Forum Portalu Uzależnienia
Kochaj, a bedziesz kochany

Współuzależnie - koalkoholizm - Moja historia z nieznanym zakonczeniem....

KasiaO - Wto 29 Mar, 2011 21:59
Temat postu: Moja historia z nieznanym zakonczeniem....
Witam!
Zakładam watek, jakich jest tu juz wiele...
Opowiem w nim po krotce moja "nasza" hitorie. Mam nadzieje, ze znajde tu osoby, ktore pomoga mi zrozumiec ta dziwna i straszna chorobe...
Jestem zona alkoholika. Jestesmy malzenstwem od 3 lat, rocznica bedzie 12 kwietnia.
Znamy sie jakies 6 lat. O problemie z alkoholem wiedzialam w sumie od poczatku. Zapytacie, po co sie w to wpakowalam? Dzis, sama nie umiem sobie odpowiedziec... Pewnie jak wiele kochajacych dziewczyn myslalam, ze: "dzieki mnie sie zmieni".
Przez 3 lata naszego malzenstwa "prawie" nie pil. Wiem na pewno, ze przez 1,5 roku kiedy bylismy za granica nie wypil ani jednego kielkiszka, ale bylismy w obcym kraju, wiec nie chodzil na zadna terapie, wiedzialam, ze ten problem do nas wroci predzej czy pozniej.
Zaczelo sie w zeszlym roku. Najpierw jedna wpadka, za miesiac druga, potem znow przerwa, i kolejna.... W sumie jak ktos go nie zna, to moze pomyslec, normalny facet, wypije raz na jakis czas, wszystko w porzadku....
W styczniu w jednej chwili stracil prawo jazdy i prace...
Wielkie poruszenie, glownie w mojej rodzinie, bo nikt sie tego po nim nie spodziewal, nie znajac jego choroby. Obiecal leczenie, poprawe, itd. Szybko znalazl inna prace, lepsza (wiecej szczescia niz rozumu). I co? Mija poltora miesiaca, tydzien temu zamiast isc do psychoterapeutki idzie pic...
Nie wierze juz w zadne obietnice, mam swiadomosc, ze sa bez pokrycia... Postanowilam, ze nie bede juz niczego ukrywac. Mowie otwarcie przed swiatem, ze moj maz jest alkoholikiem, nie zalatwiam spraw za niego... Mysle o rozwodzie... ale jestem oczywiscie rozdarta, bo mamy dwuletniego syna. Nie wiem na ile moj maz naprawde chce sie leczyc, a na ile oszukuje mnie i caly swiat. Na pewno nie pozwole na to, aby moj syn dorastal patrzac jak jego ojciec pije. JEsli nie bedzie sie leczyl, nie bede z nim, choc wiem, ze nie bedzie latwo sie od niego uwolnic... Znam juz na pamiec: przepraszanie, obiecywanie, szantazowanie, straszenie i znow przepraszanie.... i tak w kolko. Nie wiem tylko czy juz to zakonczyc czy poczekac jeszcze.... Na co? Sama nie wiem, chyba na cud...

jerry - Sro 30 Mar, 2011 07:27
Temat postu: Re: Moja historia z nieznanym zakonczeniem....
Hej KasiaO :)

Cytat:
... O problemie z alkoholem wiedzialam w sumie od poczatku. Zapytacie, po co sie w to wpakowalam? Dzis, sama nie umiem sobie odpowiedziec...
No właśnie, po co się wpakowałaś? Może jednak trzeba zacząć od odpowiedzi na to pytanie, zanim zaczniesz po raz kolejny próbować wpływać na męża lub rozwodzić się z nim.

Pozdrawiam - Jerry

jobael - Sro 30 Mar, 2011 10:48

KasiaO napisał/a:
Nie wiem tylko czy juz to zakonczyc czy poczekac jeszcze.... Na co? Sama nie wiem, chyba na cud...

Zakończyć jest trudno i żyć z alkoholikiem trudno.
Może poszukaj czegoś po środku.
Zmień taktykę. Spiętrz kryzys. Stawiaj twarde warunki.
Zweryfikuj także swoje uczucia, nie kierując się dobrem dziecka, bo alkoholizm ojca,dobrem dla dziecka nie jest.
Jesteś teraz zagubiona, ale możesz powoli odzyskiwać równowagę przy pomocy specjalistów i grupy. Proponuję iść do przychodni i poszukać pomocy przede wszystkim dla siebie.
Cuda się zdarzają, nikt do końca nie jest przekreślony, ale to Twój mąż ma podjąć decyzję jak dalej chce żyć.
Przeszłości nie zmienisz. Ona już się utworzyła. Możesz teraz zmieniać życie obecne i kształtować nową przyszłość z nim, lub bez niego.

kahape - Sro 30 Mar, 2011 13:05

KasiaO napisał/a:
Znam juz na pamiec: przepraszanie, obiecywanie, szantazowanie, straszenie i znow przepraszanie.... i tak w kolko.
czyli, należałoby to błędne koło przerwać. I dobrze. Czas najwyższy.
Przez te lata nie masz męża tylko jakiegoś gościa, na którym nie można polegać bo nigdy nie wiadomo kiedy się nachleje.
Jak żyłaś do tej pory? Wszystko na twojej głowie!!!
KasiaO napisał/a:
JEsli nie bedzie sie leczyl, nie bede z nim, choc wiem, ze nie bedzie latwo sie od niego uwolnic...
Nie zakładaj, że "nie będzie łatwo". Może okazać się to prostsze niż myślałaś.

Czy myślałaś o wsparciu dla siebie, o pomocy, jak to przeprowadzić?
Jak nie dać się więcej jego manipulacjom? Skąd będziesz czerpać siły?
Czy uważasz się za osobę współuzależnioną?
pozdr

MałaMi - Sro 30 Mar, 2011 14:45

Ja podziwiam Cię za to, że widzisz problem, że szukasz pomocy i nie wierzysz w obietnice bez pokrycia, że nie chcesz by syn patrzył na pijanego ojca. Zacząć działać tak wcześnie to połowa sukcesu. Widać, że nie chcesz tkwić w małżeństwie z pijącym mężem. Teraz chyba najlepszym rozwiązaniem jest poszukać terapii dla siebie, żeby ukierunkować działanie na dbanie o siebie i właściwe postępowanie z mężem, tak by nie fundować mu komfortu picia a żeby widział, że jesteś konsekwentna, silna. Poczujesz się lepiej, pewniej to i wszystko inne wyda się prostsze.
Trzymam kciuki za właściwe decyzje.

KasiaO - Nie 03 Kwi, 2011 19:09
Temat postu: Re: Moja historia z nieznanym zakonczeniem....
jerry napisał/a:
Hej KasiaO :)

Cytat:
... O problemie z alkoholem wiedzialam w sumie od poczatku. Zapytacie, po co sie w to wpakowalam? Dzis, sama nie umiem sobie odpowiedziec...
No właśnie, po co się wpakowałaś? Może jednak trzeba zacząć od odpowiedzi na to pytanie, zanim zaczniesz po raz kolejny próbować wpływać na męża lub rozwodzić się z nim.

Pozdrawiam - Jerry


Gdyby ta odpowiedz byla taka prosta, to pewnie juz dawno bym ja znalazla... Pewnie jest banalna... milosc.

Myslalam o terapii dla siebie i planuje w najblizszym czasie sie na nia wybrac. Musze tylko sprobowac znalezc na nia czas, to znaczy tak pooukladac sobie prace, czas z dzieckiem, itd, aby zostal czas jeszcze na terapie. Bo nie ukrywam, ze jestem troche zabiegana na codzien.
Ale mam nadzieje, ze i tutaj dostane pare cennych rad jak sie zachowywac i co robic w trudnych sytuacjach.
Jestem raczej silna osoba i radze sobie, jestem tez konsekwentna i stawiam warunki, nie poblazam...
Ale czasem nie wiem jak sie zachowac... No bo przeciez nie moge caly czas byc na niego zla za to co zrobil... a z drugiej strony tez nie moge sie usmiechac i udawac, ze nic sie nie stalo... Gdzie jest ten zloty srodek?
Rozmawiac z takim czlowiekiem? Walkowac temat? CZy zostawic to wszystko terapeutce i w ogole nie zaczynac tematu picia?
W chwili obecnej powiedzialam mu, ze juz wiecej nie interesuje sie jego leczeniem i tym, czy bedzie to robil czy nie, to jego sprawa. Jak nie chce niech pije, ale nie w moim domu... Mieszkamy u moich rodzicow, powiedzialam, ze po alkoholu nie wpuszczam go do domu. Poza tym nie budze go do pracy, jesli dzien wczesniej zapije, nie zalatwiam jego spraw, itd... I nie rzucam slow na wiatr, jak mowie, tak robie.

Pozostaje jeszcze pytanie, czy czuje sie wspoluzalezniona? Czasem wydaje mi sie, ze nie. Ale pewnie jestem.... Mysle w ciagu dnia o tym czy pije czy nie. Czasem boli mnie brzuch jak nie odbiera telefonu.... wiec normalne to nie jest.

kahape - Wto 05 Kwi, 2011 12:59

KasiaO napisał/a:
Mysle w ciagu dnia o tym czy pije czy nie. Czasem boli mnie brzuch jak nie odbiera telefonu.... wiec normalne to nie jest.
KasiaO napisał/a:
czy czuje sie wspoluzalezniona?...... Ale pewnie jestem...
jesteś, ja czułam tak samo. Dobrze zrobiłaby ci rozmowa z psychologiem, terapeutą. Wiedziałabyś na czym stoisz.
KasiaO napisał/a:
Jestem raczej silna osoba i radze sobie,
za silna.
Myślałaś, że uda ci się przerobić innego człowieka wg własneo uznania. A tu pudło.
KasiaO napisał/a:
jak wiele kochajacych dziewczyn myslalam, ze: "dzieki mnie sie zmieni".
no właśnie, a dlaczego miałby się zmieniać? Skoro radzisz sobie sama do czego potrzebny ci jest facet?
KasiaO napisał/a:
Ale mam nadzieje, ze i tutaj dostane pare cennych rad jak sie zachowywac i co robic w trudnych sytuacjach.
najwięcej, najcenniejszych rad uzyskasz na terapii.
Wycelowałaś w pijącego. Wzięłaś na siebie ciężkie zadanie? Po co? Lubisz takie wyzwania?
Nie lepiej byłoby wziąść trzeźwego, zwykłego faceta zamiast takiego .... z problemami?
pozdr

jobael - Wto 05 Kwi, 2011 19:24

kahape napisał/a:
Nie lepiej byłoby wziąść trzeźwego, zwykłego faceta zamiast takiego .... z problemami?

Pewnie tak, ale ten już jest i trzeba jakoś sobie z tym poradzić.
A jak?
Fachowcy pomogą iść nową drogą z nim czy bez niego.
W każdym razie dostaniesz na terapii narzędzia jak nie żyć życiem alkoholika i jak sobie radzić z emocjami.
Wtedy Twój alkoholik przyjrzy się Twoim zmianom i kto wie............ ???

KasiaO - Pią 08 Kwi, 2011 12:03

kahape napisał/a:
Wycelowałaś w pijącego. Wzięłaś na siebie ciężkie zadanie? Po co? Lubisz takie wyzwania?
Nie lepiej byłoby wziąść trzeźwego, zwykłego faceta zamiast takiego .... z problemami?


Hmmm... ciekawe podejscie...
Zakochalam sie w facecie, przeciez nie mial wypisane na czole, ze jest alkoholikiem. Niedlugo po tym jak sie poznalismy powiedzial mi o swoim problemie. I co, mialam go zostawic tylko z tego powodu? To co, jak ktos ma raka czy hiv czy schizofrenie to z tego powodu ma byc sam? Nie zasluguje na milosc czy co?
A dwa, trzezwy, zwykly facet tez po jakims czasie moze sie okazac alkoholikiem czyz nie tak?

jobael napisał/a:
W każdym razie dostaniesz na terapii narzędzia jak nie żyć życiem alkoholika i jak sobie radzić z emocjami.
Wtedy Twój alkoholik przyjrzy się Twoim zmianom i kto wie............ ???

Mam taka nadzieje i szukam wlasnie terapii dla siebie w dogodnym dla mnie miejscu i czasie.
Choc przyznam, ze nie wyobrazam sobie na razie jak mozna odciac sie od problemow alkoholika? Bo w koncu jestesmy malzenstwem, mamy wspolne plany, budowa domu itd... i co mam liczyc tylko na siebie nie patrzec na to co on robi?
Ale wiem, ze terapii potrzebuje... Prosty przyklad, dzis rano, chcialam mu cos powiedziec (jest w pracy), dzwonie raz, drugi, trzeci, dziesiatty... nie odbiera.... Od razu, bol brzucha, tysiac mysli na minute i uporczywe dzwonienie do skutku. A tu zonk, telefon zostawil w kurtce, odebral dopiero po kilkunastu probach.
A ja alkomat mam juz chyba w uchu, jesli nawet jednego lyka wypije, od razu go poznam po glosie i juz wszystko wiem...
Na razie chodzi do terapeutki co tydzien, czy mu to pomaga, i jak bardzo jest w to zaangazowany, nie wiem.

Jutta - Pią 08 Kwi, 2011 12:13

KasiaO napisał/a:
Niedlugo po tym jak sie poznalismy powiedzial mi o swoim problemie. I co, mialam go zostawic tylko z tego powodu?


Moim zdaniem to calkiem solidny powod.

KasiaO - Pią 08 Kwi, 2011 12:18

Jutta, sorry, ale mimo tylu sytuacji, ktore juz przeszlam, to nie rozumiem takiego podejscia....
Moze sie rozstaniemy niedlugo czy za jakis czas, moze sie nie uda, ale mimo to, nie rozumiem.

Jutta - Pią 08 Kwi, 2011 12:31

Nie wiem Kasia. Przedstawilam tylko swoj punkt widzenia. Ja rozwiodlam sie z alkoholikiem.

Gdybym teraz poznala kogos, co do ktorego mialabym chocby najlzejsze podejrzenie, ze jest uzalezniony i nic z soba nie robi, natychmiastowo wzielabym nogi za pas. Juz za bardzo siebie kocham i szanuje, zeby pakowac sie w chory zwiazek.

MałaMi - Pią 08 Kwi, 2011 13:27

Myślę KasiaO, że jak wyzwolisz się ze współuzależnienia to wtedy zrozumiesz. Ja też miałam takie podejście i byłam oburzona, jak można tak myśleć, jak można coś takiego mówić, jak można...
MOŻNA. I teraz też mam takie podejście jak Jutta. Gdybym rozstała się z moim mężem i miała znów się z kimś związać, to już na pewno nie byłby to ktoś z problemem alkoholowym, nie byłby ktoś, kto mógłby w jakikolwiek sposób mnie skrzywdzić, odebrać mi radość życia.

Kiedy mój mąż po 5 latach trzeźwości nagle ubzdurał sobie, że może pić, jakiś czas męczyłam się z poczuciem winy, że wyszłam za niego wiedząc że jest alkoholikiem, fundując córce niepewną przyszłość - czy będziemy pełną rodziną czy nie, bo gdyby się nie opamiętał i jednak zaczął pić na nowo, to razem nie będziemy, nie pozwolę na to.

MałaMi - Pią 08 Kwi, 2011 13:45

KasiaO napisał/a:
Wtrącę sie z małym pytaniem jeśli moge. Czytam poszczególne watki i próbuję wyciągnąć z nich coś dla siebie.
Piszecie o twardej miłości, o stawianiu konkretnych warunków i konsekwencji. Nie rozumiem tylko jednego. No bo skoro alkoholik musi sam chcieć się leczyć, a my mu stawiamy warunek, że albo będzie się leczył albo odejdziemy, to przecież to nie jest jego dobra wola i JEGO chęć leczenia, tylko szantaż i powodem dla którego idzie się leczyć jest własnie ten szantaż.....
Pomozcie mi zrozumiec.



KasiaO ja to widzę tak, że jeśli będzie chciał pić, to będzie i wtedy nic nie poradzisz. Udawać jednak chęci leczenia długo mu się nie uda. Twarde warunki dają bodziec do działania i mogą okazać się punktem zwrotnym w chorobie. Czasami samo pójście na terapię, poznanie innych ludzi z tym problemem, mechanizmu choroby powoduję po jakimś czasie przyznanie się, że jest się bezsilnym wobec alkoholu, że jest się alkoholikiem - mimo, iż może zaczynało się tą terapię zaprzeczając tym faktom. Dużo to jednak daje osobie uwikłanej w jakiś sposób z alkoholikiem. Można wtedy samemu podjąć zmianę swojego życia na lepsze (z alkoholikiem trzeźwiejącym albo bez niego). Przestaję się wtedy być zawieszonym w niepewnej sytuacji, w koszmarze jakim jest życie z alkoholikiem pijącym.
Alkoholik który będzie się leczył ze strachu, tak naprawdę nie będzie trzeźwiał, bo trzeźwienie to praca nad sobą i to od razu widać. Widać czy faktycznie nad sobą pracuję, czy tylko jest na tzw."dupościsku" na którym i tak w końcu się napije.

kahape - Sob 09 Kwi, 2011 14:29

KasiaO napisał/a:
Wtrącę sie z małym pytaniem jeśli moge. Czytam poszczególne watki i próbuję wyciągnąć z nich coś dla siebie.
Piszecie o twardej miłości, o stawianiu konkretnych warunków i konsekwencji. Nie rozumiem tylko jednego. No bo skoro alkoholik musi sam chcieć się leczyć, a my mu stawiamy warunek, że albo będzie się leczył albo odejdziemy, to przecież to nie jest jego dobra wola i JEGO chęć leczenia, tylko szantaż i powodem dla którego idzie się leczyć jest własnie ten szantaż.....
Pomozcie mi zrozumiec.
ja też ci na to odpowiem. Wg mnie to jest tak.
Na początku szantaż(?) być może, ale wyciągasz alkoholika z morza wódy poprostu na siłę. Ja mówię -za kudły!!!
On broni się rękami i nogami. Ale musi iść bo taką robisz mu jazdę, tak "dokręcasz śrubę", że on czuje że poprostu zginie.
Idzie dla świętego spokoju.
I tu jest szansa, że zaskoczy.
Jeśli nie, trudno ale ty przez to swoje działanie jesteś już trochę na niego "uodporniona", już się nie dajesz tak bardzo manipulować, już nie nabierasz się jego gierki, słodkie słówka i.... poprostu zaczynasz żyć osobno.
Jeśli zaskoczy( jak np. mój mąż) może być dobrze.

A jak postępujesz z dzieckiem, które zaczyna pierwszą klasę???? ha ha ha
Ładny plecaczek, kolorowe kredki, ubranko, książeczki, chwalisz, namawiasz.... czyż nie tak?
Tylko, że na starego to nie działa!!! Wóda jest silniejsza od jakichkolwiek słów, tłumaczeń, namawiania, zaprowadzania.....kpw?
pozdr

kahape - Sob 09 Kwi, 2011 14:35

KasiaO napisał/a:
Choc przyznam, ze nie wyobrazam sobie na razie jak mozna odciac sie od problemow alkoholika? Bo w koncu jestesmy malzenstwem, mamy wspolne plany, budowa domu itd... i co mam liczyc tylko na siebie nie patrzec na to co on robi?
zgadza się. Obiecałaś " w zdrowiu i w chorobie". On właśnie zaczyna chorować.
Jako żona nie będziesz czekać z założonymi rękami, patrzeć jak twój mąż ginie, zapija się -alkoholizm to choroba śmiertelna.
Spróbujesz więc wszystkich możliwych sposobów(nawet szantażu), jeżeli tylko to miałoby jemu pomóc. Prawda????
pozdr

Ameise - Sob 09 Kwi, 2011 23:08

KasiaO napisał/a:
Niedlugo po tym jak sie poznalismy powiedzial mi o swoim problemie. I co, mialam go zostawic tylko z tego powodu? To co, jak ktos ma raka czy hiv czy schizofrenie to z tego powodu ma byc sam? Nie zasluguje na milosc czy co?
A dwa, trzezwy, zwykly facet tez po jakims czasie moze sie okazac alkoholikiem czyz nie tak?

Kasiu,
- jak Twój bliski miałby raka lub schozofrenię, to z pewnością postarałabyś się również jak najwięcej dowiedzieć o tej chorobie, żeby choremu nie szkodzić swoim postępowaniem i móc wieść w miarę normalne życie, prawda?
Jak wskazuje doświadczenie, właśnie stawianie twardych granic przynosi (nie-)oczekiwanie dobre rezultaty. Po prostu zaufaj na razie temu, co się tu pisze, co się mówi na terapii i tak postępuj.
-owszem, zasługuje na miłośc, jak każdy, i jak Ty również. Z tego, jak opisałaś, jak drżysz, kiedy nie odbiera telefonu, wynika, że zamiast siebie, stawiasz partnera i jego picie na 1. miejscu.
- nie stawiając mu żadnych granic i warunków pozwolisz mu się pogrążyć w chorobie, niejako przyłożysz rękę do jego stoczenia się.
- nie mówiąc o tym, że zniszczysz sobie i Waszym dzieciom życie, bo będziecie żyć tylko jego piciem.

KasiaO - Pon 11 Kwi, 2011 13:22

Dzieki Wam wszystkim za odpowiedzi na moje pytania :-) , troche mi sie rozjasnia w glowie.
Powiem tak, pytam, bo chce wiedziec dlaczego trzeba postapic tak a nie inaczej.
Do tej pory dzialam troche intuicyjnie, ale wychodzi na to, ze dobrze... Bo ja mu postawilam takie konkretne warunki! On wie, ze jesli nie bedzie sie leczyl, to ja z nim nie bede i nie pozwole, aby moje dziecko mialo takiego ojca. I nawet nie mowie, ze jesli "nie bedzie pil", tylko "jesli nie bedzie sie leczyl"! Bo w obiecanki, ze sam przestanie pic juz dawno nie wierze. Moze i przestanie sam, ale nadal nie bedzie trzezwy, po jakims czasie, to znow wroci i ja to na tym etapie juz wiem na pewno.
I tak sobie mysle, ze moj maz nie jest jeszcze w takiej zlej sytuacji, bo przynajmniej on ma swiadomosc tego, ze jest chory... Nie wie jak sobie poradzic z ta choroba, ale nie zaprzecza jej istnieniu. Tylko do tej pory wszystko bylo w jakims zawieszeniu, ze niby nie ma czasu na spotkania, ze pracuje, itd... A teraz po kilku wpadkach powiedzialam, koniec! Nie obchodzi mnie jak to zorganizujesz, na terapie masz chodzic. Nie chodzisz na terapie, to musisz sie wyprowadzic.
I ciesze sie, ze sie przelamalam i powiedzialam mojej mamie o jego chorobie. Bo mieszkamy u moich rodzicow i do tej pory troche to ukrywalam, bo nie chcialam ich martwic. ALe mnie przycisnela i powiedzialam jej co i jak, a teraz mam pole do dzialania, bo nikt mi sie nie bedzie dziwil, ze go z domu wyrzucam czy cos.
Teraz juz wszystko zalezy od niego, zobaczymy ile mu da ta terapia.

jarek40 - Pon 11 Kwi, 2011 13:44

Ja po pierwszej terapi,też byłem świadomy swej choroby,i co? ,i zapiłem...Zapiłem bo nie trzezwiałem,nie poszedłem na dalszą terapię,nie chodziłem na mityngi,robiłem wszysto, tylko nie trzezwiałem,no i,chciało mi się pić...Każdy ma swoją drogę do trzezwości... Można trzezwieć tylko dla siebie,jeśli to się zrobi,wszyscy wookoło takiej osoby,odczują tą zmianę..
KasiaO - Pon 11 Kwi, 2011 13:53

jarek40, zgadza sie, na pewno trzeba trzezwiec dla siebie.
Ale zgodzisz sie chyba tez, ze trzeba sie przyznac do tego, ze sie ma problem. Bo ilu jest takich, ktorzy nawet tego nie dostrzegaja...
Ja nie twierdze, ze przez to, ze wie iz jest alkoholikiem, juz na pewno bedzie sie leczyl, ale jest to jakis pierwszy krok do leczenia.

Mam jeszcze pytanie a propos terapii i AA. Jak to jest? Najpierw terapia pozniej AA? Czy odwrotnie? CZy wszystko na raz? OD czego to zalezy,
Moj maz chodzi na razie do psychoterapeutki i z tego co mowi, na razie ma chodzic tylko do niej, czy tak faktycznie jest?

Powiem Wam, ze nurtuje mnie jeszcze jedna sprawa... Moze daleko wybiegam w przyszlosc, ale boje sie co bedzie jesli moj syn pojdzie w slady ojca.
Ojciec mojego meza tez pil i chyba z tego co wiem jest to poniekad choroba genetyczna.
Czy mozna przed tym jakos ustrzec dziecko? Jak wychowac takiego malego czlowieka, aby nie wpadl w to bagno? Mozna miec na to jakis wplyw?

Ameise - Pon 11 Kwi, 2011 14:01

KasiuO,
zajrzyj po prostu do innych wątków lub do zlinkowanych stron i zorientuj się, co to jest DDA/ DDD.
Można mieć wpływ na to, co się dzieje w domu, jak obchodzimy się ze swoimi uczuciami, czy się od nich odcinamy, czy z nimi umiemy sobie asertywnie poradzić, jełsi nas w domu tego nauczono.
Z tego, co mi wiadomo, nie dowiedziono jednoznacznie, że alkoholizm to choroba genetyczna, a raczej ... "choroba uczuć", jeśli można to tak nazwać.

jarek40 - Pon 11 Kwi, 2011 14:03

To nie jest choroba genetyczna - dziedziczna,poprostu jest jak każda inna.
Każdy terapeuta mi mówił,że trzeba korzystać ze wszystkiego,co pozwala powstrzymać rozwój choroby,tak więc,należy chodzić na terapię,mityngi,wizyty u psycholog,jedno drugiemu nie przeszkadza,tylko pomaga,należy to wykorzystać...Dzięki temu,jestem trzezwy ponad dwa lata...

Ameise - Pon 11 Kwi, 2011 14:04

KasiaO napisał/a:
Bo ja mu postawilam takie konkretne warunki! On wie, ze jesli nie bedzie sie leczyl, to ja z nim nie bede i nie pozwole, aby moje dziecko mialo takiego ojca. I nawet nie mowie, ze jesli "nie bedzie pil", tylko "jesli nie bedzie sie leczyl"!
.... Teraz juz wszystko zalezy od niego, zobaczymy ile mu da ta terapia.


Wiedzieć to jedno, a POCZUĆ i przeżyć, to zupełnie inna sprawa, pamiętaj.
Dlatego, od Ciebie też wiele zależy.
I bardzo dobrze, że Twoi rodzice wiedzą, jaki macie problem.

KasiaO - Pon 11 Kwi, 2011 14:08

Ameise napisał/a:
Wiedzieć to jedno, a POCZUĆ i przeżyć, to zupełnie inna sprawa, pamiętaj.

Chyba poczul, bo juz go raz wyrzucilam z domu... Pozwolilam wrocic, bo zaczal chodzic na terapie. Jak przestanie to wyleci definitywnie! Amen!

Oktavarius II - Pon 11 Kwi, 2011 14:59

KasiaO napisał/a:
Mam jeszcze pytanie a propos terapii i AA. Jak to jest? Najpierw terapia pozniej AA? Czy odwrotnie? CZy wszystko na raz? OD czego to zalezy,

ja chodziłem na terapię i w kontrakcie terapeutycznym miałem obowiązkowo jeden mityng AA w tygodniu. ale tam szef ośrodka sam był niepijącym alko. wiem że są ośrodki gdzie nie ma tego obowiazku a sa i takie gdzie odradzaja AA.
znam ludzi tylko po terapii, znam tylko po AA znam też takich co i to i to.
wszystko rozgrywa sie w głowie alkoholika. ja uwierzyłem że skoro AA pomaga innym to i mi może pomóc.
a i terapia ma swój początek i swój koniec, AA jest ciągle, nie pije juz parę lat i wciąż uczęśzczam.
naprawde lepiej sie czuje po spotkaniu z popaprańcami ( to mojej żony określenie)

KasiaO - Pon 11 Kwi, 2011 15:03

Ok, rozumiem. Moj maz chodzi prywatnie do psychoterapeutki.

A powiedzcie co odpowiedziec na takie cos.
Otóż moj maz jest w pracy i dzwoni do mnie, pyta czy moze isc po pracy z chlopakami na pizze, bo szef stawia pizze z okazji urodzin czy cos.
I co mam mu odpowiedziec?
Raczej jest jasne, ze jak bedzie pizza, to bedzie i alkohol.
On mowi, ze nie bedzie pil, ale na pewno beda go namawiac, a nie wiem czy jest na tyle silny, aby odmowic.
Sek w tym, ze jak z nimi nie pojdzie, to nie bedzie mial jak wrocic do domu, musi isc na autobus, a dwa, ze wszyscy ida, no i beda go mieli za dziwaka jak nie pojdzie.

Nie zdenerwowalam sie, powiedzialam, ze jak chce, to jego decyzja. Ze ja uwazam, ze lepiej bedzie jesli wroci do domu, ale jesli chce to moze isc, przeciez ja nie moge mu niczego zabronic.

jarek40 - Pon 11 Kwi, 2011 15:13

Z tego co piszesz Twój mąż nie ma pojęcia o trzezwieniu...Każdy alkoholik zna zalecenia, a dowiaduje się o nich na terapii (grupa),z mityngów,oraz od terapeutów,zalecenie brzmi: unikać miejsc gdzie jest alkohol,a także osób pijących,szczególnie w początkowej fazie trzezwienia,ja to stosuje ciągle...
Jutta - Pon 11 Kwi, 2011 15:19

KasiaO napisał/a:
pyta czy moze isc po pracy z chlopakami na pizze


Mi to wyglada na przerzucanie na Ciebie odpowiedzialnosci - bardzo wygodna taktyka dla malzonka. Dorosly chlop sie pyta czy moze isc na pizze?! Nie pozwolisz - beda patrzec na niego jak na dziwologa (Twoja wina), pozwolisz - a on sie pokusie nie oprze i wypije, tez Twoja wina. Nieladnie z jego strony.

Zgadzam sie z Jarkiem: po jakie licho on chce sie narazac? W poczatkowych etapach trzezwienia obronic sie przed namowami, albo wlasnym chciejstwem, moze byc trudno.

KasiaO - Pon 11 Kwi, 2011 17:43

Poszedl pic...

Pomozcie. Chce zadzialac konkretnie i zdecydowanie.
Tylko, ze wiem, ze nie wystarczy mu powiedziec, zeby sie wyprowadzil, bo tego nie zrobi.
Znalezc mu mieszkanie i postawic przed faktem? Jak to zorganizowac?
Naprawde nie chce mu poblazac i sluchac obietnic, wiem, ze ich nie dotrzyma.

Myslalam o takim rozwiazaniu.
Podzwonie po osrodkach i znajde mu miejsce na leczenie zamkniete. I postawie przed wyborem, albo tam idzie, albo sie wyprowadza i sie definitywnie rozstajemy.
Co myslicie o takiej opcji?

KasiaO - Pon 11 Kwi, 2011 18:09

Sorry, ze Was dzis zameczam.

Jutro jest 3cia rocznica naszego slubu, a ja musze podejmowac takie decyzje.....
Smutno, ale takie jest zycie, nie chce rozpaczac... choc lzy sciskaja za gardlo.

Po pierwsze umowilam sie przed chwila na moje pierwsze spotkanie dla wspoluzaleznionych. W przyszly czwartek o 12.30.

Pytalam tez o mozliwosc zamknietego leczenia.
Przedstawie mojemu szanownemu mezowi taka opcje. Ale nie chce. zeby pomyslal, ze pojdzie na leczenie i juz wszystko bedzie ok. Jak go od siebie dostatecznie odsunac?
Chyba znajde mu mieszkanie, bo do swojej mamy nie wroci...

Zawsze mialam wsparcie w tesciowej, teraz nie chce nawet do niej dzwonic i mowic, ze znow pije, bo w zeszlym tygodniu zmarl jej maz... ojczym mojego meza.

A za miesiac mam wesele mojego brata... I pojde na nie jak widac sama... Fajnie sie wszystko uklada, nie ma co.

jarek40 - Pon 11 Kwi, 2011 18:15

Zajmij się swoim życiem,nie zmusisz go by nie pił,jeśli sam tego nie zechce...Grupa dla współuzależnionych to najlepsze wyjście.
KasiaO - Pon 11 Kwi, 2011 18:18

jarek40, wiem!

