To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Portalu Uzależnienia
Kochaj, a bedziesz kochany

Uzależnienie od alkoholu- alkoholizm - POMOCY! Potrzebuję człowieka,który zrozumie

małpeczka - Nie 20 Kwi, 2008 10:00
Temat postu: POMOCY! Potrzebuję człowieka,który zrozumie
Witam. Dziś obudziłam się po imprezie i mam już dość. Dość osoby,która udaje,że wszystko jest ok. Wiedziałam to wcześniej,a dziś głośno mówię. To co robię nie jest normalne. Cierpię tak mocno,że pragnę umrzeć,ale piję.. a potem jeszcze bardziej cierpię,ale znów udaje mi się przekonać samą siebie,że to nie przez alkohol,więc znowu piję. Mam męża,którego kocham nad życie i WIEM,że jest współuzależniony. Pije ze mną. Nie chce,ale zawsze uda mi się go przekonać,że będzie tak dobrze,że wszystko ok. Pragnę poznać ludzi,którzy przeszli przez to samo i udało się im,by pokazali mi ten cudowny świat bez alkoholu. Dodam,że takiego nie znam,gdyż moi rodzice pili od zawsze i to właśnie picie jest u nas normalnością. Chciałabym poznać przyjaciółkę-jestem z Krakowa mam 30 lat. Przyjaciółkę,która jak powiem jej "wydaje mi się,że jestem alkoholiczką" nie będzie twierdzić,że sobie wmawiam i mówić,że wszystko jest ok,bo "wszyscy imprezują".
nowy - Nie 20 Kwi, 2008 10:05

Hejka to dobrze trafilas , bo tutaj na pewno znajdziesz przyjaciolke-przyjaciol , ktorzy ciebie zrozumia bo sami przez to przeszli(przechodza).Co prawda to przyjaciele wirtualni ale prawdziwi a na poczatek jak znalazl:))pisz smialo
pozdrawiam

małpeczka - Nie 20 Kwi, 2008 10:21

Dzięki. Po prostu MAM JUŻ DOŚĆ. Dziś rano rozważałam czy się nie zabić,bo albo to,albo leczenie. Innego wyjścia nie widzę. Zdecydowałam,że leczenie. Zadzwoniłam na telefon zaufania,dostałam adres gdzie się zgłosić. Jutro biorę wolne w pracy,nie wiem co powiem ,ale mam gdzieś czy mnie zwolnią. Muszę pójść do ośrodka. Najchętniej zrobiłabym to dzisiaj,no ale jest niedziela. Nie mogę patrzeć na siebie w lustrze,ręce z nerwów dygotają mi tak,że lewo piszę. Bo nie mam zamiaru udawać,że wszystko ok. Chleję na umór. Może rzadko,ale jak już zacznę to do rana,aż padnę. Nie kontroluję tego co wtedy robię,z kim jestem i jakie będą tego konsekwencje. Ale sądze,że prędzej czy później tragiczne. Chcę ratować małżeństwo,człowieka,który jest dla mnie wszystkim.Wie,że chcę się leczyć i zaaprobował to. Chcę poznać dla nas odpowiednich przyjaciół,wartościowych ludzi,bo to przez ich brak moje życie się tak potoczyło...

[ Dodano: Nie 20 Kwi, 2008 10:48 am ]
Wiecie co? Ja widzę tyle pięknych aspektów życia. Przeprowadziłam się,zawarłam małżeństwo,pracujemy budujemy małe gniazdko. A alkohol jest całkowicie zbędny,on tylko niszczy,cofa,psuje. A jednak zawsze w weekend pojawia się myśl "napiję się już piątek-będzie fajnie". PO CO? Ja myślę,że jako DDA (tak czytałam i interesowałam się tym tematem) mam zaburzoną osobowość i dzieje się coś we mnie podczas tego tygodnia,czego nie widzę,nie zdaję sobie sprawy. Jakieś poczucie niższości,które powoduje takie napięcie,że muszę rozładować to przez alkohol. Poza tym nie umiem wypoczywać,żyję w ciągłym napięciu i alkohol je spuszcza. Wtedy w końcu "o niczym nie myślę"...a konsekwencje są takie,że WYĆ mi się chce,albo umrzeć. Sama sobie to funduję :(

