To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Portalu Uzależnienia
Kochaj, a bedziesz kochany

Współuzależnie - koalkoholizm - Podnieś głowę i uśmiechnij się !!!

Astra - Śro 10 Mar, 2010 22:38
Temat postu: Podnieś głowę i uśmiechnij się !!!
Poznaliśmy się 13 lat temu. Od 10 lat jesteśmy małżeństwem.
Nie mamy dzieci. Jesteśmy w średnim wieku.

Przez 10 lat byliśmy szczęśliwi. Między nami była miłość, szacunek,
wspólne wycieczki, spacery, campingi. Oboje bardzo lubiliśmy przyrodę,
wędrowanie, lasy, jeziora itp.
Od kiedy poznaliśmy się mój mąż zawsze lubił piwo. Na początku to było jedno małe piwo, potem dawki zwiększały się 1-2 piwa. Przynajmniej tyle ja widziałam.
Nie upijał się, więc taka ilość wypitego alkoholu nie martwiła mnie.

Teraz opiszę nasze ostatnie 3 lata.

Przez pierwszy rok tych trzech lat zaczęłam niepokoić się, że dawki alkoholu zwiększają sie.
Oficjalnie przy mnie to było piwo lub wino.
Zaczęłam zastanawiać się czy jest uzależniony od alkoholu czy nie.
Nie upijał się, ale pił systematycznie prawie codziennie.
Jak zaczynałam dopytywać się to wypierał się, że pije tylko trochę na serce, na nerki,
dla zdrowia itp.
Wtedy też zdarzyła się taka sytuacja. Byliśmy na campingu, siedzieliśmy
wieczorem przy ognisku, wszyscy troche wypili alkoholu, ale nie było to dużo.
Mój mąż też wypił. Nie wyglądał na pijanego, mówił prawie normalnie.
Jak zaczął opowiadać po raz dwudziesty tę samą historię to zorientowaliśmy
się, że wypił za dużo. Na drugi dzień nie pamiętał tego zdarzenia.
Zaskoczyło mnie, że można wyglądać zupełnie normalnie, a być bardzo pijanym.

Jego picie coraz bardziej mnie niepokoiło, ale wciąż nie byłam pewna jest alkoholikiem
czy nie ?
Zauważyłam zmiany jego humorów. Rano był miły, spokojny, grzeczny. Już wieczorem
był zły, kłótliwy, dokuczliwy. Nic takiego nie wydarzyło się, żeby być zdenerwowanym.
Po jakimś czasie zauważyłam, że wypicie popołudniowe alkoholu zmieniało jego nastrój.
Po wypiciu robił się kłótliwy i zły. Zwykle pił samotnie, po południu.
Dalej nie widziałam go bardzo pijanego, ale coraz częściej leżał na kanapie twierdząc,
że jest chory, zmęczony itp.

Ostatnie dwa lata
Coraz bardziej jest kłótliwy, zostaje powiedzianych wiele przykrych słów.
Pije prawie codziennie.
Ma problemy z pracą. Jest faktem, że jest kryzys, ale osłabienie po alkoholu nie pomaga w znalezieniu prac.

Znajduję przez przypadek ukryty alkohol. Zaczynam szukać i znajduję więcej ukrytego
alkoholu.
Jestem już pewna, że jest alkoholikiem. Czytam na internecie, z bibliotek o alkoholu.
Chcę z nim rozmawiać na ten temat. Nie chce rozmawiać !
Zwracam się z prośbą do dwóch znajomych z prośbą o rozmowę z moim mężem.
Przychodzą do nas rozmawiają z nim. Nakłaniają go do zaprzestanie picia.
Twierdzi, że nie jest alkoholikiem, a ja coś wymyślam.
Po tej wizycie przestaje całkowicie oficjalnie pić w domu.
Ale wychodzi do samochodu, na spacer itp i wraca po alkoholu.

Rozmawiam z teściową. Mówi mi, że jej mąż też bardzo pił i był bardzo
kłótliwy w domu ale ona nikomu o tym nie mówiła i na zewnątrz miał
bardzo dobrą opinię. Radzi mi robić to samo.
Ja powiedzialam, że nie będę ukrywać picia mojego męża i będę o tym
mówić. Nie po to, żeby mu zepsuć opinię, ale żeby szukać dla niego
ratunku.
Pomyślałam, że będzie bardzo trudno mojemu mężowi mówić otwarcie
o sobie i swoich problemach skoro został tak wychowany w domu, że to należy
ukrywać.

