwód.Nie żałuję tej decyzji.Nie chciałam z nim być.Doszłam do wniosku ze tak naprawdę nigdy nie było mi znim dobrze ,nigdy na niego liczyc nie mogłam nigdy nie miałam od niego wsparcia i pomocy.Wychuchany jedynak którego trzeba było obsługiwać ,który nie potrafił nic w zrobić,nie miał swojego zdania.Mały dzidziuś .Na mojej głowie było wszytsko,dom,dzieci,praca ,martwienie się o pieniądze,załatwiania przeróznych spraw.
On tylko chodził do pracy i to oprócz picia własciwie było jego jedyne zajęcie.
Boże jak ja sobie to wszytsko przypomnę,jaka ja byłam głupia!!
Moje małżeństwo z nim było ucieczką z mojego domu rodzinnego.Wyszłam za mąz mając 18 lat,byłam w ciąży.
Ojciec alkoholik,matka wyszła za drugiego alkoholika,sama była depresyjna-lekomanka.W efekcie tego wszytskiego popełniła samobójstwo!

Jestem pewna swoich racji,swoich decyzji.Straciłam kilkanaście lat zycia bo żyłam z mężem 17 lat.Więcej za zadne skarby do tego nie wrócę.
Rozwó jest w toku,męza udało mi sie wywalić,zamki wymienić.
Jestem szczęsliwa.

I mimo strachu trzeba działać!Ja bałam sie strasznie,robiłam sobie czarne scenariusze...ale działałam.Doszłam do ściany ,myślałąm ze zwariują.
Mimo tego ze nie było widoków na to ze mąz opuści to mieszkanie,mimo tego ze mało zarabiałam a na utrzymaniu dzieic i kredyty do spłaty.Postawiłam wszysto na jedna kartę.
Konczę t tym małżeńtwem ,z tym bagnem w któym tkwiłam razem z dziecmi.

Udało się:))

Jaki tego efekt,męza z nami nie ma ,znalazłam świetnie płatną pracę,mam super faceta który nie pije.

Warto walczyć ...tak naprawdę nic nie moze być już gorzej tylko lepiej.

Walczę nadal...stale umarzają dochodzenie o znecanie sie meza nad rodziną,a ja znó piszę zażalenie....
 
 
 
dromax
[Usunięty]

Wysłany: Sob 13 Gru, 2008 08:00   

Anna34 napisał/a:
Rozwó jest w toku,męza udało mi sie wywalić,zamki wymienić.
Jestem szczęsliwa.

I mimo strachu trzeba działać!Ja bałam sie strasznie,robiłam sobie czarne scenariusze...ale działałam.Doszłam do ściany ,myślałąm ze zwariują.
Mimo tego ze nie było widoków na to ze mąz opuści to mieszkanie,mimo tego ze mało zarabiałam a na utrzymaniu dzieic i kredyty do spłaty.Postawiłam wszysto na jedna kartę.
Konczę t tym małżeńtwem ,z tym bagnem w któym tkwiłam razem z dziecmi.

Udało się:))

I to jest to!
Niech te wszystkie kobiety współuzależnione co tak się cackaja ze swoim alkoholikiem to przeczytają!
:-( :-| :oops:
O to chodzi. To jest działanie z DETERMINACJĄ i konsekwencją.
tak trzymać!
 
 
arturpawellukas 
przyjaciel forum



Wiek: 44
Dołączył: 10 Sie 2008
Posty: 101
Skąd: warszawa
Wysłany: Sob 13 Gru, 2008 15:16   

pewnego dnia obudziłem się i nie było w domu mojej żony i sześciomiesięcznego syna .. w pijackim zwidzie popchnąłem ją jak miała dzieciaka na ręku i wylądowała na podłodze ... było w październiku 2006 .. do chwili obecnej nie tknąłem alkoholu .
_________________
...."jeszcze zapłaczesz , kiedy mnie zabraknie"...
 
 
treb26
przyjaciel forum


Dołączył: 14 Gru 2008
Posty: 1
Wysłany: Nie 14 Gru, 2008 15:22   

Ja mimo wielu lat abstynencji tak naprawdę nie zdrowiałem. Wiecznie kłopoty, niezałatwione sprawy, długi... Żona odeszła ode mnie - miała dość niestabilności i braku poczucia bezpieczeństwa. Na początku strasznie się wściekałem, awanturowałem, byłem bliski zapicia. W końcu mnie olśniło - wróciłem do aa, a potem podjąłem decyzję o rozpoczęciu terapii - pomogło, uspokoiłem się, sporo zrozumiałem... Jestem teraz sam, bez rodziny, dzieci widuję sporadycznie /nie chcę się narzucać - one same postanowią, kiedy nawiązać ze mną kontakt/, kocham swoją żonę/to była pierwsza i jedyna miłość/ i chciałbym do niej wrócić... Dała mi jakąś małą szansę, promień nadziei przez to, że w końcu się przemogła i rozpoczęła terapię dla osób współuzależnionych.
Te lata mojej abstynencji niewiele różniły się od czasów, kiedy chlałem - zrozumiałem to i chcę naprawić. Pozdrawiam wszystkich.
 