Tylko co ja mam z nim zrobic.
Ja juz go nie chce nawracac na sile.
ALe jak mam sie od niego uwplnic?!
Jak go zmusic do wyprowadzki?
To taki typ, ktory bedzie mnie dreczyl i meczyl bez konca!
Sam sie nie wyprowadzi, bedzie mnie strawszyl wyprowadzka, ja bede mowic, zeby to w koncu zrobil, a on dalej bedzie siedzial u mnie!!!
Jak go wyrzucic ze swojego zycia????????????????

jarek40 - Pon 11 Kwi, 2011 18:25

Wybierz się do poradni tam Ci pomogą,jest też Komisja do spraw rozwiązań problemów alkoholowych,to jest przy każdym urzędzie gminy,dzielnicy,można go wysłać przez sąd na przymusowe leczenie.Ponawiam poradę,możesz zmienić tylko swoje życie,na życie innych ludzi nie masz wpływu...
KasiaO - Pon 11 Kwi, 2011 18:33

jarek40, zaczynam to rozumiec coraz dobitniej i naprawde coraz bardziej zalezy mi na swoim wlasnym spokoju!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie chce sie dluzej martwic i przejmowac tak jak dzis, czy pojdzie pic czy nie? Nie chce tego po raz kolejny przezywac!
Pragne z calych sil sie od tego i od niego uwolnic!!!!!!!!!!

Teraz tylko mysle caly czas jak to rozwiazac technicznie.
Bedzie mi trudno przez to przejsc, moja cala rodzina bedzie przezywac bardzo ze mna....
Wiem jak tata sie przejmie.... mam nadzieje, ze nie wplynie to na niego za bardzo (sam jest chory na schzofrenie), mam nadzieje, ze go to nie zalamie....
Ale musze to zakonczyc jak najszybciej, bo wiem, ze nie bedzie lepiej tylko gorzej.
Musze myslec o sobie i o dziecku.

jarek40 - Pon 11 Kwi, 2011 18:42

Myśląc o wszystkich,zapominasz o sobie ( tak działa współuzależnienie ),a to Ty żyjesz z alkoholikiem,to siebie masz ratować,bo nikt nie zrobi tego za Ciebie...
Oktavarius II - Pon 11 Kwi, 2011 19:53

KasiaO napisał/a:
Poszedl pic...

i kiedys wróci. wiesz co Kahape nie raz pisała?
kartka na drzwiach: trzeźwy wchodzisz, pijany nie.
i konsekwencja w działaniu. Katarzyno obudź się, to dorosly człowiek a Ty chcesz mu terapie załatwiać,piszesz że chcesz sie uwolnić a co do tej pory zrobiłaś w tym kierunku??
słyszałas o czyms takim jak wniosek rozwodowy? taki papier z tekstem. może cos dotrze do pijanej glowy
na razie to on wykorzystuje Twoją miękkość. na razie straszy wyprowadzką
KasiaO napisał/a:
Sam sie nie wyprowadzi, bedzie mnie strawszyl wyprowadzka, ja bede mowic, zeby to w koncu zrobil, a on dalej bedzie siedzial u mnie!!!

potem będzie straszenie samobójstwem,

gdzies kiedys czytałem takie zdanie:
drogi mężu oddaję wszystko co związane z twoim piciem w twoje ręce, nie interesuje mnie to

KasiaO - Wto 12 Kwi, 2011 08:23

Cytat:
potem będzie straszenie samobójstwem,


Juz bylo nie raz...

Moze i jeszcze nic nie zrobilam, ale zrobie!!!!!!!!!
Dziś, nie jutro!

KasiaO - Wto 12 Kwi, 2011 10:06

Szkoda, ze jestem teraz w pracy.
Ale moze to i lepiej.
Zadzwonilam do niego, krotka, konkretna rozmowa. Nie chce Cie widziec po moim powrocie z pracy, do tego czasu masz sie wyprowadzic!
Potem zadzwonilam jeszcze do mojej mamy, ze ma go nie zatrzymywac, mam nadzieje, ze nie bedzie bral jej na litosc!
Nie zlamie sie, nie tym razem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Jutta - Wto 12 Kwi, 2011 10:30

Kasiu, ja w 3 rocznice slubu pisalam z adwokatem pozew rozwodowy. Tak sie romantycznie zlozylo.

Dobrze, ze idziesz na terapie dla wspoluzaleznionych. Ja na tej terapii nauczylam sie jak przestac skakac wokol alkoholika i jak zaczac zyc wlasnym zyciem. Wciaz pamietam ta rozpacz i bezsilnosc wobec picia mojego bylego meza. Wymagalo to wiele pracy i wiele bolu, ale udalo mi sie uwolnic od tych uczuc. Dzisiaj oddycham swobodnie, jestem sama, ale zyje w blogim poczuciu spokoju.

To jest do zrobienia Kasiu. Idz na terapie, najlepiej jakbys wybrala sie tez na Al-Anon - tam Ci kobiety wytlumacza co robisz zle, a co dobrze. Bedziesz mogla podzielic sie swoimi problemami i znalezc oparcie w grupie. Najgorzej to byc samemu ze swoimi problemami.

Mam nadzieje, ze inne userki tez Ci cos napisza - ja nie odnajduje sie za dobrze w dawaniu rad jak sobie radzic w sytuacjach kryzysowych. Mylse, ze poczytanie innych watkow tez moze byc pomocne.

KasiaO - Wto 12 Kwi, 2011 11:25

Jutta, dzieki...
Kazde slowo napisane tutaj przez Was mi pomaga.
Piszcie, nawet brutalnie, ale piszcie.

Dzisiejszy dzien bedzie dla mnie ciezki, ale jestem uparta i juz postanowilam, ze sie nie zlamie.
Caly czas probuje do mnie dzwonic, pisze smsy, uzala sie nad soba, przeprasza, ale mnie to juz nie rusza.
Nie odpisuje, wylaczam telefon. Powiedzialam juz wszystko co chcialam powiedziec, ma mnie zostawic w spokoju.

kahape - Wto 12 Kwi, 2011 12:44

KasiaO napisał/a:
W chwili obecnej powiedzialam mu, ze juz wiecej nie interesuje sie jego leczeniem i tym, czy bedzie to robil czy nie, to jego sprawa. Jak nie chce niech pije, ale nie w moim domu... Mieszkamy u moich rodzicow, powiedzialam, ze po alkoholu nie wpuszczam go do domu. Poza tym nie budze go do pracy, jesli dzien wczesniej zapije, nie zalatwiam jego spraw, itd... I nie rzucam slow na wiatr, jak mowie, tak robie.
KasiaO napisał/a:
Podzwonie po osrodkach i znajde mu miejsce na leczenie zamkniete. I postawie przed wyborem, albo tam idzie, albo sie wyprowadza i sie definitywnie rozstajemy.
Co myslicie o takiej opcji?
Kasieńko, trzymaj fason :evil:
Oktavarius II napisał/a:
to dorosly człowiek a Ty chcesz mu terapie załatwiać,piszesz że chcesz sie uwolnić a co do tej pory zrobiłaś w tym kierunku??
słyszałas o czyms takim jak wniosek rozwodowy?
a Komisja ds rozwiązywania problemów alkoholowych??? Złożyć wniosek i oni zajmą się z nim z urzędu.
KasiaO napisał/a:
Po pierwsze umowilam sie przed chwila na moje pierwsze spotkanie dla wspoluzaleznionych. W przyszly czwartek o 12.30.
brawo!!!
KasiaO napisał/a:
jestem uparta i juz postanowilam, ze sie nie zlamie.
Caly czas probuje do mnie dzwonic, pisze smsy, uzala sie nad soba, przeprasza, ale mnie to juz nie rusza.
Nie odpisuje, wylaczam telefon. Powiedzialam juz wszystko co chcialam powiedziec, ma mnie zostawic w spokoju.
brawo jeszcze raz!!
Nie ma zmiłuj się!!!! Traktować jak powietrze. Jakby go nie było.
Bo przeciez to prawda- tego trzeźwego męża nie ma! jest jakaś pijanica, która coś tam bredzi.
Jak pójdzie na terapie i przestanie pić - porozmawiasz.
pozdr

kahape - Wto 12 Kwi, 2011 12:59

KasiaO napisał/a:
Zawsze mialam wsparcie w tesciowej, teraz nie chce nawet do niej dzwonic
KasiaO napisał/a:
moja cala rodzina bedzie przezywac bardzo ze mna....
Wiem jak tata sie przejmie..
są inne tematy, inne sprawy, inni ludzie...
Może nie dyskutować za dużo o twojej sytuacji.
Jestes dorosła, to twoje życie, twoje małżeństwo - nie musisz wszystkim opowiadać, tłumaczyć...
Po za tym, przecież nie wiadomo jak to będzie.

Ja nic nie mówiłam mojej teściowej. Zresztą ona nawet nie chciała wiedzieć -nie wie do dziś.
Innym ... np. mojej rodzinie- nie odpowiadałam na pytania, albo mówiłam - zobaczymy, co z tego wyniknie?
Pójdziesz na terapię i tam się "nagadasz".
pozdr

MałaMi - Wto 12 Kwi, 2011 14:21

Wiesz Kasia0 jak czytam co piszesz, to przypomina mi się jak ja byłam w podobnym momencie życia i jakie to było męczące, ciężkie, przerażające. To podejmowanie ważnych decyzji, to trwanie w konsekwentnym działaniu - nie jest proste i łatwe. Daje jednak dobre efekty, więc wytrwaj, nie daj się ubłagać, zakręcić. Życie w ciągłym strachu, niepewności, napięciu jest straszne i każdy zasługuję na radość, spokój, szczęście. Pamiętaj o tym i walcz o siebie. Trzymam kciuki.
Ameise - Wto 12 Kwi, 2011 14:54

KasiuO,
ja też wyrzuciłam męża z domu. Ale nie byłam aż tak łaskawa jak Ty, żeby delikwent miał czas na spakowanie i wyniesienie się z domu. Tylko tak jak stał, został na dworzu i na mrozie, nie wszedł już więcej do domu za pomocą swojego klucza (a był koniec stycznia), wymieniłam też błyskawicznie zamki.
Powiedziałaś A, teraz musisz być konsekwentna do bólu i mówić B, C, .... Inaczej przepadniesz.
Twoja wiarygodność będzie warta tyle co nic. To co mówisz musi miec 100% pokrycie w działaniu, inaczej alkoholik znów spadnie na Ciebie jak jastrząb, ani się spodziejesz.

Życzę Ci na dziś dużo siły i jak najszybszego trafienia do terapeuty w ośrodku leczenia uzależnień.

KasiaO - Wto 12 Kwi, 2011 17:21

Dzieki dziewczyny!
Jestem tu krotko, ale juz czuje, ze mam tu jakies wsparcie!

Kur.... jak sie go pozbyc?
Mialo go nie byc dopoki wroce z pracy. Wracam, jest. Chce rozmawiac, placze, przeprasza. A ja powiedzialam kilka razy, ze ma sie wyniesc i wyszlam z pokoju, szedl za mna, ja jeszcze do innego.
Sila go nie wyrzuce, bo jest silniejszy ode mnie. Ale jak trzeba bedzie to wezwe policje, juz mu to powiedzialam!

A rodzicom nie sposob nie mowic nic, bo u nich mieszkam.
Tesciowa wie jak jest i jest po mojej stronie, wiec tez mowie jej prawde.
A i otoczenie mam daleko gdzies, niech sobie mysla co chca, ja przestalam to wszystko kryc.

KasiaO - Wto 12 Kwi, 2011 17:52

No patrzcie sie! Ten czlowiek nie rozumie polskiej mowy.
Dre sie, wsciekam, mowie tysiac razy wynocha, a ten dalej tu jest.
Chyba bede musiala zadzwonic na te policje.... Ale jak bede musiec to to zrobie. Nawet nie myslalam, ze jestem taka uparta.

kahape - Wto 12 Kwi, 2011 17:55

KasiaO napisał/a:
a ten dalej tu jest.
trzeźwy czy pijany?
pozdr

kahape - Wto 12 Kwi, 2011 17:57

KasiaO napisał/a:
A rodzicom nie sposob nie mowic nic, bo u nich mieszkam.
chodzi tez o nie "wałkowanie" tego tematu non stop, bo nakręcasz się też niepotrzebnie.
Dni mijają a ty: pił, nie pił, będzie pił..... kpw?
pozdr

KasiaO - Wto 12 Kwi, 2011 17:58

kahape napisał/a:
trzeźwy czy pijany?

Trzeźwy, ale ja go tu nie chce, tak czy inaczej

kahape napisał/a:
Dni mijają a ty pił, nie pił, będzie pił..... kpw?

Czaje baze. Chodzi o to, aby moje zycie nie krecilo sie wokol jego picia.
I nie bedzie, jak nigdy pragne wolnosci i za wszelka cene ja osiagne!!!

kahape - Wto 12 Kwi, 2011 18:01

KasiaO napisał/a:
Trzeźwy, ale ja go tu nie chce, tak czy inaczej
co powiesz na policji?
Jak pijany :arrow: to na Izbę, a jak trzeźwy i do tego ma meldunek.... może przebywać.
pozdr

KasiaO - Wto 12 Kwi, 2011 18:01

kahape napisał/a:
a jak trzeźwy i do tego ma meldunek.... może przebywać.

Nie ma tu meldunku :)

kahape - Wto 12 Kwi, 2011 18:08

KasiaO napisał/a:
Nie ma tu meldunku :)
ty "ciotko jedna" ha ha ha
No to jestes wygrana :mrgreen: :mrgreen:
pozdr

KasiaO - Wto 12 Kwi, 2011 18:11

kahape napisał/a:
KasiaO napisał/a:
Nie ma tu meldunku :)
ty "ciotko jedna" ha ha ha
No to jestes wygrana :mrgreen: :mrgreen:
pozdr


Haahahaha.... nigdy nie sadzilam, ze mi sie to na cos przyda :) A jednak.
Ten gnojek siedzi w drugim pokoju i chyba nadal mysli, ze zartuje...

kahape - Wto 12 Kwi, 2011 18:17

Kasieńko trzymaj fason!!!!! Nie ma zmiłuj się!!!

Dwa tygodnie temu napisałaś
KasiaO napisał/a:
Mija poltora miesiaca, tydzien temu zamiast isc do psychoterapeutki idzie pic...
szkoda życia twojego i syna, zdrowia, na użeranie się z alkoholikiem.
Tylko spoko.
pozdr

KasiaO - Wto 12 Kwi, 2011 19:14

Kur.... juz sie zlamalam...
Wiem, ze nie bede z nim.
Ale jego siostra dzwonila, ze go jutro zabierze, a dzis zeby tu jeszcze spal....
Wkurza mnie to wszystko maksymalnie.
Przysiegam, ze gdybym mieszkala sama, to mialabym w dupie co sobie sasiedzi pomysla, itd....
Szkoda mi moich rodzicow, nie chce zeby patrzyli jak go wyrzucam sila...

CO robic? Co robic?

jobael - Wto 12 Kwi, 2011 20:11

KasiaO napisał/a:
Ale jego siostra dzwonila, ze go jutro zabierze, a dzis zeby tu jeszcze spal....

Siostra nie powinna podejmować decyzji za Ciebie.
Niech się do niej już wynosi sam albo przy pomocy policji skoro nie jest u ciebie meldowany.
Walizki za drzwi!

Ameise - Wto 12 Kwi, 2011 22:57

KasiuO,
trochę się pogubiłam w tym zamieszaniu.
Najpierw napisałaś, że poszedł pić.
Potem zrozumiałam, że jednak wrócił trzeźwy. Ale Ty doszłaś do wniosku, że tak czy inaczej nie chcesz z nim być i dlatego każesz mu opuścić dom rodziców natychmiast.
Czy coś mi umknęło lub źle pojęłam?
Bo jeśli nie umknęło, to wydaje mi się, że trochę pojechałaś po bandzie...
Czuję, że szarpią Tobą bardzo silne emocje, do których masz prawo... ale..
... czy Ty się czasem niepotrzebnie nie nakręciłaś na tak zwane "zrobienie mu jazdy"? Właśnie dziś, właśnie teraz?
Pozdr

eliania - Sro 13 Kwi, 2011 10:00

KasiuO... Konsekwencja, stanowczość, brak pobłażliwości - TAK, ale krzyki, wyzwiska, poniżanie - NIE.
KasiaO napisał/a:
Kur.... jak sie go pozbyc?

KasiaO napisał/a:
No patrzcie sie! Ten czlowiek nie rozumie polskiej mowy.
Dre sie, wsciekam, mowie tysiac razy wynocha, a ten dalej tu jest.

KasiaO napisał/a:
Ten gnojek

Ciężko się to czyta i czuję smutek. Każdy człowiek zasługuje na szacunek, niezależnie od tego, w jakim momencie życia się znalazł. Na dodatek to co piszesz, świadczy przecież też o Tobie, sama takiego męża wybrałaś, i byłaś z nim 6 lat, jak myślę dobrowolnie. Jak to jest, że ludzie, którzy się kochali, obrzucają się potem błotem? Zawiódł Twoje oczekiwania? Ale nikt nie jest po to, aby spełniać nasze oczekiwania... Sama się tego uczę, i jeśli pójdziesz na terapię, tez zaczniesz przerabiać to w swoim życiu.
No i najważniejsze... macie dziecko. Niech ono nie patrzy na brutalne rozgrywki rodziców. Niech nie czuje się rozdarte między tatą a mamą.
KasiuO, takie sprawy na pewno da się załatwić spokojnie, i tak, aby drugi człowiek zachował godność. Chodzi przecież o to, aby też mógł się podnieść i dalej leczyć, a nie aby zdeptać.
Pozdrawiam.

Jutta - Sro 13 Kwi, 2011 11:09

Ameise napisał/a:
Najpierw napisałaś, że poszedł pić.
Potem zrozumiałam, że jednak wrócił trzeźwy.


Ja to zrozumialam tak, ze on poszedl pic w poniedzialek, a wczoraj byl trzezwy.

eliania napisał/a:
Ciężko się to czyta i czuję smutek. Każdy człowiek zasługuje na szacunek, niezależnie od tego, w jakim momencie życia się znalazł.


Elianiu, zgadzam sie z Toba, ale tez rozumiem Kasie. W tzw. ferworze, na goraco, latwo jest stracic nad soba panowanie. Ja tez przechodzilam etap, kiedy wrecz nie bylam w stanie wyrazac sie chocby z odrobina szacunku o moim alkoholiku. Faktycznie jednak najgorsze jest to, ze dziecko jest swiadkiem tych jazd...

jobael - Sro 13 Kwi, 2011 12:15
Temat postu: Re: Moja historia z nieznanym zakonczeniem....
KasiaO napisał/a:
.................... przez 1,5 roku kiedy byliśmy za granica nie wypił ani jednego kielkiszka, ale byliśmy w obcym kraju, więc nie chodzil na żadną terapie, wiedziałam, że ten problem do nas wroci predzej czy pozniej.
Zaczęło sie w zeszłym roku. Najpierw jedna wpadka, za miesiąc druga, potem znow przerwa, i kolejna.... W sumie jak ktos go nie zna, to może pomyśleć, normalny facet, wypije raz na jakis czas, wszystko w porzadku....
W styczniu w jednej chwili stracil prawo jazdy i prace...
Wielkie poruszenie, głownie w mojej rodzinie, bo nikt sie tego po nim nie spodziewał, nie znajac jego choroby. Obiecal leczenie, poprawe, itd. Szybko znalazl inną prace, lepsza (wiecej szczescia niz rozumu). I co? Mija półtora miesiąca, tydzien temu zamiast iść do psychoterapeutki idzie pić...
Nie wierze juz w żadne obietnice, mam świadomość, że sa bez pokrycia... Postanowiłam, ze nie bede juz niczego ukrywac. Mówię otwarcie przed swiatem, ze moj maz jest alkoholikiem, nie zalatwiam spraw za niego... Myślę o rozwodzie... ale jestem oczywiscie rozdarta, bo mamy dwuletniego syna. Nie wiem na ile moj mąż naprawde chce sie leczyć, a na ile oszukuje mnie i caly swiat. Na pewno nie pozwole na to, aby moj syn dorastal patrzac jak jego ojciec pije. Jeśli nie będzie sie leczył, nie będę z nim, choć wiem, że nie będzie łatwo sie od niego uwolnić... Znam już na pamięć: przepraszanie, obiecywanie, szantażowanie, straszenie i znow przepraszanie.... i tak w kółko. Nie wiem tylko czy juz to zakończyć czy poczekać jeszcze.... Na co? Sama nie wiem, chyba na cud...

Ja po raz kolejny piszę, że to kobietom, które tu piszą, ma być dobrze i przede wszystkim o sobie i dziecku mają myśleć przy podejmowaniu wszelkich decyzji.
Myślę też Kasiu, że im szybciej, tym lepiej będą skutkowały Twoje decyzje.
Mąż zobaczy, że szantażem i straszeniem już nic nie zdziała.
Chce wziąć go siostra, więc nie pójdzie pod przysłowiowy most.
Nie było chyba dobrze, skoro teściowa jak napisałaś jest za Tobą, co rzadko się zdarza.
W taki sposób możecie wszyscy przyspieszyć jego decyzje o terapii i abstynencji.
A potem, czas pokaże, czy zechcesz być z mężem ale nie pijącym, czy już wszystko się wypaliło i nie zechcesz w ogóle.
Twoje prawo i korzystaj w pełni ze swoich praw, nie naruszając praw drugiego człowieka.
Myślę podobnie jak poprzedniczki tu piszące, ze nie warto plątać się w awantury z wyzwiskami, ale staram się tez zrozumieć Twoje emocje.
Pijany mąż straszący, szantażujący................. nie jest na pewno dżentelmenem w waszych rozmowach.

KasiaO - Sro 13 Kwi, 2011 13:25

Jutta napisał/a:
Ameise napisał/a:
Najpierw napisałaś, że poszedł pić.
Potem zrozumiałam, że jednak wrócił trzeźwy.


Ja to zrozumialam tak, ze on poszedl pic w poniedzialek, a wczoraj byl trzezwy.

Dobrze zrozumialas, tak wlasnie bylo. Wczoraj byl trzezwy, byl w domu z dzieckiem caly dzien, ja bylam w pracy. On podobno zalatwil sobie wolne. Dzis znow poszedl do pracy, za to ja mam wolne i gubie sie w mysleniu.
Mowicie, zeby bez wyzwisk i krzykow. Ale co zrobic skoro zwykle powiedzenie: Prosze, wyprowadz sei, na niego po prostu nie dziala?
Czyli co? Pozwolic mu zostac? Bo caly czas blaga o to.... Jesli zglasza chec leczenia i mowi, ze pojdzie na zamkniete, to pomoc mu w tym? Pozwolic zostac w domu do czasu az bedzie miejsce w osrodku. (Podobno czeka sie jakies 2 czy 3 tygodnie). Oczywiscie wszystko musi byc poparte dzialaniami, a nie tylko slowami...
A jesli do czasu uzyskania miejsca w osrodku znow zapije, to co? Nie reagowac?
Jezu kochany, czemu to takie trudne...
Nie moge sie doczekac na to spotkanie dla wspoluzaleznionych. Naprawde wierze, ze mi to pomoze poukladac sobie to wszystko. Ale to dopiero w przyszly czwartek. Co ja mam robic do tego czasu???

Jutta - Sro 13 Kwi, 2011 13:44

KasiaO napisał/a:
Mowicie, zeby bez wyzwisk i krzykow. Ale co zrobic skoro zwykle powiedzenie: Prosze, wyprowadz sei, na niego po prostu nie dziala?


Zdaje sie, ze krzyki i wyzwiska tez nie dzialaja... To moze lepiej jednak na spokojnie? Wiem, jakie to trudne, ale mniej sobie krwi napsujesz, jak nie bedziesz sie tak emocjonowac. No i dla dziecka lepiej, jak nie bedzie scen ogladac.

Czy pozwolic mu zostac, bo blaga? Chyba zalezy ile razy wczesniej slyszalas zapewnienia o tym, ze juz nigdy wiecej. Jesli juz nasluchalas sie dosyc, to pewnie rozsadnie bedzie zaczac wymagac dzialan, a nie slow. No bo w koncu, ile mozna czekac, zeby slowa "to bylo ostatni raz" byly w koncu prawdziwe?

Osobiscie uwazam, ze wyrzucenie delikwenta z domu moze mu pokazac, ze nie ma juz z Toba zartow. Poza tym mi osobiscie nie usmiechalaby sie za bardzo perspektywa kolejnych 2-3 tygodni drzenia o to czy wypije czy nie. Wiesz, tak troche na zasadzie: co z oczu, to z serca.

A co robic do przyszlego czwartku? Zostan z nami na forum, czytaj ile sie da o alkoholizmie i o wspoluzaleznieniu, moze pospotykaj sie z przyjaciolkami, idz na zakupy, zrob cos dobrego dla siebie :) Jest wiele mozliwosci spedzenia wolnego czasu w odstresowujacy sposob :)

KasiaO - Sro 13 Kwi, 2011 13:48

No ale jesli ja go wyrzuce, to i tak ktos go przygarnie, czy to jego siostra czy jeszcze ktos inny... wiec tak czy inaczej nie pojdzie na bruk...
A dzialan to juz wczesniej wymagalam... Juz wymoglam terapie... tylko, ze nie pomoglo...
Czy osrodek zamkniety pomoze? To chyba zalezy tylko od niego...

Ameise - Sro 13 Kwi, 2011 13:56

KasiuO,
trudno jest (W TAK TRUDNYCH I BRZEMIENNYCH W SKUTKI decyzjach) doradzać i nie powinno się tego robić. Terapeuci też tego raczej nie robią.
Nie chcę Cię ani tą decyzją o "wyprowadzeniu męża" straszyć ani do niej zachęcać (choć wiele kobiet żyje pod jednym dachem z pijącymi czynnie partnerami w trakcie chodzenia na terapię. A jeśli oboje się leczą, układy się zmieniają i często daje się odbudować jakoś wspólne życie na nowo).

To Twój, jakże trudny, wybór. Już raz go, zdaje się wyrzuciłaś (?), ale potem pozwoliłaś wrócić ... więc pytanie: ile jego manipulacji i gierek jesteś w stanie przejrzeć i udaremnić, żeby się ponownie nie dać wkręcić? Na razie zapewne nie wiele, raczej należałoby się "wzmocnić" chodzeniem na grupę i spotkaniami z terapką.

To musi być Twoja decyzja, bo to Ty będziesz ponosić jej dalsze konsekwencje. Trudno przewidzieć, jakie by to by były konsekwencje, na razie pewnie nie pójdzie na bruk, to oczywiste. Trudno też przewidzieć, jak się zachowa Twój mąż (może podejmie leczenie a może będzie się z tym bujać jeszcze przez dwa lata, tak jak mój).
Nie wiemy, jaka jest twoja sytuacja prawna i finansowa, może najpierw rozeznaj się, co jeszcze możesz zrobić w swojej sprawie (rozdzielność finansowa, wspomniana Komisja ds Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, ograniczenie praw rodzicielskich do dziecka, pozbieraj dowody na jego alkoholizm itd., jednym słowem trochę się przygotuj na walkę, bo to walka o smierć lub życie, pamiętaj! ), zanim zrobisz mu outing?
TERAZ jesteś pod wpływem "szalejących emocji" i ja to doskonale rozumiem, doświadczałam tej "gorączki", wiem, dlaczego ona Cię pali.
Ale trudno przewidzieć, jak Ty się z tą decyzja i jej skutkami POTEM poczujesz, jeśli mąż podejmie leczenie i co Ty z tym zrobisz?
Czy jesteś w stanie poczekać ze swoją decyzją do przyszłego czwartku, kiedy to porozmawiasz z profesjonalistą o swoich problemach?

kahape - Sro 13 Kwi, 2011 14:01

Wydrukowałam

TRZEŹWY - WCHODZISZ
PIJANY - NIE!!!!!


i przykleiłam na lodówce.
Stał i czytał. Bardzo był zdziwiony :shock: , bo....przecież on nie pije.
Kiedy był trzeźwy otwierałam drzwi, kiedy był nawalony nie wszedł. Stukał, pukał, i .... nic.
Kazałam odejść bo wezwę policję. Odchodził. I tak przez 3dni, w grudniu!!!!. Aż przyszedł trzeźwy. Nie wiem gdzie spał.
Jak wychodziłam do pracy zamknięta chata. Zamki zmienione.

Ty możesz podobnie. Jeżeli trzeźwy, może zostać (do czasu pójścia na terapię!!!!!)
Nawet jeżeli zastaniesz go napitego, każesz wyjść albo..... policja i na Izbę.
pozdr

Ameise - Sro 13 Kwi, 2011 14:07

kahape napisał/a:
Kiedy był trzeźwy otwierałam drzwi, kiedy był nawalony nie wszedł. Stukał, pukał, i .... nic.

Zawsze mnie to zastanawiało, jak to się robi, to wpuszczanie albo niewpuszczanie. Dla mnie to kontrola, której kazano nam na terapii unikać.
Ja np. nie byłabym tego w stanie przeprowadzić, bo nie chciałabym robić za "odźwiernego" i kontrolera trzeźwości. Uważam, że są ciekawsze i ważniejsze rzeczy do robienia w życiu, niż warowanie w domu w celu skontrolowania "chuchu" męża i poziomu jego narąbania.
Poza tym raz przyjdzie trzeźwy raz nie, więc dla mnie to wciąż zabawa w ciuciubabkę z dorosłym mężczyzną. I chyba jeszcze bardziej wkurzające i upokarzające obie strony. Nie mówiąc o tym, co będzie przeżywało małe dziecko i reszta domowników, bo to jakaś "kołomyja" się z tego moze zrobić. Samemu też idzie zwariować, w każdym bądź razie u mnie sięnie sprawdziło: wróciłam do domu raz i drugi późno z pracy, a on spał narąbany jak szpak, nie miałam ochoty budzić jego i dziecka i wszczynać awantury, a on i tak osiagał to, co chciał, a mnie oszukiwał, że był na terapii, a w ogóle to mnie się zdaje, że pijany.
Ale każdy osiąga swoje cele na swój sposób.

Jutta - Sro 13 Kwi, 2011 14:13

Ameise napisał/a:
Zawsze mnie to zastanawiało, jak to się robi, to wpuszczanie albo niewpuszczanie. Dla mnie to kontrola, której kazano nam na terapii unikać.


Dla mnie to tez w sumie interesujace - no bo jak poznac przez drzwi czy nie pil?

Moj byly maskowal sie do tego stopnia, ze ja wlasciwie nie bylam w stanie poznac, czy pil czy nie. Jak wypil rano, to wieczorem byl juz w miare normalny. Poza tym ja bylam tak przyzwyczajona do niego, ze nie umialam powiedziec, jaki jest na przyklad jego trzezwy zapach/wyglad, a jaki pijany. Moje zmysly mnie oszukiwaly.

Jutta - Sro 13 Kwi, 2011 14:15

kahape napisał/a:
Nawet jeżeli zastaniesz go napitego, każesz wyjść albo..... policja i na Izbę.


Kahape, a jak klient nieawanturujacy to na izbe tez biora?

kahape - Sro 13 Kwi, 2011 14:19

Ameise napisał/a:
Zawsze mnie to zastanawiało, jak to się robi, to wpuszczanie albo niewpuszczanie. Dla mnie to kontrola,
zwyczajnie. Dzwoni domofonem. Podnoszę i słyszę bełkot. Informuję, że nie wejdzie, ma przyjść trzeźwy. Odkładam słuchawkę i zajmuję się innymi sprawami.
Ameise napisał/a:
Poza tym raz przyjdzie trzeźwy raz nie, więc dla mnie to zabawa w ciuciubabkę z dorosłym.
alkoholik jak zaczyna pić to przeciez trwa to kilka dni- ciągi u mm 7-10 dni.
Ameise napisał/a:
Ja np. nie byłabym tego w stanie przeprowadzić, bo nie chciałabym robić za "odźwiernego" i kontrolera trzeźwości.
niekoniecznie, to dbanie abym nie miała obok siebie(!!!!!) pijanego partnera.
Najpierw na krótki czas(24godz)- dzień, dwa.... a potem, umiejętność już zostaje.
pozdr

Ameise - Sro 13 Kwi, 2011 14:31

KasiuO,
Mój mąż nie pił jeszcze takimi ciągami, jak Kahape i też musiałabym się czasami nieźle nabiedzić, żeby w końcu się zorientować, czy pił czy nie. Nie wiem do tej pory, co stosował, ale czasami nie było ewidentnie czuć alkoholu (specjalnie mnie cmokał w policzek), a był jednak po użyciu.
Poza tym wracał do domu trzeźwy, a za chwilę okazywało się, że zrobił się w trakcie sprzątania pijany... :shock: i tak dalej, alkoholicy mają szeroki repertuar potrzymywania i ukrywania swojego nałogu, dowodów na pielęgnowanie tego nałogu, a my szeroki repertuar tkwienia we współuzależnieniu...

Pozdr

kahape - Sro 13 Kwi, 2011 14:34

Jutta napisał/a:
Moje zmysly mnie oszukiwaly.
ja poznawałam "po dzwonku" :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: poprostu czułam "przez skórę".
Albo... akurat spojrzałam przez okno - idzie, tzn. toczy się.
Ale jak kukasz przez wizjer to widać napity czy też nie?