[ Dodano: Nie 20 Kwi, 2008 11:58 am ]
Nikt nie odpisuje.... ja zaś jestem w dołku tu i teraz. Myślicie,że picie (tak się zastanawiam nad własnym) może być próbą przybliżenia do ludzi? Ja na co dzień robię taką barierę-jestem wiecznie uśmiechnięta i zadowolona,wszystko ok. Pomijam fakt,że tworzy to napięcie taki balast,którego w weekend chcę się pozbyć,ale też nie zbliża mnie do ludzi. Mam ze wszystkimi poprawne stosunki. A po pijaku? Można śmiać się,powiedzieć wszystko (nieważne,że na drugi dzień okazuje się,że mówisz to nieodpowiednim ludziom),przytulać itp. Na drugi dzień moralniak,bo...gadało się głupoty i rzeczy,których normalnie by się nie powiedziało,robi się z sibie niegodną w swoich oczach szmatę. Tak to widzę. Pragnąc bliskości idę nie tu gdzie trzeba i nie tym sposobem co trzeba. Potrzebuję wzorca,autorytetu kogoś kto pokaże mi drogę. Pogubiłam się.

Rufio - Nie 20 Kwi, 2008 12:47

Cześć . Nie szkodzi , że jest niedziela - wejdż na mityngi AA wystukaj Kraków i znajdziesz i dzisiaj jakiś otwarty . Idz na początku nie musisz nic mówić - wystarczy ,że posłuchasz .

małpeczka napisał/a:
Mam męża,którego kocham nad życie i WIEM,że jest współuzależniony. Pije ze mną. Nie chce,ale zawsze uda mi się go przekonać,że będzie tak dobrze,że wszystko ok

To tak jak u mnie , żona nie chciała , nie miała ochoty ale jednaj ze mna oiła miała nadzieje , że jak ze mną sie napije to ja zrobie sobie przerwe i napije sie znowu jak i ona bedzie chciała . I jedno wielkie g... ja i tak dalej sam piłem i skończylem jako pijane coś .
małpeczka napisał/a:
Myślicie,że picie (tak się zastanawiam nad własnym) może być próbą przybliżenia do ludzi?

Tak może byc pewna formą , ale to jest na bardzo krótko . Jak ci sie skończą pieniądze lub zachorujesz - wtedy zobaczysz ,ż e ci "koledzy" jakoś mają krótką pamięć .

[quote="małpeczka"]Jakieś poczucie niższości,które powoduje takie napięcie,że muszę rozładować to przez alkohol. Poza tym nie umiem wypoczywać,żyję w ciągłym napięciu i alkohol je spuszcza.[/quote
To nie jest twoje poczucie , to zaczyna tobą rządzic mechanizm regulacji uczuc - jest to potwór , który odzywa sie sie wtedy kiedy zaczyna władać całą osobowością ( jeden z potworów - ich jest więcej ) . To alkohol już rządzi tobą , zadomowił sie na dobre i zaczyna się czuć panem domu i rząda daniny . NIE MASZ NA CO CZEKAC - BARDZO MąDRA DECYZJA - DO OśRODKA MARSZ . Znajdz mityng i daj znać i pisz jak najwiecej tu znajdziesz wiekszośc odpowiedzi - nie wszystkie bo i ja nie znam na wszystko odpowiedzi a kto zna ? :!:
:?: :idea: :arrow:

arnie - Nie 20 Kwi, 2008 13:35

Przede wszystkim małpeczka spokojnie!Jest niedziela-jest kac-jest postanowienie bardzo bardzo silne-tak silne,że aż za dużo tego-przecież musi starczyć conajmniej na tydzień a nie na dzień na kacu kiedy najłatwiej o nie.
A więc spokojnie-piszesz że jesteś pogubiona-każdy alkoholik na początku jest pogubiony.
Nie szukaj na siłę-po prostu poddaj się temu-przyjażnie,znajomości przyjdą same-nie od razu.
Na razie masz plan na dziś i tego się trzymaj-Twój plan to nie pić dziś a jutro iść do...terapeuty,aa itp.
Nie od razu Kraków zbudowano ale jak zbudowano to stoi do dziś. 8-)