 
Margo75 
przyjaciel forum



Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 08 Maj 2008
Posty: 146
Wysłany: Śro 17 Gru, 2008 16:32   

Najpierw trafiłam na mitingi DDA...w trakcie ich uczestnictwa zdałam sobie sprawe ze problem alkoholowy dotyczy nie tylko mojego dzieciństwa , ale równiez owczesnego małzeństwa.
Duzo pomogł mi internet, bardzo duzo informacji, ksiązek tu znalazłam, forum pomocy :-)
dzieki któremu odważylam sie pojsc na miting al-anon, a potem to juz lawinowo :-)
dowiedzialam sie o terapii dla wspoluzaleznionych, poznałam wiele fantatycznych "babeczek" z podobnym problemem.

Moj maz nie podjal leczenia, jestesmy po rozwodzie, mieszkamy osobno,
ale nasze stosunki obecnie ukladaja sie - powiedziałabym bardzo dobrze...

Moje podejscie sie zmienilo do wielu spraw sie zmienilo.
Zdaje sobie sprawe ze czasu nie cofne, ale juz sie nie obwiniam. Wierze ze aby cos zyskac trzeba czasem w zyciu cos stracic :-))))

Wykorzystuje ten czas na siebie i syna i jestem szczesliwa.
Cazsem popelniam bledy, ale ufam ze bez tego zycie byloby zbyt monotonne, a zdobyte doswiadczenia pomagaja mi unikac zyciowych pomyłek, potknięć...
_________________
...Szczęście to stan umysłu :-)
...Masz to na co godzisz się...
 
 
Ewsia34s 
przyjaciel forum



Pomogła: 3 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 04 Wrz 2007
Posty: 298
Skąd: Mazury
Wysłany: Wto 13 Sty, 2009 15:23   

Nie wiem, czy mogę dać ci jakąś receptę na trzeźwość, bo takiej recepty nie ma.
Osoba uzależniona jest osobą dorosłą, a ja nie zostałam powołana do podtrzymywania jej życia i do pomagania. Nie zostałam powołana do kierowania jej życiem. Jeżeli podjęła decyzję picia, no to ja jej nie zbawię. Potrafiłam się w końcu oderwać od człowieka. Nie uzależniam mojego szczęścia od innych osób. Potrafię być szczęśliwa sama ze sobą. Ja wiem, że to brzmi dziwnie, ale terapia pozwoliła mi poznać siebie.
To, że mój mąż nie pije, to uważam, że miałam akurat szczęście. Może moje modlitwy, może mój anioł struż. Nie wiem. Równie dobrze mógłby nie chcieć się leczyć. Równie dobrze mógłby dalej pić. Ja nie miałam wpływu na jego decyzję.
Ja tylko pozwoliłam mu dorosnąć, pozwoliłam mu, aby sam decydował i odpowiadał za siebie. Pozwoliłam mu żyć swoim życiem.
Przy tym bardzo chroniłam siebie i dzieci. Wyraźnie komunikowałam jaka jestem, co akceptuje, a co nie.
I nie łamałam się. Słuchałam tylko mojego serca. Nie pozwoliłam na to, aby ranił mnie i dzieci, nie pozwoliłam na to, aby wkraczał w moją godność.
Postanowiłam nawet rozstać się z nim, jeżeli nie będzie umiał akceptować mnie takiej jaką jestem.
Mój mąż był zmuszony do myślenia i zastanowienia się nad tym, co jest dla niego najważniejsze. Wybrał rodzinę, wybrał leczenie, wybrał rozmowy ze mną, a nie z kumplami przy piwie.
Cieszę się.
Ale to jego zasługa, jego sposób rozumowania, jego decyzje. To jego mądrość, jego chęć i jego motywacja. To jego życie, to jego myślenie.
Zdaję sobie sprawę, że ludzie są różni. Jednemu się udaje, drugiemu nie.
Wiem natomiast, że żyję swoim życiem, swoim własnym, a nie życiem mojego męża. Nie myślę za niego, nie domyślam się, nie znam jego sposobu rozumowania.
Nie żyję wyobraźnią, żyję życiem rzeczywistym, z problemami i trudnościami.