Chociaż, teraz tak myślę.... ja z góry zakładałam(!) że jest nawalony. I właściwie to on musiał "udowodnić", że nie jest.
Jutta napisał/a:
a jak klient nieawanturujacy to na izbe tez biora?
to się nazywa "demoralizujące zachowanie" (coś o tym jest w ustawie).
Miałam kwity, zdjęcia... na jego chlanie. Kiedyś przychodzę z pracy a jemu udało się wejść i lezy plackiem.
Zadzwoniłam na policję, powiedziałam co i jak, przyjechali i za 4 kończyny wynieśli.
Ale u nas na Komisji był policjant.
pozdr

eliania - Czw 14 Kwi, 2011 09:05

kahape napisał/a:
TRZEŹWY - WCHODZISZ PIJANY - NIE!!!!
Mam z tym jak najgorsze wspomnienia. Taką metodę stosowała moja mama. Pijany tato niewpuszczony do domu godzinami tłukł i kopał w drzwi, dzwonił nieustannie. Z mamą zamknięte za jednymi drzwiami i jeszcze w pokoju, bo nie wiadomo, ile wejściowe wytrzymają. Siedząc w strachu, przy świeczkach (prąd trzeba było wyłączyć bo po parunastu minutach dzwonek stawał się nie do wytrzymania). Często zdarzało się, że po jakimś czasie zasypiał. Za drzwiami, na klatce. Sąsiedzi, wszyscy, chcąc nie chcąc stawali się świadkami osobistej, rodzinnej tragedii. :-? Nieraz potem byliśmy wytykani palcami. Do domu nie było mowy kogo zaprosić, bo nigdy nie wiedziałam, cz własny tato nie leży na klatce. Z drugiej strony jeśli udawało się mu wejść do domu, bywało jeszcze gorzej.
Nam to niewiele pomogło, tacie też, bo - fakt- stoczył się, ale niestety nigdy nie odbił...
To co pisze jest dla mnie bardzo przykre, ale chcę przez to powiedzieć, że jeśli jesteście już rodzicami, to podejmując decyzje i działania, bierzcie też pod uwagę, co mogą czuć Wasze dzieci. Wy się otrząśnięcie a w nich może to zostać do końca życia. No i też nie wszystko, co może się wydawać Wam dobre, dobre będzie w rzeczywistości. To, że coś mocno zalecają w Al-Anon, nie znaczy, że w Waszym życiu przyniesie dobry owoc. Nie można być bezkrytycznym.

KasiaO - Czw 14 Kwi, 2011 10:44

Ja chyba musze zyc w tym zawieszeniu do czasu az naucze sie czegos na terapii...

Na razie ma isc jutro po skierowanie na leczenie do rodzinnego, dzis nie bylo juz miejsc.

Poza tym my oboje gramy w zespole weselnym, a to tez nie zajecie dla niego. I dzis ma rozwiazac te wspolprace, ja zostaje w zespole, on odchodzi.
I tu juz nawet nie chodzi mi o jego dobro, tylko jesli sam nie odejdzie, to my go wyrzucimy, bo mamy dobry zespol i szkoda by bylo zepsuc sobie opinie. W tamtym sezonie maz nie pil i trzymal sie na graniu, ale w tym roku wiem, ze nie da rady grac.

kahape - Czw 14 Kwi, 2011 10:46

eliania napisał/a:
Pijany tato niewpuszczony do domu godzinami tłukł i kopał w drzwi, dzwonił nieustannie.
nie tłukł się bo postraszyłam policją i wystarczyło.
eliania napisał/a:
czy własny tato nie leży na klatce
zacytuję słowa mojej (13letniej wtedy) córki, kiedy ojciec leżał nawalony na trawniku:
- owszem, facet jest podobny, ale to nie mój ojciec. Mój na trawnikach nie leży.
eliania napisał/a:
Nieraz potem byliśmy wytykani palcami.
dałyście się "zastraszyć", a raczej matka dała.
Nie "przyjmowałam do siebie", kiedy sąsiadka skarżyła się, że pomylił domofony i wydzwaniał do niej.
Powiedziałam -to trzeba było go opierniczyć.
I tak potem było. Dostał burę od sąsiadów i uspokoił się.

Tylko, że to były trochę inne czasy, tak myślę.
Poza tym elianiu, na "tatę" trzeba sobie zasłużyć, ojcem może być każdy(jak to powiedział staaw).

Tak sobie myślę, że miałam wiele "szczęścia" w tym dokręcaniu śruby.
pozdr

Jutta - Czw 14 Kwi, 2011 11:26

kahape napisał/a:
Poza tym elianiu, na "tatę" trzeba sobie zasłużyć, ojcem może być każdy


Nie jestem pewna czy dzieci tak mysla. Nawet jak moj tata mnie bil, to tez byl tata a nie ojcem. Rodzice sa kochani przez male dzieci niejako z urzedu.

kahape napisał/a:
zacytuję słowa mojej (13letniej wtedy) córki, kiedy ojciec leżał nawalony na trawniku:
- owszem, facet jest podobny, ale to nie mój ojciec. Mój na trawnikach nie leży.


Zaprzeczanie rzeczywistosci...

Ameise - Czw 14 Kwi, 2011 11:34

kahape napisał/a:
zacytuję słowa mojej (13letniej wtedy) córki, kiedy ojciec leżał nawalony na trawniku:
- owszem, facet jest podobny, ale to nie mój ojciec. Mój na trawnikach nie leży.
...
dałyście się "zastraszyć", a raczej matka dała.


Niestety dla mnie również to ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.
Nazwałabym to ZAPRZECZANIEM oczywistym faktom.
Potocznie się to określa, że ktoś pluje nam w oczy, a ja sobie będę mówić, że deszcz pada i nic się złego nie dzieje.
Ile można tak wypierać rzeczywistość? Czym to się skończy?
Ile można udawać, że mnie nie boli, skoro wyć się chce z bólu o rozpaczy nad swoim życiem.

Dzieci rzeczywiście tego tak nie widzą, dzieci cierpią i chcą "uratować" ze wszelką cenę rodzica. A co siędzieje dalej, kiedy im się to nie udaje, to już pisałyśmy chyba w wątku Astry + cała literatura Alice Miller w pełnej krasie.
Ty się Kahape może "nie dałaś zastraszyć" alkoholikowi i otoczeniu, ale co dzieci tak na prawdę z tego zrozumiały, jak to przeżyły i co im to da na przyszłość, to się okaże.
Dlatego Kahape, nie nazwałabym tego "szczęściem"... narzuciłaś pewien sposób myślenia i postępowania sobie i dzieciom, ale ... Ale o tym, to już może w Twoim wątku...

KasiuO, napisz coś więcej, jak się dzisiaj czujesz, jak sytuacja wygląda, jakie zapadły ustalenia z mężem. Cieszę się, że idziesz w czwartek, to jeszcze tylko 6 dni.

Pozdrawiam

KasiaO - Czw 14 Kwi, 2011 13:28

Ameise napisał/a:
KasiuO, napisz coś więcej, jak się dzisiaj czujesz, jak sytuacja wygląda, jakie zapadły ustalenia z mężem. Cieszę się, że idziesz w czwartek, to jeszcze tylko 6 dni.


Hmmmm.... jak sie dzis czuje?
Nie wiem czy Wy tez tak mialyscie?
Jak wypada ten dzien, w ktorym on pije, to wszystko sie dla mnie wali, choc po raz kolejny, to za kazdym razem jak grom z jasnego nieba...
Potem jakos mi sie to wszystko uklada i stabilizuje... Dzis czuje sie juz lepiej niz wczoraj i przedwczoraj. Choc przyznam sie, ze zazylam sobie dzis persen, czego wczesniej nie robilam, ale wczoraj wieczorem nie moglam zasnac, cala jestem w nerwach.
Wczoraj maz caly dzien byl w pracy, az do 21.00 i wiem, ze nie pil... Czekalam az wroci... Przy czym widze jego manipulacje... dostrzegam, a jednak chyba troche sie im poddaje. Bo jak we wtorek caly dzien mowilam ostro, ze ma sie wyprowadzic, to plakal, ze nie ma gdzie... A wczoraj chyba wyczul, ze troche zmieklam i pisze mi smsa czy moze wrocic na noc, bo jak nie, to on sie gdzies tam przespi... Czyli cwaniakowanie, i znow on gora... A ja nie potrafilam odpisac, zeby sobie faktycznie poszedl. Zdobylam sie tylko na tyle, zeby zadzwonic i powiedziec, ze nie bede z nim smsowac, zeby przyjechal, bo mam mu pare zdan do powiedzenia.
Wrocil wieczorem, kazalam mu usiasc i sluchac. Zapytalam spokojnie kiedy idzie po skierowanie na leczenie odwykowe? Powiedzial, ze pojdzie nawet dzis. Kazal sie zarejestrowac. Dzis nie bylo juz miejsc, wiec ma isc jutro po poludniu. Probowal sie zalic, ze on sie do niczego nie nadaje, ale ze mu zalezy na mnie i dziecku i on jeszcze wszystko naprawi. Na to ja powiedzialam, ze nie chce juz sluchac slow, chce widziec dzialanie. Zobaczymy jak to wyjdzie.

A jak ja sie czuje? W ciaglym zawieszeniu... Mama ciagle rozpacza i nie moze przezyc, ze ja za niego wyszlam wiedzac o jego problemach... Z tata nie rozmawiam o tym w ogole, jakos unikamy tego tematu...
Dzis jestem w domu z moim syneczkiem i staram sie cieszyc tym co mam :) Ale czuje na ciele, ze jestem spieta.... Mam takie chwile, ze czuje jakbym odczuwala niemal fizyczny bol...
Ciesze sie, ze jutro ide do pracy, zajme sie czyms i przez chwile nie bede myslec...

Ameise - Czw 14 Kwi, 2011 13:45

Jednym słowem: ciężko.
Ale spokojnie. Dobrze że porozmawialiście z mężem i ustaliliście dalsze kroki. Nie ma co wybiegać w daleką przyszłość.
Spróbuj przenieść na męża odpowiedzialność za załatwianie jego spraw, po prostu nie deklaruj się, że cokolwiek za niego załatwisz, gdzieś go zapiszesz, zarejestrujesz i tak dalej. Zdejmuj powoli systematycznie te plecaczki, które Ci pozakładał na Twoje plecy (część na pewno sama ochoczo na siebie wzięłaś :-> ).
Wiem, że to bardzo trudne, bo chciałoby się tę osobę niemal na siłę zaciągnąć do ośrodka... i dlatego równa się wyboje na drodze do ośrodka, byleby tam tylko trafił ;-)

"Biadolenia" mamy postaraj się nie słuchać lub nie przyjmować do siebie. To Ci tylko "dokłada", nie na tym polega prawdziwe wsparcie w bólu, ale mama może nie wie, że trzeba inaczej Ci pomagać.

Głowa do góry. Bądź czujna na manipulacje, daj sobie zawsze czas, duuużo czasu, na podejmowanie jakichkolwiek decyzji, jeśli alko zaczyna jakieś swoje gierki.

Poszukałaś sobie już jakiejś lekturki dla współuzależnionych? Świadomość, że nie tylko Ty masz takie problemy, a inni sobie też z tym poradzili bardzo pomaga.
A zabawa z synkiem- bezcenna na takie problemy, byleby tylko być obecną nie tylko ciałem w takiej zabawie, ale i duchem. :mrgreen: Idźcie na spacer szukać wiosny, zajmijcie się choćby "prozą" życia, spróbuj się oderwać choćy na chwilę od mężowskich problemów, myśl o sobie, swoich przyjemnościach, o dziecku i jego potrzebach.
Miłego popołudnia. Buziaki

eliania - Czw 14 Kwi, 2011 13:57

kahape napisał/a:
nie tłukł się bo postraszyłam policją i wystarczyło.
Mama wzywała policję wielokrotnie. Przyjeżdżali, zabierali, puszczali parę metrów dalej. Wracał i było gorzej.
kahape napisał/a:
owszem, facet jest podobny, ale to nie mój ojciec. Mój na trawnikach nie leży.
Kiedyś będzie musiała stanąć przed faktem, że to jej tata leżał.
kahape napisał/a:
dałyście się "zastraszyć", a raczej matka dała.
Nie dała. Była policja - efekty jak wyżej, była sprawa w sądzie - wyrok w zawieszeniu. Mówiła o tym głośno w rodzinie - nie znajdowała wsparcia, bo co to za wyrodna żona, która zamiast cichutko "zamieść brudy pod dywan", mówi, że jej mąż to alkoholik. Odsunęła się rodzina, sąsiedzi wytykali, a my wiele lżej nie miałyśmy kiedy "pijany nie wchodził". Po prostu widać nie zawsze daje to spodziewane efekty. :570:

KasiuO, ja akurat jestem zwolenniczką ratowania związków małżeńskich, ale kiedy obie strony naprawdę chcą, i wkładają w to wysiłek. Może to co się teraz dzieje, będzie przełomem dla Was, i potem powoli uda się scalić Waszą rodzinę. Czego Wam serdecznie życzę. Ale co by się nie działo nie traćcie szacunku do siebie, a przede wszystkim nie wciągajcie w to synka, nie pozwólcie mu patrzeć na pałających do siebie niechęcią rodziców.
Co nie znaczy, że w wymaganiu od męża leczenia i trzeźwości nie masz być stanowcza. :)
Pozdrawiam.

kahape - Czw 14 Kwi, 2011 14:14

eliania napisał/a:
Przyjeżdżali, zabierali, puszczali parę metrów dalej.
Policja zabrała na Izbę, wypuścili po 24 godz, po sporządzeniu notatki na komisariacie....
Pisząc - miałam "szczęście" - myślałam właśnie o tym, o tej prawdziwej pomocy.
Że kiedy wezwałam policję naprawdę miałam spokój.
eliania napisał/a:
Odsunęła się rodzina, sąsiedzi wytykali
i może jeszcze o tym też.
eliania napisał/a:
Po prostu widać nie zawsze daje to spodziewane efekty.
nie zawsze, jak widać w twoim przypadku.
pozdr

KasiaO - Czw 14 Kwi, 2011 18:42

Cieżko, oj ciezko....
Czy z tym naprawde da sie zyc???
Ja czuje, ze zadowolona bym byla, gdyby on byl caly czas w domu, bo w domu nie pije... Ale wiem, ze pewnie i tak jakos by pil...
Ale np teraz, kiedy jeszcze go nie ma z pracy, ja przezywam to tak mocno, bolesnie, czuje to w kosciach, w palcach, wszedzie....
Dzwonilam, wiem, ze nie pije... ale nie zaznam spokoju, dopoki nie zobacze go w domu. Ma byc do godziny...
Wiem, ze to chore co czuje i wiem, ze musze sie z tego leczyc... Nie umiem juz zyc normalnie....

A bylam kiedys taka pelna zycia i radosci osoba....
Mam dopiero 26 lat...
Tyle pasji w sobie.... kocham spiewac... uczylam sie tego od dziecka...
Uwielbiam zwiedzac swiat, podrozowac....
Ale teraz wszystko mnie przytlacza.... Tak ciezko z tym wszystkim zyc....

jobael - Czw 14 Kwi, 2011 20:32

KasiaO napisał/a:
Dzwonilam, wiem, ze nie pije... ale nie zaznam spokoju, dopoki nie zobacze go w domu. Ma byc do godziny...

A jednak kontrola. A co będzie jeśli po drodze będzie korek i przyjedzie do domu o godzinę później?
Walizki będą stały za drzwiami? ;-)

Ameise - Pią 15 Kwi, 2011 00:04

Cóż, ja też kiedyś zamieniłam <niechcący 8-) > swoje hobby na takie właśnie iście pasjonujące zajęcie, jak niezaznawanie spokoju z powodu czyjegoś pogrążania się i rodziny w (auto-)destrukcji.
Puszczenie kontroli nie przychodzi tak łatwo. Na to trzeba czasu, poświęconego na pilne przyglądanie się sobie samej. Ale jak się tu przyjrzeć sobie, kiedy myśli krążą wokół innej orbity....
Spokojnej nocki na własnej orbicie Ci KasiuO życzę. :-)

kahape - Pią 15 Kwi, 2011 11:09

KasiaO napisał/a:
Hmmmm.... jak sie dzis czuje?
Jak wypada ten dzien, w ktorym on pije, to wszystko sie dla mnie wali, choc po raz kolejny, to za kazdym razem jak grom z jasnego nieba... Czekalam az wroci...
KasiaO napisał/a:
teraz, kiedy jeszcze go nie ma z pracy, ja przezywam to tak mocno, bolesnie, czuje to w kosciach, w palcach, wszedzie....
wnioski
- twoje życie uzależnione jest od zachowania innego człowieka
- nie masz wpływu na własne życie, przestałaś nim kierować.

Myślę, że teraz nie czas na zastanawianie się - "Jak się czujesz"
Jak masz się czuć!!! Masz 26lat, twoje życie wali się, wydaje się że nic nie możesz na to poradzić.
Ale jest sposób.
Musisz odseparować się od męża.
Musisz odzyskać władzę na swoim życiem. Zacząć decydować o swoim samopoczuciu, bez względu na to co się zdarzy.
Ofiary/szkody jakieś będą. To nie uniknione.
Na papierki(rozwody, alimenty...)- jeszcze przyjdzie czas.

Na dzisiaj, spróbuj odseparować się psychicznie, "w głowie"
1. Należałoby tak przestawić dom aby nie spotykać się z nim, nie widzieć go, nie rozmawiać...
Ja przeniosłam meble, biurka, szkołę... do jednego pokoju i zamieszkałam razem z dziećmi.
Odżyłam, zaczęłam śmiać się, cieszyć...

2. Zachowuj się "jak gdyby".
Jak gdyby go nie było. Jak gdybym była sama w mieszkaniu. Jak gdybym go nie widziała, nie słyszała, nie rozmawiała o nim bo go nie ma itd itd

To dobry sposób bo "nakazujesz" swojemu umysłowi myśleć o tym o czym chcesz.
Tak piszą w "Potędze podświadomości" Fajna książka, budująca.
Ja tak robiłam i udało się.
Ty przecież, (nikt inny) rządzisz swoją głową, myślami. Będzie jak ty chcesz.

To program na 24 godz. Na dzisiaj. Spróbuj zająć myśli choć przez godzinę, dwie.
Potem będzie coraz lepiej, dłużej...
Dziecko, książka, film, spacer- szukaj zajęcia i przede wszystkim staraj się nie myśleć o nim.
Przecież takie myślenie nic nie da, on i tak zrobi jak będzie chciał. A ty będziesz znów rozgoryczona.
Zostaw go, jeśli chce :arrow: niech chleje. To jego życie, ty pilnuj swojego!!!!
Powiedziałaś mu już wszystko- ma się leczyć i przestać pić. Inaczej koniec!!!!.

Zacznij już "w głowie" przygotowywać się do tego ..... końca.
Konkretnie. Gdybys została sama...... co z opłatami, co z dzieckiem, co z pracą...
Czy poradziłabyś sobie sama?
Pomału zaczniesz stawać na nogi.
Czego ci serdecznie życzę.
pozdr

KasiaO - Sob 16 Kwi, 2011 10:49

kahape, az tak drastycznie????
A czy jesli rozmawiam z nim w miare normalnie, to znaczy, ze daje mu przyzwolenie na picie?
Nie wiem, moze za malo jeszcze sie stalo, zebym umiala takie kroki podjac... A moze siedze w tym bagnie juz za bardzo i dlatego nie umiem.
No nic, moze jeszcze nie umiem, ale ide na spotkanie w czwartek i zaczne sie uczyc jak zyc od nowa...

A tymczasem maz zadzwonil wczoraj do osrodka odwykowego. Jest umowiony na 6 maja na rozmowe kwalifikacyjna (swoja droga, czemu to tak dlugo sie czeka?), tam maja rozeznac czy wysla go na 6cio tygodniowy odwyk czy bedzie chodzil na spotkania na razie...
Zobaczymy, tylko co bedzie do 6go maja?
W zespole nie bedzie gral na razie, powiedzial chlopakom, ze idzie na odwyk (wczesniej wypil sobie piwo dla odwagi :( nawet nie wiem kiedy zdazyl to zrobic). W kazdym razie zapadla decyzja, ze na razie nie gra, a po wstepnym leczeniu podejmie decyzje co dalej...

Ja dzis w pracy, to dobrze, bo to dobra dla mnie terapia, musze sie skupiac na pracy, nie mam czasu myslec o nim.

kahape - Sob 16 Kwi, 2011 11:58

KasiaO napisał/a:
az tak drastycznie????
KasiaO napisał/a:
Ja dzis w pracy, to dobrze, bo to dobra dla mnie terapia,
sama sobie odpowiedziałaś
KasiaO napisał/a:
A tymczasem maz zadzwonil wczoraj do osrodka odwykowego. Jest umowiony na 6 maja na rozmowe kwalifikacyjna (swoja droga, czemu to tak dlugo sie czeka?), tam maja rozeznac czy wysla go na 6cio tygodniowy odwyk czy bedzie chodzil na spotkania na razie...
ha ha ha mój mąż chodził na terapię 3xw tyg, i co??? Cały czas popijał.
Dlatego "opuściłam" go, przeniosłam graty, poszłam do sądu itd...
Dopiero jak dokręciłam śrubę na maxa, dotarło, że to nie przelewki.
Całe szczęście, że na mojej drodze stanął"dromax" i wołał- konsekwencja!!!; gocharl - godność!!! inni- nie wierz mu, nie ufaj....
KasiaO napisał/a:
A czy jesli rozmawiam z nim w miare normalnie, to znaczy, ze daje mu przyzwolenie na picie?
on obserwuje.... żonka bardzo się złości czy też nie, przegiąłem bardzo czy tylko trochę...
Jak ją obłaskawić?-kwiaty, przeprosiny, obietnice? Co teraz zadziała?
A może nie jest tak źle i nie potrzeba nic zmieniać.
Dlatego po okresie picia następuje okres "miesiąca miodowego" Piszą o tym w książkach, artykułach..
http://www.alkoholizm.com...opic.php?t=2779

Zrozum, on nie bardzo wierzy, że jest alko, że naprawdę potrzebuje pomocy. On tylko...mówi.
O tym co wyrabiał wie/słyszy tylko od ciebie. Nie pamięta przecież jak to było, bo był nawalony.
Dlatego zdjęcia dobrze wpływają na przypomnienie. :mrgreen:
Dlatego mój mąż stał i czytał "ogłoszenie" na lodówce. On naprawdę nie wierzył, że pije za dużo. Ja wymyślam, to niemożliwe!!! .
Tak działają mechanizmy zaprzeczenia i iluzji alko.
http://morawica.com.pl/fakty/mechanizmy.htm
KasiaO napisał/a:
A moze siedze w tym bagnie juz za bardzo i dlatego nie umiem.
siedzisz głęboko i świata....normalnego nie widzisz. Dlatego masz wątpliwości.
Ty też masz swoje -współ- zaprzeczenia- to niemożliwe że on nie może przestać pić. Jeżeli mu wytłumaczę, zrozumie...
Ale to jak tłumaczenie niemowlakowi, że kiedyś pójdzie do szkoły. Bez sensu.
pozdr

kahape - Sob 16 Kwi, 2011 12:17

"Nabite w butelkę"
http://www.alkoholizm.com...p=103467#103467
"Równia pochyła"
http://www.alkoholizm.com...p=103470#103470
pozdr

kahape - Sob 16 Kwi, 2011 13:11

KasiaO napisał/a:
az tak drastycznie????
teraz mi to "wpadło" - nie przeżyjesz bez niego????
Przecież będziesz... w pokoju obok???
pozdr

KasiaO - Sob 16 Kwi, 2011 18:14

kahape, czytam wszystko to co piszesz i jestem przerazona....
W zyciu bym nie przypuszczala, ze to az tak skomplikowane... i nie podejrzewalabym mojego meza o takie manipulacje... Wrecz powiedzialabym, ze nie jest do tego zdolny, nie dlatego, ze jest taki dobry, tylko dlatego, ze jest za malo inteligentny.... (moze go teraz obrazam jako czlowieka, ale trudno).

kahape - Sob 16 Kwi, 2011 18:24

KasiaO napisał/a:
nie podejrzewalabym mojego meza o takie manipulacje...
KasiaO napisał/a:
powiedzialabym, ze nie jest do tego zdolny
mało... zdolny????
To jak on to robi że ...kolejny.. twój... dzień...mija... a ty zajmujesz się :arrow: jego alkoholizmem?

Gdzie ty sama jesteś? I twoje życie, zainteresowania, przyjemności...

Nie trać więcej czasu na niego, on sobie zawsze poradzi.
Zajmij się sobą natychmiast!!!
pozdr

KasiaO - Sob 16 Kwi, 2011 18:59

kahape napisał/a:
mało... zdolny????
To jak on to robi że ...kolejny.. twój... dzień...mija... a ty zajmujesz się jego alkoholizmem?


Nie wiem jak to robi...
Ale pisze to w takim sensie, ze on zawsze byl taki przestraszony... zawsze to ja podejmowalam decyzje, on mi sie radzil we wszystkim... powiedzialabym, ze jest zalezny ode mnie, a tu sie okazuje, ze jest zupelnie odwrotnie...

Ameise - Sob 16 Kwi, 2011 23:42

KasiuO,
Właśnie jest tak, jak napisałaś, on nic nie potrzebuje robić, sama weszłaś w tę rolę.

Robert J. Sternberg "Miłość jest opowieścią" pisze tak:

"Stwierdzenia charakterystyczne dla opowieści o uzależnieniu:
1. Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez mojego partnera.
2. Bez mojego partnera popadłabym w rozpacz.
3. Muszę mieć partnera obok siebie, tak jak muszę mieć powietrze do oddychania.
4. Bez miłości mojego partnera moje życie nie miałoby sensu.
5. Gdyby mój partner mnie opuścił, moje życie stałoby się zupelnie puste.
6. Nie przeżyłabym bez mojego partnera.
7. Moje szczęście jest niemal całkowicie zależne od mojego partnera.

Role uzależnionego i współuzależnionej to role uzupełniające się.
Uzależniony to rola dominująca, pragnie związku, a potem ma ogromne trudności z zaakceptowaniem jego końca, nawet jeśli układ rozwinął się bardzo źle.
Rola współuzależnionej to wspieranie osoby uzależnionej. Osoba współuzależniona ma wrażenie, że pomaga uzależnionemu, choć to wsparcie nie zawsze jest pomocne.
Problem w tym, że współuzależniona w takim samym stopniu potrzebuje uzależnionego, co on jej.
Uzależniony daje współuzależnionej swego rodzaju sens życia- poczucie, że jest dla kogoś niesamowicie ważną istotą. Przecież osoba współuzależniona ma świadomość, że osoba uzależniona nie może bez niej żyć. Zatem potrzeby współuzależnionych mogą pobudzać i podtrzymywać to uzależnienie. Współuzależniony podświadomie wzmacnia te zachowania, które świadomie uważa za szkodliwe dla związku (w gruncie rzeczy taka sytuacja osobie wspołuzależnionej schlebia, np. -> mąż się Ciebie radzi we wszystkim, Ty podejmujesz wszystkie decyzje, jesteś osobą "wyjątkowo" pożądaną, przecież on by zginął i przepadł w ciągu jednego dnia bez Ciebie, nieprawdaż? ;-) ).
Uzależniony zachowuje sie wtedy w określony sposób, przez co zaciska pętlę na szyi osoby wspołuzależnionej, a ta po prostu zaczyna się dusić. I tak, stopniowo, spirala degeneracji w związku rozkręca się na dobre.
A związek, który dla osoby współuzależnionej był źródłem sensu życia i potwierdzeniem użyteczności własnej osoby, staje się... piekłem.
Ale to się widzi dopiero, jak się zacznie na prawdę nad sobą pracować na terapii.

KasiaO - Wto 19 Kwi, 2011 13:43

Zagladam tu znowu i raportuje...

Staram sie zyc inaczej...
Staram sie odciagac mysli od niego, nie zastanawiac sie co robi i kiedy wroci... Nie dzwonie, nie nasluchuje czy jest trzezwy czy pijany... Jasne, te mysli wracaja, ale pracuje nad tym, zeby zajac sie soba...
Czekam na czwartkowe spotkanie w poradni, licze na to, ze znajde tam ludzi, ktorzy mi pomoga.

Wczoraj bylam w pracy i tak jak mowie, staralam sie zajac praca, rozmowa z ludzmi, nie myslec o nim. Nie zadzwonilam przez caly dzien, a po 17tej, on wrocil do domu i dzwoni do mnie z domowego pytajac zszokowany co sie stalo, ze sie do niego nie odzywam caly dzien... i melduje sie, ze jest trzezwy w domu...

Mowilam mu tez w niedziele na spokojnie, ze chce sprzedac nasz dom. Mamy wybudowany w stanie surowym... Ale wiem, ze nie dokonczymy tej budowy z tymi problemami... Wiec najlepiej go sprzedac... Jak on poplynie, to bede miec czysta sytuacje finansowa, a jak sie wezmie za leczenie, to bedziemy miec kase na jakies wspolne mieszkanie, to sie okaze... Ale chce doprowadzic do jakiejs swojej stabilizacji, zebym pozniej nie musiala sie z nim wyklocac o majatek.

Wiem, powiecie, ze nadal pisze o nim... No coz, probuje to sobie jakos poukladac. Ale naprawde sie staram, zeby moje mysli nie krazyly wokol jego orbity....
Jest ladny dzien, ja mam wolne, wiosenne porzadki w domu, moj kochany niuniuś wlasnie zasnal, uciekam do dalszych zajec...

Aha, znalazlam tutaj na forum taki temat z ta fajna modlitwa i strasznie mi sie to spodobalo: Jezu, Ty sie tym zajmij... Wlasnie to staram sie wcielic w zycie... Zostawic to Bogu, pozwolic Mu dzialac i nie zamartwiac sie tym wiecej.

kahape - Wto 19 Kwi, 2011 15:09

Słyszałaś, że na alkoholika mówi się "król dzidziuś"? Cały świat kręci się wokół niego!!!!
KasiaO napisał/a:
dzwoni do mnie z domowego pytajac zszokowany co sie stalo, ze sie do niego nie odzywam caly dzien... i melduje sie, ze jest trzezwy w domu...
niunieczek biedny, to ci dopiero przeżył szok :shock: :shock: - nikogo nie obchodzi nachlany czy też nie?? :evil: :evil:
Jest widz - jest aktor!
Nie ma widza- nie ma i aktora.
Sztuka się skończyła.
Kasieńko kpw?
KasiaO napisał/a:
Wiem, powiecie, ze nadal pisze o nim...
o nie, to są już inne słowa, inne myśli, inne spojrzenie... brawo!!
Pomysł z domem uważam za pierwszorzędny.
Brak kredytów, pożyczek..... wspólnych z alko, to twoje spokojne i bezpieczne życie.
pozdr

Ameise - Wto 19 Kwi, 2011 22:31

KasiuO,
Fajnie jest coś takiego czytać, jak puszczasz powoli kontrolę, w tym najbardziej spektakularnym aspekcie (czy pije czy nie). Dbanie o swoje finanse, również w znaczeniu, żeby nie mieć ogona w postaci niezałatwionych spraw majątkowych, to również dobre dbanie o siebie.

KasiaO napisał/a:
modlitwa i strasznie mi sie to spodobalo: Jezu, Ty sie tym zajmij... Wlasnie to staram sie wcielic w zycie... Zostawic to Bogu, pozwolic Mu dzialac i nie zamartwiac sie tym wiecej.

jeśli będzie trzeba, uczynię cud. Widzisz, że sprawa ulega pogorszeniu? Nie trać ducha! Zamknij oczy i mów: "Ty się tym zajmij" Mówię ci, że zajmę się tym i że nie ma skuteczniejszego lekarstwa nad moją interwencję miłości. Zajmę się tym jedynie wtedy, kiedy zamkniesz oczy.

To takie trudne, prawda? Bo chce się biec na ratunek, bo widzi się gotowe rozwiązania, kiedy ktoś błądzi i robi bzdurę za bzdurą.
A tu trzeba .... odpuścić, kiedy 'królestwo' zmierza ku ruinie.
Bo tak jest dobrze, a nawet lepiej.

KasiaO napisał/a:
wiosenne porzadki w domu, moj kochany niuniuś wlasnie zasnal, uciekam do dalszych zajec

Trzeba nauczyć się ponownie żyć bieżąca chwilą, jeśli chcemy zostać wymarzonymi rodzicami, jeśli chcemy doznać prawdziwej radości i spełnienia w zwykłej codzienności.
Dopiero kiedy zaczęłam być sama ze sobą szczera, stwierdziłam, że nie ma nic trudniejszego, niż dokazywanie razem z synem, kiedy tak bardzo doskwierało życie.
W zabawie z dzieckiem chodzi o to, by po prostu być. Nie o 'osiągnięcia' lub o zaznanie spokoju. Ja tego też musiałam się nauczyć, żeby przerwać gonitwę myśli i żądzę "działania".
A czwartek, to już ... lada dzień...