Szukam terapi i spotkań AA. Byłam na paru spotkaniach AA. Rozmawiałam z
trzeźwymi alkoholikami.
Mówię mojemu mężowi, że jest pomoc dla niego, że wiele osób uwolniło się
z choroby alkoholowej przy pomocy terapii i spotkań AA i są teraz wspaniałymi,
dobrymi ludźmi.
Zachęcam go do czytania na temat choroby alkoholowej.
Zachęcam go do czytania Waszego Forum. Uważam, że jest najlepsze z tego co
przeczytałam na internecie.
Mój mąż nie chce w ogóle rozmawiać ze mną na temat alkoholu.
Słyszę od niego : Daj mi spokój ! Odczep się ode mnie ! Robisz ze mnie
alkoholika ! itp.

Nie widzę go pijącego przy mnie, ale czuć od niego taki przetrawiony alkohol.
Bardzo często jest to zapach bardzo intensywny jakby amoniaku lub czegoś
podobnego. Może ktoś wie co to jest ?

Ostatnie dwa tygodnie
Poszedł do kolegi. Miał coś załatwić. Jest 23.00 dzwonie i pytam się czy jest tam mój :569:
mąż. Kolega mówi, że mój mąż źle się poczuł /czytać:jest pijany/.
Proszę kolegę,żeby zostawił mojego męża do rana, boję się, że jest dużo śniegu,żeby gdzieś nie zamarzł, żeby coś mu się nie stało.
Przez ostatnie lata wiele razy zamartwiałam się o niego. Czasami wsiadał do samochodu
po alkoholu.
Przypomina mi się jak dawno temu bardzo zamartwiłam się o mojego brata.
Upijał się. Ja martwiłam się, że tramwaj utnie mu nogi, że coś złego mu się stanie.

Dość ! Ja nie chcę tak żyć !
Wiem, że jestem współuzależniona czyli żyję życiem męża-alkoholika.
To przeczytałam na Waszym Forum.
Przez ostatni rok parę razy go straszyłam, że mam dość, że wyprowadzę się itp.
On obiecywał, że będzie pił tylko jedno piwo w sobotę, trochę robił pozory zmian.
W rezultacie tylko bardziej ukrywał swoje picie i udawał, że nic złego nie robi.

Moje obecne decyzje. Za tydzień zaczynam terapię. Doszłam do wniosku,
że nie dam sama rady. Kiedyś bardzo kochaliśmy się, więc jest to dla mnie ogromny
cios. Zaczynam coraz bardziej liczyć się z tym, że będziemy musieli rozstać się, jeżeli
nie przestanie pić. Jeżeli będzie chciał znowu udawać, to szybko to wyjdzie na jaw.

Moja prośba
Proszę trzeźwych alkoholików, współuzależnionych napiszcie do mego mężą.
Napiszcie co uważacie od siebie, z serca.
Serdecznie dziękuje.

Astra - Śro 10 Mar, 2010 22:48

tą śmiejącą ikonkę zrobiłam przez przypadek i nie wiem jak zlikwidować.
Wcale mi się nie chce śmiać !

jerry - Śro 10 Mar, 2010 23:04

Witaj Astra :)

Dobrze, że zdecydowałaś się napisać to co napisałaś i dobrze, że zaczynasz terapię. Wystarczająco długo zajmowałaś się rozpracowywaniem swojego męża i szukaniem dla niego pomocy, której on nie chce przyjąć. Nie chce jej przyjąć, bo tak działa choroba alkoholowa ale to nie znaczy, że ty masz się godzić na trwanie tego stanu, bo przecież jego choroba dotyka również Ciebie. Zdałaś sobie z tego sprawę i zaczynasz pomagać samej sobie.
Trafiłaś na forum i myslę, że otrzymasz tutaj sporo rad od innych "koalek" oraz od trzeźwiejących. Natomiast pisanie do nieobecnego męża chyba nie przyniesie żadnego efektu :-\ Skoro Ty tutaj jesteś to i z Tobą trzeba rozmawiać.