bezio67 - Nie 20 Kwi, 2008 13:41

Rufio ma rację. Możesz iść na mityng. Po prostu przyjść, usiąść i posłuchać. Może to być ważne, gdyż do wieczora poprawi Ci się samopoczucie i stwierdzisz, że nie jest tak źle. Jeden z mechanizmów choroby. Samobójstwo nie jest wyjściem, to tylko jeszcze jedna próba ucieczki przed życiem. A Ty już nie chcesz uciekać. Więc trzymaj się mocno decyzji o leczeniu. Dużo się dowiesz o sobie i co Cię dręczy oraz jak sobie radzić. Dużo lęku, niepewności na pewno jest w Tobie, przed wszystkim co postanowiłaś, ale warto. Już nie długo zaczniesz doświadczać smak życia bez alkoholu i wierzę w to. Nie prawdą jest, że wszyscy na około piją. Przekonasz się. W drogę ku trzeźwości.
małpeczka - Nie 20 Kwi, 2008 14:28

Dzięki za odpowiedzi. Wiecie co? Podziwiam Was za to,że macie to już za sobą. Ale przecież też -musieliście zacząć i na początku musiało być ciężko jak mi. Ja się czuję jak dziecko- nie czuję się jak dorosła kobieta,nie trzymam swojego życia pewnie w garści. Pojadę jutro do ośrodka terapii uzależnień. Myślę sobie,a jak nie starczy mi sił? Ale wiecie co sobie odpowiedziałam? Przecież nie idę tam by coś sobie/komuś udawadniać idę tam by sobie pomóc. Co do mityngu to boję się nie wiem wogle co to dokładnie jest? Ale to chyba masa ludzi. Czy na takim mityngu jest też psycholog?
To co teraz czuję to taki...żal. Taki głęboki i nieutulony. O alkoholu nie myślę,bo na drugi dzień po piciu nie jestem w stanie wziąć go do ust. Poza tym ja piję inaczej,to jest taki schemat: cały tydzień praca,obowiązki,sprzątanie itp. Weekend piwko. Wiem chyba co powoduje,że piję. W ciągu tygodnia napina się we mnie taka pewnego rodzaju struna... no i w weekend potrzebuje pęc,by znów napinać się przez cały tydzień. Nie wypoczywam,cały czas coś robię,mam codziennie kupę planów (takich nawet drobnych jak zakupy,sprzątanie). Jak jeden dzień coś zaniedbam (w swoim mniemaniu,np. nie zrobię prania) czuję się zle. Nie pamiętam kiedy ostatnio odpoczywałam po pracy,choć czuję się non stop zmęczona. Mąż mi pomaga odciąża,ale mam wrażenie,że te wszystkie sprawy i obowiązki mnożą się. Do tego dochodzi: niskie poczucie wartości (starannie maskowane,bo staram się być głośna i pewna siebie) to też tworzy napięcie. Ogólnie non stop się krytykuję,zawsze przyczepię sobie łatkę. Np. pójdę do kina,to ma dyskomfort,że wydaję pieniądze na zbytki. A jak następnym razem wydam na alkohol równowartość tego,to myślę :" mogłam pójść do kina,albo kupić sobie to czy tamto". Czyli takie ciągłe poczucie winy. Czasem mam wrażenie,że obydwoje z mężem jesteśmy dziećmi. Czuję więc teraz ten żal nad nami i tym co nas spotkało. Tak bardzo mi wszystkiego szkoda. Czuję się winna,że pijemy przeze mnie,no ale wiem,że on mógłby odmówić. Mój mąż jest najcudowniejszą osobą jaką znam,chciałabym walczyć o nas. Zdecydowaliśmy,że pojedziemy jutro rano do przychodni. Teraz boli mnie głowa,nie mam siły się podnieść,wstydzę się wyjść na zewnątrz. Napiszcie mi kto to jest sponsor,co to mityng i jesli to jest przychodnia dla uzależnioych,współuzależnionych i dda,to czy ktoś mnie odpowiednio pokieruje,wybiorą mi jakąś drogę. Na pewno będę pisać,na razie robię to bez składu i ładu,ale tk wygląda to co w środku. Wiecie co teraz myślę,że gdybym odpowiednio wcześnie sobie pomogła chodziła na dda,to nie zabrneło by to tak daleko. Chodziłam do psychologa stwierdził u mnie fobię lękową (bałam się wychodzić z domu) teraz ostatnio stwierdził,że jestem już zdrowa. I ja przez ten cały czas nie mówiłam nic o piciu!!! Nie wydawało mi się to istotne,albo raczej wstydziłam się. Dziś psycholog z telefonu zaufania powiedział,że zacząć trzeba od alkoholizmu,dda a potem normalna terapia ewentualnie. Dlatego ta cała moja terapia nie pomagała :( Myślę o swojej mamie i o tym co bym usłyszała jakbym zamiast do Was zadzwoniła do niej,że czuję,że jestem alkoholiczką. Powiedziałaby "wmawiasz sobie" uspokoiła by mnie. Dlatego do niej nie dzwonię,nic jej nie powiem,by mnie nie uspokoiła. Cieszę się,że mam takiego dobrego męża,on przyznaje,że też to widzi. Tylko zawsze udawaliśmy,że nie robimy nic czego nie robią wszyscy. Chciałabym mieć dziecko... Boję się jednak i odkładamy to,bo wiem,gdzieś podświadomie czułam,że coś jest nie tak.Nie chciałam zafundować mu takiego domu jak ja miałam. Swoją drogą czy to nie tragiczne,kiedy jako mały człowiek jesteś w środku tego piekła,marzysz o swoim cichym i bezpiecznym domu,a kiedy masz już męża i mieszkanie,to brniesz w to samo? Jak to się dzieje? Nie znam poprostu niczego innego,nie znam spokoju,przyjażni i bezpieczeństwa. Czy poznam to lecząć się? Mam nadzieję,że tak. Spokój to byłby mój cel.