Rufio - Sro 20 Kwi, 2011 20:59

KasiaO to pisze Kahape to jest dopiero początek Ty masz sprawić aby przestał istnieć w myślach w zapachach i tych innych różnych .On dla Ciebie ma NIE ISTNIEĆ - wiem o czym pisze moja pani zrobiła mi taki Sajgon że nie pije już 5 rok . Całkowita ignorancja - Żadnych słów - żadnych gestów - tylko formalnie - a to w jak najmniejszym stopniu . NIE REAGOWAĆ NA ŻADNE GESTY SŁOWA - POZY - Powinnaś nauczyć się kontrolować swoje emocje - mimika twarzy jest tu kluczem do zwycięstwa - alkoholik potrafi z najmniejszych drgań mięśni wysnuć dla siebie najlepsze wnioski i zaatakować - w tej chwili juz dałaś się złapac na gładkie słówka - juz nie masz takiej pewności jak pare dni temu i juz zaczyna kolega wygrywac - cos blado widze Twa konsekwencje .Tu moja droga pieszczoty się skończyły teraz czas na krew- pot i łzy a krew powinna płynąć gesto bo nie ma już nic innego . A łzy do poduszki a na wierzchu drwina i pogarda .
KasiaO - Sob 23 Kwi, 2011 14:33

Hej!
No widzicie... taka bylam nastawiona na to spotkanie w poradni i mi odwolali wizyte... bo sie pani doktor rozchorowala... Kurde i dalej jestem w kropce... Nastepna wizyta dopiero 5 maja...

U nas chwilowo spokoj... ida swieta... i jak tu zyc? Mam go ignorowac, nie rozmawiac, w swieta?

I mam dylematy..... Za tydzien gramy z zespolem pierwsze wesele w tym sezonie i na ostatniej probie moj maz powiedzial im, ze nie zagra bo idzie na leczenie... Niby przyjeli do wiadomosci, niby mieli szukac kogos na jego miejsce, ale widze, ze sytuacja ucichla... i chyba nie znalezli nikogo... Wnioski, licza na to, ze to moj maz bedzie nadal gral.... A on chyba tez dal sie im urobic i stwierdzil, ze granie jest ok dla niego...
I w tym wszystkim ja.... Nie bede nim kierowac i zabraniac mu grac, jak bedzie chcial pic to bedzie miec swietna okazje, a ja nie bede go dluzej pilnowac, niech sie sam pilnuje...
Ale z drugiej strony krew mnie zalewa, ze musze tam isc i na to wszystko patrzec...

Sprawa numer dwa, 7 maja czyli juz bardzo niedlugo jest wesele mojego brata!
I znow, nie usmiecha mi sie na nie isc z moim mezem, bo wiem, ze nie bede sie dobrze bawic, bede w stresie i nie daj Boze upije mi sie na oczach calej rodziny... a nawet jesli wytrzyma to i tak bede cale wesele w nerwach...
A z drugiej strony nie usmiecha mi sie isc bez meza i tlumaczyc sie wszystkim dlaczego go ze mna nie ma....
Co zrobic?

To sie tylko tak latwo mowi: zyj swoim zyciem.... Ale przeciez nasze zycie jest gdzies tam zlaczone... jestesmy malzenstwem i to zycie jest "nasze" wspolne, nie da sie tego chyba tak rozgraniczyc.... Jak to zrobic?

jobael - Sob 23 Kwi, 2011 19:41

KasiaO napisał/a:
nie uśmiecha mi się na nie iść z moim mężem, bo wiem, że nie będę sie dobrze bawić, będę w stresie..........

Więc nie idź.
KasiaO napisał/a:
nie daj Boże upije mi się na oczach całej rodziny...

To poznają prawdę.
KasiaO napisał/a:
a nawet jeśli wytrzyma to i tak będę całe wesele w nerwach..

I nici z dobrej zabawy........... więc po co iść?
KasiaO napisał/a:
Co zrobic?

To, co przytoczyłam niżej.
KasiaO napisał/a:
Nie bede nim kierowac i zabraniac mu grac, jak bedzie chcial pic to bedzie miec swietna okazje, a ja nie bede go dluzej pilnowac, niech sie sam pilnuje...

Kasiu wiele tutaj napisano. Wiele przeczytałaś na tym forum. Wiedzę masz już dużą.
Zrobisz z tym, co zechcesz. To jest Twoje życie.
Tak niewiele brakowało, żebyś walizki wystawiła za drzwi, a teraz się zastanawiasz jak to będzie gdy pójdziesz sama na wesele, albo jak to będzie w zespole ................
Poczytaj sama siebie i myślę, że wyłowisz swoje splątanie w tym temacie.
KasiaO napisał/a:
To sie tylko tak latwo mowi: zyj swoim zyciem.... Ale przeciez nasze zycie jest gdzies tam zlaczone... jestesmy malzenstwem i to zycie jest "nasze" wspolne, nie da sie tego chyba tak rozgraniczyc.... Jak to zrobic?

Tak, jak zrobiły inne kobiety z tego forum. Też im to łatwo nie przyszło.
Życie to przecież dokonywanie wyborów.
Ty wybierz to, co dla Ciebie będzie dobre.

Ameise - Sob 23 Kwi, 2011 23:20

KasiaO napisał/a:
U nas chwilowo spokoj...i jak tu zyc? ignorowac, nie rozmawiac, w swieta

A co takiego się stało, że Wasze życie gwałtownie znormalniało? Mąż się chwilowo przyczaił. To tylko 2 dni w roku, wprawdzie Świąteczne, ale co z tego?

KasiaO napisał/a:
Za tydzien gramy z zespolem pierwsze wesele

Zespół jest zdezorientowany, bo nie wiadomo, o co między Wami chodzi i jak się skończy. Po co mają sobie zadać tyle trudu, żeby znaleźć kogoś innego? Im jest tak wygodniej, poza tym, to nie oni użerają się z uwalonym mężem na co dzień. Odbębnią w jedną noc swoje, jakoś ścierpią pijanego kolesia, kasa wpłynie do kieszeni i dalej... do przodu.
Ty sama nie masz tyle motywacji, żeby przeprowadzic sprawę według swoich potrzeb, więc dlaczego oczekujesz, że ktoś inny zrobi za Ciebie tę robotę?

DLACZEGO TY nie postawisz warunku zespołowi- albo ja- albo on?

NIC nie musisz. Nie musisz patrzeć, nie musisz przeżywać jego picia podczas wesel.
Znajdź sobie inny zespół, jeśli tak bardzo Ci zależy na śpiewaniu do kotleta na weselach zapijaczonym gościom lub potrzebne Ci są pieniądze z tego tytułu.

KasiaO napisał/a:
wesele mojego brata! nie usmiecha mi sie na nie isc z moim mezem...i nie daj Boze upije mi sie na oczach calej rodziny...
A z drugiej strony nie usmiecha mi sie isc bez meza i tlumaczyc sie wszystkim dlaczego go ze mna nie ma.... Co zrobic?

Zgadzam sięz Jobael w całości: dopiero co wyrzucałaś go za drzwi, a juz lecisz z nim na wesele??? :shock:
Powinnaś sobie odpowiedzieć na pytanie, czego chcesz dla SIEBIE, czego oczekujesz w końcu od męża? Co mają pomyśleć w takiej sytuacji Twoi rodzice?
Chcesz wieść pozorowane życie, żeby tylko nie musieć odpowiadać na rzekomo 'trudne' pytania? Czy chcesz mieć -może i nie najprostsze ze względu na wybory-, ale dobre, niezakłamane życie?
ALKOHOLOWE wesele, to potężny wyzwalacz dla każdego alkoholika. Nawet nie powinna powstać w Waszych głowach 1 myśl, że on będzie na przyjęciu weselnym. Dostał zaproszenie od barata i chce pójść na popijawę? - to trudno, jego decyzja, ale Ty nie powinnaś mieć z tym nic wspólnego.

KasiaO napisał/a:
To sie tylko tak latwo mowi: jestesmy malzenstwem i to zycie jest "nasze" wspolne, nie da sie tego chyba tak rozgraniczyc.... Jak to zrobic?


Szkoda, że tylko Ty o tym pamiętasz. Szkoda że Twój mąż zapomniał, co znaczy "być małżeństwem" i Ty też chyba nie wiesz, jak się sama uszanować...
jak postępować, żeby Tobie było dobrze z tym, co się wokół Ciebie dzieje.

Owszem, łatwo jest chodzić na skróty, ale .... warto wyprostować swoje ścieżki.
Twoje wybory to są, KasiuO. Konsekwencje poniesiesz TY.

kahape - Pon 25 Kwi, 2011 10:37

jobael napisał/a:
KasiaO napisał/a:
To sie tylko tak latwo mowi: zyj swoim zyciem.... Ale przeciez nasze zycie jest gdzies tam zlaczone... jestesmy malzenstwem i to zycie jest "nasze" wspolne, nie da sie tego chyba tak rozgraniczyc.... Jak to zrobic?

Tak, jak zrobiły inne kobiety z tego forum. Też im to łatwo nie przyszło.
nie było łatwo, bo ja (na przykład) myślałam, że obejdzie się bez drastycznych wyborów, bez strat, bez "akcji"....
Niestety, nie ma nic za darmo, to musi byc jak cięcie chirurgicznie a nie okłady z rumianku.... :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Tu się nie ma co szczypać.
KasiaO napisał/a:
na ostatniej probie moj maz powiedzial im, ze nie zagra bo idzie na leczenie...
Kasieńko czy ty wiesz, pamiętasz??? :evil: Przyjełaś do wiadomości, uwierzyłaś??? :evil: że..... najpierw to on jest :arrow: alkoholikiem!!!
A dopiero później mężem, bratem, ojcem, sąsiadem czy... członkiem zespołu.
Jeżeli nie "załatwi" alkoholika wszystko inne bierze w łeb, bez względu na to czy to będą święta czy wesele brata.
Na pierwszym miejscu jest alkoholik i jego trzeźwienie.
Cała reszta jest .....później.

pozdr

KasiaO - Wto 26 Kwi, 2011 18:40

Kurde!
Bo ja to bym chciala, zeby go wzieli na leczenie zamkniete... mialabym czas wszystko jakos poukladac... A i on zgodzil sie na takie leczenie...
Ale w tym osrodku do ktorego sie zglosil jest tak, ze najpierw ma isc na spotkanie kwalifikacyjne i oni rozeznaja czy ma isc na zamkniete czy ma dojezdzac raz czy dwa razy w tygodniu...

Jak by poszedl na zamkniete, to mielibysmy z glowy problemy z weselami i ze wszystkim... nie byloby go przez jakis czas i tyle... A potem moze by sie nauczyl podejmowac jakies logiczne decyzje...

A teraz to niby chce sie leczyc, ale z tego co Wy piszecie, to ja mam w to nie wierzyc... To kiedy moge zaczac wierzyc, ze naprawde chce sie leczyc?
CO on ma zrobic, jak sie zachowac, zeby to faktycznie oznaczalo zmiany?
Przeciez nie zmieni sie w jeden dzien czy w dwa dni...
Fakty sa takie, ze od ostatniego wyskoku 11 kwietnia, pozniej nie wypil do dzisiejszego dnia... Ja nie chce slepo wierzyc w to co on mowi... No ale ma umowiona wizyte na 2 maja, no ale do tego czasu trzeba jakos zyc, faktem jest, ze na razie nie pije... Ale czy sie tylko czai, czy naprawde bedzie sie leczyl, skad ja to mam wiedziec?

Agrafka - Wto 26 Kwi, 2011 19:46

KasiaO napisał/a:

Bo ja to bym chciala, zeby go wzieli na leczenie zamkniete... mialabym czas wszystko jakos poukladac...

To jest myslenie magiczno-życzeniowe :) bardzo charakterystyczne dla uzależnionych, współuzależnionych , krótko mówiąc osobowosci niedojrzałej
KasiaO napisał/a:

Jak by poszedl na zamkniete, to mielibysmy z glowy problemy z weselami i ze wszystkim... nie byloby go przez jakis czas i tyle... A potem moze by sie nauczyl podejmowac jakies logiczne decyzje...

To też jest myslenie magiczno-życzeniowe :)
KasiaO napisał/a:

Ja nie chce slepo wierzyc w to co on mowi... No ale ma umowiona wizyte na 2 maja, no ale do tego czasu trzeba jakos zyc,

No ale Kasia :) , trzeba samej zacząć coś robić z sobą.
Tego wszystkiego o co pytasz, bedziesz uczyła się na terapii.
Odpowiedzi przyjda z czasem, ale trzeba sie przyłozyc do nauki.
Powodzenia .

KasiaO - Wto 26 Kwi, 2011 19:58

No ale sęk w tym, ze ja bardzo chce zaczac cos robic, chce zaczac sie uczyc.... Tylko, ze niestety nie mozna przestac zyc do czasu spotkania u terapeuty, a to mam wyznaczone na 5 maja... do tego czasu musze jakos zyc i dokonywac codziennie jakichs decyzji, jakichs wyborow...
Agrafka - Wto 26 Kwi, 2011 20:24

Kasia, a co ostatnio czytasz ?
Czy to jest literatura o chorobie alkoholowej ? Czy moze literatura piekna ?
Jak sie relaksujesz ?
Co zrobiłas dla siebie ostatnio miłego ?
Jaki ogladalaś fajny film w ostatnim czasie ?
Co tam jeszcze ? , to może coś wymyslisz ? co dotyczy tylko ciebie , twoich potrzeb ?.
Porozpieszczaj sie Kasia trochę :) do czasu wizyty u terapeuty i nie zapominaj o sobie .

KasiaO - Wto 26 Kwi, 2011 20:39

Probuje, naprawde probuje!
Wczoraj bylam z kolezanka na dlugim spacerze... Bardzo mi to dobrze zrobilo.
Dzis tez pisalam do znajomej, ze chetnie sie spotkam z nia. Jednym slowem probuje odswierzac stare znajomosci, bo faktycznie przez dosc dlugi czas zylam jego zyciem, a dluzej tak nie chce!!!

Agrafka - Wto 26 Kwi, 2011 20:45

KasiaO napisał/a:
Probuje, naprawde probuje

Wierze. Tak trzymaj, małymi kroczkami, powolutku , to nie wyścigi :)
Z czasem zobaczysz zmiany w sobie.

kahape - Sro 27 Kwi, 2011 11:27

Kurcze, ale ty jesteś w nim "zakochana" - poszedł/nie poszedł, chciałby/nie chciałby, zgodził się/nie zgodził......
KasiaO napisał/a:
CO on ma zrobic, jak sie zachowac, zeby to faktycznie oznaczalo zmiany?
co ja mam zrobić aby to faktycznie oznaczało zmiany w moim życiu!!!!!!
PRZESTAĆ SIĘ WRESZCIE NIM INTERESOWAĆ!!!
PRZESTAĆ GO WIECZNIE KONTROLOWAĆ!!!
PRZESTAĆ SPRAWDZAĆ JEGO TERAPIĘ, TERMINY, LECZENIE....


LUDZIE!!!! NIE WYPIŁ OD 11 KWIETNIA -całe 2 tygodnie, hurra!!!!

Nawiasem mówiąc, on nie używa swojego "środka uzależniającego" (alkoholu) 14 dni.
A ty ile czasu nie używałas swojego "środka"(kontrola męża, myślenie i gadanie o nim, pilnowanie, rozpamiętywanie...)????
Był jakiś dzień(24 godz) bez myślenia o alkoholiku????
pozdr

KasiaO - Pon 02 Maj, 2011 12:22

Witam!

kahape, no ale skoro wchodze na forum o alkoholizmie, to chyba logiczne, ze o tym tutaj pisze i o nim... No bo niby o czym mam pisac? O tym jaka jest pogoda za oknem? A to, ze pisze tutaj o moich watpliwosciach i przemysleniach z nim zwiazanych nie oznacza, ze moje mysli calymi dniami kraza tylko wokol niego...

Jak u nas sytuacja?
Gralismy w sobote na weselu. Nie wypil tym razem, ja nie kontrolowalam tego co robi... Nie chodzilam za nim, nie sledzilam. Choc przyznajes sie, ze chwilami powracaly mysli o tym... Ale staralam sie zajac swoja robota i przy okazji dobrze sie bawic.
Nawiasem mowiac chlopaki z zespolu mnie wkurzyli... Zespol mamy bardzo dobry i impreza byla zagrana bardzo dobrze, ale po skonczeniu grania im sie zamarzylo picie, a my chcielismy jechac do domu... do dziecka nam sie spieszylo, no i spac nam sie chcialo... A reszta to kawalerzy, wiec maja to gdzies. Na koncu powstal konflikt w tej sprawie... Powiedzialam kategorycznie, ze nastepnym razem jade swoim samochodem i jesli oni nie zamierzaja po weselu skladac sprzetu i zbierac sie do domu, to ja wsiadam w auto i wracam do domu...

W czwartek mam to spotkanie w poradni, mam nadzieje,ze tym razem mi nie odwolaja. Nawiasem mowiac, moj maz byl tam dzisiaj, przeszedl wstepna rozmowe, o szczegoly nie pytalam. No ale nastepne spotkanie ma 17 maja... Dla mnie to bez sensu, ze tyle trzeba czekac... Co to za terapia? Raz na miesiac? Dlatego wlasnie wczesniej pisalam, ze wolalabym, zeby poszedl na odwyk...

A tak poza tym, to caly czas probuje zalagodzic sytuacje... niby sie stara, ale zdarzaja sie wybuchy i napady zlosci... Chyba musialabym caly czas go glaskac i zgadzac sie z nim na kazdym kroku, zeby byl dla mnie dobry.... Smiesza mnie jego slowa, ze on by zmienil swoje zachowanie, jak ja bylabym dla niego milsza... Czyli co, on zawalil sprawe, a teraz to ja mam sie pierwsza starac i byc dla niego milutka? Cos mu sie chyba pomylilo....

Dobra, uciekam do pracy, milego dnia wszystkim zycze.

kahape - Pon 02 Maj, 2011 14:11

KasiaO napisał/a:
skoro wchodze na forum o alkoholizmie, to chyba logiczne, ze o tym tutaj pisze i o nim.
Kasiu, jesteś w części dla.... osób współuzależnionych, nie ...alkoholików
KasiaO napisał/a:
No bo niby o czym mam pisac?
o sobie.
Ty też jesteś, :arrow: żyjesz, myślisz, czujesz, marzysz....
pozdr

jobael - Pon 02 Maj, 2011 18:25

KasiaO napisał/a:
nastepne spotkanie ma 17 maja... Dla mnie to bez sensu, ze tyle trzeba czekac... Co to za terapia? Raz na miesiac? Dlatego wlasnie wczesniej pisalam, ze wolalabym, zeby poszedł na odwyk...

Jest w tym sens. Sama terapia bez wstępnego rozeznania wcale nie oznacza, że zostanie ukończona. Spotkania z fachowcem od alkoholizmu dają obu stronom możliwość poznania sensu leczenia i sposobu tegoż.
To jest właśnie przygotowanie.
Jeśli mąż ma postanowienie nie pić i z problemem uporać się, to nic nie zadzieje się w czasie 17 dni.
Nie maż jeden zdecydował się na terapię i nie On jeden czeka.
Często jest tak, że latami trudno namówić na leczenie, ale jak już........ to zaraz, natychmiast, jakby był pępkiem świata.

Popieram to o czym napisała 'kahape'. Zajmij się przede wszystkim swoim współuzależnieniem.
Za męża nie wytrzeźwiejesz, a także do niczego jego nie zmusisz.

KasiaO - Pon 02 Maj, 2011 20:03

jobael napisał/a:
Jest w tym sens. Sama terapia bez wstępnego rozeznania wcale nie oznacza, że zostanie ukończona. Spotkania z fachowcem od alkoholizmu dają obu stronom możliwość poznania sensu leczenia i sposobu tegoż.
To jest właśnie przygotowanie.
Jeśli mąż ma postanowienie nie pić i z problemem uporać się, to nic nie zadzieje się w czasie 17 dni.
Nie maż jeden zdecydował się na terapię i nie On jeden czeka.
Często jest tak, że latami trudno namówić na leczenie, ale jak już........ to zaraz, natychmiast, jakby był pępkiem świata.


Moze masz racje... tylko, ze jest tez przeciez tak, ze ta choroba siedzi gdzies w glowie i moim zdaniem potrzebna jest na poczatku leczenie taka "dawka uderzeniowa", bo wnioskuje, ze chyba na poczatku jest z tym najtrudniej sie uporac... ale moze sie nie znam... co ja wiem?

A to ze musze zajac sie soba rozumiem i powoli wprowadzam w zycie, ale z drugiej strony nie potrafie sie nie przejmowac nim i jego choroba... Owszem, moglabym wyrzucic go z moich mysli i olac wszystko to co robi, tylko, ze wtedy musialabym podjac decyzje o rozstaniu i po prostu wyrzucic go z naszego zycia...
Nie umiem nie rozstawac sie z nim, a jednak zyc tak jakby go nie bylo...

jobael - Pon 02 Maj, 2011 22:58

KasiaO napisał/a:
jest tez przeciez tak, ze ta choroba siedzi gdzies w glowie i moim zdaniem potrzebna jest na poczatku leczenie taka "dawka uderzeniowa", bo wnioskuje, ze chyba na poczatku jest z tym najtrudniej sie uporac

Dawka uderzeniowa może jedynie pacjenta odstraszyć. Po to są takie spotkania indywidualne, żeby go oswoić i przygotować do terapii grupowej.
Każdy przechodzi taki okres wstępny, zanim trafi na grupę, więc Twój mąż nie jest wyjątkiem i nie został źle potraktowany.
Ważne, żeby na te spotkania chodził.

Ameise - Pon 02 Maj, 2011 23:06

KasiaO napisał/a:
Owszem, moglabym wyrzucic go z moich mysli i olac wszystko to co robi, tylko, ze wtedy musialabym podjac decyzje o rozstaniu i po prostu wyrzucic go z naszego zycia...

Nie. Wcale nie musiałabyś i wyrzucenie z domu wcale z automatu nie gwarantuje wyrzucenia z głowy i myśli, a co za tym idzie zmiany sposobu myślenia i swojego życia. Poczytaj trochę literatury lub dawnych postów/ "linki do ciekawych stron", to się dowiesz, że albo znów spotkasz na swojej drodze kolejnego alkoholika lub innego -ika (seks, praca, narkotyki, hazard, zakupy i inne wszelakie 'dewiacje' gwarantowane) i się z nim nie wiedzieć kiedy zwiążesz. Na terapię chodzą też czasami wdowy. Bo bez terapii taka kolej rzeczy. Ma się wdrukowane w głowie nie za dobre "przepisy na życie"...

KasiaO napisał/a:
moim zdaniem potrzebna jest na poczatku leczenie taka "dawka uderzeniowa", bo wnioskuje, ze chyba na poczatku jest z tym najtrudniej sie uporac...
J.w. Nie wychodźmy przed orkiestrę, nie uprzedzajmy procedur i pozwólmy fachowcom i jemu samemu się zająć leczeniem. Chciałabyś, żeby on się mieszał w Twoją terapię? Pewnie byś mu się kazała zająć swoją... :lol:

KasiaO napisał/a:
Nawiasem mowiac chlopaki z zespolu mnie wkurzyli...

Pretensje. Do kogo? Teraz cały świat ma "skakać" wokół Waszej choroby? Żyj i pozwól żyć innym. Każdy ma prawo postępować tak, jak chce. Przecież wiadomo, jak bywa na weselach i zdaje się, że zespół nigdy nie był abstynencki...
Następnym razem zrobisz tak, jak zapowiedziałaś. Jesteś dużą dziewczynką, umiesz o siebie zadbać i postąpisz zgodnie ze swoimi potrzebami. I bez naginania innych do siebie.

KasiaO napisał/a:
niby sie stara, ale zdarzaja sie wybuchy i napady zlosci... Chyba musialabym caly czas go glaskac i zgadzac sie z nim na kazdym kroku, zeby byl dla mnie dobry.... Smiesza mnie jego slowa, ze on by zmienil swoje zachowanie, jak ja bylabym dla niego milsza... Czyli co, on zawalil sprawe, a teraz to ja mam sie pierwsza starac i byc dla niego milutka? Cos mu sie chyba pomylilo....


KasiuO, to prawda, on pije, nikt nie zaprzeczy, że 'winien', a Ty nie musisz być milutka.
Pamiętaj jednak, że alkoholizm Twojego męża nie jest Twoim jedynym problemem. Masz z pewnością mnóstwo innych spraw do "rozebrania na czynniki pierwsze". Będziesz mogła się bliżej przyjrzeć również, jakie źródło tak na prawdę ma Twoja złość, Twój żal, ból i wiele innych Twoich osobistych zagwozdek.

Również mam nadzieję, że Twój termin nie zostanie odwołany i będziesz mogła ruszyć ze swoją terapią.
Trzymaj się dzielnie. :-)

Astra - Wto 03 Maj, 2011 00:09

KasiaO
bardzo dobrze Ci idzie. Wkrótce oboje będziecie chodzić na terapię.To jest bardzo optymistyczny akcent. :-)

Ja też, jak weszłam na to forum, to myślałam tylko o tym, jak uratować mojego męża.
Nawet jak chodziłam na terapię, to myślałam już o sobie, ale równocześnie myślałam-
"co ja jeszcze mogę dla niego zrobić?" Pomysłów miałam dużo :-/

W końcu dotarło do mnie, że nic nie mogę zrobić i powinnam zająć się swoim leczeniem.
Wszystko co wywołuje w Tobie uczucia /też złości/ zapamiętaj sobie.
To przyda się podczas terapi.
Powodzenia :-)

KasiaO - Wto 03 Maj, 2011 10:27

Ameise napisał/a:
KasiaO napisał/a:
Nawiasem mowiac chlopaki z zespolu mnie wkurzyli...

Pretensje. Do kogo? Teraz cały świat ma "skakać" wokół Waszej choroby?

To aukurat dla mnie nie mialo zwiazku z choroba... Tylko, ze juz nie raz nie dwa byly gadki na temat powrotow do domu... I zawsze polowa chce wracac normalnie, a druga polowa ma ochote siedziec do bialego rana... I wszystko fajnie, kazdy moze robic to co chce, tylko, ze wracamy jednym samochodem i trzeba sprzet spakowac i rozpakowac, a skoro jestesmy zespolem, to musimy dzialac zespolowo. Ale skonczylo sie, albo wracamy wszyscy jak ludzie, po skonczonej pracy, albo ja wracam sama i mam ich w .... tak samo jak oni mnie....

Jesli chodzi o leczenie, to juz nic nie mowie... Na pewno macie racje i tak wlasnie ma byc jak jest. To tylko moje pojmowanie sprawy, a ja specjalista nie jestem, tak po prostu glosno sobie mysle...

Ameise napisał/a:
że albo znów spotkasz na swojej drodze kolejnego alkoholika lub innego -ika (seks, praca, narkotyki, hazard, zakupy i inne wszelakie 'dewiacje' gwarantowane) i się z nim nie wiedzieć kiedy zwiążesz. Na terapię chodzą też czasami wdowy. Bo bez terapii taka kolej rzeczy. Ma się wdrukowane w głowie nie za dobre "przepisy na życie"...

Szczerze mowiac, przeraza mnie to... Skad to sie u mnie wogole wzielo? Mialam, nadal mam normalna rodzine, normalne dziecinstwo... Jakim cudem to sie do mnie przyplatalo?

jarek40 - Wto 03 Maj, 2011 11:05

Nic Ci się nie przyplątało,i żaden to cud,zwyczajnie,związałaś się z alkoholikiem,i współuzależniłaś się...
Ameise - Wto 03 Maj, 2011 11:20

jarek40 napisał/a:
Nic Ci się nie przyplątało,i żaden to cud,zwyczajnie,związałaś się z alkoholikiem,i współuzależniłaś się...

Tu akurat, Jarku40, nie masz racji. To 'się bierze' najczęściej z dzieciństwa.

jarek40 - Wto 03 Maj, 2011 11:31

Pewnie jest kilka powodów współuzależnienia,podałem jeden najprostszy...
KasiaO - Pią 06 Maj, 2011 09:10

Byłam na pierwszym spotkaniu z terapeutka wczoraj. Bardzo fajna kobieta, poplakalam sobie prawie godzine... Samo jakos ulecialo ze mnie, bo zazwyczaj nie placze... ale jak zaczela mnie pytac o wszystko, to nerwy puscily...
Ciesze sie, ze poszlam, mysle, ze duzo sie naucze.

P.S. Nastepne spotkanie mam za tydzien. A jutro musimy przezyc wesele brata...

poli - Pią 06 Maj, 2011 09:29

KasiaO napisał/a:
Samo jakos ulecialo ze mnie, bo zazwyczaj nie placze... ale jak zaczela mnie pytac o wszystko, to nerwy puscily...

Każdy ma prawo płakać, a Ty do tej pory byłaś siłaczką, dźwigającą wszystko na swoich barkach. Zapomniałaś nawet, że czasami można mieć wszystkiego dość i można po prostu popłakać...

Ja też tak miałam na początku terapii. Wiele rzeczy mówiłam, zalewając się przy tym łzami. To pomaga.

KasiaO napisał/a:
A jutro musimy przezyc wesele brata...

Kasiu, przeżyjesz... Nie masz wpływu na to czy on wypije czy nie. Idź z nastawieniem, że będziesz się dobrze bawić bez względu na to czy on wypije czy nie. Zachowuj dobry humor, nie śledź go, nie obserwuj i nie licz ile wypił. BAW SIĘ DOBRZE :!:

jobael - Pią 06 Maj, 2011 11:09

poli napisał/a:
Kasiu, przeżyjesz... Nie masz wpływu na to czy on wypije czy nie. Idź z nastawieniem, że będziesz się dobrze bawić bez względu na to czy on wypije czy nie. Zachowuj dobry humor, nie śledź go, nie obserwuj i nie licz ile wypił. BAW SIĘ DOBRZE :!:

 Właśnie tak. Nie układaj scenariusza, bo na ogół nie sprawdza się.

jerry - Pią 06 Maj, 2011 11:21

Jakbyście nawet nie poszli to niczego i tak to nie zmieni w tej fazie. Dopiero będąc w trakcie terapii trzeźwiejący alkoholik sam decyduje czy pójść/nie pójść na imprezę suto zakrapianą alkoholem i jak sobie poradzić w trudnej dla niego sytuacji.
kahape - Pią 06 Maj, 2011 11:32

KasiaO napisał/a:
Jak by poszedl na zamkniete..... mialabym czas wszystko jakos poukladac...
KasiaO napisał/a:
Byłam na pierwszym spotkaniu z terapeutka wczoraj.
teraz poukładasz, bez względu na jego decyzje :arrow: pójdzie czy nie pójdzie na terapię.
I tak to ma własnie być :arrow: ty decydujesz o swoim życiu.
Będę się dobrze bawić na weselu brata!
poli napisał/a:
Każdy ma prawo płakać, a Ty do tej pory byłaś siłaczką, dźwigającą wszystko na swoich barkach. Zapomniałaś nawet, że czasami można mieć wszystkiego dość i można po prostu popłakać...
oj, ryczałam równo! Chusteczki konieczne.
Byłam w środku jak sopel lodu, bo jak inaczej można było wytrzymać takie życie, trzeba się zamrozić. Ty zrobiłaś podobnie.
Teraz sopel rozpuszcza się, emocje, uczucia skrywane, zamrożone... wychodzą na zewnątrz.
pozdr

KasiaO - Pią 06 Maj, 2011 22:28

Scenariusze faktycznie sie nie sprawdzaja...
Zycie jest bardzo przewrotne...

No wiec moj maz postanowil sie nachlac dzis, czyli na dzien przed weselem brata. Decyzja sama podjela sie za mnie.... Teraz spi w domu, a jutro nie idzie ze mna na wesele. Wszyscy juz wiedza, nie bede niczego ukrywac jutro. Jak ktos bedzie pytal powiem co i jak. I powiem Wam, ze z jednej strony to mi ulzylo, nie bede sie musiala nim jutro przejmowac i bede sie dobrze bawic.

Pewnie uznacie, ze zle zrobilam, ale zrobilam to wszystko dla SWOJEGO spokoju. Zadzwonilam do jego mamy i do jego brata. Jutro z samego rana maja go odebrac ode mnie z domu, bo nie zaryzykuje zostawienia go w domu moich rodzicow! Nie wiem co moze zrobic, nie daj Boze odkreci gaz i zapomni i dom pojdzie z dymem. Niech go zabiora i wtedy niech robi co chce, nie bedzie na moim terenie. Telefon wylacze, bo jutro jest czas zeby sie weselic, a on pewnie bedzie probowal sie ze mna kontaktowac i psuc moj humor...

W czwartek mam nastepne spotkanie z terapeutka, zaczekam do tego czasu, ale jestem coraz blizej pozwu rozwodowego... i wcale mi z tym nie tak zle. Wiem na pewno, ze nie chce zyc w ten sposob.

kahape - Sob 07 Maj, 2011 10:55

KasiaO napisał/a:
Pewnie uznacie, ze zle zrobilam,
hej hej hej... to nie jest tak, że ty nic nie umiesz, wszystko robisz źle, nie tak... NIEPRAWDA!!!!
Skoro czułaś, że nie możesz go zostawić nie będziesz się nikogo pytać o zdanie, robisz to co uważasz za stosowne. :evil:
Uważam, że postąpiłaś bardzo rozważnie.
Chlanie chlaniem ale o innych ludzi, ich życie, majątek też trzeba zadbać!
KasiaO napisał/a:
Telefon wylacze, bo jutro jest czas zeby sie weselic, a on pewnie bedzie probowal sie ze mna kontaktowac i psuc moj humor...
a dzisiaj ci popsuł???
Po twoim wpisie widać jakbyś była.... "obok", on to :arrow: on, a ja to :arrow: ja.
To dwie zupełnie odrębne sprawy. I tak ma być.
KasiaO napisał/a:
...moj maz postanowil sie nachlac dzis.... Teraz spi w domu, a jutro nie idzie ze mna na wesele. Jak ktos bedzie pytal powiem co i jak.
no, kłamać nie należy. Przecież to nie ty uchlałaś się, to on, niech jego pytają. :roll:
pozdr

KasiaO - Nie 08 Maj, 2011 18:39

No i po weselu :)

Bylo bardzo fajnie, bawilam sie bardzo dobrze. Staralam sie bardzo nie rozwodzic na temat mojego meza, ale jak ktos pytalam to mowilam wprost jaki ma problem i co robi.
Naprawde psychicznie duzo lepiej sie czulam sama niz z nim.