Pozdrawiam - Jerry

jobael - Śro 10 Mar, 2010 23:10

jerry napisał/a:
pisanie do nieobecnego męża chyba nie przyniesie żadnego efekt

Podzielam zdanie "jerrego". Nie będę rozmawiała z nieobecnym.
Natomiast jestem pod wrażeniem Twojej osoby. Masz pełną świadomość w czym siedzisz
i jak sobie radzić. No i w tym rzecz. Musisz zająć się przede wszystkim sobą .
Mężowi pomożesz - nie pomagając w ogóle.
Pozdrawiam.
Astra napisał/a:
tą śmiejącą ikonkę zrobiłam przez przypadek i nie wiem jak zlikwidować.
Wcale mi się nie chce śmiać !

Już jej nie ma. :-)

eliania - Czw 11 Mar, 2010 08:49

Witaj Astra!
jobael napisał/a:
Natomiast jestem pod wrażeniem Twojej osoby.
Ja też!
Będę tu wpadać na pewno i kibicować Ci. Mam wielką nadzieje, że ta sytuacja znajdzie szczęśliwe zakończenie!

Jutta - Czw 11 Mar, 2010 10:13

Astra napisał/a:
Moje obecne decyzje. Za tydzień zaczynam terapię. Doszłam do wniosku,
że nie dam sama rady. Kiedyś bardzo kochaliśmy się, więc jest to dla mnie ogromny
cios. Zaczynam coraz bardziej liczyć się z tym, że będziemy musieli rozstać się, jeżeli
nie przestanie pić. Jeżeli będzie chciał znowu udawać, to szybko to wyjdzie na jaw.



Brawo Astra :)
Zajęcie się sobą to najlepsze co możesz dla siebie i dla męża zrobić. I koniecznie pozwól mu ponosić wszystkie konsekwencje jego picia - to bardzo ważne. Zresztą na terapii Ci powiedzą :)

Astra napisał/a:
Wiem, że jestem współuzależniona czyli żyję życiem męża-alkoholika.
To przeczytałam na Waszym Forum.


Teraz to już nasze forum :) Witaj.

Astra - Pią 12 Mar, 2010 04:37

Witam i dziękuję za miłe słowa.
Ja napisałam ten list ale mój mąż też to przeczytał.
Tak, że nie jest tak zupełnie nieobecny.

To jest moja ostatnia próba zachęcenia go do terapi, spotkań AA i przestania picia.

Wasze wypowiedzi są tak bardzo prawdziwe, bo Wy to przeżyliście.
Bardzo doceniam każdą Waszą wypowiedź.

guciu - Pią 12 Mar, 2010 07:59

... witaj ...

... w zasadzie nie mam także w zwyczaju mówienia, czy też pisania do nieobecnych, ale z racji "konieczności wyższej" ;-) , kawałek mnie dla Ciebie, męża, czy też kogokolwiek, kto przeczytać to zechce ...

... historia, którą opisujesz jest bardzo podobna do mojej, choć inna z racji zakończenia ... które mam za sobą ... i absolutnie nikomu nie życzę ...

