Wysłany: Nie 07 Lut, 2010 4:14 pm Czy wytrwam w postanowieniu?
Witam wszystkich!
Czytam to forum od czasu kiedy pierwszy raz wyrzuciłam męża z domu- dwa miesiące temu.Zrozumiałam, że jestem osobą współuzależnioną. Mąż był u psychologa i obiecał podjąć terapię a ja nie czekając przyjęłam go z powrotem. Miesiąc miodowy minął, terapia została odłożona a on wrócił do swojego. Na moje ultimatum terapia czy wyprowadzka, wybrał wyprowadzkę. Wyprowadzał się i wyprowadzał i popijał pomimo tego,że powiedziałam, że nie życzę sobie alkoholu w domu-no to wyleciał. Pomieszkuje u teściowej a ja to wróg nr1. Ja podjęłam terapię, ale cały czas targają mną wątpliwości. Tatuś zajmuje się córką, nawet na kino znalazł czas. A ja siedzę sama i chyba za dużo myślę.
Pomógł: 6 razy Wiek: 52 Dołączył: 30 Sie 2008 Posty: 824 Skąd: wielkopolska
Wysłany: Nie 07 Lut, 2010 5:16 pm
ib38 napisał/a:
A ja siedzę sama i chyba za dużo myślę.
Witaj "ib38"!!!A dlaczego siedzisz sama?Dlaczego nie wyjdziesz do ludzi,do kina ,na spacer,do koleżanki na kawę.Nie wiem czy miałaś już na terapi takie zadanie domowe;-umówić się z koleżanka z grupy na wspólne zakupy,lub na kawę ,na lody, na spacer lub na zwykłe pogaduchy?Jeśli nie to zadaj sobie sama taką pracę.To nie takie trudne!!!
ib38 napisał/a:
cały czas targają mną wątpliwości.
No i tak już jest.Ja w grudniu 2008 wyniosłam się z domu i zostawiłam alko samego.Niby dobrze ale wątpliwości mam czasem do dziś.Plus jest taki,że nauczyłam się żyć bez niego i wiem ,że dam sobie radę.On cały czas jeszcze walczy,próbuje i tak do końca nie wiem czy mu się uda.Ze swej strony myślę zrobiłam wiele,żeby go ratować.Od momentu podjęcia terapi jest mój czas Ale wątpliwości mam nadal.
_________________ Życie nie daje nam tego,czego chcemy,lecz to,co dla nas ma.(Władysław St. Reymont)
Dzięki za odpowiedź!
Nie uściśliłam, że miałam dopiero jedno spotkanie indywidualne i narazie będę takie miała. Wszystko to co opisałam wyżej wydarzyło się w przeciągu dwóch miesiecy. Moje stare znajomości zerwałam przez chorobę mężą ( dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę), a obecni nasi znajomi to ci jego ( to też sobie uswiadomiłam). Radę sobie bez niego daję doskonale już od dłuższego czasu, wątpliwości rodzą się z tego, że nadal jest mi bliski mimo, że go wyrzuciłam z domu. Chociaż on mnie uważa za kogoś kto go slrzywdził.
Pomógł: 6 razy Wiek: 52 Dołączył: 30 Sie 2008 Posty: 824 Skąd: wielkopolska
Wysłany: Nie 07 Lut, 2010 6:08 pm
ib38 napisał/a:
Chociaż on mnie uważa za kogoś kto go slrzywdził.
To normalne!Niedawno dawałam świadectwo na terapi u alkoholików(maja taki tematna podstawowej)i byłam w szoku ,bo bardzo wielu z nich myślało,że to co robią ich żony żeby przestali pić ,to jest złośliwość z ich strony.Po ich wypowiedziach doszłam do wniosku,że nie mają wogóle świadomości,że zgłaszając ich na przymusowe leczenie robimy to po to żeby ich ratować,tylko kablujemy,rozgłaszamy,a teraz to już wszyscy będa wiedzieli......................Itd. itp.Na terapi nauczysz sie działac mimo wszystko.Jego alko-gadanie nie będzie tak bolało .
ib38 napisał/a:
że nadal jest mi bliski
Skłamałabym gdybym napisała,że mi mój nie jest.Jest mi nadal bliski ale jesli naprawdę nie wytrzeźwieje to ja takiego już nie chcę!!!
_________________ Życie nie daje nam tego,czego chcemy,lecz to,co dla nas ma.(Władysław St. Reymont)
Pomogła: 16 razy Dołączyła: 15 Sty 2009 Posty: 353 Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 07 Lut, 2010 6:09 pm
Mój malżonek też uważa, że go skrzywdziłam. Ba, całą rodzinę unieszczęśliwiłam!