Gorzej jest teraz, bo jestem w pacie.
Jestem juz pewna, ze nie chce z nim byc... Tylko jak sprawic, zeby zapomnial moj adres...
Wczoraj go nie bylo, ale dzi ktos go odwiozl do mnie i nawet nie wiem kiedy przyszedl, bo spalam w innym pokoju. Przyszedl oczywiscie pijany, na szczescie spi. Ale nie wyobrazam sobie takiego zycia, zeby sie z nim uganiac po pijanemu. Bo nie chce spac i jest upierdliwy, bo dziecko za nim placze, a ja wiem, ze nie moge go do niego puscic...
Po pijanemu nawet z nim nie rozmawiam, bo wiem, ze to bez sensu. Ale co i jak powiedziec, zeby sie wyprowadzil i nie wracal do nas po pijanemu...
I nawet nie mam kiedy tego zalatwic bo ide na rano do pracy, a on albo zostanie w domu i bedzie psul nerwy moim rodzicom, albo pojdzie do pracy i nie wiadomo kiedy i jaki wroci, ale na pewno kiedys wroci i od nowa ta sama historia...

kahape - Pon 09 Maj, 2011 14:42

KasiaO napisał/a:
I nawet nie mam kiedy tego zalatwic bo ide na rano do pracy, a on albo zostanie w domu i bedzie psul nerwy moim rodzicom, albo pojdzie do pracy i nie wiadomo kiedy i jaki wroci, ale na pewno kiedys wroci i od nowa ta sama historia...
ja zawsze namawiam na złożenie wniosku do Komisji ds rozwiązywania problemów alkoholowych.
Jest ustawa o wychowaniu w trzeźwości i taka Komisja zajmuje sie alkoholikiem nie jako z urzędu.
Ciąga go, wzywa, wysyła na terapię....
Ale ty masz blachę, zaczęłaś coś działać.... tak konkretnie.
Potem możesz go nie wpuszczać do domu :arrow: kiedy jest pijany.
Można wezwać policję żeby zabrali go na Izbę- tam przecież maja przebywać osoby nietrzeźwe.....
pozdr

KasiaO - Pon 09 Maj, 2011 19:20

Zrobilam po swojejmu. Przyszlam z pracy, on pijany spi... Nie bede z domu robic meliny, wywiozlam tam skad pochodzi, wysadzilam... kazalam zapomniec nasz adres...
Nie wiem czy poskutkuje. Rozejrze sie za ta komisja, bo nawet nie mam pojecia gdzie to u mnie jest i jak to w ogole dziala.

jobael - Pon 09 Maj, 2011 19:49

KasiaO napisał/a:
Nie bede z domu robic meliny, wywiozlam tam skad pochodzi, wysadzilam... kazalam zapomniec nasz adres...

Zatem nie szukaj komisji, a zmień zamki.
KasiaO napisał/a:
jestem coraz blizej pozwu rozwodowego... i wcale mi z tym nie tak zle. Wiem na pewno, ze nie chce zyc w ten sposob.

Teraz niech On się martwi, co Ty zrobisz.
Już pokazałaś, że nie żartujesz.

KasiaO - Wto 10 Maj, 2011 08:19

Obawiam sie tylko, ze ktos uprzejmy go odwiezie w moja strone...
Ja mieszkam jakies 30 km od jego stron rodzinnych i w tym momencie, to jest takie przezucanie go z jednej strony na druga... Ja go nie chce w moim domu, ale tam tez go nie chca i w koncu wlasnie ktos go moze odwiezc... Dlatego wlasnie mysle o komisji, zeby naprawde miec go z glowy...
A z zamkami to nie tak latwo u mnie w domu, bo u mnie w domu zawsze ktos jest i drzwi sa przewaznie otwarte i tym sposobem delikwent moze tam spowrotem sie zjawic.

W czwartek ide znow na spotkanie z terapeutka.

kahape - Wto 10 Maj, 2011 10:00

KasiaO napisał/a:
Ja go nie chce w moim domu,
masz prawo nie chciec napitego męża
KasiaO napisał/a:
tam tez go nie chca
to już ich problem, nie twój.
KasiaO napisał/a:
i w koncu wlasnie ktos go moze odwiezc..
prosił ktoś wtrącać sie i odwozić z powrotem do ciebie? Ty prosiłaś? Nie. Opieprzyć!
Jak go przywiózł bez uzgodnienia, to niech go sobie zabierze. Zobaczysz, że drugi raz nie da się nabrac na taki numer.
KasiaO napisał/a:
A z zamkami to nie tak latwo u mnie w domu
jest bardzo łatwo
KasiaO napisał/a:
u mnie w domu zawsze ktos jest i drzwi sa przewaznie otwarte
były!!! moja pani.. były !!! otwarte. Od dziś będa pozamykane.
U mnie tez były otwarte, i też myślałam, że się nie da.
Dało się i to bardzo szybko, kwestia organizacji.

Komisje sa przy Pełnomocniku ds rozwiązywania problemów alkoholowych
http://www.parpa.pl/
pozdr

Ameise - Wto 10 Maj, 2011 11:52

Swoją droga i tak długo wytrzymał po tym graniu na weselu, zanim hamulce puściły i 'pękł' ... :-/

KasiaO napisał/a:
Obawiam sie tylko, ze ktos uprzejmy go odwiezie w moja strone...
to jest takie przezucanie go z jednej strony na druga... Ja go nie chce w moim domu, ale tam tez go nie chca i w koncu wlasnie ktos go moze odwiezc... Dlatego wlasnie mysle o komisji, zeby naprawde miec go z glowy...


Odwiezie, nie odwiezie, albo przyjdzie sam i będzie koczował pod twoim domem... ale...
CO Z TEGO? To super, że jego rodzina nie "przygłaskuje" problemu i nie chce go z powrotem przyjąć z całym dobrodziejstwem jego pijanego jestestwa. Świetnie, :064: że nie chcą go ani tu ani tam. Jak nie będzie mila się gdzie podziać i może nie będzie miał innego wyjścia, to zacznie się leczyć, a o to nam przecież chodzi.
Tylko że to ON SAM musi dojść do takiego wniosku, że nie ma innego wyjścia w życiu niż leczenie, rozumiesz?

Komisja go na siłę nie jest w stanie zabrać na leczenie, KasiuO.
Jedynie wydaje orzeczenie i kieruje na leczenie, ale jeśli on w ostatniej chwili nie wyrazi zgody, to ... pikuś. Nikt go nie jest w stanie do niczego zmusić. Możliwe, że sam zechce.
Co oczywiście nie znaczy, że nie powinnaś złożyć takiego wniosku. Składaj czemprędzej.

Nie będziesz go mieć z głowy, zanim nie wzbudzisz w sobie chęci głębokiej zmiany - wtedy on automatycznie zniknie z Twojej głowy, zajmiesz się soba i swoimi sprawami w skuteczny sposób. Dobrze, ze znów idziesz na terapię. :-)

KasiaO - Wto 10 Maj, 2011 19:54

Na razie go nie ma...

Ale zadzwonil do mnie... Odebralam, bo mam jego rzeczy i chcialam wiedziec gdzie je odwiezc, zeby on niepotrzebnie sie nie pojawil u mnie. I pyta mnie: Kiedy po mnie przyjedziesz? Na co ja, ze oczywiscie po niego juz nie przyjade i pytam gdzie zostawic rzeczy. Dlugo sie zastanawial i nie uzyskalam odpowiedzi, odwioze do jego mamy, wie jak tam trafic.

Nasze dziecko w czwartek ma urodziny :D Moj maly chlopczyk ma juz dwa lata.

Ameise napisał/a:
Nie będziesz go mieć z głowy, zanim nie wzbudzisz w sobie chęci głębokiej zmiany - wtedy on automatycznie zniknie z Twojej głowy, zajmiesz się soba i swoimi sprawami w skuteczny sposób. Dobrze, ze znów idziesz na terapię. :-)

Wiem, ze jeszcze duzo przede mna. Ale chec przemiany u mnie jest, tym razem na 100%. Mam szczescie, bo wszyscy mnie wspieraja. Jestem umowiona na poniedzialek z prawnikiem. Chce podjac kroki prawne, czyli rozwod itd... Zaczynam nowe zycie i jestem z tego bardzo zadowolona.
Oczywiscie, czuje zal i rozczarowanie, ale wiem, ze jeszcze cale zycie przede mna, jestem mloda, uloze sobie zycie na nowo. Chocbym miala byc sama, to i tak bede szczesliwsza niz z nim, wiem to na pewno.
A jego jest mi szkoda jako czlowieka, przykro mi, ze mozna tak wszystko przegrac, ale to jego wybor, nadal moze zaczac wszystko od poczatku, ale juz tylko dla siebie, do mnie powrotu nie ma.

Ameise - Wto 10 Maj, 2011 20:16

KasiaO napisał/a:
Odebralam, bo mam jego rzeczy i chcialam wiedziec gdzie je odwiezc, zeby on niepotrzebnie sie nie pojawil u mnie.


Nie rozumiem, po co Ci ta troska o jego rzeczy. Jak będzie ich potrzebował, to się jakoś zorganizuje i przyjedzie odebrać. Wystawisz za furtkę i po kłopocie.
Darowałabym sobie wizyty u jego matki. Ale wiesz ... Twój wybór. I tak się pewnie zechce pojawić na urodzinach syna. :roll:

KasiaO - Wto 10 Maj, 2011 21:22

Ameise napisał/a:
Nie rozumiem, po co Ci ta troska o jego rzeczy. Jak będzie ich potrzebował, to się jakoś zorganizuje i przyjedzie odebrać. Wystawisz za furtkę i po kłopocie.
Darowałabym sobie wizyty u jego matki. Ale wiesz ... Twój wybór. I tak się pewnie zechce pojawić na urodzinach syna. :roll:


Wiesz, kazda sytuacja jest inna. Moja jest taka, ze z jego mama mam bardzo dobry kontakt i na pewno bedziemy sie widywac.
A ja naprawde go u siebie nie chce i tysiac razy wole mu odwiezc jego rzeczy, niz zeby przyjechal do mnie i probowal sie jakos wprosic na nowo... I na pewno nie robie tego z troski o niego!

KasiaO - Sro 11 Maj, 2011 09:37

Mamy nowy, piekny dzien i ciesze sie z tego.
Wczoraj spedzilam bardzo mily wieczor z moja rodzina. Przyjechal brat ze swoja nowa zona, wszyscy zyja jeszcze weselem, posiedzielismy, pogadalismy, wypilismy butelke wina. I moglam siedziec przy stole na luzie, nie myslac o tym, ze wino stoi na stole, a obok siedzi moj maz...
Naprawde bylo super milo tak sobie posiedziec. Przy okazji wiem, ze moja rodzinka mnie wspiera, choc przezywaja to wszystko, ale pomagaja mi jak moga.

KasiaO - Pią 13 Maj, 2011 07:48

Wczoraj moj maz zadzwonil z pytaniem, czy moze przyjechac do syna na urodziny... Powiedzialam, ze moze przyjechac do dziecka i po swoje rzeczy. Ale nie raczyl sie pojawic... Tak wiec widac jak bardzo mu zalezy.
Ale to juz nie moja sprawa. Wczoraj bylam na spotkaniu z terapeutka, dobrze sie tak wygadac, od razu czlowiekowi lzej na duszy...
Jakos to bedzie, w poniedzialek prawnik, jakos sie to pouklada...

Rufio - Pią 13 Maj, 2011 13:44

KasiaO napisał/a:
jakos sie to pouklada..

O rany znowu to samo - dziewczyna nic sie SAMO nie poukłada - bedzie tak jak TY TO POUKŁADASZ . Zacznij nazywac rzeczy i czyny po imieniu . To Ty to masz zrobic - To Ty to robisz - robiłaś a nie samo sie cos zrobiło - Zacznij sie przedmiotowac w swoim zyciu a nie tylko podmiotowac . prsk

KasiaO - Pią 13 Maj, 2011 17:11

Rufio, a musisz sie czepiac slowek?
Jasne, ze ja to ukladam...
Nie zrzucam winy na nikogo za to co bylo i jest. Sama wpakowalam sie w ten zwiazek, wiedzialam o problemach. Teraz sama postanowilam, ze od niego odchodze i jak widac podejmuje kroki w tym kierunku... Zaczelam swoja terapie... Wiec nie jest tak, ze siedze z zalozonymi rekami i czekam az cos sie samo pouklada. Prosze nie lapac mnie za slowka.

Rufio - Pią 13 Maj, 2011 19:17

Dobra słowo harcerza że było to przedostatni raz :-D
MałaMi - Pią 13 Maj, 2011 20:49

KasiaO oby tak dalej - dbaj o siebie, walcz o szczęście i spokój, o szacunek! Fajnie się czyta jak ktoś coś robi ze swoim życiem, aby podążać w pozytywną stronę. :-)
KasiaO - Pią 13 Maj, 2011 22:38

MałaMi, dzieki za dobre slowo.

A teraz zanim cos napisze, to chcialabym, zeby zostalo to potgraktowane jako moje luzne rozmyslania i przemyslenia, nie jako jakakolwiek zmiana frontu czy nastawienia...

Bo wszystko byloby takie proste, rozstajemy sie, nie chce dluzej z nim byc, zaczynam zycie na nowo... Ale jest jeszcze wiara... Jestem katoliczka i zastanawiam sie jak to jest... W koncu przysiegalam.... Ale czy tego wlasnie chce dla nas Bóg? Czy az takiego poswiecenia wymaga? On moze zrobic to co chce: pic lub nie, leczyc sie lub nie... A ja mam przy nim trwac "na dobre i na zle"? Jak Wy to widzicie? Nie chodzi mi tu o rady dla mnie co zrobic w mojej sytuacji, tylko jak zapatrujecie sie na kwestie wiary, slubu i alkoholizmu w tym wszystkim...
Ja swoja decyzje juz podjelam, taki moralniak po prostu mnie dopadl wieczorowa pora...

Ameise - Sob 14 Maj, 2011 01:05

W Kościele obowiązuje również prawo. Jeśli narzeczny zataił przed narzeczoną chorobę alkoholową, małżeństwo daje się unieważnić. Trwa i wymaga zachodu (dowody), ale można coś takiego zrobić. Wtedy byłoby tak, jakbyś miała dziecko będąc panną a sakrament ślubu zostaje unieważniony i możesz ponownie zawrzeć sakrament małżeństwa. Unieważnienie małżeństwa może nastapić oczywiście nie tylko z powodu zatajonej choroby.
Czasami jest tak, że w trakcie "procesu" jedna ze stron może zostać uznana za niedojrzałą i może nie dostać zgody na ponowne zawarcie małżeństwa.
Na szczęście Kościól nie każe "trwać" w małżeństwie z czynnym alkoholikiem i jest też w Kościele zjawisko "bycia w separacji".
KasiuO, wybiegasz moim zdaniem nadto w przyszłość ('daj czas czasowi'). Choć rozumiem... takie przemyślenia też miałam. Zaleca się w trakcie terapii, żeby nie podejmować decyzji "brzemiennych" w skutkach. Chodzi o to, że na tym etapie jesteś cała w emocjach i trudno mówić o spokojny, wyważeniu wszystkich za i przeciw.

Pozdr

jerry - Sob 14 Maj, 2011 07:14

Ameise napisał/a:
Jeśli narzeczny zataił przed narzeczoną chorobę alkoholową, małżeństwo daje się unieważnić.
Tylko, że Kasia pisała w pierwszym poście, że:
Cytat:
...Jestem zona alkoholika. Jestesmy malzenstwem od 3 lat, rocznica bedzie 12 kwietnia.
Znamy sie jakies 6 lat. O problemie z alkoholem wiedzialam w sumie od poczatku....

Ameise - Sob 14 Maj, 2011 11:33

Unieważnienie małżeństwa to bardzo indzwidualna sprawa, więc do końca nie wiadomo, co się może zdarzyć. Nie znam się na prawie kanonicznym (Dromax, gdzie jesteś?) i nie chće sięwypowiadać. Sprawa jest zwykle długo i wnikliwie badana, przesłuchiwani są świadkowie... Najlepiej dowiedzieć się u źródeł, czyli w parafii.
Póki co, pozostaje wizja: albo życie w cnocie albo życie w grzechu i nieprzystępowanie do sakramentów, a potem smażenie się w piekle :571: . A co życie przyniesie, zobaczymy. :-)

KasiaO - Sob 14 Maj, 2011 17:15

Jakos zapomnialam napisac, ze moj alko od wczoraj jest na odwyku...

Oczywiscie dzwoni i prosi, zeby mu dac jeszcze szanse i zebym sie jeszcze zastanowila... Czas pokaze co bedzie... W kazdym razie nie wyobrazam sobie, zeby po odwyku wrocil do mnie... I w ogole nie wiem czy chcialabym w to wchodzic jeszcze raz, nawet gdyby mu sie udalo z tego wyjsc...

jerry - Sob 14 Maj, 2011 21:46

A jaki to odwyk? Poszedł na dwutygodniowe odtrucie czy na terapię zamkniętą?
Ameise - Sob 14 Maj, 2011 22:47

KasiaO napisał/a:
zeby mu dac jeszcze szanse i zebym sie jeszcze zastanowila...

No to się zastanowisz. Ale ... POTEM. Jak już będą widoczne trwałe efekty zdrowienia. Masz duuuuużo czasu.
Na razie masz swięte prawo nic nie wiedzieć, nie podejmować decyzji, nie wiązać się żadymi deklaracjami co do Waszej przyszłości i tak dalej.
Niech się zajmie swoją terapią, a Ty swoim zdrowieniem i synkiem.
Czytasz jakieś lekturki?
Jak minęły urodziny pociechy?

KasiaO - Sob 14 Maj, 2011 23:02

jerry, terapia 6cio tygodniowa. Z tego co wiem byl juz raz w tym szpitalu jeszcze zanim go poznalam. Mowil, ze potem nie pil cztery lata.
Jutro jedzie go odwiedzic jego siostra i brat, maja mu zabrac jakies jedzenie, bo juz sie skarzy, ze malo i niedobre. Nie ma tez za bardzo ciuchow, bo jego rzeczy sa nadal u mnie, nikt ich nie odebral, a ja nie mialam czasu odwiezc do jego domu.
Chcial zebym ja do niego przyjechala, ale powiedzialam, ze nie ma takiej mozliwosci. Po pierwsze, to dosc daleko,a ja nie jestem jeszcze zbyt dobrym kierowca, po drugie musze sie zajac dzieckiem, bo ostatnio tylko moja mama z nim przebywa (ja pracuje).
Potrzeba mu jakies zaswiadczenie, powiedzialam, ze mu wysle poczta w poniedzialek.

A ja sie dodatkowo wkurzylam dzisiaj. Faceci sa jacys malo kumaci, czy co? Albo jakis problem z komunikacja mamy. Mowie teraz o moim zespole. Dzwonilam i mowilam, ze moj maz ma problemy z piciem, ze jest z nim coraz gorzej, zeby potraktowali sprawe powaznie, bo nie mamy na chwile obecna saksofonisty, mowilam, ze nie zagra za tydzien wesela... Z reszta juz wczesniej sytuacja wisiala na wlosku... No to oni zbagatelizowali temat... Jeszcze lepiej, zadzwonili bezposrednio do niego, a ten uspokoil ich, ze wszystko jest ok i zagra... Tylko, ze byl wtedy w ciagu alkoholowym, wiec chyba nie myslal zbyt rozsadnie...
No wiec dzis dzwonie do nich i mowie, ze jest na odwyku, wiec juz na pewno nie zagra z nami, to sie wielce zdziwili, ze jak to? Ze przeciez nic nie wiedzieli... Normalnie nóż mi sie w kieszeni otworzyl...
To dalo mi tez do myslenia... Nie chce dluzej ponosic konsekwencji za mojego alko... Przeciez od wczoraj jest na odwyku, trzezwy od trzech dni, to mogl przynajmniej zadzwonic do kolegow z zespolu i poinformowac ich jak wyglada sytuacja... ale nie zrobil tego, znow ja musze wszystko zalatwiac... A dluzej tak nie chce! :evil: Gdybym nie spiewala w tym zespole, to olalabym sprawe, ale to dotyczy tez mnie, wiec musialam to zalatwic. W kazdym razie nie chce zyc z czlowiekiem, na ktorego nigdy nie moge liczyc, ktorego zawsze to ja musze wspierac. A kto ma wspierac mnie?

jerry - Nie 15 Maj, 2011 07:05

KasiaO napisał/a:
... Nie chce dluzej ponosic konsekwencji za mojego alko... Przeciez od wczoraj jest na odwyku, trzezwy od trzech dni, to mogl przynajmniej zadzwonic do kolegow z zespolu i poinformowac ich jak wyglada sytuacja... ale nie zrobil tego, znow ja musze wszystko zalatwiac...
Z tą jego trzeźwością to bym nie przesadzał, bo jeszcze trochę czasu musi minąć, żeby zaczął trzeźwo funkcjonować. Na razie po prostu jest na odwyku i nie pije.

Pozdrawiam - Jerry

KasiaO - Nie 15 Maj, 2011 22:06

jerry, wiem, ze do trzezwosci to mu jeszcze daleko, ale moglby chociaz troche myslec.

A ja siedze sobie wlasnie i rozmyslam... Tak wiele spraw sklada sie na moja decyzje co dalej... Chce byc szczesliwa, chce zeby moje dziecko bylo szczesliwe... Myslalam, ze jesli podejme decyzje o rozwodzie, to nikt z rodziny nie bedzie mi mial za zle, no bo w koncu to on mial byc tym "zlym". No ale poszedl na odwyk, wiec wedlug wszystkim wokolo nie powinnam go teraz skreslac... A ja sobie mysle, ze dla mnie po prostu teraz pekla ta duza banka mydlana... Otworzyly mi sie oczy, cos co myslalam, ze jest miloscia nigdy nia nie bylo... Poznalam go w czasie, kiedy po prostu bardzo, bardzo chcialam z kims byc. Nie mialam wczesniej nikogo na powaznie... Zalezalo mi na bliskosci. Zjawil sie on, zaraz potem jego problemy, a u mnie zrodzila sie oczywiscie bardzo szybciutko chec pomocy mu... Szkoda tylko, ze tak bardzo bylam nieswiadoma. Wtedy chocby nie wiem co mi powiedzial, to i tak chcialabym z nim byc, no bo przeciez musze mu pomoc i musimy byc razem. Potem bywalo roznie, ale coraz wiecej bylo wspolnych spraw, wspolne konto w banku, jakies plany, w koncu slub, na koncu dziecko, dom... I kiedy pojawialy sie jakies mysli o odejsciu, to zaraz nastepowaly inne, ze przeciez juz tak duzo razem mamy... Gdyby nie nawrot jego picia, to pewnie nadal trwali bysmy tak "razem", a jednak "osobno". A ja widze coraz wyrazniej, ze tak malo mamy wspolnego, nie ma miedzy nami prawdziwej bliskosci, szczerej rozmowy, ot wymiana zdan jak minal dzien, co u dziecka. Wieczorem wlaczony telewizor, zadnej prawdziwej szczerosci...
Przepraszam, ze sie tu tak rozwodze, ale to taki w pewnym sensie moj rachunek sumienia. Taka jest prawda, nigdy nie bylismy razem.
I chyba juz teraz nie moge sie cofnac, musze zrobic to co zamierzam, pozew o rozwod, nowe zycie...
Tylko boje sie troche, sa w tym wszystkim moi rodzice, moja mama, na ktora spadlo wiecej obowiazkow, ja pracuje, ona zajmuje sie moim dzieckiem, do tej pory ja i maz ja odciazalismy, a teraz kiedy jego nie ma i juz nie bedzie, wszystko spadlo na nia. Juz zaczyna mowic, ze nie wie jak to dalej bedzie, bo sobie nie poradzi. A niby co ja mam zrobic, zrezygnowac z pracy, czy co?
Do tego jeszcze jesli teraz wystapie o rozwod, to pewnie jego rodzina bedzie miala do mnie zal, ze przeciez on chce sie zmienic, ze sie leczy, wiec dlaczego?
No i jeszcze on... szkoda mi go jako czlowieka. Tylko nie piszcie czy nie szkoda mi siebie i dziecka... wiem juz, ze musze o nas zadbac i chce naszego szczescia, prawdziwego szczescia, chce zycia w prawdzie.
Wiem, ze jesli teraz zaczne zycie od nowa, to jeszcze sobie wszystko moge poukladac, jestem jeszcze mloda... Jestem tez teraz duzo bardziej swiadoma i mam wieksza pewnosc siebie niz dawniej. Chodze na terapie, chce ja przejsc najlepiej jak potrafie, aby nie popelniac wiecej glupich bledow.
Cóż? Chyba pojde jutro do tego prawnika, z ktorym jestem umowiona i tyle... Klamka zapadla, choc latwo nie jest.
Dzieki, jesli choc jeden czy jedna z Was przeczyta moje wypociny. Mnie pozwala to sobie troche poukladac to co mam w glowie.

KasiaO - Nie 15 Maj, 2011 22:39

Ameise napisał/a:
KasiaO napisał/a:
zeby mu dac jeszcze szanse i zebym sie jeszcze zastanowila...

No to się zastanowisz. Ale ... POTEM. Jak już będą widoczne trwałe efekty zdrowienia. Masz duuuuużo czasu.
Na razie masz swięte prawo nic nie wiedzieć, nie podejmować decyzji, nie wiązać się żadymi deklaracjami co do Waszej przyszłości i tak dalej.
Niech się zajmie swoją terapią, a Ty swoim zdrowieniem i synkiem.
Czytasz jakieś lekturki?
Jak minęły urodziny pociechy?


Przepraszam, jakos przeoczylam Twojego posta.
No wlasnie, nie wiem za bardzo nic o lekturkach. Co mi polecasz? Co warto przeczytac? Na poczatek chcialabym tak malo naukowo, bardziej przystepnie, dla ludzi :D

Urodzinki byly malo uroczyste, ja w pracy, maluch w domu. Ale bylo sto lat, dostal ode mnie piaskownice i rozne zabawki do niej, od chrzestnego tez dostal prezent, wiec dwulatek z niego pelna geba. Bardzo duzo teraz mowi, kochany szkrab z niego naprawde. I uwielbiam nasze wieczorne zasypianie, kiedy mowie, zeby sie przyszedl do mnie przytulic, a on mowi, ze sie kofamy :D I przytula sie z calej sily, az w koncu zasypia.
Na razie nie zauwazylam u niego tesknoty za tata, choc czasem mowi, ze tata przyjedzie z pracy... Rozmawial z nim przez telefon i mial wielki usmiech na twarzy, strasznie mnie to rozczula i rozmiekcza...

jobael - Pon 16 Maj, 2011 00:34

Cytat:
Dzieki, jesli choc jeden czy jedna z Was przeczyta moje wypociny.

Moim zdaniem nie są to wypociny, a bardzo ważne Twoje przemyślenia i analiza własnego życia i uczuć.
Nie wypowiem się na temat Twojego zamiaru rozwiedzenia się z mężem, bo to
są Twoje decyzje i Twoje życie i to Ty jesteś obowiązana myśleć o spokojnym życiu dla swojego dziecka i dla siebie.
Życie z alkoholikiem nie daje żadnej gwarancji spokoju i stabilizacji.
Tym bardziej, że u Was to już się ciągnie długo i terapia pierwsza nie była skuteczna.
Jest to siedzenie okrakiem na beczce prochu.

Ja z własnego doświadczenia wiem, że życie razem ale obok siebie jest męczarnią. Miałam mnóstwo wątpliwości czy dobrze zrobiłam rozstając się z moim mężem, który nigdy nie nadużywał alkoholu, ale nie uznawał w małżeństwie partnerstwa i miał postawę bierno-agresywną.
Dziś nie mam żadnych wątpliwości, ze decyzja moja była dobra pomimo, ze cały czas ponoszę konsekwencje tej decyzji.
Każdy ma prawo do miłości i szacunku, i do życia jakie sprawia satysfakcje.
Ty także.

KasiaO - Pon 16 Maj, 2011 00:52

jobael, ja juz te decyzje o rozstaniu mam w glowie od jakiegos czasu i jestem jej pewna, trudniej jest ja zrealizowac, ale powoli, powoli krocze w strone, w ktora chce isc.

Zastanawiam sie czemu moje zycie do tej pory uklada sie tak jak tego nie chce... Jakies nieudane te moje wybory do tej pory... Chyba mam nad czym pracowac na terapii...
Zaczelo sie chyba od liceum... Wybralam jedna szkole, nie spasowala mi, przenioslam sie do innej, poszlam tez do szkoly muzycznej. Nie spodobala mi sie gra na moim instrumencie, nie skonczylam tej szkoly (czyt. zawiodlam rodzicow). Wybralam studia o jakich marzylam (nie takie jakie chcieli rodzice), niestety okazaly sie nie trafione, rzucilam studia (czyt. znow zawiodlam rodzicow). Wyszlam za maz za mezczyzne, ktorego sobie wybralam (od poczatku mowili, zebym sie nad tym zastanowila), ten wybor tez okazal sie nie trafiony ( czytaj: po raz kolejny zawiodlam moich rodzicow). Gubie sie w tym wszystkim, chce wreszcie zaczac dobrze wybierac...

jerry - Pon 16 Maj, 2011 07:24

Ważne dla samej siebie rzeczy tu piszesz i dobrze, że piszesz :) A co do rodziny, to niestety musisz się spodziewać jej negatywnych reakcji i to nie jest ich wina, że tak reagują. Brak im bezpośredniego/stałego kontaktu z uzależnionym i zapewne brak wiedzy na temat mechanizmów tej choroby.
Możesz im tylko tłumaczyć, albo lepiej wydrukować (bo wytłumaczyć ciężko ;) i dać do poczytania np. opracowanie ks. Dziewieckiego - Jaka postawa wobec uzależnionych z jego książki - Zagrożeni alkoholem, chronieni miłością.

Pozdrawiam - Jerry

eliania - Pon 16 Maj, 2011 09:37

KasiaO napisał/a:
Cóż? Chyba pojde jutro do tego prawnika, z ktorym jestem umowiona i tyle... Klamka zapadla, choc latwo nie jest.

Ameise napisał/a:
Zaleca się w trakcie terapii, żeby nie podejmować decyzji "brzemiennych" w skutkach. Chodzi o to, że na tym etapie jesteś cała w emocjach i trudno mówić o spokojny, wyważeniu wszystkich za i przeciw.
Ja też tak uważam. Teraz wszystko jest "na świeżo", może być dużo emocji w Tobie, a pod wplywem emocji nie ma co podejmować decyzji.
KasiaO napisał/a:
Ale jest jeszcze wiara... Jestem katoliczka i zastanawiam sie jak to jest... W koncu przysiegalam.... Ale czy tego wlasnie chce dla nas Bóg? Czy az takiego poswiecenia wymaga?
KasiaO, napiszę Ci jak ja to rozumiem. Wierzę, że Bóg chce dla nas jak najlepiej. Jest wiele zaleceń dotyczących okresu narzeczeństwa, aby para mogła dobrze poznać się, i podjąć wtedy decyzje. Jeśli ktoś zlekceważył te zalecenia, nie przeszedł dobrze okresu narzeczeństwa, związał się z druga osobą z niewłaściwych pobudek... Czy może mieć pretensje do Pana Boga?
(Zawsze najbardziej mnie smuci, że ofiarami takich błędnych decyzji padają później dzieci :567: ).
No ale idźmy dalej. Decyzja została już kiedyś podjęta. Ślub to sakrament, nie można po prostu wycofać się. W szukanie powodów do unieważnienia małżeństwa dostrzegam trochę krętactwa, oszukiwania siebie i Pana Boga. Choć oczywiście z pewnością jest też wiele przypadków, kiedy to unieważnienie ma swoje podstawy.
Kościół nie dopuszcza "rozwodu", ale też nie zostawia ludzi samych sobie. Istnieje na przykład Wspólnota trudnych małżeństw Sychar. Idea jest taka, że każde trudne małżeństwo sakramentalne jest do uratowania, jeśli podejmiesz współprace z Panem Jezusem. Warto trochę poczytać, poszperać, poszukać... Zamiast od razu zastanawiać się "jak unieważnić małżeństwo sakramentalne".
Osobiście wierzę, że rozwój miłości, trudnej czy nie, może być możliwy tylko we współdziałaniu z Panem Bogiem. Poprzez modlitwę i wszelkie inne formy rozwoju duchowości rozwijasz też zdolność do miłości w sobie. Bez tego, miłości jaką mamy sami z siebie, bardziej egoistycznej i nastawionej na spełnianie naszych potrzeb, może po prostu nie wystarczyć. Dlatego małżeństwo jest sakramentem, bo Bóg daje siłę, i jeśli pozwalamy mu to działa, abyśmy mogli naprawdę zrealizować cele wspólnej drogi.
Tak przynajmniej to rozumiem...