... trwało to lat dziewięć :roll: ...
... początki były bombowe ... pełne emocji ... wręcz euforii ... zakochanie i zadurzenie kompletne ... na tamten czas w kobiecie ... potem zaczęło się to zmieniać i zakochałem się w kochance największej, "alkohol" miała na imię ... piłem początkowo z umiarem ... co jakiś czas, nie zwracając uwagi na to, że te moje okresy niepicia skracają się do tygodni, dni, a ostatecznie godzin ... gdy piłem byłem nie do wytrzymania, bo albo mnie nie było fizycznie, a jak nawet fizycznie się pojawiałem, byłem kompletnie nieobecny, często nieprzytomny z upojenia ... gdy nie piłem, byłem nie do wytrzymania także, bo jedyne co chodziło mi po głowie, to moment, kiedy napić się mógł będę ... rozdrażnienie ... zrzucanie odpowiedzialności za cokolwiek na partnerkę ... za moje picie także, bo przecież tylko ona zauważała problem, więc to z nią było coś nie tak, jaa być powinno ... ja byłem w porządku, a że popijałem ... cóż ... miałem do tego święte prawo ... dla relaksu chociażby ... miałem świetną pracę ... sporo grosza ... pączek w maśle ... do czasu, kiedy nastąpil moment w którym musiałem się napić, aby funkcjonować ... stąd, wszędzie miałem poukrywane moje "bezpieczniki" ... małe i większe butelki z płynem, który miał pomagać w chwilach trudnych ...
... nadeszła chwila, gdy moja partnerka zaczęla głośno mówić o tym, co się dzieje ... nazwała rzeczy po imieniu ... było to o tyle łatwe, że wspólnie pochowaliśmy mojego ojca, który zapił się na śmierć, ale nawet to nie było w stanie mnie powstrzymać ... doskonale wiedziała o tym, co należy zrobić ... poszła do ludzi, którzy mieli tak samo jak ona ... zaczęła od Al-anon, potem przyszedł czas na terapię ... a ja ? ... mnie szlag trafił ... zostałem sam na placu boju ... oskarżając ją o to, że robi coś przeciwko nam ... na tamten czas ślepo w to wierzyłem ... nadszedł jednak moment, że zawaliło mi się wszystko ... pierwsza izba wytrzeźwień ... odejście z zakladu pracy, bo brak wyników nie dopingował do niczego, co było normalne z racji wiecznego kaca ... a ona wciąż była ... przy mnie i na grupie dla współuzależnionych ... pozbawiła mnie komfortu picia ... totalnie ... żeby się napić w spokoju musiałem uciekać ... jak uciekałem, to nigdy nie miałem pewności kiedy wrócę, czy wrócę i w jakim stanie ...
... na tamten czas w chwilach "suchości" zaczęła mi opowiadać o tym, co robi i co ja robić mogę ... początkowo nie słuchalem ... aż do momentu kiedy sam poszedłem na miting i do ośrodka, trzęsący się jak galareta po kolejnym ciągu ... tam zacząłem drogę ... nadszedł moment, że wylądowałem na pierwszej terapii w ośrodku całodobowym ... to miało rozwiązać wszystkie problemy ... i pewnie byłoby tak, gdyby nie fakt, że zrobiłem to dla niej, ale nie dla siebie ... po opuszczeniu ośrodka było cudownie ... powróciliśmy do tego, co nas łączyło przed laty ... na trzy miesiące :-| ... napiłem się pół kieliszka szampana ... i "odpalilem wrotki" ... i nastał najgorszy czas ... najgorszy rok mojego życia ... gehenna ... chlałem wszystko i za wszystko ... kompletnie zanurzyłem się w moim uzależnieniu ... przepilem wszystko ... pracę, dom, marzenia ... wszystko ... ona nie rozmawiała już wtedy ze mną ... była co prawda fizycznie, ale dała mi czas na to, abym się jeszcze napił i abym sam :!: zrozumiał o co chodzi ...
... i zrozumiałem ... pewnej nocy pod drzewem z paskiem w jednej, a butelką salicylu w drugiej dłoni ... cieszę się, że ktoś nademną czuwał ... wrócilem do domu ... po kilku dniach byłem znów na mitingu ... po dwóch tygodniach, po raz kolejny w ośrodku całodobowym ... przestałem pić ... dla siebie tym razem ... wiedziałem doskonale, że jeśli pił będę to w końcu znajdę swoją gałąź ...
... po opuszczeniu ośrodka zrobiłem terapię pogłębioną ... 1,5 roku prowadziłem grupę AA przy ośrodku ... nie pilem byłem szczęśliwy, ale ... właśnie ale ... po zaprzestaniu przeze mnie picia, jeszcze rok byliśmy razem ... ale już byliśmy innymi ludźmi ... za dużo w plecakach na plecach mieliśmy "demonów" przeszłości ... za dużo krzywd wyrządziłem, aby o tym zapomnieć ... nie poznaliśmy sie na nowo ... nie zdążyliśmy ... ona juz miała własny świat ... i ja swój ... niby się łączyły ze sobą, ale były inne ... wiedzieliśmy, że po tym, co zrobiłem, nie damy rady tego ogarnąć i odbudować ... było tego zbyt wiele ...
... rozstaliśmy sie ... po dziewięciu latach ... pól roku jeszcze byłem trzeźwy ... przy Wspólnocie AA i znajomych niepijących ... zapiłem ... pięć dni z czego czterech nie pamiętam ... ale zatrzymałem się, bo wiedziałem jak to sie robi ... wiedziałem, co mi do tego jest potrzebne, w końcu jestem doświadczonym alkoholikiem ...
... za chwilę po tym zdarzeniu upłynie rok ... nie odliczam i cyferek sobie nie dopisuję ... po prostu dziś nie piję ...
... pisze o tym, bo to jest dowod na to, że Wspólnota Al-anon i AA uratowały mi życie ... moja ówczesna partnerka robiąc porządek ze swoim życiem, pokazała mi świat bez alkoholu ... świat oparty na szacunku i wzajemnej pomocy ... gdyby nie to, co zrobiła dla mnie wtedy, odsuwając się ode mnie, nie byłoby mnie teraz tu, gdzie jestem ...
... dziś nie mamy ze sobą kontaktu ... to była nasza wspólna decyzja, w pełni świadoma ... każdy ma swoje życie ... swoje światy ... swoje szczęścia ... jedno jednak jest pewne ... jestem i pozostanę jej wdzięczny za uratowanie mnie, jako człowieka i alkoholika przy okazji ... na dziś nie gdybam, co byłoby gdybym przestal pić wcześniej, może bylibyśmy szczęśliwi, może nie ... jest jak jest ... ale ten mój kawałek pokazuje tyle, że każdy moment jest najlepszy, aby sie podnieść z nałogu ... należy spróbować ... to kosztuje tylko tyle, że dziś nie piję, a przynosi namacalne korzyści każdego dnia ...

