To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Portalu Uzależnienia
Kochaj, a bedziesz kochany

Uzależnienie od alkoholu- alkoholizm - Dno, którego musiałem sięgnąć,by doznać oświecenia...

arnie - Wto 30 Sty, 2007 19:13
Temat postu: Dno, którego musiałem sięgnąć,by doznać oświecenia...
Iras napisał:
Wielu z nas pijąc zatracała sie powoli, wpadałem coraz głembiej w szpony nałogu. Po 17 latach picia i 2 próbach samobójczych, sięgnąłem dna fizycznego, moralnego, społecznego, duchowego, finansowego... a wszystko to w jednym czasie. W stanie wycieńczenia trafiłem
na detpks, przezyłem tam szok... nie miałem co wypić... jeść nie mogłem. Jedynie co mogłem, to lezeć i płakać z bólu ciała i duszy.
A jednak ktoś mi pomógł i nędzna menda, znaleziona na śmietniku z denaturatem w ręku - przeżyła.
Każdy z nas to przeszedł.... ale jaki teraz mamy cel.. Napiszcie proszę pare słow jeśli możecie, co przeżyliście, kim byliście, a kim teraz jesteście.


============================================================

Iras,ja akurat nie dotknąłem aż tak widocznie,bo dotkliwie to powiedziałbym ,że tak.Sam fakt,który pokazał mi jak bardzo sobie nie radzę był jakby pretekstem do przestania,był takim momentem,który powiedział mi,że tak dalej byc nie może.Wszekie inne rzeczy przypominały mi się później,do dziś czuje skutki fizyczne-mieszanki clonazepamu zapijanego alkoholem,myślę,że gdyby nie to,że nie piję szybciutko znalazłbym się w jeszcze większym /****/,niż byłem.

Qk - Wto 30 Sty, 2007 20:11

Każdy ma swoje dno. ja piłem tylko dobre markowe alkohole, nie upijałem się do utraty świadomości, jednak to nie ja kierowałem swoim życiem. Wszysko kręciło się wokół alkoholu. Przez lata "smakowania" alkohol stał się dla mnie "powietrzem" Nie mogłem bez niego żyć. Teraz jednak przerwałem ten krąg picia, ale nie ma co ukrywać - odczówam żal po stracie ;TĘSKNIĘ!!!!!!!!!
Anonymous - Śro 31 Sty, 2007 15:26

,,dno''- kurcze mam nadzieje ze nie trzeba go sięgnać by przestać pić... Poczucie postepującej utraty kontroli nad swoim życiem i niepewność tego do czego to doprowadzi- takie uczucia towarzyszą mi podczas pograzania się. I jeszcze ten cholerny lęk przed samotnościa i dnem właśnie. Gdzie podziały się dni gdy alko to była ,,przygoda'' i rzecz o zupełnie marginalnym dla mnie znaczeniu. alkohol rozpycha sie łokciami i chce być w centrum uwagi . Chce doprowadzic nas na dno i wmówic ze w tej parszywej sytuacji tylko on moze usmierzyc wstyd i ból- taka ucieczka w niebyt.
życze wszystkim wolności i bycia konsekwetnym w swoich dobrych decyzjach. pozdro!

kris61 - Śro 31 Sty, 2007 17:23

Moje dno ... ? sam nie wiem ... piłem sam , z kolegami a na końcu z żoną ... a żona kiedyś nie znosiła alkoholu .... Niespłacone pożyczki , nieopłacone rachunki , komornik ... . Na pijanego ojca i pijaną matkę patrzyły dzieci .... Znajomi przestali być znajomymi ..... W pracy na pograniczu wyrzucenia z niej . Dostałem ultimatum od przełożonego w pracy : albo odwyk albo za bramę . Nie miałem wyjścia i " wybrałem "odwyk . Było to w 1999 r i do dziś nie piję .... a z żoną jest różnie . Tak więc nie piję ponad 7 latek ale do dziś mi się czka tamten okres . Może to zabrzmi dziwnie ale pijąc zdawałem sobie sprawę że moje picie nie jest normalne .... pamietam rozmowę z żona gdzie oboje stwierdziliśmy że nasze picie nas rujnuje ... ale po setce juz myśleliśmy inaczej .
Anonymous - Śro 31 Sty, 2007 20:42