bezio67 - Nie 20 Kwi, 2008 14:46

I na pewno go zaznasz. Znajdziesz jeszcze wiele, co Cię nurtuje. Trochę czasu to zajmie. Moim największym marzeniem, kiedy piłem, była stabilizacja i spokój umysłu. Dzisiaj to mam i dbam o to ponieważ wiem jak. Dała mi to terapia i mityngi. Nie martw się, w poradni zaopiekują się Tobą i wskażą najlepszą drogę. Zaufaj im. Mityng to spotkanie alkoholików, którzy pragną nie pić. Dzielą się swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją poprzez wypowiedzi o sobie. Alkoholizm to choroba paradoksów, można ją zatrzymać i zmienić swoje życie.
małpeczka - Nie 20 Kwi, 2008 14:52

To znowu ja. Arnie ma rację,że na kacu jest najłatwiej-wtedy wszystko tak bezpośrednio Ciebie dotyczy. W tej chwili czytałam Wasze odpowiedzi i płaczę na klawiaturę. Bezio 67 napisał "w drogę ku trzeżwości" i jak to przeczytałam to nie mogę się powstrzymać tak mi łzy lecą ciurkiem.Tak bardzo brakuje mi kogoś,kto to rozumie...Płaczę,bo te słowa są takim szczerym,bezinteresownym życzeniem .Zawsze dla matki i ojca muszę być wsparciem,nie mam co na nich liczyć. I to racja co napisał też Rufio o przyjaciołach,że nie ma ich jak nie ma kasy itp. Ja to czuję teraz i nawet do nikogo nie dzwonię,bo po prostu....nie mam do kogo. Może by pogadać o serialu,albo posmiać się z niczego.Ale nikogo by podzielić się tym brzemieniem. I dlatego płaczę,bo tą drogę ku trzeżwości musimy przejść sami.Tak bardzo dziękuję za odpowiedzi. Co chwila tu zaglądam coś we mnie dziś pękło,coś się zmieniło...nie chcę już tak dłużej. Jestem sama i bardzo bardzo smutna,ale nie przerażona,bo wiem co mam robić. Tylko porostu bezdennie,ogromnie i przerażliwie smutna.
Jagna - Nie 20 Kwi, 2008 16:38