... mam taką maksymę ... to mi pomaga ...

... nawet najgorszy dzień na trzeźwo, jest lepszy, od najlepszego po pijaku ...

... dziś jestem trzeźwy ... czego także wszystkim życzę ...

... pozdrawiam ... Ciebie, męża i wsiech ;-) ... Gutek, co to alkohol pił nałogowo ...

Anonymous - Pią 12 Mar, 2010 20:23

astra :!: :!: :!: - TO CO TY ROBISZ WOBEC MĘŻĄ - ALKOHOLIKA - TO JEST AKURAT TO, CZEGO ROBIĆ NIE POWINNAŚ.
To ty masz wychodzić z dysfunkcji. To tobie pomoc potrzebna!
Ty masz chodzic na Al-Anon a nie na AA. Bo AA to nie dla ciebie.
To ty masz iść do terapeuty współuzależnienia.
To co robisz - to dokładnie ma odwrotne skutki od zamierzonych.
:-( :-( :-(
Odpowiedz sobie czy to co robisz dało efekty?
czy czasem nie są one odwrotne?
To jest chore to co ty robisz.

Astra - Sob 13 Mar, 2010 06:15

Masz racje dromax, że to jest chore co ja robię.
Sama już to zauważyłam.

Do AA poszłam parę razy, żeby zobaczyć co to jest.
Poszłam i zobaczyłam, że mnóstwo ludzi może być
trzeźwymi alkoholikami i bardzo dobrymi osobami.
Powiedziałam o tym mojemu mężowi.

Do Al-Anon nie chodzę, bo tu nie ma gdzie teraz jestem.
Od 15 marca idę na terapię dla współuzależnionych.
Zaczęłąm szukać pokoju. Mam zamiar wyprowadzić się.
To wszystko jest bardzo trudne dla mnie.

gradius - Sob 13 Mar, 2010 09:20

dromax napisał/a:
Ty masz chodzic na Al-Anon a nie na AA. Bo AA to nie dla ciebie.


Niby dlaczego? Przecież mityngi otwarte są dla takich osób, jak Astra.
Ja tu widzę samo racjonalne działanie, a nie "chore" zachowania chroniące alkoholizm partnera.

guciu - Sob 13 Mar, 2010 11:28

Astra napisał/a:
Do Al-Anon nie chodzę, bo tu nie ma gdzie teraz jestem.


gradius napisał/a:
Przecież mityngi otwarte są dla takich osób, jak Astra


... jest dokładnie tak, jak pisze gradius ... a jeśli nie ma grup Al-anon w Twoim mieście Astra, to na mitingach otwartych możesz znaleźć kobiety i mężczyzn, którzy mają tak samo jak Ty ... są współuzależnieni ... spotkania z tymi ludźmi mogą się przecież odbywać nie tylko na mitingach Al-anon ...