Jak dziś pamiętam sytuację z przed dziesięciu lat, w której pomyślałem,że kiedyś się obudzę i zdam sobie sprawę, że jestem nikim, że straciłem wszystko, że nie mam rodziny, nie mam przyszłości a wszystko to przeez wódę. Tamtego dnia po wypiciu kolejnego kieliszka zapomniałem o wszystkim. wczoraj obudziłem się i okazało się że to o czym myślałem dziesięć lat temu jest rzeczywistością. Nie piję już 5 miesięcy, to długo i bardzo krótko zarazaem. Codziennie myślę: a może jednak dziabnąc ostatnie piwko, ale wiem , ze to byłby koniec.
zdałem sobie sprawę, że teraz kidy nie piję ludzie zaczęli mnie szanować, zrozumieli, że jestem kimś, docenili moj wysiłek, zazdroszczą mi niepicia, polegają na mnie. To wszystko buduje, dam radę choć jest przeraźliwie trudno i pić się chce jak nigdy, ale szacunek do samego siebie jest silniejszy i wygrywa z pijanstwem. Powodzenia dla wszystkich probujących- dacie radę.

Jras - Śro 31 Sty, 2007 20:57

Herzog wiem o czym pioszesz jak trudno odzyskać szacunek u ludzi a jeszcze trudniej u samego śiebie , akceptacia śiebie jako alkocholika jest naprawde trudna no i poczucie winy . Wracające na tszeżwo wspomnienia Co robilem , kim bylem to nie jest latwe ...
Anonymous - Śro 31 Sty, 2007 22:06

kris 61-az mi sie lza w oku zakrecila-tak na trzezwo to jeszcze cos do tej zakutej mojej mozgownicy trafia,ale jak sie napije to juz wszystko jest spoko...
Jras - Nie 04 Lut, 2007 14:30

Pani Kacowska napisał/a:
to jeszcze cos do tej zakutej mojej mozgownicy trafia,
, wlaśnie dla tego warto nie pić , Życie bez alkocholu tylko na początku drogi pszeraża , te wszystkie nie załatwione sprawy, długi wieżyciele , poczucie klęski , Ale to wszystko powoli mija , powoli ale jednak , Wraca wolne myślenie . Czasami jednak warto pszypomnieć sobie kim jestem i co robiłem . Pomaga mi to w ocenie całości problemu
Jras - Nie 04 Lut, 2007 14:36

kris61 napisał/a:
Znajomi przestali być znajomymi .....
Kris dziś wiem że tak naprawde to dobże że tacy ,, znajomi ,, odeszli dziś mam mnustwo znajomych i wiem że jak bende w potszebie to napewno nie odejdą U mnie po 13 miesioncach bez wudy pszyszedl czas , na poważniejsze zmiany w życu , poznałem kogoś , a pamientam jak zaras po terapi chciałem zmiam natychmiastowych , dziś mnie to śmieszy Wiem nigdy nie bende ,, normalny ,, tak jak zdrowi ludzie ale cusz tszeba jakoś żyć . Zmiany zachodzą powoli ale wiem dziś że czym wolniej , tym są trwalsze
Jras - Nie 04 Lut, 2007 14:40

A tak wogule to czy można pozbyć sie poczucia winy .... Patsząc w stecz widze kim bylem i co robiłem i to na tszeżwo ...
Anonymous - Nie 04 Lut, 2007 18:24

Witam wszystkich na Forum,jestem współ i wiem że pomożecie mi zrozummieć niektóre ciemne strony alkoholika,bo jestem u kresu wytrzymałości i zaczynam się gubić. :cry:
arnie - Nie 04 Lut, 2007 21:59

Jras napisał/a:
A tak wogule to czy można pozbyć sie poczucia winy ....

Możecie wierzyć,możecie nie wierzyć ale ja nie mam żadnego poczucia winy.Miałem kiedyś-tym poczuciem winy katowałem siebie-bo jakoś tak się złożyło,że to najbardziej siebie katowałem jak piłem-no i z tego poczucia oprócz zgorzknienia nic nie wynikało.Jak myślałem coś w stylu-ile ja straciłem a mogłem np.uczyć się tego,mogłem nie robic tego itd itd to leciałem w dół.Teraz myślę sobie-do czegoś było mi to potrzebne - być może-tego nie wiem i nie warto o tym myśleć.A co nie zrobiłem wtedy robie teraz,więc dla mnie te wszystkie litanie,te grzebanie nad swoim dawnym zyciem,przez całe życie jest bez sensu.Szanujcie ludzie to co zostało i traktujcie każdy dzień tak jakby był ostatnim dniem w waszym życiu.A przeszłość?nad przeszłościa można popracować chwilę,poogladać,wyciągnąc wnioski,spalić i zakopać i i tak nie mamy na nią wpływu.
Powodzenia i do przodu marsz!!!

romcio - Pon 05 Lut, 2007 09:25

Jras ustawilem powiadamianie na gg...napisz mi czy dziala :-)
Jras - Śro 07 Lut, 2007 15:59

Arnie wiesz wcale niechodzi mi o to czy teras mamy poczucie winy teras jak nie pijemy ale chodzi mi o to poczucie winny z dawnego postepowania jak to teras na tszeżwo widzimy Wiadomo że teraś ja napszykład nie zachowóje sie tak jak wtedy gdy piłem , czyli nie kradne , nie mam problemów z prawem , nie jestem , żałosną kanalią jestem kimś zupełnie innym człowiekiem czuje że naprawde żyje Tszeba tesz zauważać te dobre strony tszeżwienia , np jak teras nas widzą ci co pamietają jacy byliśmy , jak odzyskiwaliśmy ich zaufanie , a najważniejsze JAK MY TERAS SIĘ Z TYM CZUJEMY i to jest ważne dla mnie Ale patsze tesz w stecz kim byłem , jestem , i bende bo niechce zapomniec , ku pszestrodz dla mnie samego i wcale nie chodzi o rozdrapywanie ran ale o pamietaniu co mi zadało te rany Ale twoje zdanie bardzo mnie zaciekawiło i dalo do mi do myślenia , może moja droga jest błendna ..... ale polemika zawsze mi sie pszyda zwłaszcza z tobą .... ;-)
arnie - Śro 07 Lut, 2007 18:33

Iras,nie sądze by Twoja droga była błędna-każdy ma swoją-gdybym opowiedział co ja miałem za przemyślenia w pierwszym roczku to ho ho:).Teraz jest mi dobrze choć uwierz nie było łatwo i teraz wszystko nie jest zupełnie light ale jest moje i z tym czuję się świetnie.
ewas - Czw 08 Lut, 2007 15:39

Każdy z nas ma swoje dno , ja też siegnęłam swojego .Utraciłam szacunek sama do siebie .Teraz powoli go odzyskuje .Jestem trżezwa i to jest dla mnie najważniejsze.Odbudowałam swoje relacje z rodziną , chodze z podniesiona głową .Moje rozwalone emocje wracaja do równowagi .Jestem wolnym człowiekiem .Alkphol przestał rzadzic moim życiem .
Jras - Czw 08 Lut, 2007 15:51

[ i teraz wszystko nie jest zupełnie light ale jest moje i z tym czuję się świetnie.[/quote] i to właś nie jest to ,, wiadomo problemy są zawsze ale teras ja mam siłe i cheći do stawienia im czola i nawet jeśli spotka mnie coś złego to nie reaguje lecąć po flaszke i nawet jeśli ja popełnie błond to jest to muj tszeżwy błond
Jras - Nie 11 Lut, 2007 21:30

Wruciłem z nawrotów , pszekonałem sie całkowicie że tszeżwienie bez AA , terapui i terapeutów jest niemożliwe a napewno uciążliwe . Siła wspulnoty jest napewno od .....
Jras - Wto 13 Lut, 2007 16:55

Znowy złapałem wiatr w żagle . po nawrotach i pracy w grupach , wyjaśniło mi sie kilka problemów . kture pużniej rozwionzałem . Pszekonałem się kolejny ras o sile grupy , W tą sobotę jade na oddział terapi na kturyn sam bylem , by porozmawiać z tymi co teras kończą terapie , i to na ich prożbe bym to ja właśnie tam pszyjechał jako ,, Spikier ,, Zaskoczylo mnie to .... A wracając do tematu , mogłem porozmawiać z tymi co świeżo są po terapi i posłuchać ich opowieśći o dnie i walce w samotności , Pszekonałem śię tesz że dno jest bardzo bolesne , ale dla kobiet , jest bardziej bolesne w odczuciach ... ich odczuciach . Dużo dala mi do myślenia chistorja...pewnej młodej dziewczyny ktura byla ... jest .. malarką a skoczyła jako pijaczka ..a na koncu jako złodziejka i dziwka .. szlajająca się po melinach ...Jej historja bardzo mnie wzruszyła .. Widzialem jak cieszko jest jej o tym muwić .. muwiła jak pragnie wrucić do malowania tego co kocha .. ale tszesonce sie rence .... Wiem jak bardzo sie boji tego co bedzie ... jak bedzie wyglondał jej powrut do życia bez alkocholu ..
Jras - Wto 13 Lut, 2007 16:58

Za błendy pszepraszam ale nie pszejmuje się nimi wogule ...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group