Małpeczka kto jak nie drugi alkoholik lepiej zrozumie, to co teraz czujesz...Chyba każdy z nas pamieta swoje pierwsze dni trzeźwienia, nie -abstynencji bo ta nam sie zdarzała, ale własnie trzeźwienia. Z mojego doświadczenia powiem Ci,że tak fatalne samopoczucie, kac moralny i silna chęć zaprzestania picia jak teraz u Ciebie ( pomimo tego ze sobie tego nie wyobrażasz narazie) mogą być tym dobrym momentem na rozpoczęcie leczenia, bo o to własnie chodzi, o to takie nasze dno, nieważne jakie- każdy ma inne,nie zaprzepaść tego, nie pozwól sobie jutro na lenistwo, odwlekanie sprawy , idź Kochana za ciosem! Pisz do nas, to bardzo pomaga, dla mnie była to ogromna pomoc i podpora, są tu ludzie tacy jak Ty.Polecam Ci pójście na miting, jest ich wiele w Krakowie, jest nawet grupa kobieca AA, ale nie wiem w jakie dni maja spotkanie. Dla mnie Kraków to miasto w którym zaczęłam trzeźwieć- tu byłam na terapii, kojarzy mi się z moim nowym, dobrym życiem.
Jeśli chciałabyś poczytać jak ja zaczęłam trzeźwieć to zapraszam na wątek : http://www.alkoholizm.com...topic.php?t=305
Pozdrawiam cieplutko!

Suchy - Nie 20 Kwi, 2008 16:45

Witaj małpeczka :-)
Najgorsza jest samotność we własnym świecie, dobrze , że zdecydowałaś się uchylić skorupę..
Po prostu dołączasz do nas, zobaczysz , że nie jesteś sama , a twoje problemy są typowymi dla tej choroby. W stanie jakim jesteś teraz polecam mityng AA , tam spotkasz ludzi takich jak my , chcących sobie wzajemnie pomagać. Przyjście nowicjusza na mityng to święto dla grupy, dlatego nie obawiaj się o przyjęcie. Tu masz wykaz mityngów w Krakowie mityngi . Jak się pośpieszysz to jeszcze dzisiaj masz dwa do wyboru o 17.30 i 18.
Jak już się zdecydowałaś to idź za ciosem :-) pozdrawiam

małpeczka - Nie 20 Kwi, 2008 17:03

Jagna! Przeczytałam Twój wątek-pokrzepiający. Ogólnie cały dzień tu siedzę i czytam. Wiesz,właśnie najbardziej wstydliwe jest to,że nam kobietom się to zdarza. Jak problem ma facet,to jest to oczywiście tak samo straszne,ale myślę,że oni mają ciut łatwiej. Podziwiam Cię za to jak do tego podeszłaś,jak ktoś napisał "wzięłaś byka za rogi". Ja idę jutro i w sumie to nie czuję lęku,ale ulgę,że w końcu zacznie się coś dziać. Innym uczuciem jest wszechogarniający smutek,czuję się jak małe dziecko,które pragnie wtulić się w ramiona mamy. No ale tego zrobić nie mogę. Tylko płakać... Jagno napisz coś jeszcze,jak wyglądają Twoje relacje z mężem,co mówi rodzina...Napisz jak cieszyć się z dnia codziennego,a nie dopiero po fakcie(na kacu) doceniać te trzeźwe chwile,jak przestać się nienawidzić.... mam nadzieję,że tego dowiem się na terapii. Boję się tylko,że mnie zlekceważą,ale na pewno tak się nie stanie. Chciałabym by ktoś tam wyciągnął jak Wy do mnie rękę,bo tego najmocniej w świecie potrzebuję...