... pozdrawiam ... Gutek ...

jerry - Sob 13 Mar, 2010 18:00

Astra napisał/a:
Od 15 marca idę na terapię dla współuzależnionych.
Zaczęłąm szukać pokoju. Mam zamiar wyprowadzić się.
To wszystko jest bardzo trudne dla mnie.
Wszystko jest trudne, zanim stanie się proste :)
Astra - Nie 14 Mar, 2010 01:34

Do eliania
Nie odchodź. Twoje i innych osób wypowiedzi są dla mnie bardzo
interesujące.
Niestety Eliania większość ma rację, że jestem współuzależniona.
Niby niektóre moje działania nie świadczą o współuzależnieniu,
bo przeczytałam o tym na Forum i podjęłam pewne kroki.

Ale jestem współuzależniona pod względem uczuciowym.
Nie potrafię tego narazie dokładnie wytłumaczyć, ale to czuję.

Nie żałuję, że poprosiłam trzeźwych alkoholików o ich historie
z życia.
Szkoda, że wiele osób nie chciało nic na ten temat napisać.
Bardzo dziękuje tym, którzy napisali.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.

Anonymous - Pon 15 Mar, 2010 10:33

Astra napisał/a:
Od 15 marca idę na terapię dla współuzależnionych.
Zaczęłąm szukać pokoju. Mam zamiar wyprowadzić się.
To wszystko jest bardzo trudne dla mnie.

:-> I to jest dobry kierunek.
zamiast go namawiać cczy namawiać innych by do niego napisali - należy mu zrobić INTERWENCJĘ.
:arrow: pOSTAWIĆ konkretne ULTIMATUM - ALBO ALKOHOL ALBO MAŁŻEŃSTWO I RODZINA - i nie ma zmiłuj się!
Nie daję zgody na alkohol w naszym domu i w tobie! I dlatego jeśli wybrałeś alkohol - rozstajemy się!

jerry - Wto 16 Mar, 2010 21:25

Astra jak tam? Byłaś .... ?
Astra - Wto 16 Mar, 2010 23:30

Byłam na pierwszej terapi. Było dużo łez.

Jak wychodziłam zapytalam się terapeutki- Czy ma coś do czytania dla mnie ?
Dała mi "Koniec współuzależnienia" Melody Beattie.
A ja zapytałam -Czy ma coś do czytania dla mojego męża ?
Ona odpowiedziała, że moim mężem zajmowałam się wystarczająco
długo, teraz mam zająć się sobą.
Ja uśmiechnęłam się i powiedziałam pokornie-Dobrze.

Pozdrowienia

jobael - Wto 16 Mar, 2010 23:51

Astra napisał/a:
Dała mi "Koniec współuzależnienia" Melody Beattie.

Doskonałe nie tylko przy współuzależnieniu alkoholowym.
Astra napisał/a:
Ona odpowiedziała, że moim mężem zajmowałam się wystarczająco
długo, teraz mam zająć się sobą.

Super - tak też i my tu gadamy.
Teraz powoli i do przodu. Życie będzie nabierało innych barw.
Wytrwaj.
:-)

jerry - Śro 17 Mar, 2010 06:55

Hej Astra :)

Fajnie, że nie zmiękłaś i poszłaś na spotkanie. To pierwszy kroczek ale bardzo ważny.
Tak jak usłyszałaś terapia nie jest dla Twojego męża tylko dla Ciebie i to ty masz przede wszystkim wrócić do formy. Kiedy będziesz silniejsza wtedy spojrzysz na swoje i męża życie z innej perspektywy i zdecydujesz co chcesz dalej robić. Ale wszystko po kolei.

Pozdrawiam - Jerry

kahape - Śro 17 Mar, 2010 11:59

Astra napisał/a:
Byłam na pierwszej terapi. Było dużo łez.
no, chusteczki są wręcz koniecznym wyposażeniem gabinetu. :mrgreen: :mrgreen: Idą !!!!! w zastraszającym tempie.
Płaczesz bo... puszczają lody. Tak ma być. Ty cała jesteś jak jeden wielki sopel.
Teraz bedzie juz tylko lepiej
buźka
pozdr



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group