A jakże, przecież mąż jestnieszczęśliwy, odebrałam mu komfort życia i picia na mój koszt. Nie może tak jak dotąd w spokoju chlać, przychodzić do domu jak do hotelu, nie łożyć na rodzinę. Mąż ma długi, ściga go prokurator, musi jeździć na rozprawy w sprawie długów do innych miast w Polsce, płacić za swoje mandaty (wcześniej uważał, jego tatuś-policjant też, że powinnam na policji powiedzieć, że osoba na zdjęciu to ja, mimo że widać z ogległości kilku metrów na zdjęciu na komputerze mężczyznę z pejsami jak u Elvisa Presley'a, cóż, mogłam się przecież tak ucharakteryzować do jazdy samochodem, pradwa?) itepe, itede, nie mówiąc o tym, że trzeba płacić za wynajem mieszkania, samemu sobie prać, wieszać pranie, robić zakupy.
A wszystko to powinnam za niego zrobić ja, bo przecież bycie jego żoną obliguje mnie do sprzątania po nim tego całego g...., któego narobił nam w życiu
Przez dobrych kilka miesięcy po wywaleniu męża z domu nie składałam pozwu o alimenty, bo myślałam sobie, że mu tylko w ten sposób "dołożę", a on się w życiu "przewrócił", "leżących się nie kopie" i tym podobne bzdury chodziły mi po głowie.
Za to on nie ma skrupółów- ja płącę jego długi, on nie łoży na dziecko i nadal nim manipuluje tak, że ja dostaję kota.
Bardzo dobrze zrobiłaś: albo zmądrzeje i będziecie mieć szansę na lepsze życie, albo ułożysz sobie życie bez niego, MIMO ŻE kiedyś był Ci bliski.
Ale nie rezygnuj z terapii!
Kiedy przyjrzysz się swojemu związkowi będziesz też w stanie powiedzieć, jak bardzo faktycznie był Ci bliski.... a jak bardzo chciałaś, żeby był Ci bliski.
Pozdrawiam
_________________ "Istotą wielkości jest umiejętność wyboru pełni życia w sytuacjach,
gdy inni wybierają obłąkanie".
Pomógł: 6 razy Wiek: 52 Dołączył: 30 Sie 2008 Posty: 824 Skąd: wielkopolska
Wysłany: Nie 07 Lut, 2010 6:54 pm
List alkoholika
Jestem alkoholikiem. Potrzebuję Twojej pomocy.
Nie rób mi wymówek, nie obwiniaj mnie, nie złorzecz mi. Nie byłabyś zła na mnie, gdybym był chory na gruźlicę lub cukrzycę. Alkoholizm to też choroba.
Nie wylewaj mojego alkoholu, to po prostu strata, ponieważ ja zawsze znajdę sposób na zdobycie dalszej porcji alkoholu.
Nie pozwól mi wywołać u Ciebie złości. Jeśli zaatakujesz mnie słownie lub fizycznie, będziesz mnie tylko upewniała w złej opinii, jaką mam o sobie. Ja już wystarczająco nienawidzę siebie.
Niech Twoja miłość do mnie i lęk o mnie nie doprowadza Ciebie do robienia tego, co sam powinienem robić. Jeśli weźmiesz na siebie odpowiedzialność za wszystko, oduczysz mnie podejmowania odpowiedzialności. Będę miał coraz większe poczucie winy, a Ty będziesz się czuła urażona.
Nie przyjmuj moich obietnic, obiecam cokolwiek, by wyjść z kłopotów. Ale charakter mojej choroby powstrzymuje mnie przed dotrzymywaniem obietnic nawet tych, o których mówię z początku serio.
Nie gróź mi, jeśli nie masz zamiaru spełnić groźby. Jeśli raz podjęłaś jakąś decyzję trzymaj się jej.
Nie wierz wszystkiemu, co mówię o Tobie, to może być kłamstwo. Zaprzeczenie oczywistym faktom jest symptomem mojej choroby. Co więcej najczęściej łatwo tracę szacunek dla tych, których zbyt łatwo można oszukać.
Nie pozwól mi mieć nad Tobą przewagę, nie daj się wykorzystywać przeze mnie. Miłość nie może długo istnieć bez wymiaru sprawiedliwości.
Nie ponoś za mnie lub nie próbuj oddzielić mnie od konsekwencji mojego picia.
Nie kłam za mnie, nie płać za mnie rachunków. Takie postępowanie zmniejsza lub zapobiega kryzysowi, który mógłby zmobilizować mnie do szukania pomocy. Dopóki będziesz mnie ratowała z każdej opresji, będę mógł zaprzeczać temu, że mam problem alkoholowy.
Ponad wszystko, ucz się wszystkiego, co tylko możliwe o alkoholizmie i Twojej roli w stosunku do mnie.