Dawniej żyłam wyobrażaniem sobie życia z moim mężem, jak powinno wyglądać, jak powinien mnie kochać. Jeżeli nie było tak jak chciałam żeby on był, byłam nieszczęśliwa i całymi dniami użalałam się na niego.

Zrozumiałam cytat;" Trudno znaleźć szczęście w sobie, ale nie można go znaleźć nigdzie indziej"
_________________
"Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei..."
"Pomóż sobie sam, to i Bóg ci pomoże!"
 
 
 
enough
[Usunięty]

Wysłany: Wto 13 Sty, 2009 16:01   

Treb26: Mam do Ciebie pytanie. Z Twojego postu wywnioskwalem, ze po prostu w pewnym momencie przestales pic. Jednoczesnie nie robiles ze soba nic wiecej? Czyli do AA i na terapie poszedles pozniej.
Czy mozesz napisac, co wg Ciebie daly Ci mityngi AA i terapia. To dla mnie bardzo wazne.
Ja chodze do AA i na terapie od poczatku trzezwienia. Wiem, ze one mi pomagaja sie odprezyc i przestac ciagle myslec o chorobie. Chcialbym jednak wiedziec jakie zmiany dokonuja sie w czlowieku kiedy juz nie mysli ciagle o chlaniu. Czy takie pojscie na terapie kiedy juz nie pije sie jakis czas jest "trzezwiejsze" lub bardziej swiadome?

Serdecznosci
 
 
Żaneta 
przyjaciel forum



Pomogła: 5 razy
Wiek: 44
Dołączyła: 16 Lis 2008
Posty: 719
Wysłany: Wto 13 Sty, 2009 16:17   

Ewsia34s napisał/a:
Nie wiem, czy mogę dać ci jakąś receptę na trzeźwość, bo takiej recepty nie ma.

Dzięki Ewsia 34s,ale chodziło mi o coś innego,poczytaj w moim wątku<Współuzależniona>to będziesz wiedziec,to co napisałas tutaj to ja wiem,pozdrawiam i dziękuję.
_________________
Jeśli nasz los jest w kształcie znaku zapytania, to w którymś miejscu musi nastąpić kropka.....
 
 
 
Ameise 
przyjaciel forum


Pomogła: 166 razy
Dołączyła: 15 Sty 2009
Posty: 1723
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 25 Sty, 2009 19:09   

Witam serdecznie. Właściwe nie mam nic do „dopowiedzenia” w wywołanym temacie, a raczej sama wciąż szukam odpowiedzi (i argumentów) na to pytanie- dlaczego powinnam dla swojego dobra chodzić na terapię dla osób współuzależnionych i co tak naprawdę mi to da?
Do wniosku, że sami nie damy sobie rady z nałogiem (od ok. 3 lat) dochodziłam powoli i stopniowo, oczywiście po zastosowaniu sposobów, które oczekiwanego skutku dać nie mogły (rozmowy, wylewanie piwa, ustalenia, że można pić symbolicznie piwo tylko w weekend, nie wpuszczanie/ wyrzucanie z domu, stawianie kolejnych warunków, które nawet w obecnie nie do końca są respektowane itd.). Ale do rzeczy.
Obecnie ja jestem po etapie spotkań indywidualnych z psychoterapeutą i powinnam zacząć psychoterapię grupową, tylko wciąż nie może do mnie dotrzeć całe to dobrodziejstwo, jakie ma na mnie spłynąć. Trochę się też przed tym bronię ze względu na napięty do granic możliwości tydzień pacy i fakt, że będę mieć kolejne wyrwane 3 godziny z mojego życiorysu wydaje mi się po prostu fizycznie nie do przejścia. Mamy małe dziecko i wracam dwa razy w tygodniu po 12 godzinach pracy o godz. 22.00. Do tego wszystkiego muszę się do tej pracy w domu trochę przygotowywać.
Mąż dostał 3 warunki: leczenie, znalezienie sobie pracy (tzw. działalność gospodarcza pozostawia przecież duże pole do manewrowania) i całkowity zakaz picia. Wszystkie 3 warunki pod groźbą wyrzucenia z domu (mieszkanie jest moje), jego rodzice mnie popierają i deklarują, że żadnej pomocy mu nie udzielą.
Mąż rzekomo zaczął terapię – wiem, że na 1-sze spotkanie po prostu nie poszedł, wrócił pijany, więc postawiłam mu warunek, że jeśli nadal będzie pił, to skieruję go sądownie na leczenie zamknięte. Efekt? Po 2-gim spotkaniu wrócił na leciutkim gazie i twierdził, że mam „zwidy”.
Jestem niezależna od męża, zarówno finansowo, jak i mieszkaniowo- to on wisi na moim garnuszku, mieszkanie -jak wyżej- jest moje. Nie potrzebuję mieć męża „na pokaz”, mieszkam w dużym mieście i jakikolwiek wstyd z powodu picia męża mnie w ogóle nie wchodzi w rachubę. „Zgrabnie” mogłabym się z nim rozwieźć i elegancko pozbyć z domu.
Jedyny argument, który sprawia, że zdecydowałam się, że „pójdę i zobaczę” to moje dojście do wniosku, że prawdopodobnie nie umiem się zatrzymać w tym swoim życiowym galopie i zastanowić, czy to co „mam” życiu, to jest na pewno to, czego chciałam. W sensie: czy aby na pewno jestem z tym szczęśliwa. Po prostu prawdopodobnie przesuwam granice swojej tolerancji na maxa i istnieje spore prawdopodobieństwo, że nawet jeśli teoretycznie ułożyłabym sobie życie z niepijącym facetem, to szybko skończyłoby się to dla mnie kolejnym z takich czy innych powodów nieszczęsnym związkiem.
Tak więc mam nadzieję, że mój sceptycyzm zamieni się w „veni, vidi vici”, czyli moim zwycięstwem na moim osobistym poletku. Ale możecie przytoczyc jakieś bardziej konkretne argumenty, to chętnie się jeszcz poutwierdzam w podjętej decyzji, a co ważniejsze , wszelkie myśli o tym , żeby mozę dać sobie spokój, będę odpędzać niczym natrętne muchy. Pozdrawiam
 
 
milena
przyjaciel forum



Pomógł: 7 razy
Wiek: 56
Dołączył: 30 Sie 2008
Posty: 835
Skąd: wielkopolska
Wysłany: Pon 26 Sty, 2009 12:28   

Cześć Ameise.Jestem już po terapii wstępnej i przeszłam na pogłębioną.Tutaj pracujemy nad samorozwojem osobistym
Ameise napisał/a:
nie umiem się zatrzymać w tym swoim życiowym galopie
Można się tego nauczyć,ale trzeba przejść przez pierwszy etap.
_________________
Życie nie daje nam tego,czego chcemy,lecz to,co dla nas ma.(Władysław St. Reymont)
 
 
milena
przyjaciel forum



Pomógł: 7 razy
Wiek: 56
Dołączył: 30 Sie 2008
Posty: 835
Skąd: wielkopolska
Wysłany: Pon 26 Sty, 2009 12:33   

Ameise napisał/a:
dobrodziejstwo, jakie ma na mnie spłynąć.
Samo nic nie spłynie,to ciężka praca nad sobą.
Ameise napisał/a:
moim zwycięstwem na moim osobistym poletku.
I o to właśnie chodzi w terapii.Robisz to dla siebie.
_________________
Życie nie daje nam tego,czego chcemy,lecz to,co dla nas ma.(Władysław St. Reymont)
 
 
wiola
przyjaciel forum


Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 13
Wysłany: Nie 01 Lut, 2009 14:43   Re: Co skłoniło Cię do leczenia,dlaczego warto pójśc na tera

[quote="Żaneta"]Witam Wszystkich.Założyłam nowy temat,i chciałabym aby każdy mógł się w nim wypowiedziec na zadane w temacie pytania.Mam nadzieję że będzie to temat pomocny dla osób nowych lub z jakiegoś względu czujących lęk lub wstyd przed terapią.
Tak ,tak ciągle się waham jeśli chodzi o terapię.Myślę że jednak poradzę sobie z tym współuzależnieniem bez pomocy z zewnątrz,ale z tego co się dowiedziałam z forum to raczej jest bez szans!Przed podjęciem tej decyzji stoi wstyd i wogóle mieszane uczucia.Bardzo dobrze że taki post zaistniał,może skłoni mnie i wszystkich niezdecydowanych do tego aby się ratować!Dziękuję i pozdrawiam!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Strona wygenerowana w 0.38 sekundy. Zapytań do SQL: 10