[ Dodano: Nie 20 Kwi, 2008 5:09 pm ]
Suchy,dziś to się chyba nie zwlokę z łóżka...kac kac kac. Brak mi sił w rękach,nogach mdli mnie,nie mogę jeść. Najgorsze,że nie mogę też spać,odpocząć. Dzięki w każdym bądź razie za ten spis,jest tam też poniedziałek,wtorek i różne adresy popatrzę na mapie. Wziełam jutro dzień wolny,mam nadzieję,że uda mi się choć umyć. Śmiech pusty mnie ogarnia co ja ze sobą wyczyniam :( na własne życzenie... wypłakałam morze łez nad sobą:(

Jagna - Nie 20 Kwi, 2008 18:41

małpeczka napisał/a:
Innym uczuciem jest wszechogarniający smutek,czuję się jak małe dziecko,które pragnie wtulić się w ramiona mamy. No ale tego zrobić nie mogę. Tylko płakać... Jagno napisz coś jeszcze,jak wyglądają Twoje relacje z mężem,co mówi rodzina...Napisz jak cieszyć się z dnia codziennego,a nie dopiero po fakcie(na kacu) doceniać te trzeźwe chwile,jak przestać się nienawidzić.... mam nadzieję,że tego dowiem się na terapii. Boję się tylko,że mnie zlekceważą,ale na pewno tak się nie stanie. Chciałabym by ktoś tam wyciągnął jak Wy do mnie rękę,bo tego najmocniej w świecie potrzebuję... (


Wiem, wiem o czym mówisz...ten smutek :cry: Alkohol, który początkowo był pocieszycielem, napędem , "wyluzowywaczem" z czasem doprowadza w uzależnieniu do stanów depresyjnych, lęków,bezsenności aż do mysli i prób samobójczych. Podobnie było u mnie, ja paradoksalnie "podpijałam" sobie dla poprawy nastroju, owszem był ale, bardzo, bardzo krótko a później, to już sie działo ekspresem, sama nie wiem kiedy i po piciu i już w trakcie popadałam w takie doły,że miałam ochote by nie żyć. Również nienawidziłam siebie, słuszne Twoje pytanie o to. Właśnie na terapii nauczyli mnie nietylko nie nienawidzic siebie ale polubić, a z czasem zacząć kochać:) Serio!
Teraz masz prawo płakać, wyżalic sie i przytulić do mężą, naprawdę domyslam sie jak się czujesz, przeżyłam to i nie chcę więcej. Jesli chodzi o moja rodzinę, to miałam i mam ogromne wsparcie mojej mamy, syna i przyjaciółki, mój mąż także ucieszył się z faktu, że chcę sie leczyć, że chcę trzeźwo żyć. Wsparcie- to nie znaczy, że głaskali mnie po głowie i żałowali, ale rozmawiali ze mną i pokazywali mi mój problem.
Jak cieszyc się zyciem ? Nauczysz sie tego, samo przyjdzie z każdym trzeźwym dniem.Wiesz co mnie zachęca, by być trzeźwą? A to, że zasypiam trzeźwa i robię to świadomie, że pamietam każdą chwilę i wiem co robiłam i mówiłam, że ładnie wyglądam(!),że świetnie sie czuję fizycznie i psychicznie- żadnych kaców i moralniaków, że wreszcie mam szacunek dla siebie, że troszczę sie o siebie, pozwalam na odpoczynek, relaks, sprawiam sobie prezenciki( a co!;)i najważniejsze: jestem wolna- nie muszę się martwić czy mi piwa zabraknie, czy nie zaśpię rano do pracy, czy nie zawale terminów, czy nie zawiodę bliskich....ech cała masa tych plusików!:))))) Naprawdę! Kiedys nie uwierzyłabym w to, a to jest fakt, tylko ta choroba umysłu , ciała i duszy - alkoholizm powoduje to, że pijąc nie wyobrażasz sobie że może być inaczej, że można żyć bez ALKO, usprawiedliwiasz się sama przed sobą, wymyslasz powody picia i okazje....taki zakłamany krąg- to wstretne choróbsko- ale na szczęście - da się leczyć. Co prawda tak jak cukrzyk, alkoholik ma juz tę chorobe na zawsze, ale czyż ludzie nie cierpią na gorsze schorzenia? Dzisiaj pozwól sobie na smutek, płacz i odpoczynek, trzeżwiej.Jutro warto byś poszła do poradni LU, jestem z Tobą, dasz radę:)!

Anonymous - Nie 20 Kwi, 2008 19:00

Witam,małpeczko.
Kiedy czytam Ciebie - mogę się podpisać pod każdym Twoim słowem.
To tak-jakbym czytała siebie.
Więc sama widzisz , że są kobiety,które też są alkoholiczkami.
Jest ich sporo. I wciąż przybywa,niestety.
A wstyd trzeba schować do kieszeni i nie wstydzić się prosić o pomoc.
Wstyd - to pić !!!!
Wykorzystaj moment , kiedy Twoje morale jest na samym dnie.
To naprawdę jedyny,dobry moment.Za dzień ...za dwa , znowu
będziesz wierzyła , że nie jest z Tobą tak żle.
W poradni nie masz się czego obawiać. Tam się nikt nie dziwi, że
kobiety piją i proszą o pomoc. Wręcz przeciwnie. Tam rozumieją , co to jest , ten alkoholizm.
Nie bój się i nie wstydż. Strach ma tylko wielkie oczy.
Przekonaj się o tym sama , a przyznasz mi rację.
I wcale nie jesteś samotna !!! Masz męża , który chyba już wie, że masz problem.
Który kochający mąż , nie wesprze żony ?
Więc nie pisz o samotności. Naucz się rozmawiać.


ps.Trzymam kciuki za podjętą decyzję o wizycie w poradni.
Założę się , że jutro nam napiszesz - wstyd , że sie wstydziłam !!! :lol:
pzdr.

Rufio - Nie 20 Kwi, 2008 19:40

małpeczka napisał/a:
Wiesz,właśnie najbardziej wstydliwe jest to,że nam kobietom się to zdarza

Tu nie ma żadnej różnicy - kobieta - mężczyzna tu jestesmy tacy sami . Alkohol nie wybiera jemu jest jedno kogo dopadnie - tym sie nie przejmuj i nie zamartwiaj

.
małpeczka napisał/a:
Boję się tylko,że mnie zlekceważą,ale na pewno tak się nie stanie.

Tam nikogo nie lekceważą - mialem sam podobne odczucia "czy na pewno ich będę obchodzić" obchodziłem i pomogli. Jedno co nam grozi to my sami , że po paru wizytach uwierzymy że już jesteśmy mocni i jest dobrze . Chodze do ośrodka cały czas chociaż cykl leczenia podstawowego ( trwa 17 m-cy ) mam za sobą - to co miałem zapisane w kontrakcie - tak miałem podpisany kontrakt tam miałem napisane czarno na białym co wolno , co nie i jak należy sie zachowywac prawie w każdej sytuacji . Teraz zaczynam grupe pogłebionej terapii która trwa tak długo jak chcesz tu już nie ma okreslonych terminów jest tylko i wyłącznie moja wola . Masz mężą , który chce być z tobą i chce iść razem na terapie - to jest alleluja i tego pilnuj . Uszy do góry jestes na dobrej drodze , powodzenia i melduj jutro wieczorem co i jak tam było . PA :-) :idea: :!:

małpeczka - Pon 21 Kwi, 2008 08:31

Zadzwoniliśmy rano do poradni i kobieta nam powiedziała,że dzisiaj zgłosiło się tyle ludzi,że już nas nie przyjmie. Powiedziała by przyjechać jutro. Sęk w tym,że nie wiem czy dostanę wolne. Powiedzieliśmy,że mamy dziś wolny dzień i nie wiemy,czy "nie stracimy motywacji" ,że "nie mamy jutro wolnego". Zaproponowała wizytę w sobotę (psycholog dyżurny),ale trzeba się na nią umówić dopiero w środę... ogólnie to nas zbyła :(
Ja dzisiaj ryczę dalej,przepraszam męża. Mówię mu żeby mnie zostawił,bo mu niszczę życie,a on,że jestem jego żoną i mnie kocha i na pewno nie zostawi.To wszystko przyprawia mnie o jeszcze większe wyrzuty sumienia.Po prostu największy życiowy dół. Pojawiają się pytania "jak to się stało?" "jak to możliwe?""co my powiemy rodzinie?". To wszystko mnie przytłacza. Rozglądam się po mieszkaniu,może nie jesteśmy bogaci,ale radzimy sobie... widzę kwiat,który kupiliśmy i z którego tak się cieszyłam i mnóstwo innych rzeczy takich bezpiecznych,dobrych. PO CO MI BYŁO TO PICIE? Żeby to zniszczyć i czuć się jak teraz??? Wstyd,ból,poniżenie,niechęć. Żal mi swojego zdrowia,patrzę na witaminy,które biorę i śmiać mi się chce. To po to codziennie je biorę,dbam o zdrowie,żeby po jednej imprezie tak wycieńczyć organizm? Po co dbam o dobre kontakty z ludźmi,by się jednego wieczoru tak skompromitować? Tylko,że na co dzień,na trzeźwo tego tak nie widzę...Na co dzień mam do siebie pretensje. Czy potrzebuję się upić by to wszystko docenić? Chcę nauczyć doceniać się tego bez picia. Dziękuję Jagno,Monko i Rufio i reszcie. Popatrzę czy jest jakaś inna poradnia.Szczerze? Poczułam się zlekceważona jak nam odmówili. Dwóm przestraszonym ludziom z nadzieją wykręcającym ten numer...Załóżmy,że wezmę jutro wolne i pójdziemy,a oni nas odeślą...ja nie mogę zwalniać się w nieskończoność...

[ Dodano: Pon 21 Kwi, 2008 8:54 am ]
Znaleźliśmy inną poradnię...jesteśmy umówieni na 11:00. Idę się ogarnąć. Odezwę się po powrocie.

Suchy - Pon 21 Kwi, 2008 09:04

małpeczka napisał/a:
PO CO MI BYŁO TO PICIE? Żeby to zniszczyć i czuć się jak teraz??? Wstyd,ból,poniżenie,niechęć
Dokładnie, dokładnie, ale to dokładnie po !
I nie zmarnuj tego, bo paradoksalnie alkoholizm może stać się dla ciebie szansą na zmianę życia , bo sam jest skutkiem jak na razie, a nie przyczyną twoich niezałatwionych problemów....uspokój się bo nie ma powodu do histerii :) , pić umiałaś to i teraz dowiedź sobie , że masz wystarczająco determinacji w sobie , żeby potrafić załatwić tę życiową sprawę. Ośrodków uzależnień jest dużo , znajdź w internecie, chociażby na naszej stronce...Ja trafiłem do ośrodka oddalonego o 200 km od mojego miejsca zamieszkania, a w miejscowym znany nie jestem. Z tego co wiem ośrodki uzależnień z reguły przyjmują i zakładają karty pacjentom w określone dni . W Łukowie takim dniem jest piątek, w innych może być inaczej . Nie zaszkodzi zadzwonić , udzielą informacji. To ma sens jeśli zdecydujesz się na terapię stacjonarną , jeśli na dochodzącą to nie pozostaje ci nic innego jak próbowć w Krakowie dalej... Poza tym masz jeszcze mityngi
Pozdrawiam i życzę Pogody Ducha .. :-)

Anonymous - Pon 21 Kwi, 2008 09:18

małpeczka napisał/a:
Znaleźliśmy inną poradnię..



Dziewczyno !!!
Będą z Ciebie ,,ludzie,,.
Przy Twojej determinacji - TAK .
Teraz - tylko konsekwencji Ci życzę. :lol:

Wiedźma - Pon 21 Kwi, 2008 09:38

małpeczka napisał/a:
Znaleźliśmy inną poradnię...

No i pięknie!
Gdy zaczynałam czytać Twój post, ogarnęła mnie obawa czy nie odpuścisz.
Ale widzę, ze z Ciebie zuch dziewczyna - bardzo mi się podoba taka postawa

Ja za Ciebie trzymam kciuki i kibicuję Ci całym sercem!

Po powrocie z poradni napisz jak było i jakie podjęłaś dalsze decyzje :-)

małpeczka - Pon 21 Kwi, 2008 09:41

No to wychodzimy... już mi wszystko wisi,nie pomalowałam się,włożyłam byle co,wszystko wydaje mi się nieważne...chcę tam tylko pójść


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group