KasiaO - Pon 16 Maj, 2011 10:14

Nie poszlam... dam czasowi czas, jak to sie ladnie mowi :) W koncu nigdzie mi sie nie pali, przez 6 tygodni i tak go nie bedzie, bo jest na leczeniu. Juz raczej nie bedziemy razem, ale na rozwod przeciez mam czas. Nie chce dzialac szybko i bez zastanowienia pod wplywem emocji.
eliania, bardzo to madre co piszesz. Nie mialam pojecia, ze istnieja takie wspolnoty. No i z tym narzeczenstwem masz racje, trzeba je dobrze przezyc, szkoda tylko, ze ja mialam wtedy taka mala swiadomosc. I mysle, ze wielu mlodych ludzi nie zdaje sobie sprawy jak wazny jest to czas.

KasiaO - Pon 16 Maj, 2011 16:17

Bylam w Empiku i kupilam ksiazke: Kobiety, które kochaja za bardzo.
Trzeba sie troche wyedukowac, bo nie chce sobie calkiem zycia zmarnowac.

Jutta - Pon 16 Maj, 2011 16:25

KasiaO napisał/a:
Juz raczej nie bedziemy razem, ale na rozwod przeciez mam czas. Nie chce dzialac szybko i bez zastanowienia pod wplywem emocji.


Ja robilam 3 podejscia do rozwodu - 2 razy stchorzylam i sie wycofalam, 3 raz skuteczny. Teraz mysle, jak duzo czasu zmarnowalam na odkladanie nieuniknionego. A cale to moje wycofywanie sie wynikalo po prostu ze strachu, ze zostane sama.

KasiaO - Pon 16 Maj, 2011 16:54

Jutta, to u mnie chyba troche inaczej. Teraz jestem sama, bo on na odwyku. I przygladam sie sobie i widze, ze naprawde mi dobrze bez niego. Robie co chce, nikt na mnie nie krzyczy, ze czytam do pozna, ze siedze przy komputerze, ze dziecko placze w nocy, itd... Chyba naprawde mi go nie brakuje. Moj strach wynika raczej z presji otoczenia... ale niczego tak nie pragne jak spokojnego zycia, a z nim wiem, ze tak byc nie moze...
kahape - Pon 16 Maj, 2011 16:57

KasiaO napisał/a:
Nie poszlam... dam czasowi czas, jak to sie ladnie mowi :) W koncu nigdzie mi sie nie pali, przez 6 tygodni i tak go nie bedzie, bo jest na leczeniu.
bardzo mądra, rozsądna decyzja. Masz rację, nie pali się. To ważna sprawa i nie należy postępować pochopnie.
Piszesz, że masz ją w głowie od jakiegoś czasu, cóż .......
Ja też byłam w sądzie. Mówiłam, że nie czuję złości, nienawiści do mojego męża ale on poprostu (mimo że chodzi na terapię)
nie chce przestać pić, a ja nie mogę tak żyć dalej.
I sąd zagrzmiał :evil: do mm, czy pan to rozumie???? Odroczył wyrok na 3m-ce i jeżeli w tym czasie mąż nie przestanie - koniec!!! Ale przestał i zmienił się całkowicie. Dotarło.
Jak widzisz, zdążysz.

Co do książek, największy wpływa na mnie wywarły:
- "Małżeństwo na lodzie" Janet G.Woititz
- "Koniec współuzależnienia" M. Beattie
- "Potęga podświadomości" J.Murphy
- "Język wyzwolenia" ...
pozdr

KasiaO - Pon 16 Maj, 2011 20:17

Moj alko chyba ma zly dzien...
Dzwonil przed chwila z pretensjami... ze nie ma wsparcia ode mnie... Ze jego rodzina u niegoo byla juz w odwiedzinach, a ja nie przyjezdzam... Jakos mnie juz nie ruszaja te zale i pretensje...

jobael - Pon 16 Maj, 2011 20:53

KasiaO napisał/a:
Moj alko chyba ma zly dzien...
Dzwonil przed chwila z pretensjami... ze nie ma wsparcia ode mnie... Ze jego rodzina u niegoo byla juz w odwiedzinach, a ja nie przyjezdzam... Jakos mnie juz nie ruszaja te zale i pretensje...

No właśnie alko postanowił leczyć się ponownie i klękajcie narody.
Gdy ja byłam to nawet z telefonu korzystać nie można było, nie mówiąc o tym, że do większości z nas nikt nie dzwonił i nie przyjeżdżał.
Przypomniałam sobie podsłuchaną niechcący rozmowę gdy przyszła w odwiedziny żona do swojego męża i po wysłuchaniu jego pretensji, że nie przywiozła jemu czegoś /nie pamiętam o co chodziło/, spokojnie odpowiedziała pytaniem 'a czy zostawiłeś w domu jakieś pieniądze'?
On zamilkł.................

Ameise - Wto 17 Maj, 2011 00:24

KasiaO napisał/a:
No wlasnie, nie wiem za bardzo nic o lekturkach. Co mi polecasz? Co warto przeczytac? Na poczatek chcialabym tak malo naukowo, bardziej przystepnie, dla ludzi :D ...


Najlepiej, żeby lekturki dobierała Ci terapeutka zgodnie z doraźną potrzebą lub tematami poruszanymi na grupie. Można też znaleźć dobrze zaopatrzoną bibliotekę i w dziale psychologia poszukać fajnych pozycji o rozwoju osobistym, uczuciach itp.
Na początku mój terapeuta nie chciał nic wypożyczać, bo twierdził, ze na terapię się chodzi nie po to, żeby zdobywać wiedzę, ale żeby zdrowieć :-P , więc uważaj, żebyś sobie nie zrobiła krzywdy ;-) zapędzając się w czytanie, musisz pracować nad sobą pod okiem fachowca.
Na mnie największe wrażenie na początku zrobiły (oprócz tego co Kahape):
Agnieszka Wesołowska, Anna Wasilewska-Śpioch „Buty mojego męża”
http://ksiazki.wp.pl/bid,...ml?ticaid=1c510
oraz
Anna Wobiz „Współuzależnienie w rodzinie alkoholowej”
Susan Forward Donna Frazier „Szantaż emocjonalny”
Pia Mellody „Toksyczne związki”
Susan Forward „Toksyczni rodzice”
Maria Król-Fijewska „Stanowczo, łagodnie, bez lęku” (super!)
Patricia Evans „Toksyczne słowa”
Susan Jeffers „Nie bój się bać”
Ross Campbell Gary Chapman „Sztuka okazywania miłości dzieciom” (gorąco polecam!)
Charon Wegscheider-Cruse „Poczucie własnej wartości”
i wiele innych.
Trzymaj się!

kahape - Wto 17 Maj, 2011 12:45

KasiaO napisał/a:
Moj alko chyba ma zly dzien...
Dzwonil przed chwila z pretensjami... ze nie ma wsparcia ode mnie...
masz prawo aby każdy dzień twojego życia minął przyjemnie, spokojnie, radośnie(dla ciebie).
Czy w głębi duszy/serca czujesz, że chcesz jechać, że tęsknisz za nim, że cię do niego ciągnie?????
Jeżeli "nie" .... dlaczego masz robić coś wbrew sobie, udawać, grać rolę, oszukiwać siebie....
KasiaO napisał/a:
Jakos mnie juz nie ruszaja te zale i pretensje...
tak jest na dzisiaj, ale on też "zapracował" sobie na to. Na taką twoja postawę wobec niego.

Od dzisiaj nie musisz udawać, jeżeli jest ci przykro - powiedz to, jemu też.
Nie obawiaj się, że zasmucisz go, bo teraz najważniejsza jest..... jego terapia. Nieprawda.
Twoje życie też sie toczy, tez trwa i tez jest najważniejsze.

Co ma być to będzie, jak się obrazi.... trudno. Tak też jest w życiu.
Nie chroń go przed przykrymi uczuciami, smutnymi(ciebie nikt nie chroni).... niech je tez przeżywa, przeciez nie umrze, jest dorosły.....

Trzymaj się Kasieńko.
pozdr

KasiaO - Wto 17 Maj, 2011 15:48

jobael, kahape, wczoraj jak wyjechal na mnie z tymi pretensjami, to powiedzialam mu, ze nie moze ode mnie oczekiwac wsparcia, bo ja go rowniez potrzebuje, a tez go nie mam... A jak zaczal coraz bardziej nerwowo i chamsko sie odzywac, to powiedzialam spokojnie, ze nie bedziemy w ten sposob rozmawiac i zwyczajnie wylaczylam telefon :D JEstem z siebie dumna, nie dalam sie wciagnac w jego nastroj i w jego gre i dobrze mi z tym bylo. Pozniej juz calkiem inaczej rozmawialismy na spokojnie. Ale probowal ode mnie wyciagnac jakies decyzje czy obietnice. No bo mowi, ze nie wie na czym stoi, zebym powiedziala mu czy bedzie rozwod czy nie. To mu powiedzialam, ze na razie decyzji nie podjelam ostatecznie, ze niestety nie bedzie wiedzial na czym stoi, bo ja musze miec czas do namyslu.

Ameise, o wwwooowww... masa pozycji. Poczytam, ale nie chce wlasnie za duzo naraz, bo tylko mi sie wszystko pomiesza.
Swoja droga widze jak sie cofnelam w rozwoju... Kiedys lubilam czytac, robilam duzo dla siebie... A teraz? Nie pamietam kiedy przeczytalam ostatnio ksiazke... Ale zrobilam krok do przodu, czytam "Kobiety, ktore kochaja za bardzo", chyba tez niezle otwiera oczy... jeszcze nie wiem, bo dopiero zaczelam, ale juz jakos na mnie oddzialowuje.

A moj synus sobie spi, chyba musze go obudzic, bo za dlugo mu sie usnelo, potem w nocy nie bedzie chcial spac. Bylismy tez dzis na bilansie dwulatka, na szczescie wszystko w porzadeczku, synus sie zdrowo rozwija.

jerry - Wto 17 Maj, 2011 20:52

No i dobrze, że u dwulatka w porządeczku :)
KasiaO - Wto 17 Maj, 2011 22:04

jerry napisał/a:
No i dobrze, że u dwulatka w porządeczku :)


Spedzilismy sobie bardzo milutki dzionek razem:D Spacerki wspolne, pospalismy troche, po poludniu odwiedzilismy moja kolezanke, dzien zaliczam do udanych :D
A jutro powrot do pracy, pewnie bedzie ciezki dzien, ale lubie moja prace, wiec narzekac nie bede. Wieczorem proba z moim zespolem. Znalezli kogos na miejsce mojego m. Musimy go tylko jeszcze sprawdzic,ale mysle, ze bedzie ok.

jobael - Wto 17 Maj, 2011 22:10

KasiaO napisał/a:
Ale probowal ode mnie wyciagnac jakies decyzje czy obietnice. No bo mowi, ze nie wie na czym stoi, zebym powiedziala mu czy bedzie rozwod czy nie.

Teraz powinien zając się leczeniem, a nie manipulowaniem i żądaniem składania deklaracji.
Nie rób niczego wbrew sobie.

KasiaO - Wto 17 Maj, 2011 22:25

jobael, manipuluje i to bardzo. Pyta czy w ogole do niego przyjade w odwiedziny, bo to przeciez nie do pomyslenia, zeby zona nie przyjechala. Odpowiadam, ze przyjade, jesli bede czula taka potrzebe - na razie nie czuje. Wczoraj sie wsciekal, mial zly dzien i mowil o rozwodzie, itd. Dzis pisze smsy o tym jak to bardzo mnie kocha, tylko nie potrafi tego wyrazic... Ja staram sie nie odpisywac, albo pisze tylko, ze bedzie jeszcze czas na powazne rozmowy, na razie niech zajmie sie soba.
Ale powiedzialam mu dzis, zeby tak bardzo nie nastawial sie na to, ze bedziemy razem... (czuje coraz mocniej, ze tego nie chce). Chce zeby mial tego swiadomosc, bo wiem, ze jest bardzo nastawiony na powrot do mojego domu. Ale jednoczesnie nie chce teraz prowokowac powaznych rozmow na temat naszej przyszlosci, bo wiem, ze to teraz nie ma sensu. Nie teraz i nie przez telefon.

A zmieniajac temat z niego na MNIE... Czytam, zastanawiam sie, mysle... o tym dlaczego tak latwo uzaleznilam sie od niego, dlaczego weszlam w taki zwiazek... Dlaczego zawsze podobali mi sie mezczyzni z problemami (bo analizujac moja przeszlosc, o zgrozo, odkrylam, ze tak wlasnie bylo)... Wiem, ze to sprawa do poruszenia na terapii i nie uzyskam odpowiedzi na forum, ale pisze, bo dobrze mi to robi. Ukladam to wszystko w glowie i wychodzi na to, ze moja matka ma ojca alkoholika, chciala szybko uciec z domu i szybko wyszla za mojego ojca. Moj dziadek nigdy sie nie leczyl, ani moja mama tez, wiec maja mala swiadomosc problemu. Mama nieswiadomie wyszla rowniez za czlowieka z problemami, moj tata jest chory psychicznie. Zawsze myslalam, ze moj dom rodzinny byl normalny, a tu wychodzi na to, ze nie do konca. Bo naprawde niczego mi nie brakowalo. Rodzice dbali o nas, dbali o nasza edukacje, otaczali opieka. O chorobie ojca w dziecinstwie wlasciwie nie wiedzialam. Dowiedzialam sie dopiero w wieku 16 lat jak dostal nawrotu schizofrenii. Ale mysle sobie, ze moze to, ze mama cale zycie z nim, zyla i nadal zyje w strachu przed jego choroba mialo wplyw takze i na mnie. Niby byly u nas normalne rozmowy, a z drugiej strony wydaje mi sie, ze latwiej mi porozmawiac z kolezanka czy z obca rozmowa niz z wlasnymi rodzicami. Nie wiem czy moje przemyslenia sa sluszne, ale tak wlasnie mi sie to uklada w glowie...

Ameise - Wto 17 Maj, 2011 23:20

KasiaO napisał/a:
Nie wiem czy moje przemyslenia sa sluszne, ale tak wlasnie mi sie to uklada w glowie...

Z całą pewnością słuszne. A przede wszystkim Twoje. Bardzo cenne.
Zatem masz co robić....

jerry - Sro 18 Maj, 2011 07:17

Miałem prawie rok trzeźwości za sobą gdy zona wyjechała z dziećmi i rodziną na wczasy (ja zostałem, bo fachowiec do remontu przyszedł). No i tak pisaliśmy, dzwoniliśmy do siebie, aż któregoś dnia napisała mi, że - wreszcie ode mnie tam odpoczywa. Zabolało trochę, ale w sumie prawdę napisała, bo tamten rok nie był łatwy.... właściwie był cholernie trudny.
Summa summarum oboje skorzystaliśmy na tym wyjeździe, bo ona odpoczęła, a ja mogłem sprawdzić jak sobie radzę i co mi dał ten trzeźwy rok. I czy lepiej mi samemu czy z rodziną ;)

Pozdrawiam - Jerry

KasiaO - Sro 18 Maj, 2011 23:10

Kolejny dzien za nami.... Coraz wiecej tych moich przemyslen, caly czas cos nowego rozblyska w mojej glowie.
Alko manipuluje jak moze, a ja widze to coraz wyrazniej... Pisze mile slowka, pyta co u mnie u malego... A jak mu odpisalam, ze jestem na probie i nie wiem co u malucha, to automatyczna zmiana frontu i sms od niego: To baw sie dobrze. A potem cala seria o tym, czy juz sie pozalilam chlopakom z zespolu? I ze miedzy nami to juz na pewno skonczone, bo on do mnie nie wroci.... Jak dlugo mu nie odpisuje, to za chwile znow sie zmienia i pyta co to dalej bedzie z nami. W koncu zadzwonil, ja bez emocji, mowie wszystko tak jak jest, ze po terapii na pewno do mnie nie wroci, bo mu nie zaufam, ale zeby nie myslal teraz o tym, ze nie ma sensu teraz o tym rozmawiac itd... No to rzucil pare slow: nie dzwon do mnie wiecej itd i trzasnal sluchawka. Ale najlepsze jest to, ze ja wcale nie zamierzam dzwonic....
Przypominam sobie jak bylo wczesniej, jak bardzo ranily mnie takie telefony, jak dawalam soba krecic tak jak on tego chcial, jak od razu chcialam go przepraszac, itd... A teraz juz tego nie chce, wiem, ze chce zyc sama, bez niego i raczej to sie juz nie zmieni.

jarek40 - Czw 19 Maj, 2011 09:10

Masz prawo wybrać,co dla Ciebie najlepsze,czego Ty pragniesz,czego chcesz..?
By być szczęśliwym,jestem zdrowym egoistą,bez krzywdzenia ludzi...

jobael - Czw 19 Maj, 2011 09:26

KasiaO napisał/a:
A teraz juz tego nie chce, wiem, ze chce zyc sama, bez niego i raczej to sie juz nie zmieni.

Teraz właśnie masz okazję na weryfikowanie swoich uczuć.
Czytając o sms-ac i telefonach mam wrażenie, że mąż nie za bardzo terapią jest zajęty, bo tam jak pamiętam odbywa się pranie mózgu i plan terapii szczelnie czas wypełnia i już nie ma się siły na takie zachowania.
No, ale może coś się zmieniło.

Stokrotka - Czw 19 Maj, 2011 09:33

Tak sobie myślę, że on zamiast skoncentrować się na swoim leczeniu to koncentruje się jak cię zmanipulować. Dziwne, że ma swoją komórkę. Mój mąż miał kartę do aparatu telefonicznego i brak pieniędzy więc to ja decydowałam kiedy i czy w ogóle chcę się z nim kontaktować.

Też miałam podobne doświadczenia z jego pięknymi słówkami a gdy nie powiedziałam czegoś po jego myśli dużo złości i agresji.
Moim zdaniem powinnaś dać sobie czas teraz na przemyślenia, na terapię a z nim kontaktować się tylko gdy zajdzie taka konieczność.
Nie mieszkam z mężem od kilka miesięcy i przestałam odbierać telefony, odpisywać na smsy. On zmniejszył ich liczbę a przez to, że z nim nie rozmawiam, nie wytrąca mnie z równowag, nie zaprząta moje myślenia. W końcu zajęłam się sobą, tak dosłownie :)

jarek40 - Czw 19 Maj, 2011 09:37

Będąc na terapii,telefony komórkowe były nam zabierane,mogliśmy korzystać z jednego telefonu stacjonarnego na 100 osób,byłem w Pruszkowie,ponad trzy lata temu...,jestem zdumiony,że może pisać smsy...Nie wyobrażam sobie terapii,z komórką w ręku...
Oktavarius II - Czw 19 Maj, 2011 10:07

jarek40 napisał/a:
w Pruszkowie,ponad trzy lata temu...

koleś byl teraz, wyszedl 9.05.11
i telefon miał wydawany z depozytu w sobotę po południu, w niedziele wieczorem musial zdać. w Nowym Targu to było

KasiaO - Czw 19 Maj, 2011 12:42

No widzicie, a on bez przerwy wydzwania, pisze, itd... wiec komorke caly czas ma przy sobie.. Nie wiem co to za osrodek.
Dzis z nim rozmawialam i stoje przy swoim, mowie, ze juz nie chce z nim byc, to mowi, ze sie zalamal teraz itd... Ale to juz on musi sobie poradzic ze swoimi uczuciami. Ja mam takie jakie mam i nie bede niczego robic na sile.

jarek40 - Czw 19 Maj, 2011 13:26

Może ośrodki prywatne zezwalają na komórkę??? Nie wyobrażam sobie swojego leczenia, gdybym miał możliwość kontaktowania się ze światem zewnętrzny,kiedy tylko miałbym ochotę??? Mnie potrzebne było wyciszenie,spokój,wtedy mogłem pracować nad sobą...
Ameise - Pią 20 Maj, 2011 10:00

Też byłam "bombardowana" telefonami i smsami, był okres bożonarodzeniowy, atmosfera sprzyjała, miał wytłumaczenie niby że do synka...
W końcu zapytałam ostro wprost, czy wolno mu tak wydzwaniać, powiedział, że nie.
Więc powiedziałam mu, żeby w takim razie leczenie było leczeniem, że widocznie ktośw jakimś celu wymyślił taką regułę i żeby się zastosował oraz że jak tak dalej pójdzie, to zrobię z tym porządek ;-) . Przestał, jak ręką odjął.

KasiuO, czy musisz odbierać te telefony? Nie możesz wyłączyć lub choćby wyciszyć komórki? W końcu się zajmie sobą, a i Ty będziesz mogła skupić myśli na sobie.

Dobrze byłoby, gdybyś poćwiczyła z terapką, jak asertywnie reagować na "zaczepki", żeby nie dać mu się ranić i nie wkręcać w przepychanki słowne, ale i jemu nie sprawiać niepotrzebnie przekrości.
Co aktualnie porabiasz lub co zamierzasz, to tylko i wyłącznie Twoja sprawa, z kim i jak spędzasz czas.... nic mu do tego. Nie potrzebujesz słuchać jego komentarzy na ten temat, jesteś dorosłym i wolnym człowiekiem. Pomyśl o tym i .. zastosuj.
Pozdrawiam

kahape - Pią 20 Maj, 2011 11:05

Ameise napisał/a:
to zrobię z tym porządek ;-)
pomysł super, też pomyślałam o tym.
Ameise napisał/a:
Co aktualnie porabiasz lub co zamierzasz, to tylko i wyłącznie Twoja sprawa, z kim i jak spędzasz czas.... nic mu do tego. Nie potrzebujesz słuchać jego komentarzy na ten temat, jesteś dorosłym i wolnym człowiekiem.
przecież ..... małżeństwo to nie więzienie!!!!!!
Tak myśl. Dzwoni telefon, mąż, cóż takiego może powiedzieć nowego????
Tam ma wszystko co potrzebuje aktualnie do życia.

Rozmowy "o niczym" nie mają sensu, tylko nakręcasz się a jemu daje nadzieję, że..... może jakoś uda mi się tę moją kobietę przerobić???
Nie mogło to być jak do tej pory???? :evil: Też wymyśliła!!!! Terapia!!! :shock:
pozdr

KasiaO - Pią 20 Maj, 2011 23:16

Zapytalam czy moga tam uzywac telefonow. Odpowiedzial, ze wtedy kiedy nie maja zajec, to moga. Wiec dzwoni kiedy nie jest na zajeciach.
A ja czuje, ze naprawde mi dobrze bez niego... Jestem jakby bardziej usmiechnieta, spokojniejsza (bo juz nie musze sie zastanawiac caly dzien czy pije i czekac z niepewnoscia co przyniesie wieczor), nawet bardziej chce mi sie zadbac o siebie, ladniej ubrac czy umalowac... Nawet inni ludzie to zauwazaja i prawia mi komplementy.

A on? Pytal znow czy przyjade? Moze faktycznie pojade, zawioze mu jakies rzeczy, bo pojechal praktycznie tak jak stal, a teraz zrobilo sie goraco i nie ma w czym chodzic. Chcialabym zobaczyc sie tez z jakimis lekarzami tam i powiedziec im jak sytuacja wyglada. Ze dla mnie to juz koniec naszego malzenstwa i jak mam sie w tej sytuacji zachowac. Czy mowic mu to wprost i bez ogrodek, czy na razie unikac rozmow na ten temat, czy po prostu w ogole sie z nim nie kontaktowac.
Dzis sie staralam nie odpowiadac na zaczepki i faktycznie bylo ich mniej. Odpisalam tylko na jakiegos smsa w sprawie ubezpieczenia...

Jutro gramy wesele i bedzie to pierwsze wesele bez niego... Powiem Wam, ze cholernie mi z tym dobrze... Mam pelen luz psychiczny. Ide i zamierzam sie dobrze bawic :D Nie w sensie, ze ide i bede imprezowac, bo bede w pracy, ale muzyka i spiewanie daje mi duzo radochy, a do tej pory bylo to przysloniete strachem jak zachowa sie na weselu moj maz. Teraz tego strachu nie ma i wraca radosc ze spiewania :)

Ameise - Sob 21 Maj, 2011 18:43

KasiaO napisał/a:
Wiec dzwoni kiedy nie jest na zajeciach.

Taaa właśnie! Po co się zajmować sobą i swoim trudem trzeźwienia, jak można "pourabiać" żonę... Jest szansa, że da się nią pomanipulpwać i kolejny raz postawić na swoim. :-/

KasiaO napisał/a:
Chcialabym zobaczyc sie tez z jakimis lekarzami tam i powiedziec im jak sytuacja wyglada. Ze dla mnie to juz koniec naszego malzenstwa i jak mam sie w tej sytuacji zachowac. Czy mowic mu to wprost i bez ogrodek, czy na razie unikac rozmow na ten temat, czy po prostu w ogole sie z nim nie kontaktowac.

KasiuO, no tego to ja zupełnie nie rozumiem.
Ty chcesz rozmawiac z lekarzami na jego temat. Przecież Twój mąz to nie jakiś dzidziuś, ani nie jest ... ubezwłasnwolniony. W ośrodkach państwowych nie udzielają żonom nawet takiej informacji, czy dany osobnik się tutaj leczy, bo to jest tylko i wyłącznie jego sprawa, a jakakolwiek rozmowa na ten temat w ogóle nie wchodzi w rachubę.
Nie wiem, ale wydaje mi się, że jego terapeutów nie może obchodzić, jak między Wami jest i co Ty zamierzasz. Nie sądzę, że będą pośredniczyć w rozmowach między Wami i tłumaczyć mu Twoje stanowisko. To są jego terapeuci. Oni są od tego, żeby mu pomóc w trzeźwieniu, a nie od terapii małżeńskiej.
Przecież Twoja terapeutka też nie udziela Ci dokładnych wskazówek, jak masz się konkretnie w danej sytuacji zachować.
Dlaczego nie rozmawiasz o tym ze swoją terapeutką?

KasiaO napisał/a:
A ja czuje, ze naprawde mi dobrze bez niego...

To świetnie. Mam nadzieję, że coraz rzadziej będziesz chciała odbierać telefony i "się udostępniać" manipulacjom chorego umysłu.
Pozdr

jarek40 - Sob 21 Maj, 2011 19:32

Proszę nie wprowadzać KasiO w błąd...Ja byłem na terapii w Pruszkowie,i tam były specjalne wizyty dla bliskich z psychologami-terapeutami,na każdej rozmowie indywidualnej,terapeutka się pytała o nasz związek,czy partnerka chce porozmawiać, nawet nie żona,a mogła...Nie rozumiem osób,które wprowadzają innych w błąd????????????
Ameise - Sob 21 Maj, 2011 20:01

jarek40 napisał/a:
Nie rozumiem osób,które wprowadzają innych w błąd????????????

Nikogo nie wprowadzam w rzekomy "błąd". Po prostu U MNIE było inaczej. I ja to opisałam.
Zatem: Napisałam ja i napisałeś Ty jak było u Ciebie.
KasiaO z pewnością się zorientuje, że może być i tak, jak u mnie i tak, jak u Ciebie oraz wyciągnie dla siebie wnioski, co chce z tym zrobić z uwagi na to, że- jak pisze - chce zakończyć związek.

Prowadzanie w wątku właścicielki KasiO jakieś duskusji ze mną mija się z celem i nazywa się offtopem.
Pozdrawiam właściecielkę wątku :-)

jarek40 - Sob 21 Maj, 2011 20:08

Nie prowadzę z Tobą dyskusji,poprawiam Twój wpis,w którm napisałaś zdecydowanie,że nie ma takiej możliwości,by KasiaO spotkała się z psychologiem,nie napisałaś,że tak było u Ciebie,więc moja wiedza,wymagała sprostowania...Niech KasiaO dowie się,jak jest w tym ośrodku...
Agrafka - Nie 22 Maj, 2011 09:58

Ameise napisał/a:
W ośrodkach państwowych nie udzielają żonom nawet takiej informacji, czy dany osobnik się tutaj leczy, bo to jest tylko i wyłącznie jego sprawa, a jakakolwiek rozmowa na ten temat w ogóle nie wchodzi w rachubę.

To jest uogólnienie, które nie jest prawdą.
KasiaO napisał/a:
Chcialabym zobaczyc sie tez z jakimis lekarzami tam i powiedziec im jak sytuacja wyglada. Ze dla mnie to juz koniec naszego malzenstwa i jak mam sie w tej sytuacji zachowac. Czy mowic mu to wprost i bez ogrodek, czy na razie unikac rozmow na ten temat, czy po prostu w ogole sie z nim nie kontaktowac.

Rozumiem Cię, Kasiu. To trudna sytuacja.
Skoro taką masz potrzebę to jedz i porozmawiaj.
Tam są fachowcy wiec jest szansa że uzyskasz jakaś pomoc, wskazówkę dla siebie .
KasiaO napisał/a:
A ja czuje, ze naprawde mi dobrze bez niego...

Ty juz posmakowałas życia i mysle że ono jest dla ciebie bardzo ważne.
Życzę powodzenia, bez wstecznego biegu :)

W sprawie telefonów i smsów.
Z własnego doswiadczenia mówie :) im mniej kontaktu z mężem tym lepiej.

KasiaO - Nie 22 Maj, 2011 10:13

Ameise, jarek40 , Agrafka dzieki za odpowiedzi. Wasze wypowiedzi wnosza do mojego tematu jakies informacje, wiec offem nie sa :D
Jak widac jest roznie, zobacze jak jest w tym osrodku. Wybieram sie jutro... chociaz jeszcze sie troche zastanawiam...
Wczoraj rano dostalam pare smsow od niego, nie odpisalam... i w sumie od wczoraj jest cisza na linii... Jeszcze chyba mam objawy chorobowe, bo niby chce zeby mnie zostawil w spokoju, ale jednoczesnie az mnie skreca jak nic do mnie nie pisze i korci troche, zeby sie do niego odezwac... ale sie powstrzymuje...

A tak w ogole, to wczoraj zauwazylam tak namacalnie, ze faktycznie przyciagam do siebie alkoholikow i tego typu ludzi... wczesniej bym tego nie dostrzegla, ale dzieki forum, dzieki temu, ze zaczelam szukac odpowiedzi na nurtujace mnie pytania zauwazam chyba coraz wiecej... i staram sie nie pakowac w chore zwiazki... Ale wczorajsza sytuacja wrecz mnie przerazila... Zrozumialam, ze musze bardzo duzo pracy wlozyc w siebie i w swoje leczenie i na razie nie chce byc z nikim....
Dokoncze potem, bo musze isc do synusia...

Ameise - Pon 23 Maj, 2011 11:10

KasiaO napisał/a:
Jeszcze chyba mam objawy chorobowe, bo niby chce zeby mnie zostawil w spokoju, ale jednoczesnie az mnie skreca jak nic do mnie nie pisze i korci troche, zeby sie do niego odezwac... ale sie powstrzymuje...


KasiuO, Ty też jesteś na odwyku, tyle że od swojego alko :-) I od swoich myśli i utartych zachowań.
Tak to bywa. Stare schematy są trudne do "wyplenienia".
KasiaO napisał/a:
Zrozumialam, ze musze bardzo duzo pracy wlozyc w siebie i w swoje leczenie i na razie nie chce byc z nikim....

Nie przyciągasz, nie zamartwiaj się. Po prostu wcześniej nie zwracałaś uwagi na tzw. "znaki ostrzegawcze" w zachowaniu takich osób.
Teraz to zaczynasz robić i bardzo dobrze.
Dobrze jest w takich chwilach postawić sobie samej pytanie: co taka sytuacja mówi MI O MNIE?
Będzie coraz lepiej. :mrgreen:
Pozdrawiam

KasiaO - Pon 23 Maj, 2011 21:33

Ameise napisał/a:
KasiuO, Ty też jesteś na odwyku, tyle że od swojego alko :-) I od swoich myśli i utartych zachowań.
Tak to bywa. Stare schematy są trudne do "wyplenienia".

No tak, dla mnie to tez odwyk.Z tymze on ma swoich terapeutow codziennie, a ja raz na tydzien lub raz na dwa tygodnie, zalezy jak mi sie uda umowic.
Ale staram sie otwierac szeroko oczy i widziec coraz wiecej.

Bylam dzis u niego... Rozmawialismy spokojnie i rzeczowo... Zupelnie jakbym rozmawiala z kims innym... tak jakos bez emocji... Powiedzialam mu jeszcze raz konkretnie, ze po odwyku nie moze do mnie wrocic, on jakby przyjal to do wiadomosci... to znaczy nadal pewnie ma jakas nadzieje, ze sie ulozy, ale wie, ze to na razie na pewno nie mozliwe. Umowilismy sie, ze na razie nie podejmujemy krokow prawnych,rostajemy sie, na dzis dzien nie jestesmy razem. Powiedzialam, zeby do mnie nie wydzwanial i nie smsowal, tylko w sprawach konkretnych i waznych. No i od czasu do czasu zeby porozmawiac z dzieckiem. Widze, ze cos tam chyba sie w nim zmienilo... chce tam byc... bo w sumie moglby wyjsc w kazdej chwili, nie ma przeciez zadnego nakazu leczenia. To dobrze dla niego, ale to juz nie moja sprawa.