Przychodź na otwarte zebrania AA. Uczęszczaj na spotkania Al-Anon regularnie. Czytaj literaturę i utrzymuj osobisty kontakt z członkami Al-Anon. To są ludzie, którzy mogą dopomóc zobaczyć jasno całą Twoją sytuację.
Kocham Cię
Twój alkoholik
Ib,wkleiłam Ci list alko do żony.To materiały z terapii.To na poczatek.Myślę,że zostaniesz z nami dłużej i sporo jeszcze będziesz chciała sie od nas dowiedzieć,ale wiele odpowiedzi uzyskasz też na swojej terapii.Powodzenia!
_________________ Życie nie daje nam tego,czego chcemy,lecz to,co dla nas ma.(Władysław St. Reymont)
Z tego forum dowiedziałam się bardzo dużo, dzięki niemu w ciągu kilku dni dotarło do mnie że też jestem współuzależniona ( pani psycholog coś mi wspomniała- ale przecież to on był chory nie ja). Zrozumiałam też wiele z tej choroby, że nic siłą woli tu się nie zrobi- wcześniej wierzyłam w silną wolę małżonka. Dziękuję za wsparcie.
dromax [Usunięty]
Wysłany: Nie 07 Lut, 2010 11:50 pm Re: Czy wytrwam w postanowieniu?
ib38 napisał/a:
Witam wszystkich!
Czytam to forum od czasu kiedy pierwszy raz wyrzuciłam męża z domu- dwa miesiące temu.Zrozumiałam, że jestem osobą współuzależnioną. Mąż był u psychologa i obiecał podjąć terapię a ja nie czekając przyjęłam go z powrotem. Miesiąc miodowy minął, terapia została odłożona a on wrócił do swojego. Na moje ultimatum terapia czy wyprowadzka, wybrał wyprowadzkę. Wyprowadzał się i wyprowadzał i popijał pomimo tego,.
I tu sama sobie odpowiadasz - Czy warto tak od razu uwierzyć alkoholikowi, który ma mechanizm iluzji, zaprzeczeń, zakłamania, manipulacji, kombinatorstwa, aktorstwa i wiele podobnych.?????//
Chyba drugi raz tego błędu nie popełnisz.
To jest też przestroga dla innych - co to opływają ze szczęścia gdy małżon tydzień nie pije...
Dziękuje i postaram sie nauczyć jak najwięcej.
Dziękuję Milenko za list, jest bardzo pouczający. Wiem, że powinnam wyjść do ludzi i postaram się to zrobić.
Miesiąc miodowy minął, terapia została odłożona a on wrócił do swojego.
To tak jak u mnie też za 1 razem.Teraz już ponad 0,5 roku nie mieszka ze mną,ale nadal pije i che już ze mną być. Tylko, że ja już nie uwierzę w jego przysięgi,obietnice,itp. Też jak inne dziewczyny nauczyłam się żyć bez niego, załatwiać sprawy, przejęłam męskie obowiązki. I...nie narzekam, bo za to nie mam odoru alkoholu w pokoju, nie mam wyzwisk, nie mam obaw, co zastanę po powrocie z pracy. Umiem liczyć na siebie i jest to o wiele lepsze niż liczenie na alko, który nigdy nie wiadomo, co zrobi...
Pozdrawiam Cię i wytrwaj w postanowieniu.
Ps.Dziewczyny na forum mówiły mi, że będzie lepiej i jest
No i faktycznie tydzień był trzeźwy. Dzisiaj wracam z pracy a samochód mojego alko stoi pod sklepem, w którym puszczał totolotka godzinami. No cóż ciężko, ale trzeba żyć dlaej.
Nie niemamy rozdzielności majątkowej. Za krótki okres na załatwienie wszystkich spraw. On pracuje i do pracy stawia się regularnie. Trzeba o tym pomyśleć. Czy rozdzielność uzyskam tylko w drodze separacji, bo z tego co wiem dopóki nie ma on długów to sąd nie udzieli nam rozdzielności (Brzmi jakbym o ślubie pisała )
Pomogła: 16 razy Dołączyła: 15 Sty 2009 Posty: 353 Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto 09 Lut, 2010 9:38 pm
To jest do zastanowienia się dla Ciebie, co lepsze oczywiście dla Ciebie i ew. dla dzieci, jeśli macie, bo nic nie napisałaś, czy macie.
Nie wiem, jak odbywa się uzyskanie rozdzielności poprzez sąd. Chyba dopiero wtedy, kiedy małż się nie zgodzi po dobroci podpisać u notariusza.
Jeśli strwierdzisz, że warto, najpierw spróbuj "po dobroci".
Ja wyskrobałam 600 PLN (taka cena była w Warszawie, ile u Was, musisz się dowiedzieć, każda kancelaria pobiera inną kwotę, w innej zaśpiewali mi kilka razy więcej) i załatwiłam sama: Idzie się do notariusza, podaje się wszystkie dane swoje i małża, ustala się termin podpisania. Zawiadamia się małża o terminie. Małż podpisuje i zostaje pouczony przez prawnika o konsekwencjach rozdzielności.