KasiaO - Nie 29 Maj, 2011 23:52

Cześć!
Jestem, czytam od czasu do czasu :D
Co u mnie? Spedzilam dzis bardzo, bardzo mily dzien z moim synusiem i moja rodzinka. Bylismy na basenie (pierwszy raz maly byl), na boisku, na spacerze, razem gotowalismy obiad (maly uwielbia gotowanie), generalnie super intensywnie spedzony dzien. I to musi nam wystarczyc do nastepnej niedzieli. Niestety jest teraz tak, ze moje dziecko wiecej czasu spedza ostatnio z babcia niz ze mna :( Zastanawiam sie jak inni rodzice godza prace zawodowa i wychowywanie dzieci... Tak bardzo brakuje mi czasu z synkiem. Wczesniej jakos tak bardzo tego nie odczuwalam, bo troche ja bylam z malym, troche moj maz, no i reszte czasu babcia. Mialam jakies takie poczucie, ze niczego mu nie brakuje, bo byl z rodzicami przez wiekszosc dnia... Teraz niestety jest jak jest... z pracy sie przeciez nie zwolnie...

W czwartek bylam u terapeutki... chyba jeszcze do konca sie nie otworzylam, ale na pewno duzo daja mi te spotkania... i ciesze sie, ze chodze tam.

Maz dzwoni i kontaktuje sie jakby mniej... Dziwne uczucie dla mnie... Bo niby tego chcialam, a teraz czuje pustke... nie wiem, moze to samotnosc???
Mielismy jeszcze pare rozmow po ostatnim spotkaniu, on najpierw niby rozumial co do niego mowie, ze nie jestesmy juz razem, potem znow probowal mnie przekonywac, zebysmy jeszcze raz sprobowali... A teraz mowi, ze zaczyna sobie wszystko ukladac od nowa, szuka pokoju do wynajecia po wyjsciu z odwyku, itd.
No i prawie przestal pisac smsy. Hmmm... wlasnie sobie uswiadomilam, ze dzis wcale nie napisal, tylko zadzwonil do syna... Naprawde sama nie wiem co czuje w zwiazku z tym.
Ale cieszy mnie, ze rozmawia z synkiem i widze jaka to radosc dla malego.

To chyba tyle co u mnie na dzien dzisiejszy, pedze troche poczytac, a potem spac.
Buzki dla wszystkich :-D

Ameise - Pon 30 Maj, 2011 22:55

KasiaO napisał/a:
To chyba tyle co u mnie na dzien dzisiejszy

Fajnie, że piszesz nie tylko wtedy, kiedy Ci źle. :-) Pozdr

KasiaO - Pon 30 Maj, 2011 23:02

Ameise napisał/a:
Fajnie, że piszesz nie tylko wtedy, kiedy Ci źle. :-) Pozdr

Staram sie myslec i zyc pozytywnie, mimo wszystko :D

Dzis dla odmiany gorzej.... W sumie dzien mialam fajny, tylko koncowka nie taka....
Zla jestem okropnie na siebie... dalam sie wkrecic w smsy i rozmowy niepotrzebne z nim... Ale przynajmniej widze jakie ma podejscie do leczenia. Padlo pytanie (po raz setny) czy jeszcze kiedys z nim bede chciala byc. Odpowiedzialam, ze nie chce sie dluzej oszukiwac i ze prawda jest taka, ze sie nam nie ukladalo. Ze nie chce, zeby dziecko zylo w takiej atmosferze i tego sie od nas uczylo. No to skonczylo sie na tym, ze stwierdzil, ze sie wypisze w poniedzialek... Czyli nie leczy sie dla siebie... Jego zycie jego sprawa...
Ale wkurzona jestem, ze sie w to znow wkrecilam.... :evil: :571: :evil:

kahape - Wto 31 Maj, 2011 11:54

KasiaO napisał/a:
Ale wkurzona jestem, ze sie w to znow wkrecilam....
spoko Kasieńka, jeszcze nieraz dasz sie wkręcić (różnym ludziom) zanim "usłyszysz/poczujesz" co twój instynkt samozachowawczy podpowiada.
Do tej pory mimo, że wiedziałaś(!) że jest coś "nie tego", nie bardzo mogłaś coś zrobić.
Zanim sie spostrzegłaś - już było za późno.... mleko wylane.
Dzisiaj czujesz, reagujesz wcześniej. To dobry znak.

A jak terapia?
pozdr

KasiaO - Wto 31 Maj, 2011 22:22

Usmiech mojego dziecka po moim powrocie do domu - bezcenne :D I to tylko na chwile oczy otworzyl, zobaczyl mnie i taki banan mial na twarzy, ze az serce sie raduje :D W dodatku moja mama mowila, ze przed snem caly czas mowil: CZekamy na mamę :D Ale go sen w koncu zmorzyl bidulka i nie doczekal sie.

kahape napisał/a:
Dzisiaj czujesz, reagujesz wcześniej. To dobry znak.

Moze i masz racje, pewnie juz troche inaczej do tego podchodze niz wczesniej.
Ale jestem tez teraz straszliwie rozdarta... tak strasznie nie chce wracac do tego co bylo, a jednoczesnie, nie chce zeby ktos przeze mnie cierpial...

kahape napisał/a:
A jak terapia?

No wlasnie sama nie wiem... W sumie dopiero niedawno ja zaczelam, bylam na 3 spotkaniach, a na to na pewno potrzeba czasu... Ale nie wiem tez jak rozpoznac dobrego terapeute...? Ta pani jest bardzo sympatyczna, mamy ok kontakt, ale zastanawiam sie co wynosze z tych spotkan... Wydaje mi sie, ze troche za duzo wlasnie poswiecamy czasu JEMU, a ja bym jednak chciala skupic sie na sobie... To tylko takie moje dumania, bo kompletnie sie na tym nie znam, to nie ja jestem terapeutka.... Jak mozecie to dajcie pare wskazowek jak taka terapia powinna wygladac... najwyzej zmienie miejsce na lepsze.
Czy na poczatku terapeuci mowia ile bedzie trwala taka terapia, itd? Ja nie dostalam zadnej takiej informacji... I czy wysylaja na jakies spotkania grupowe? Czy tylko te indywidualne?

kahape - Sro 01 Cze, 2011 11:22

KasiaO napisał/a:
. Wydaje mi sie, ze troche za duzo wlasnie poswiecamy czasu JEMU
jemu????? :shock: :shock: :shock: twoja terapia jest tylko.... o tobie, dla ciebie,

A kto właściwie zaczyna mówić.... o nim?
Ja bardzo sie starałam mówić tylko i wyłącznie na swój temat ale jednak zawsze wciągałam jego.
Poprostu - co w głowie to na języku. A ja miałam go w swojej głowie .....bardzo!!!!
Aż mi terapka powiedziała: Jestem tu cała tylko dla pani, ale jeżeli chce pani marnować swój własny czas terapii na "niego" cóż, trudno.
Chodzi o to, że kiedy mówimy o kimś innym możemy tylko sobie pogadać, podyskutować. Nic z tego nie wynika.
Tego kogoś tu nie nie ma i nie możemy na niego wpłynąć, poprawić.
Ale ......kiedy mówimy o sobie, wtedy naprawdę możemy coś zmienić, poczuć, dojść do konstruktywnych wniosków.....

Kto tak naprawdę zaczyna mówić o nim???? Chyba nie terapka :evil:
pozdr

Stokrotka - Sro 01 Cze, 2011 12:32

kahape napisał/a:
KasiaO napisał/a:
. Wydaje mi sie, ze troche za duzo wlasnie poswiecamy czasu JEMU

jemu????? twoja terapia jest tylko.... o tobie, dla ciebie,

A kto właściwie zaczyna mówić.... o nim?


U mnie jest tak. Na terapii grupowej wstępnej, jest omawiany alkoholizm abyśmy miały wiedzę co się dzieje z naszymi alkoholikami. Po wstępnej jest rozszerzona która dotyczy współuzależnienia. Natomiast na indywidualnej omawiam obecnie moją nadopiekuńczość i nadkontrole która jest nierozerwalnie związana z mężem. I czy chcę czy nie o nim i o naszych relacjach też rozmawiam.

Ameise - Sro 01 Cze, 2011 16:24

Stokrotka napisał/a:
na indywidualnej omawiam obecnie moją nadopiekuńczość i nadkontrole która jest nierozerwalnie związana z mężem. I czy chcę czy nie o nim i o naszych relacjach też rozmawiam.

Rozmowa o relacjach i o wpływie alkoholizmu na nasze życie nie jest rozmową o alkoholizmie jako takim czy stricte samym alkoholiku (czyli np. w jaki sposób pije). Sprowadza się to do kontekstu "ja-wpływ alkoholika na mnie, na który zezwalam".
A to jednak nie to samo.
Czasami u nas na zajęciach grupowych też faktycznie należało i samą terapeutkę "sprowadzić do tematu", bo jak się dziewczyny rozpędziły, to ... ho..ho.

Stokrotka - Sro 01 Cze, 2011 20:50

Ameise napisał/a:
Stokrotka napisał/a:
na indywidualnej omawiam obecnie moją nadopiekuńczość i nadkontrole która jest nierozerwalnie związana z mężem. I czy chcę czy nie o nim i o naszych relacjach też rozmawiam.


Rozmowa o relacjach i o wpływie alkoholizmu na nasze życie nie jest rozmową o alkoholizmie jako takim czy stricte samym alkoholiku (czyli np. w jaki sposób pije). Sprowadza się to do kontekstu "ja-wpływ alkoholika na mnie, na który zezwalam".
A to jednak nie to samo.


Dokładnie, masz rację. Ale na grupowej omawiamy alkoholizm i mówimy o alkoholikach. Ale tak jak wspominałam jest to zadanie grupy wstępnej, która trwa przez 12 spotkań.
Ameise napisał/a:
bo jak się dziewczyny rozpędziły, to ... ho..ho.
No tak, najczęściej na początku terapii jest tak ciężko skupić się na sobie a nie na tym alkoholiku. Ale jest to do zrobienia. :-)
KasiaO - Wto 07 Cze, 2011 22:07

Cisza tu cos ostatnio na forum...
Co u mnie? Na ostatnim spotkaniu z terapeutka nie bylam... Nie moglam, wyskoczyla mi bardzo wazna sprawa, musze zadzwonic umowic sie na nastepne...
A teraz wlasnie probuje zajac sobie czyms czas, bo sie znow zdenerwowalam, choc i tak uwazam, ze poradzilam sobie lepiej niz dawniej... Znow zaczelismy jakies bezsensowne rozmowy.... On stwierdzil, ze nie interesuje go zycie na odleglosc.... (bo ja powiedzialam, ze na razie nie bedzie ze mna mieszkal), ze skoro mi nie zalezy, to nie bedzie sie staral... No i na koniec rzucil: nie wkur.... mnie....
Czyli chyba za bardzo nie zmienil swojego zachowania... A ja wlasnie do takich rozmow nie chce wracac. I powiedzialm mu najspokojniej jak umialam, ze nie chce wracac do tego co bylo, ze teraz bede wymagac szacunku dla siebie, ze nie pozwole sie obrazac... i ze jesli bedzie do mnie wypisywal smsy i wydzwanial, to wylacze telefon... Tak tez zrobilam...
Zastanawiam sie czy zrobie mu krzywde jesli naprawde przestane sie kompletnie odzywac. Przestane odbierac telefony, odpisywac na smsy....
Bo do tej pory staralam sie jakos tak normalnie w miare rozmawiac. Tzn nic mu nie obiecywac, ale nie draznic go tez za bardzo, pozwalam na rozmowy z dzieckiem, itd...
Ok.... bo niepotrzebnie sie nakrecam... Chcialam sie Wam tylko troche wyzalic... A teraz wracam do przyjemniejszych zajec. Poszukam sobie czegos fajnego na allegro, troche poczytam, nikt nie bedzie mi psul humoru swoimi zlosciami....!

Ameise - Sro 08 Cze, 2011 00:04

KasiaO napisał/a:
Na ostatnim spotkaniu z terapeutka nie bylam... Nie moglam, wyskoczyla mi bardzo wazna sprawa, musze zadzwonic umowic sie na nastepne...

Czemu nie uczestniczysz w grupie KasiuO?
Przydałaby Ci się systematyczna, ciągła praca w grupie dla współuzależnionych, pod kierunkiem specjalistki - a nie spotkania indywidualne. Dopóki się nie wzmocnisz wewnętrznie, będziesz pozwalała sobą manipulować.
To jest też tak, że tak samo jak jedna strona się opiera terapii, tak i druga strona „symuluje”, że się leczy ... takie pozorowane działania. Nie należy oczekiwać od męża, że on zrobi coś, czego samemu się nie robi.... Mam na myśli głębokie zmiany.
KasiaO napisał/a:
Czyli chyba za bardzo nie zmienil swojego zachowania...
Ty też nie zmieniłaś.

KasiaO napisał/a:
Znow zaczelismy jakies bezsensowne rozmowy....

hm, hm... to znaczy Ty pozwoliłaś mu je ze sobą prowadzić.

KasiaO napisał/a:
On stwierdzil, ze nie interesuje go zycie na odleglosc.... ze skoro mi nie zalezy, to nie bedzie sie staral... No i na koniec rzucil: nie wkur.... mnie....

On wie dokąd może zajść, jeśli nie zechce się ze swojego alkoholizmu leczyć. Może się leczyć - ale nie chce. Dokonuje zatem wyboru. A każde jego zachowanie, które jest obliczone na wzbudzenie w Tobie poczucia winy - jest MANIPULACJĄ!!!
I dopóki jemu się te sztuczki udają - a widzę że mu się udają - to on jest górą. I on świetnie o tym wie, po czym stosuje.

KasiaO napisał/a:
Bo do tej pory staralam sie jakos tak normalnie w miare rozmawiac. Tzn nic mu nie obiecywac, ale nie draznic go tez za bardzo, pozwalam na rozmowy z dzieckiem, itd...

Oj tak, tak: nie drażnić, schodzić z drogi, usuwać pyłki spod nóg, dziewczyno, co ty wyprawiasz? :roll: Co to znaczy "czy nie zrobię mu krzywdy"? Czy Ty żyjesz po to, żeby jemu umilać życie i pozorowane leczenie????

Też miałam "wewnętrzny przymus" odpowiadania na sms-y i telefony eksa. Można się jednak powstrzymać i wychodzi to tylko na dobre.
Twoje zachowanie może być oschłe i niemiłe, ale ono ochroni Cię przed kolejnymi manipulacjami. Nie muszisz wcale być dla niego miła, jeśli Tobie miałoby zaszkodzić.
Jest chory -jednak to nie oznacza, że ty masz obowiązek ponoszenia konsekwencji jego choroby. NIE MASZ takiego obowiązku. Bądź sobą. Rób co chcesz, mów co chcesz. Wyrażaj jasno swoje oczekiwania. I nie daj się wciągać w jego gierki.
Jego trzeźwość nie jest ani trochę zależna od Twoich zachowań. Nie przez Ciebie zaczął pić i nie dla Ciebie przestanie. Nie wmawiaj sobie sama takich rzeczy i nie daj sobie wmawiać.

kahape - Sro 08 Cze, 2011 10:37

KasiaO napisał/a:
Zastanawiam sie czy zrobie mu krzywde jesli naprawde przestane sie kompletnie odzywac. Przestane odbierac telefony, odpisywac na smsy....
biedny niunieczek, żonka się nieodzywa, to ci pech....
Ciekawe co zrobi?:
- wkurzy się? ..........no to co!!! niech sie wkurza, pies go drapał,
- nie przeżyje tego???........ eeeee
- wyskoczy przez okno???........ niemozliwe
no, co zrobi Kasieńko? Przeciez to stary facet, poradzi sobie.
Tak do mnie zagadała terapka, kiedy ja miałam podobne wątpliwości.

Zobacz ile ty masz na głowie i radzisz sobie, a co dopiero on, taki gościu "zahartowany" alkoholem :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Daj se na luz, twoje życie/uczucia/emocje tez są ważne. A nie tylko .....on!!!
KasiaO napisał/a:
Na ostatnim spotkaniu z terapeutka nie bylam... Nie moglam, wyskoczyla mi bardzo wazna sprawa,
Ameise napisał/a:
Nie należy oczekiwać od męża, że on zrobi coś, czego samemu się nie robi.... Mam na myśli głębokie zmiany.
teraz terapia to dla ciebie najważniejsza sprawa. Tu się toczy twoje dalsze życie, rozumiesz to?

Ja stawałam na głowie aby nie opuścić żadnej terapii, ani indywidualnej ani grupowej przez 3lata. Ale ja ..... bardzo chciałam, bardzo.
A ty?
pozdr

Emma - Sro 08 Cze, 2011 13:57

Witaj Kasiu, jestem alkoholiczką i rzadko odzywam się na części "Współuzależnienia".
Ale odkąd leczę się, często czytałam Wasze historie. Wiele mnie to nauczyło, co czuje druga strona , jak postępować, jak nie.
Proszę posłuchaj Kahape i Ameise. To, co robi w tej chwili Twój mąż to dla mnie już
nawet nie obrzydliwa manipulacja, ale szantaż. Nie wchodż na ten ring, bo alkoholik wykorzysta każdą Twoją słabość, nawet nie zorientujesz się. Wyczuje każdy strach i uległość. Kiedy mój mąż chciał mi w czymkolwiek pomóc, wg własnego-błędnego uznania, nie dość, że ze mną było gorzej, to również on stawał się bezradny i cierpiał coraz bardziej z czasem.

"on nie będzie się starał". A kto ma starać się, leczyć, zadośćuczyniać, naprawiać?
Gdybym tak myślała i postępowała, to nawet nie przestałabym pić, a co dopiero budować wspólne życie.
Pozdrawiam.

KasiaO - Czw 09 Cze, 2011 22:48

Ameise napisał/a:
Czemu nie uczestniczysz w grupie KasiuO?

Bardzo chetnie... Poszlam do osrodka dla uzaleznionych i wspoluzaleznionych... Myslalam, ze dobrze tam mna pokieruja... Nikt mi nie zaproponowal spotkan grupowych... W ogole, mysle, ze malo konkretnych informacji uzyskalam na poczatek...

Ameise napisał/a:
Twoje zachowanie może być oschłe i niemiłe, ale ono ochroni Cię przed kolejnymi manipulacjami. Nie muszisz wcale być dla niego miła, jeśli Tobie miałoby zaszkodzić.

Wiem, ze nie musze byc mila i czesto bywa tak, ze nie jestem... (oczywiscie on sie momentalnie obraza, nie rusza mnie to). Ale faktem jest, ze wzbudza we mnie jakies tam poczucie winy.... Że tam jest tyle roznych przypadkow i tacy beznadziejni ludzie, a jednak zony ich odwiedzaja i daja im szanse, a ja nie przyjezdzam, itd, itp... Zaznaczam, ze moj maz jest tam, od polowy maja, bylam u niego ja, jego siostry, jego brat, jego ciocia, jego mama.... A on nadal usiluje twierdzic, ze nie ma wsparcia od nikogo....

Ameise napisał/a:
Też miałam "wewnętrzny przymus" odpowiadania na sms-y i telefony eksa. Można się jednak powstrzymać i wychodzi to tylko na dobre.

Dzis sie nie odezwal wcale, ja tez nie! :)

kahape napisał/a:
teraz terapia to dla ciebie najważniejsza sprawa. Tu się toczy twoje dalsze życie, rozumiesz to?

Ja stawałam na głowie aby nie opuścić żadnej terapii, ani indywidualnej ani grupowej przez 3lata. Ale ja ..... bardzo chciałam, bardzo.
A ty?

Ja tez bardzo chce, nie chce dluzej w tym tkwic i popelniac te same bledy...
Ale chcialabym trafic tez na odpowiednich ludzi, ktorzy naprawde mi pomoga. Jak sprawdzic czy osrodek, do ktorego poszlam jest dobry?
Poza tym, ciezko mi pogodzic teraz wszystkie obowiazki, choc staram sie jak moge. Wiem tez, ze akurat na to czas musze znalezc....

Jutta - Pią 10 Cze, 2011 10:00

KasiaO napisał/a:
Myslalam, ze dobrze tam mna pokieruja... Nikt mi nie zaproponowal spotkan grupowych...


KasiaO napisał/a:
Ale chcialabym trafic tez na odpowiednich ludzi, ktorzy naprawde mi pomoga.


Nic samo sie nie zrobi Kasiu, czasami trzeba tez samemu wyjsc z inicjatywa i poszukac informacji, np. o terapii grupowej.
Ja na odpowiednich ludzi raczej nie trafialam, aktywnie szukalam.

kahape - Pią 10 Cze, 2011 11:18

KasiaO napisał/a:
Ale faktem jest, ze wzbudza we mnie jakies tam poczucie winy.... Że tam jest tyle roznych przypadkow i tacy beznadziejni ludzie, a jednak zony ich odwiedzaja i daja im szanse, a ja nie przyjezdzam, itd, itp...
czyny!! mój mężu, czyny!!.... nie słowa.
Pokaż mi!!!!, że zmieniasz się naprawdę, a nie tylko .... chcesz.

Kasieńko, nie możesz udawać, że chcesz go odwiedzać jeżeli tak nie czujesz.
Po raz pierwszy masz postepowac zgodnie ze swoimi wewnętrznymi odczuciami.
Jeżeli nie czujesz chęci :arrow: nie rób tego.
Bo, jesli teraz znowu zaczniesz udawać, zaprzeczać odczuciom..... wynik będzie taki sam.
Ameise ma nawet w sygn. "Obłęd: powtarzać w kółko tę samą czynność oczekując innych rezultatów."

I to się tyczy również twojego męża. Jeżeli tak samo robi, tak samo mysli, kombinuje... efekt będzie taki sam - w jego przypadku- zapije.
A ty nie chcesz już nawalonego męża. Niech więc najpierw pokaże..... sam!!!! na co go stać, a ty w zależności od tego zdecydujesz.kpw?

Zapytaj siebie: Kaśka, chcesz jechac do swojego ukochanego, najmilszego mężusia??? :evil:
Jeżeli odpowiedź brzmi- tak! tak! tak! :arrow: jedź.
pozdr

Ameise - Pią 10 Cze, 2011 13:02

KasiaO napisał/a:
malo konkretnych informacji uzyskalam na poczatek...

Ale od nas otrzymałaś wskazówki. Dalej szukaj sama, nikt Ci na tacy nie poda, nawet najlepszy z ośrodków nie "wleje" w Ciebie umiejętności, jakich potrzebujesz, jeśli sama się w to nie zaangażujesz na maksa.
Tu chodzi o Twoje życie i Twojego dziecka. Rozumiesz? To nie przelewki. Jesteś zbyt "słaba w kręgosłupie", dlatego alkoholik wciąż będzie grał na Twoich uczuciach, na poczuciu winy, żalu, strachu ... Dlatego wciąż jest tak:
KasiaO napisał/a:
Ale faktem jest, ze wzbudza we mnie jakies tam poczucie winy


KasiaO napisał/a:
Dzis sie nie odezwal wcale, ja tez nie!

Zatem Ty też wykonujesz 'ruchy' w jego stronę.
Czy chcesz podtrzymywać kontakt z nim - czy raczej chcesz ten związek naprawdę zakończyć i zostawić za sobą?
Dopóki jakakolwiek relacja jest podtrzymywana - związek nie jest zakończony.
Trwa nadal.
Trudno na prawdę zacząć nowy etap życia - ciagnąc za sobą ogon z przeszłości. Wiem to z autopsji.
Dla mnie, póki co, wysyłasz sprzeczne sygnały mężowi:
Co innego mu mówisz, a co innego robisz.
Więc on wykorzystuje te szczeliny i będzie drążył dalej. Dopóki nie "pękniesz" :-/
Tak więc - your choice!

KasiaO - Sro 15 Cze, 2011 00:10

Zapisalam sie na kolejne spotkanie z terapeutka. Ide w nastepny wtorek. Wypytam ja o spotkania grupowe, itd. Chce zmienic swoje zycie, naprawde.
Do meza nie dzwonie, nie pisze... on pisze kilka razy na dzien.... Jakies kompletne bzdury.... Dzis wieczorem napisal np: Nie dosc, ze prawie wszystko stracilem, to jeszcze chodze glodny, ale to nic, przezyje. Ucaluj naszego synka....
Smieszy mnie sms tego typu. A oczywiscie mam z niego odczytac, ze skonczyly mu sie juz pieniadze, ktore mu wyslalam (zaznaczam, ze nie daje mu zadnych swoich pieniedzy, po prostu dostarczam mu jego wlasne pieniadze). I oczywiscie mam poczuc sie znow winna, ze on taki biedny, glodny, bo tam takie glodowe racje zywnosciowe, itd... Nie odpisalam, nie zamierzam juz mu nic wysylac. Niby dlaczego ja mam latac po bankach w jego sprawie... Caly czas chce sie mna wyslugiwac.
Ale czuje, ze najgorsze dla mnie dopiero sie zacznie jak wyjdzie... a wyjsc ma 1 lipca. Podobno znalazl sobie juz pokoj do wynajecia, ale nie do konca w to wierze. Nie wiem, nie moja sprawa. Prosil mnie oczywiscie, zebym ja mu cos znalazla, ale odmowilam.
Chcial zebym przyjechala w odwiedziny, rowniez odmowilam, nie mam czasu, ani ochoty.
Naprawde dobrze mi bez niego w zyciu codziennym, chcialabym jeszcze zeby zniknal z mojej glowy... Nie znaczy to, ze mysle o nim bez przerwy, ale nieustannie mi o sobie przypomina, smsami, itd... A ja juz tego nie chce. Za zadne skarby nie wroce do tamtego zycia, ktore mialam z nim do tej pory.

kahape - Sro 15 Cze, 2011 11:05

Kasieńko, dobre podejście. Życie masz tylko jedno. Szkoda zmarnować je na szarpanie się, wyciaganie na siłę męża z alkoholizmu.
Kiedy on sam "się wyciągnie" (życzę mu tego z całego serca) będzie innym człowiekiem.
Teraz masz w domu sławnego "króla dzidziusia", którym trzeba zajmować się non-stop.
Ma humory, to żali sie to wścieka... tak nie zachowuje sie dojrzały człowiek.
A przecież mąż powinien być być silny, opiekuńczy, dający wsparcie.....

Terapia pomoże dojrzeć tez.... tobie. Żebyś po raz drugi nie dokonała takiego wyboru.
Będzie dobrze.
pozdr

Ameise - Sro 15 Cze, 2011 11:17

KasiaO napisał/a:
Caly czas chce sie mna wyslugiwac.

KasiuO,
Do tej pory tak zapewne było, więc ... czemu tego nie kontynuować, skoro to taaaakie wygodne. Żona wszystko pozałatwiała, podstawiła pod nos, zadbała, więc on mógł 'idealnie' skupić się tylko na piciu i wynajdywaniu sposobów na kontynuację status quo.
Problemem dla alkoholików jest, moim zdaniem, niebranie na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje życie.
Musisz z całym przekonaniem zdjąć "jego plecak" ze swoich pleców i pozwolić mu go dźwigać samemu. Choćby nie wiem, jak był ten plecaczek dla niego ciężki, choćby nie wiem jak gięły mu się pod nim plecy. Należy pozwolić mu upaść, być może niejeden raz... BArdzo to trudne, ale cóż...
KasiaO napisał/a:
Ale czuje, ze najgorsze dla mnie dopiero sie zacznie jak wyjdzie...

Nie nakręcaj się. Stanie się tyle, na ile mu pozwolisz.
Więc wykorzystaj ten czas dla siebie, na swoje leczenie i zmiany. Pamiętaj, że sama jesteś kowalem swego losu. I nikt nie przyjdzie Ci z pomocą, jeśli sama sobie nie pomożesz, ajk w sygnaturce Kahape.
Tu link http://pracowniapsycholog...alk_koalkoh.htm

Pozdr

Stokrotka - Sro 15 Cze, 2011 12:01

Ameise napisał/a:
Stanie się tyle, na ile mu pozwolisz.

Święte słowa. Odkąd to zrozumiałam mam święty spokój z nagabywaniem mnie przez męża.
Wszystko zależy od nas.

KasiaO - Czw 23 Cze, 2011 10:08

Dziewczyny!
Jak mi dobrze zyc bez alko... Inny swiat po prostu... Coraz czesciej lapie sie na tym, ze w ogole o nim nie mysle, ze nie spogladam nerwowo na telefon czy dzwonil czy nie. Wychodze do ludzi, spotykam sie ze znajomymi. :)
Szkoda tylko, ze on nadal nie dal sobie spokoju i usilnie probuje mnie do czegos sprowokowac. Pisze glupie smsy , dzwoni, ja nie odbieram i tak w kolko. Ale jak mi sie nie chce czytac tych glupot to wylaczam telefon na jakis czas i mam spokoj.
Ciekawa jestem kiedy i czy w ogole zrozumie, ze z nami to juz naprawde koniec.
Mam jeszcze nad soba presje rodziny, bo chyba wszyscy oczekuja ode mnie, zebym dala mu jeszcze szanse, a nie rozumieja, ze to w ogole nie od mojej szansy tu cokolwiek zalezy. Ale dam sobie z tym rade, moje zycie, moje decyzje, bedzie dobrze :)

KasiaO - Czw 07 Lip, 2011 22:52

Chwile mnie tu nie bylo... troche sie pozmienialo...
Z faktow: alko wyszedl tydzien temu z odwyku i jeszcze tego samego dnia poszedl pic. Oczywiscie znalazl sobie powod, w koncu zona go zostawila :D Częsc osob tak wlasnie mysli. Mnie to juz nie rusza, nie wiem gdzie jest, co robi.
Probuje co jakis czas zaklocic mi spokoj, ale staram sie nie dawac. Takie zycie sobie wybral, krzyzyk na droge.

Teraz czas na kroki prawne. Bo nie chce zeby nachodzil mnie i moja rodzine. Tak jak mowilam wczesniej, juz do tamtego zycia nie wroce, choc oczywiscie latwo mi nie jest, sa rozne sytuacje, w ktorych nie do konca wiem jak postapic, ale staram sie sobie radzic i myslec pozytywnie.

Ameise - Czw 07 Lip, 2011 23:05

Widzisz, i tak to czasem bywa. Nie chciał trzeźwieć, widocznie jeszcze nie jego pora. Szkoda.
Dobrze, że Ty to już inaczej widzisz.

KasiaO napisał/a:
Teraz czas na kroki prawne. Bo nie chce zeby nachodzil mnie i moja rodzine.

Co masz na myśli?
KasiaO napisał/a:
sa rozne sytuacje, w ktorych nie do konca wiem jak postapic, ale staram sie sobie radzic i myslec pozytywnie.

A co z terapią? Są jakieś nowe trendy w tej dziedzinie? :-)

KasiaO - Czw 07 Lip, 2011 23:19

Ameise napisał/a:
KasiaO napisał/a:
Teraz czas na kroki prawne. Bo nie chce zeby nachodzil mnie i moja rodzine.

Co masz na myśli?

Mam na mysli pozew o rozwod i zastanawiam sie nad ograniczeniem praw, ale nie mam pojecia jeszcze jak to sie robi, no i pewnie trzeba miec jakies dowody...
W kazdym razie sytuacja wyglada tak, ze jak jest trzezwy, to nawet nie ma odwagi przyjsc do dziecka, a jak jest pijany to niestety nabiera odwagi. A ja sobie nie wyobrazam takiej sytucji!!!! Gdybym byla w domu, na pewno bym go nie wpuscila. Niestety bylo tak, ze mnie nie bylo, a moi rodzice bezsilni, z mala wiedza wpuscili go.... No bo przeciez nie byl pijany, moze cos tam wypil, ale nie zataczal sie! Sory, ale zalamuje mnie to! Powiedzialam im, ze maja zakaz wpuszczania go do domu, ale wiem tez, ze przeciez bic sie z nim nie beda. Jemu natomiast powiedzialam, ze na ewentualne spotkania ma sie umawiac telefonicznie i oczywiscie musi byc trzezwy. Z tymze on twierdzi, ze przeciez nie ma praw ograniczonych, wiec moze przychodzic kiedy chce. Na to ja, ze kontaktow poki co nie zabraniam, ale juz z nami nie mieszka, wiec umawiac sie musi. Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce.

Ameise napisał/a:
A co z terapią? Są jakieś nowe trendy w tej dziedzinie? :-)

Chodze na te spotkania indywidualne. Chce isc na grupe, juz sie dowiedzialam gdzie mam najblizej, w tym tygodniu pracuje na wieczor, ale w przyszlym pojde.

Ameise - Czw 07 Lip, 2011 23:33

KasiaO napisał/a:
juz z nami nie mieszka, wiec umawiac sie musi.

Faktycznie.
Poza tym, jest taki przepis, że jeżeli rodzice razem nie mieszkają, to powinno zostać określone, gdzie jest miejsce pobytu dziecka i powinny zostać ustalone kontakty z dzieckiem. Reguluje to życie i jemu, i Tobie, i dziecku.
Nie musisz być rozwiedziona, żeby przeprowadzić ustalenie kontaktów czy ograniczenie praw rodzicielskich małżonka, ale nie mogą się w dwóch sądach toczyć równocześnie obie sprawy (rozwód i ograniczenie praw).
Ograniczyć prawa w Sądzie Rodzinnym możesz mu w prosty sposób- masz świadków na na to, że przychodzi do dziecka pijany. Poza tym już się leczył, więc sąd może i ma prawo zażądać zaświadczenia w tej sprawie bezpośrednio z ośrodka, w którym się leczył.
Nie musisz zatem już udowadniać, że "nie jesteś wielbłądem".

KasiaO napisał/a:
jak jest trzezwy, to nawet nie ma odwagi przyjsc do dziecka, a jak jest pijany to niestety nabiera odwagi.
:evil:
To sąd mu tę odwagę właśnie odejmie.

KasiaO - Czw 07 Lip, 2011 23:41

Ameise, o widzisz, takiej wiedzy wlasnie mi brakowalo.
Bede miec niedlugo urlop, to postaram sie to jakos pozalatwiac chociaz wstepnie. O nie, przepraszam, nie postaram sie, tylko wlasnie to ZALATWIE. :)
W takim razie zaczne chyba od ustalenia kontaktow, rozwod moze poczekac.

kahape - Pią 08 Lip, 2011 22:48

KasiaO napisał/a:
Ameise, o widzisz, takiej wiedzy wlasnie mi brakowalo.
o!o!o! moja Pani, Ameise ma takie sprawy poprostu...... "w jednym paluszku".
Lepiej :arrow: nie mogłaś trafić :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
pozdr

KasiaO - Pon 11 Lip, 2011 22:48

Kurcze..... ale presje na mnie wywiera.... Nie dam sie, bo jestem pewna swojej decyzji, ale ile razy mozna mowic komus, ze nie chce sie z nim byc.... Czlowiek nie chce byc chamski, ale po dobroci jest ciezko, bo jak jestem mila, to on zaczyna miec jakas nadzieje.
KasiaO - Wto 19 Lip, 2011 22:13

Ciezko, oj ciezko. Spodziewalam sie, ze nie bedzie latwo....
Czlowiek mnie proboje nachodzic, ale stosuje sie do swoich zasad, jesli jest pod wplywem i nie umowil sie na wizyte, to wypraszam. Slysze przy tym wyzwiska, przeklenstwa, wszystko co najgorsze, ale trudno... przezyje to jakos.
Dziecko tez to przezywa na swoj sposob. Zastanawiam sie co moge powiedziec takiemu bystremu dwulatkowi. On juz wszystko rozumie, bardzo duzo mowi. Po weekendzie u taty i u babci powiedzial do mnie: mama zawiez mnie do taty, prosze....
Staram sie cos mowic, ale nie wiem za bardzo jak mu to wytlumaczyc.
Z reszta stosunki robia sie coraz gorsze i nie wiem jak beda wygladaly dalsze wizyty...
W przyszlym tygodniu jestem umowiona z prawniczka, zobacze co mi powie.
Zaczynaja sie tez chore akcje jesli chodzi o kase... wiadomo, duzo rzeczy mamy wspolnych, dom, samochod, itd....
Ostatnio stwierdzil, ze nie pozwoli sprzedac domu... ciekawe czy moge to jakos w sadzie wywalczyc. Samochodem do tej pory jezdzilam ja, wiadomo, byl kupiony za wspolne pieniadze, ale zarejestrowany jest na niego. Dzis mi zrobil nalot, przyjechal z kierowca (bo on prawa jazdy nie ma), no i zabral samochod. Nie bardzo sie z nim klocilam o to, a niech mu stoi stary grat pod domem i tak nie moze nim jezdzic. Ja nie potrzebuje go za bardzo, i tak jezdze autobusami, a tym starym gratem zle mi sie jezdzilo. A glupich awantur nie chcialam, samochod pozwolilam zabrac, ale z dzieckiem nie pozwolilam mu sie zobaczyc, po pierwsze byl pod wplywem (moze nie duzym, ale ja to zawsze poznam), a po drugie nie umowil sie, wiec kazalam mu wyjsc.
Powiedzcie mi czy to sie kiedys skonczy?

Ameise - Sro 20 Lip, 2011 00:14

KasiaO napisał/a:
Slysze przy tym wyzwiska, przeklenstwa, wszystko co najgorsze, ale trudno... przezyje to jakos. Dziecko tez to przezywa na swoj sposob.

To przemoc słowna. Niedopuszczalne! Nagrywasz takie zachowanie kamerą lub choćby tel komórkowym.
- Spisujesz później u notariusza i używasz w sądzie jako dowód w sprawie.
- Wzywasz policję do zakłócającego Wasz spokój w domu po pijaku (muszą przyjechać, bo się go obawiasz, grozi Ci!).
- Zakładasz mu niebieską kartę.
- Zgłaszasz go do gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych.
- Zrobiłaś już rozdzielność, czy chcesz się za chwilę martwić, że nabrał kredytów albo pozaciągał długi, które Ty będziesz spłacać?

KasiaO napisał/a:
Powiedzcie mi czy to sie kiedys skonczy?

To proste KasiuO. Wtedy, kiedy przestaniesz dawać na coś takiego przyzwolenie.
Póki co, to on sobie nieźle poczyna, a Ty czekasz nie wiadomo na co. I co z tego, że wiedziałaś, że będzie ciężko. To się samo nie zrobi, musisz podjąć wreszcie jakiesz działania kładące kres tej destrukcji.
Życzę owocnej wizyty u prawniczki, ale TY musisz widzeć, co chcesz osiągnąć.
Do dzieła, bo do końca życia będzie Was nachodził nalany i agresywny gostek z kolesiami.

Ameise - Sro 20 Lip, 2011 00:28

KasiaO napisał/a:
Zaczynaja sie tez chore akcje jesli chodzi o kase...

PS. A alimenty? Łoży na swoje dziecko?

KasiaO - Czw 21 Lip, 2011 23:06

Ameise, dziekuje za odpowiedz. Jak zwykle rzeczowa i konkretna :)
Zabieram sie za zalatwianie spraw, bo robi sie goraco. We wtorek mam wizyte umowiona, dowiem sie od czego zaczac.

A dzis dostalam smsa, ktory mnie wrecz rozsmieszyl: Jade na impreze dzis wieczorem. Wolno mi.
No pewnie, ze Ci wolno, jedz, baw sie dobrze, w ogole mi to nie przeszkadza 8-) . Tylko po co mi to piszesz? Oczywiscie nie odpisalam.

A moje przemyslenia na dzis sa takie... Wchocdze na forum, czytam rozne tematy i mysle sobie, czemu tak jest, ze ludzie sa tacy zacofani? Czemu w srodowisku jest powszechne przekonanie, ze jednak alkoholikom trzeba dawac milion szans.... ktorych oni nawet nie chca tak naprawde wykorzystac?
Powiem tak, podjelam decyzje o rozwodzie, wiem, ze robie dobrze. Dalam kilka, moze kilkanascie szans, w koncu te ostatnia... a ostatnich szans nie moze byc tysiac. Nie wykorzystal, nie chcial, jego sprawa. Nie dam sobie wmowic, ze to przeze mnie. To ze on probuje mi wmowic rozne rzeczy mnie nie rusza, wiem, ze jest chory i szuka sobie winnego. Ale wkurza mnie troszeczke, to, ze inni ludzie z otoczenia probuja twierdzic, ze powinnam dac mu jeszcze jedna "ostatnia" szanse, ze tak sie nie robi, ze sie tak kogos nie zostawia. Pojawilo sie cale grono kochanych cioć, babć, mamuś, ktore zaluja biedaczka.... Przeciez gdyby chcial, moglby uratowac te rodzine. Byl czas, ze wybaczalam, ze mowilam: idz na leczenie, bo przyjdzie taki dzien, ze zostaniesz sam.... Po incydencie w styczniu kiedy stracil prawo jazdy i prace mial podjac leczenie, byl na kilku spotkaniach, znow zapil, potem znow i znow. W koncu powiedzialam jasno: masz ostatnia szanse! Nie wierzyl, ze tak jest naprawde, myslal, ze znow mu wybacze... no to sie przeliczyl.
Nie wiem czy przyznacie mi racje, ale chyba u nas w Polsce jest takie myslenie, ze zona ma byc ta wybaczajaca, ma cierpiec i czekac, bo moze tym razem sie zmieni.... tylko ile mozna czekac i wierzyc.... skoro ta druga osoba ewidentnie nic nie zmienia.
Ja chce zmienic swoje zycie i nie bede tkwic w bagnie, skoro widze, ze to dla mnie i dla dziecka jest zle. Ale dla niektorych powinnam zamiatac wszystko pod dywan i usmiechac sie ladnie udajac, ze przeciez wszystko jest w porzadku...

jobael - Pią 22 Lip, 2011 01:18

KasiaO napisał/a:
Nie dam sobie wmowic, ze to przeze mnie. To ze on probuje mi wmowic rozne rzeczy mnie nie rusza, wiem, ze jest chory i szuka sobie winnego. Ale wkurza mnie troszeczke, to, że inni ludzie z otoczenia próbują twierdzić, że powinnam dac mu jeszcze jedną "ostatnią" szanse, że tak sie nie robi, że sie tak kogoś nie zostawia. Pojawilo sie cale grono kochanych cioć, babć, mamuś, ktore żałują biedaczka.... Przecież gdyby chciał, mógłby uratować tę rodzinę

Oczywiście, że nie przez Ciebie. Ta choroba na tym właśnie polega, że się oskarża, obwinia, szuka powodów do picia, a nie sposobów, żeby z tego wyjść.
Dopiero straty /zwłaszcza rodziny/ są wstrząsem na tyle, ze alkoholik/czka otwiera szerzej oczy i się dziwi, co też od niego/niej chcą.
Nie zwracaj uwagi na lament rodziny, bo nie rodzina żyje z alkoholikiem, tylko Ty. To Ty podejmujesz decyzje pytając się swojego serca i rozumu.
KasiaO napisał/a:
Po incydencie w styczniu kiedy stracil prawo jazdy i prace mial podjąć leczenie, był na kilku spotkaniach, znów zapił, potem znów i znów.

Zatem nie zapił, a robił sobie przerwy w piciu.

Kasiu, a co z Twoim współuzależnieniem? Ze względu na późną porę nie chce mi się pobiegać po wątku. Chodzisz na terapię dla współuzależnionych?

KasiaO - Pią 22 Lip, 2011 10:13

jobael napisał/a:
Nie zwracaj uwagi na lament rodziny, bo nie rodzina żyje z alkoholikiem, tylko Ty. To Ty podejmujesz decyzje pytając się swojego serca i rozumu.

Jasne, ze ja podejmuje i nie zmienie decyzji, tylko dlatego, ze im sie tak podoba. Ale nie powiem, ze mnie to nie wkurza...

jobael napisał/a:
Zatem nie zapił, a robił sobie przerwy w piciu.

Dokladnie tak, zle sie wyrazilam.

jobael napisał/a:
Kasiu, a co z Twoim współuzależnieniem? Ze względu na późną porę nie chce mi się pobiegać po wątku. Chodzisz na terapię dla współuzależnionych?

Chodze w miare mozliwosci, raz na tydzien, albo raz na dwa tygodnie jak mi sie uda umowic z terapka.
Ale powiem tak szczerze,. ze na dzien dzisiejszy nie czuje sie wspoluzalezniona. Nie czuje w sobie checi pomocu mu, nie zalezy mi na tym, zeby przestal pic, nie mam i nie chce miec nad nim kontroli, nie mysle o tym gdzie jest i co robi. Zajmuje sie swoim zyciem, chodze do pracy, wychodze do znajomych, spedzam czas z dzieckiem, ciesze sie tym co mam. Do mojego spokoju psychicznego brakuje mi tylko uregulowania z nim spraw zwiazanych z dzieckiem, rozwodem, naszym majatkiem, itd. Czyli musze pozalatwiac formalnosci. Dla mnie ten czlowiek jest juz obcym czlowiekiem, w pewnym momencie otworzyly mi sie oczy, wiem, ze to co bylo mialo malo wspolnego z miloscia nie zaleznie od tego czy pil czy nie.

Jutta - Pią 22 Lip, 2011 14:38

KasiaO napisał/a:
Ale powiem tak szczerze,. ze na dzien dzisiejszy nie czuje sie wspoluzalezniona.


Od listopada 2009 nie mieszkam z alkoholikiem, rozwiodlam sie w styczniu 2010, od 21 miesiecy zyje sama.

Jestem wspolzalezniona. Chodze na terapie.

To nie przechodzi tylko dlatego, ze nie jestem w zwiazku z alkoholikiem, ze o nim nie mysle, ze nic do niego nie czuje. Wspoluzaleznienie jest czescia mojej osobowosci, to cechy charakteru i sposob zycia wyniesione z mojego domu rodzinnego. Objawia sie ono w moim sposobie myslenia, w moich relacjach z roznymi ludzmi, nie tylko z moim bylym.

Astra - Nie 24 Lip, 2011 02:37

KasiaO napisał/a:

Chodze w miare mozliwosci, raz na tydzien, albo raz na dwa tygodnie jak mi sie uda umowic z terapka.
Ale powiem tak szczerze,. ze na dzien dzisiejszy nie czuje sie wspoluzalezniona. Nie czuje w sobie checi pomocu mu, nie zalezy mi na tym, zeby przestal pic, nie mam i nie chce miec nad nim kontroli, nie myśle o tym gdzie jest i co robi.

Terapia dla współuzależnionych, uczy wydobywać z siebie uczucia /czasami bardzo ukryte i wyparte z pamięci/ i przeobrażać swoją osobowość. :-)
To jest proces długofalowy.
Terapia też uczy, jak zmieniać przede wszystkim SIEBIE, tak żeby nasze samopoczucie nie było zależne od drugiej osoby. :-?

Współuzależnionym można też być od swojego dziecka. :-/
Może słyszałaś o rodzicach, którzy za bardzo kochają swoje dzieci, za bardzo martwią się, za bardzo kontrolują, za bardzo narzucają swoją wolę.... itd, czyli znowu ich samopoczucie jest zależne od tego, co dziecko zrobiło lub nie zrobiło. :-/
I chodzi w tym o to słowo za bardzo.
Coś podobnego do współuzależnienia od męża-alkoholika :-?
Też samopoczucie żony jest uzależnione od działań męża-alkoholika. :-?

Tara - Wto 02 Sie, 2011 00:41

Witam Cię Kasiu O !! :mrgreen: Z tymi podobnymi historiami rodzinnymi masz olbrzymią racje.Czytając twoje posty mam wrażenie że to moje życie do niedawna.obie mamy dzieci Twój synek ma 2 latka jak sobie przypominam,moja córka14 lat rozumie już naprawdę wszystko-ale to nie jest jej biologiczny ojciec a i więż z nim już straciła.Mam nadzieje że to wszystko dla nas dobrze się skończy!kilka szans to już i tak dużo.Każdy alko jest także dorosłym człowiekiem odpowiada za swoje decyzje-przynajmniej te podjęte na trzeżwo.Wiesz zauważyłam że wszyscy na około myślą że jesteśmy jędzami bo zostawiamy człowieka w potrzebie,ale to nasze życie i wybory należą do nas.
KasiaO - Czw 04 Sie, 2011 00:23

Przemyslalam temat po raz kolejny...
Cytat:
To nie przechodzi tylko dlatego, ze nie jestem w zwiazku z alkoholikiem, ze o nim nie mysle, ze nic do niego nie czuje. Wspoluzaleznienie jest czescia mojej osobowosci, to cechy charakteru i sposob zycia wyniesione z mojego domu rodzinnego. Objawia sie ono w moim sposobie myslenia, w moich relacjach z roznymi ludzmi, nie tylko z moim bylym.

Zgadzam sie z tym oczywiscie.
Piszac, ze nie czuje sie wspoluzalezniona chodzilo mi raczej o to, ze nie czuje sie wspoluzalezniona od mojego meza... Na dzien dzisiejszy naprawde nie obchodzi mnie co robi ze swoim zyciem. On podjal swoja decyzje - wybral butelke, ja podjelam swoja - nie chce byc z nim, temat jest dla mnie zakonczony. Zalezy mi tylko na spokoju moim i dziecka. I tego staram sie bronic, nie pozwole z butami wchodzic w nasze zycie :)

Natomiast po obserwacji siebie, stwierdzam, ze coraz dobitniej widze swoje chore zachowania, szczegolnie jesli chodzi o moje kontakty z mezczyznami... Wczesniej tego nie widzialam, a teraz docieraja do mnie rozne rzeczy... jak dziwne i chore czasami sa moje zachowania... i wiem, ze musze sie z tego leczyc.

Jutta, Astra, dziekuje Wam za przywolanie mnie do porzadku. :)

Tara, dzieki ze zajrzalas, ja tez mam nadzieje, ze i u Ciebie wszystko dobrze sie skonczy.
Cytat:
Wiesz zauważyłam że wszyscy na około myślą że jesteśmy jędzami bo zostawiamy człowieka w potrzebie,ale to nasze życie i wybory należą do nas.

Myslenia innych niestety zmienic nie mozemy. [/b]

Tara - Czw 04 Sie, 2011 00:58

Witam Cię KasiuO,mam nadzieję że u Ciebie wszystko dobrze,jak czytam Twój post to myślę że tak.Mąż się odzywa jakoś ,wysyła sms-y czy dał Ci już spokój bo nie reagujesz?
KasiaO - Sob 06 Sie, 2011 00:32

Mąż się odzywa jakoś ,wysyła sms-y czy dał Ci już spokój bo nie reagujesz?
Ostatnio sie nie odzywa w ogole, chyba z tydzien.... Z kolei wiem, ze pije, bo dzwonia ode mnie od czasu do czasu z pracy z pytaniem czy ma zamiar sie tam jeszcze zjawic.

A teraz ciag dalszy o mnie...
Nie spieszy mi sie jeszcze do zwiazkow, itd... musze sobie uporzadkowac sama siebie :) ALe.... na trzech poznanych ostatnio facetow:
1. przeszedl niedawno silna depresje
2. kilka lat temu stracil w wypadku dziewczyne, co mocno przezyl i ma mysli samobojcze
3. nie mial problemow z piciem, ale od 10 lat nie pije, bo jego ojciec zapil sie na smierc i on nie chce isc w jego slady.

I teraz pytanie? Po pierwsze, czy istnieja w ogole ludzie bez problemow? Bo wszedzie piszecie, zeby sie nie pakowac w chore zwiazki, uciekac od alkoholikow, znalezc sobie kogos normalnego... Sa tacy gdzies?
Czy to ja jestem jakas dziwna, ze takich poznaje? Przeciez nie maja tego wypisanego na twarzy....

Tara - Sob 06 Sie, 2011 00:59

KASIAO napisała:

ALe.... na trzech poznanych ostatnio facetow:
1. przeszedl niedawno silna depresje
2. kilka lat temu stracil w wypadku dziewczyne, co mocno przezyl i ma mysli samobojcze
3. nie mial problemow z piciem, ale od 10 lat nie pije, bo jego ojciec zapil sie na smierc i on nie chce isc w jego slady.




KasiuO ja żyłam 10 lat z chorym na schizofrenię mężem z którym mam córkę,nigdy się nie leczył,dopiero pod koniec naszego związku zaczął leczenie,pomogłam mu ale już tylko jako ojcu mojego dziecka rozwiodłam się,to był koszmar ,uwierz mi.Drugi mąż alkoholik!!!Zwróć uwage na podobieństwa między naszymi partnerami!!!Ja ostatnio powiedziałam do mojej przyjaciółki,że muszę mieć jakich defekt,nie wiem wade genetyczną :roll: spotykam na swojej drodze tylko takich z problemami.Mam podejrzenie ,że ja zupełnie nieświadomie ale właśnie takich mężczyzn przyciągam.Co o tym myślisz? :shock:

kahape - Sob 06 Sie, 2011 17:42

KasiaO napisał/a:
Czy to ja jestem jakas dziwna, ze takich poznaje? Przeciez nie maja tego wypisanego na twarzy....
ty jesteś taka "dziwna" :!: :!: :!: :!:
Masz jak to kiedyś wyraziła się jedna userka "skrzywiony celownik"
I po to własnie idziesz na terapię!!!!Żeby go naprostować :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Jesteś specjalistką (jak ja kiedyś) od wyławiania z tłumu trudnych facetów, nieodpowiedzialnych, lekkomyślnych, niedojrzałych emocjonalnie....

np. ja w sobie czułam taką siłę... że im pomogę, że ich wyciągnę, że dam radę....
To było dla mnie jak wyzwanie.
Jak ludzie zobaczą, moją pracę, moje dokonania na tym człowieku, jak on się przy mnie zmienił (oczyw. na lepsze)
to poprostu :arrow: będę zauważona, szacunek do samego nieba!, a wdzięczność "poprawionego" :arrow: bez granic i do śmierci. :mrgreen: :mrgreen:

A ty z jakiego powodu takich ustrzelasz? Może masz serce gołębicy, Matki Teresy????
Albo uważasz, że przyszłaś na świat po to aby pomagać innym, żyć dla innych, służyć innym.... sobie :arrow: nie!!
pozdr

KasiaO - Nie 11 Wrz, 2011 18:27

Jestem, zagladam tu nadal, choc rzucilam sie w wir zycia ostatnio :D
Moje decyzje pozostaja niezmienne, kontakty z mezem sa mocno ograniczone, jakos tak raz na miesiac albo raz na dwa miesiace przypomina sobie, ze ma dziecko i po niego przyjezdza na dwa dni.
Dla mnie juz powrotu do tamtego zycia nie ma, ciesze sie z tego jak wyglada moje zycie teraz. Moze nie jest idealnie, bo wiadomo, ze kazdy chcialby miec kogos bliskiego. Ale wiem na pewno, ze samej jest mi lepiej niz z nim. Mam spokoj psychiczny i o to wlasnie chodzilo...
Od czasu do czasu ktos probuje mi ten spokoj zaklocic, ale nie daje sie.
Wczoraj na przyklad zadzwonil do mnie jakis gosc, ktory podobno bardzo chce pomoc mojemu mezowi wyjsc na prosta... No i pyta mnie czy jesli moj maz wezmie sie za siebie i przestanie pic, to czy ja jestem w stanie mu wybaczyc... A ja na to, ze po pierwsze za nic w swiecie nie wroce do tamtego zycia z nim, a po drugie ja nie bede skladac zadnych obietnic, bo tutaj nic nie zalezy od moich decyzji i to nie ja mam chciec. Nie wiem dokladnie co to jest za czlowiek, podobno pracuje na umowe zlecenie w Gminnej Komisji Rozwiazywania Problemow Alkoholowych i bardzo mu zalezy, zeby mojemu mezowi pomoc. Tylko ciekawe czy samemu zainteresowanemu az tak zalezy. Ja wiem, ze on obiecuje, tylko co z tych obietnic, jesli caly czas pije, do pracy nie chodzi, itd...

kahape - Pon 12 Wrz, 2011 11:03

KasiaO napisał/a:
zadzwonil do mnie jakis gosc....... No i pyta mnie czy jesli moj maz wezmie sie za siebie i przestanie pic, to czy ja jestem w stanie mu wybaczyc...
:evil: :evil: :evil: małżeństwo to PARA!!! i sami potrafimy się dogadać.
Bez pomocy obcych ludzi.
Jeżeli zobaczę że mój mąż zmienił się, podejmę stosowną decyzję- nie wiem przecież jak się zmieni? Czy będzie mi taka osoba odpowiadała? Czy wezmę go sobie za partnera na dalsze życie...... po prostu nie wiem.
Ale nikomu nie będę sie tłumaczyć. To moja prywatna sprawa. Moja i mojego męża.

Takie jest moje zdanie. Nie twierdzę, że mediacje są złe. Ale jeżeli w ważnych kwestiach nie potrafimy porozumieć się to jak mamy żyć dalej? Zawsze będziemy wołać jakiegoś mediatora?
Jeżeli mojemu mężowi- najbardziej zainteresowanemu w sprawie- zależy :arrow: BARDZO!!!! to stanie na głowie.
A jeżeli wysyła umyślnego to dla mnie są to jakieś ...kombinacje.

Dosyć kłamstwa, udawania. Od dzisiaj tylko proste i jasne sytuacje.
pozdr

KasiaO - Wto 30 Paź, 2012 13:38

WItam!
Odgrzebalam moj stary watek... Jest ponad rok pozniej.
Jak potoczyla sie sytuacja?
Na poczatku stycznia zlozylam pozew o rozwod, na pierwszej rozprawie maz sie nie zgodzil na rozwod bez orzekania o winie. W ogole sie nie zgodzil na rozwod. W marcu ostatni raz spotkal sie z dzieckiem, na kwietniowa rozprawe nie przyszedl, do sierpnia pil bez przerwy podobno, nie mieszkal w domu, nie interesowal sie dzieckiem, nie pracowal, siedzial pod sklepem. Potem sie otrzasnal na moment, pojechal gdzies na leczenie, przyszedl na rozprawe we wrzesniu i zgodzil sie na rozwod z jego wylacznej winy, bo wiedzial, ze i tak w ten sposob sie to skonczy. Z reszta jego adwokatka nie chciala z nim wspolpracowac, wiec sam by sobie nie poradzil. Takze od konca wrzesnia jestem rozwodka :D i bardzo mi z tym dobrze.
Mam swoje zycie, jestem w nim szczesliwa, naprawde szczesliwa :D
Bylemu nie zamierzam w zaden sposob poblazac. Ma zasadzone alimenty, nie placi, wiec poszlam do komornika. Od czasu do czasu wysyla mi obrazlwe, wulgarne smsy, wiec poszlam z tym na policje. Zrobie co moge, zeby miec spokoj z nim. Tylko formalny kontakt chce miec z tym czlowiekiem, to znaczy w sprawie dziecka. I tylko tutaj musze kontrolowac jego picie, bo jesli bedzie pil, to nie pozwole mu sie spotykac z dzieckiem. I tylko o tyle mnie obchodzi czy pije czy nie, poza tym, to jego zycie, jego sprawa, niech robi co chce. Ja poczekam jeszcze chwile, zaliczy jakies wpadki, to wniose o ograniczenie kontaktow i to wszystko.
Tyle o nim, bo pewnie i tak mi sie dostanie, ze pisze o nim. Tylko po to, zeby przedstawic sytuacje ogolna.
Teraz o mnie. :D
Mam wesolego, madrego 3,5 letniego synka. Chodzi juz do przedszkola, caly czas mnie czyms zaskakuje, coraz powazniejszy sie robi.
Ja odeszlam ze starej pracy, otworzylam sklep, teraz otwieram jeszcze druga dzialalnosc.
Od czasu kiedy sie rozeszlismy, chociaz mogloby sie wydawac, ze bedzie mi samej trudniej, a okazuje sie, ze mam czas na wszystko : dwa razy wypad do Zakopca, na Słowacje, baseny, silownia, squosh, rolki, bieganie, kino :D wszelkie mozliwe rozrywki :D Zupelnie inne zycie.
Poznalam tez kogos z kim moge i chce dzielic moj czas. Jestesmy razem juz ponad rok. I jest to zwiazek, na ktory czekalam, ktory jest zbudowany tak jak tego chcialam, na fajnych podstawach, na rozmowie, przyjazni i przede wszystkim SZACUNKU!
Wrocilam tu, bo przypomnialam sobie o tym forum i moze troche chcialam sie pochwalic, ze nie dalam sie zniewolic, ze wyszlam z tego chorego ukladu, ze jestem szczesliwa i ciesze sie z podjetych decyzji. Pozdrawiam wszystkich, ktorzy przeczytaja.

seba - Wto 30 Paź, 2012 13:57

Fajnie że napisałaś ! Fajnie się to czytało.
Takich historii zdecydowanie nam brakuje. Znaczy się że można ?? no można ! trzeba tylko mocno chcieć sobie pomóc ...
Powodzenia i pozdrawiam !!!!

KasiaO - Wto 30 Paź, 2012 14:03

seba, dzieki :-)
seba napisał/a:
Znaczy się że można ?? no można ! trzeba tylko mocno chcieć sobie pomóc ...

Nie powiem, ze bylo latwo. Najpierw walka ze soba, zeby nie dac sie do konca zniewolic, zeby przestac wierzyc w jego obietnice bez pokrycia, przestac dawac szanse. A jak juz sobie z tym poradzilam i ja wiedzialam czego chce, to jeszcze przeprawa z calym swiatem, to znaczy rodzina, ktora nie mogla pogodzic sie z moja decyzja. Z moja mama, ktora jest odwieczna meczenniczka, slub na dobre i na zle, trzeba mu pomoc, tak latwo sie nie rozwodzi, a on nie byl jeszcze taki zly, a moze by sie zmienil... i ona do dzis tak mysli i sie nim przejmuje. Ale to na szczescie moje zycie i ludzie musza sie pogodzic z moja decyzja.

jobael - Wto 30 Paź, 2012 17:52

KasiaO napisał/a:
Pozdrawiam wszystkich, którzy przeczytają.

Odwzajemniam :)

KasiaO - Pią 22 Lis, 2013 10:18

Witam!
Juz dawno nie zagladam na to forum, ale mam taki sentyment i od czasu do czasu wracam tu i robie podsumowanie!
Dzis jestem tu ku przestrodze.... ale o tym za chwile.

Jako, ze jest to dzial dla wspoluzaleznionych, to najpierw o tym co u mnie.
Nadal jestem w tym samym zwiazku, o ktorym pisalam ostatnim razem. Jestesmy razem ponad dwa lata, nadal bardzo szczesliwi, mamy wspolne zainteresowania, uwielbiamy spedzac razem czas, razem tez pracujemy, ukladamy sobie zycie, w przyszlym roku zakup domu, itd. Moje , teraz juz "nasze" dziecko jest szczesliwe, kochane, ma dom,taki jak miec powinno. Podsumowujac jestem zadowolona z decycji, ktore kiedys podjelam i dzis bym ich nie zmienila.

A co bym zmienila? Teraz przestroga, o ktorej wspomnialam.
Pewnie osoby, ktore sa tu dlugo maja tego swiadomosc, ale ludzie, ktorzy dopiero stykaja sie z tym problemem nie maja o tym pojecia, ja przynajmniej na poczatku nie mialam.... ALKOHOL ZABIJA! :-(

Dzis pogrzeb mojego bylego meza... Od naszego rozwodu, czyli ponad rok go nie widzialam, pare razy slyszalam od kogos, ze pije, lub chwilowo nie pije... ze jest w szpitalu, bo go odratowali, itd... U dziecka sie nie pokazywal (teraz stwierdzam, ze moze i dobrze, bo maly nie ma juz z nim wiezi). A przedwczoraj zmarl, po prostu sie zapil.

Dlatego przestrzegam wszystkie mlode dziewczyny, nie wiazcie sie z alkoholikami. Ja, teraz, z moja wiedza, drugi raz nie weszla bym w taki zwiazek. Bo moj byly juz alko powiedzial mi na samym poczatku, ze ma ten problem. Ja naiwna chcialam mu pomoc i sie dalam wkrecic. Jesli ktos dopiero w czasie trwania zwiazku staje sie uzalezniony, to druga osoba moze decydowac czy z nim byc czy nie, czy probowac to ratowac, moze niektorym sie udaje. Natomiast powtarzam SWIADOMIE w to nie wchodzcie.
Mnie udalo sie w pore z tego wyrwac, wiem, ze probowalam pomoc ze wszystkich sil i to sie nie udalo, wiem tez, ze gdybym byla z nim do tej pory, to moje dziecko bylo by swiadkiem wielu zdarzen, ktorych widziec nie powinno. Szkoda mi tylko, ze nie moj syn nie ma ojca.... Chociaz prawdziwym ojcem dla niego jest ktos inny, ale bedzie zylo ze swiadomoscia, ze tata umarl, bo go pamieta i czasem o nim wspomina.
Mam nadzieje, ze ten wpis da do myslenia komus....
Pozdrawiam cieplo.

katarz - Pią 22 Lis, 2013 13:12

KasiaO, to już historia ze znanym zakończeniem.Jakże tragicznym dla Twojego byłego męża.I jakże szczęśliwym dla Ciebie.Każde z Was dokonało własnego wyboru,poszło inną drogą.Dziękuję,że o tym smutnym wydarzeniu napisałaś.Bo niby wszyscy zdają sobie sprawę z tego,że alkoholizm to choroba śmiertelna,ale często o tym zapominają.
Zapal Mu razem z synem świeczkę.I niech spoczywa w pokoju [*].
Pozdrawiam Cię ciepło

seba - Pią 22 Lis, 2013 22:14

no niestety i tak bywa :( przykre to i fakt że w alkoholizmie niestety niewielu chce uczyć się na błędach ... mało tego mimo świadomości otaczającej choroby ciężko jest ją zatrzymać. Nie wiem czemu. Nikt chyba nie wie, no chyba że to taka gra jednemu zabiera drugiemu da

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group