Dla Ciebie takie rozwiązanie może być o tyle na minus, że ustaje tzw. wspólnota majątkowa, czyli nie możecie się rozliczać w US razem, wszystko co do tej pory szło do wspólnego podziału, nie jest już wspólne. Ale długi i kredyty zaciągnięte bez Twojej wiedzy i zgody również!
Zatem, dowiedz się wszystkiego dokładnie u prawnika, rozważ i podejmij decyzję. Jeśli chodzisz na terapię, możesz o tym porozmawiać z terapeutą, na ogół są dobrze poinformowani i służą radą, jak zachęcić alko do podpisania rozdzielności.
_________________ "Istotą wielkości jest umiejętność wyboru pełni życia w sytuacjach,
gdy inni wybierają obłąkanie".
No cóż po dobroci to chyba na razie nici bo mój mąż praktycznie się nie odzywa do mnie. Kontaktuje się z córką i kiedy do niej przyjdzie to traktuje mnie jak wroga. Doszłam do wniosku, że na razie popatrzę się na to wszystko i zdecyduję później.
Mam pytanie co do terapi. Nie mogę chodzić na terapię grupową ze względu na cas spotkań. Chodzę na indywidualną, przgadałam dwa pierwsze spotkania a pani tylko słuchała i czasami coś wtrąciła. Czy takie są początki?
Pomogła: 16 razy Dołączyła: 15 Sty 2009 Posty: 353 Skąd: Warszawa
Wysłany: Sro 10 Lut, 2010 12:15 pm
Raczej takie są początki spotkań indywidualnych. Ale czy Tobie to nie odpowiada? Chyba coś tego wynosisz dla siebie?
To podczas grupowej omawia się "tematy"- jest część dotycząca samej choroby alkoholowej, jest częśc dotycząca życia rodziny dotkniętej tym problemem, potem częśc dotycząca osobowości itp. Podczas indywidulanych terapeuta musiałby Ci zrobić "wykład", a omawianie w grupie to co innego.
_________________ "Istotą wielkości jest umiejętność wyboru pełni życia w sytuacjach,
gdy inni wybierają obłąkanie".
Pomogła: 8 razy Wiek: 52 Dołączyła: 13 Maj 2007 Posty: 483
Wysłany: Sro 10 Lut, 2010 1:41 pm
ib38 napisał/a:
Chodzę na indywidualną, przgadałam dwa pierwsze spotkania a pani tylko słuchała i czasami coś wtrąciła. Czy takie są początki?
ja na początku gadałam głównie o moim alko - jak pije, gdzie pije, ile pije, z kim pije id itd
Potem spostrzegłam, że... na ...mojej terapii ja ciągle gadam o nim
I mówię: cholera jak to się stało?
A moja terapka: No cóż jeżeli dla Pani to jest najważniejsze.....
Ooooo nie, to wcale nie było dla mnie najważniejsze. Ale do tego też musiałam dojść, bo przecież wydawało mi się, że to on ma problem, bo to on pije.
Rozmawiasz z terapeutą na tematy, które ciebie interesują.
Ona zwyczajnie czeka kiedy zaczniesz interesować się swoją osobą. Spoko, przyjdzie czas na ciebie.
Ale staraj się mówić jak najwięcej na własny temat, o własnym życiu, uczuciach...
pozdr
_________________ "Kto daje za dużo, niszczy związek" Bert Hellinger
Ostatnio zmieniony przez kahape Sro 10 Lut, 2010 1:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powiem szcerze,że po tym wygadaniu zrobiło mi się lżej. Wiec takie spotkania mi odpowiadają.
Dzisiaj jednak dopadło mnie "poczucie winy" i ciężko mi było pracować. Zostałam tak wychowana przez moiego alko, że jak on zawinił i się nie odzywała we mnie narastało poczucie winy i zawsze to ja starałam się wszystko załagodzić. Dobijają mnie takie chwile.
dromax [Usunięty]
Wysłany: Sro 10 Lut, 2010 4:26 pm
ib38 napisał/a:
Powiem szcerze,że po tym wygadaniu zrobiło mi się lżej. Wiec takie spotkania mi odpowiadają.
Dzisiaj jednak dopadło mnie "poczucie winy" i ciężko mi było pracować. Zostałam tak wychowana przez moiego alko, że jak on zawinił i się nie odzywała we mnie narastało poczucie winy i zawsze to ja starałam się wszystko załagodzić. Dobijają mnie takie chwile.
Na tym właśnie polega między innymi silne WSPÓŁUZALEŻNIENIE - dysfunkcja, którą trzeba opanować, przepracować.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum