To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Portalu Uzależnienia
Kochaj, a bedziesz kochany

Uzależnienie od alkoholu- alkoholizm - problemem alkoholika nie jest alkohol ...

jobael - Sob 05 Gru, 2009 10:04
Temat postu: problemem alkoholika nie jest alkohol ...
długonosy napisał/a:
Jerry,
w początkowym okresie mojego niepicia miewałem wiele podobnych "etanolowych" rozterek.
No bo naczytałem się i nasłuchałem trochę zalecień...
i momentami nie wiedziałem co robić w pewnych sytuacjach., np.:
Była akurat zima, ja codziennie jeździłem samochodem do pracy i musiałem używać alkoholowego (zimowego) płyny do spryskiwaczy szyb.
Po użyciu tego specyfiku w aucie śmierdziało jak gdyby ktoś rozlał z dwie setki wódki.
I to mnie faktycznie drażniło.
Dodatkowa komplikacja polegała na tym, że dowiedziałem się, abym unikał miejsc, które kojarzyły mi się jednoznacznie z piciem.
No to jak i gdzie w takim razie miałem odtąd tankować mój samochód, skoro wcześniej przez wiele lat, przy okazji zakupu paliwa na stacji kupowałem też alkohol… prawie zawsze.
:roll:

Takich zaleceń dla początkujących trzeźwików, których nie bardzo jak umiałem/mogłem przestrzegać, było znacznie więcej…
więc to mnie chwilami martwiło.

Na szczęście niedługo potem przeczytałem gdzieś, że problemem alkoholika nie jest alkohol…
i mój tok dalszego myślenia o moim problemie poszedł tym tropem…
z całkiem dobrym efektem.
:-)


PS
Życzę wszystkim pogodnej soboty - mimo niepogody
:-)

Powyższy post znajduje się w Hyde Parku . Myślę , że warto usłyszeć zdanie innych na powyższy temat .

Czy problemem alkoholika jest alkohol ?

jerry - Sob 05 Gru, 2009 11:51

Na szybko mogę powiedzieć, że problemem jest nie tyle alkohol ile ... jego brak. Takie pierwsze skojarzenie na szybko w sobotnie przedpołudnie.
Anonymous - Sob 05 Gru, 2009 12:04

O matko.
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

No - w moim przypadku alkohol to jest problem sam w sobie. A że alkoholik ma inne problemy? Przecie jest człowiekiem.

W ogóle uważam, że problemy są fajne, bo miło je rozwiązywać. Z tej strony podchodzić, z tamtej - może tak, może inaczej, może się cofnąć, może skoczyć?

Nie rozumiem, czemu alkoholicy boją się problemów.
:roll:

długonosy - Sob 05 Gru, 2009 16:47

Jakoś nie wydaje mi się, aby ten wątek miał się szczególnie rozwinąć.

Myślę, że to stwierdzenie, które stało się tytułem wątku, to taka oczywista oczywistość dla każdego kto już jakoś tam uświadomił już sobie prawdziwą naturę swoich problemów.

Gdyby alkohol był tym zasadniczym problemem, czy też zasadniczą przyczyną problemów alkoholika, to leczenie alkoholików polegałoby na przykład na trwałym zaszywaniu substancji powodujących torsje po wypiciu łyka alkoholu…
ewentualnie, na terapii odwykowej oduczano by sięgania po butelkę na zasadzie tresury Pawłowa…
i to by wystarczałoby…
bo alkoholik, który by nie pił, automatycznie zaczynał by radzić sobie świetnie w życiu.

Jednak oczywiście tak nie jest.
Bo już lepszą intuicję mieli carscy urzędnicy 100 lat temu, którzy karali alkoholików przymusowymi robotami przez trzy miesiące, a jeśli to nie pomagało to zarządzali wysyłkę delikwenta na Syberię. ;-)

Anonimowi Alkoholicy uważają przecież, że tego, czego potrzebuje alkoholik, to przebudzenie duchowe uzyskane w wyniku rzetelnego wykonania określonych kroków.

Natomiast terapeuci opracowujący wieloetapowe programy odwykowe uważają, iż problemem alkoholika są określone braki i błędy w sferze osobowości, emocji, podejścia do życia, rozumienia samego siebie, itd… i praca terapeutyczna polega na porządkowaniu tych sfer psychiki.

Ja myślę, że jedni i drudzy mówią zasadniczo o tym samym, używając jedynie innych pojęć i proponując inne drogi do tego samego celu. Bo w istocie i jedni i drudzy proponują pomoc w odnalezieniu samego siebie przez człowieka, który się pogubił.

Wynika z tego jeszcze jeden wniosek:
Gdy ktoś uważa, że alkohol jest dla niego problemem sam w sobie, to ta osoba po prostu nadal okłamuje samą siebie. A to kłamstwo (często nieuświadomione lub nie w pełni uświadomione) jest ucieczką przed prawdą o samym sobie.

hej,
:-)

Marcin - Sob 05 Gru, 2009 17:11

Witam.
Czy to alkohol był bezpośrednią przyczyną tego ,że stałem się alkoholikiem ?? Ja uważam ,że nie.
Jakby tak było to wszyscy, którzy piją byliby-staliby się alkoholikami

Pozdrawiam

Jagna - Sob 05 Gru, 2009 20:16

długonosy napisał/a:
Myślę, że to stwierdzenie, które stało się tytułem wątku, to taka oczywista oczywistość dla każdego kto już jakoś tam uświadomił już sobie prawdziwą naturę swoich problemów.


długonosy napisał/a:
Gdy ktoś uważa, że alkohol jest dla niego problemem sam w sobie, to ta osoba po prostu nadal okłamuje samą siebie. A to kłamstwo (często nieuświadomione lub nie w pełni uświadomione) jest ucieczką przed prawdą o samym sobie


Nic dodać nic ująć Alkoholiku :)
To nie sam alkohol jest naszym problemem, ale nieumiejętność radzenia sobie z emocjami i uczuciami. Czy to będzie alkohol, czy narkotyk, hazard, seks , zakupy...Dla osoby z tym problem ilość nałogów jest stała.

Przypomniała mi się historia z mojej terapii zapobiegania nawrotom.
Otóż moja koleżanka po rozmowie indywidualnej z terapeutą powiedziała " wiesz, On mi powiedział, że alkohol wcale nie jest problemem w moim życiu"
Była zaskoczona, jakby uradowana, miała napisać wypracowanie.
Hmmm, tyle że dla niej to było szersze otwarcie furtki do powrotu do picia.
Ona wciąż nie zaakceptowała swojej choroby, stąd nieprawdopodobna interpretacja tego sformułowania.

Anonymous - Sob 05 Gru, 2009 21:20

Jeśli ktoś zapija "problemy" - jego sprawa.

Ja pozostaję przy swoim:
"w moim przypadku alkohol to jest problem sam w sobie"

Gdyby szukać przyczyn nie w "emocjach", ale w samym alkoholu - może byłby wyższy procent "zaleczonych"?

Jagna - Sob 05 Gru, 2009 21:29

areo* napisał/a:
Gdyby szukać przyczyn nie w "emocjach", ale w samym alkoholu - może byłby wyższy procent "zaleczonych"?


Są absolwenci takiego leczenia- alkoholicy po kilku-kilkunastu wszywkach esperalu(itp) którzy ostatecznie trafiają na terapię, do AA bądź...już nigdzie nie trafiają, bo nie zdążą.

Czy samo niepicie- to trzeźwienie Areo? Ja miałam przerwy w piciu- takie bez terapii, ale trzeźwieniem tego absolutnie dzisiaj nazwać nie mogę.

Anonymous - Sob 05 Gru, 2009 21:41

Ja nie trzeźwieję ;-)

Jagna, w moim przypadku celem zaprzestania picia nałogowego był powrót do takiego życia, jakie prowadziłam przed popadnięciem w alkoholizm. Żebym mogła żyć aktywnie, pracować, działać na różnych niwach :-) , mieć spokojną rodzinę, zadowolonych xxxxxxx, bywać w towarzystwie tu i tam, czuć się zdrowo... ot, popisać na forum ręką, która się nie trzęsie.

Nigdy nie miałam poważnych problemów psychicznych, wyłączywszy nieszczęśliwą miłość, kiedyśmy byli zmuszeni się rozstać. Nawet mi do głowy nie przyszło, żeby pić z tego powodu - jeszcze się nie uzależniłam. No i zniszczenie firmy przez skarbówkę, ale z tego powodu raz się opiłam i amen :-) Tak i miłość nowa przyszła, i firma nowa...

Nic nie chcę zmieniać - samo życie niesie zmiany. Żadnych zmian. Żadnych zmian. Mnie jest dobrze - co tu zmieniać?

Jagna - Sob 05 Gru, 2009 21:53

areo* napisał/a:
ja nie trzeźwieję ;-)


A chyba że tak 8-)
areo* napisał/a:
Nic nie chcę zmieniać - samo życie niesie zmiany. Żadnych zmian. Żadnych zmian. Mnie jest dobrze - co tu zmieniać?


Istotą życia są zmiany, wszystko płynie, a my możemy się doskonalić albo nie....Rozwijać albo stać w miejscu, tyle że niepijący alkoholik jest jak na ruchomych schodach jadących w dół, jeśli stanie w miejscu, to zjedzie z powrotem tam gdzie był.
To nasz wybór.
Czasami żyjemy w bylejakości, ale to nasza , znana bylejakość i boimy się to zmienić.
Nic na siłę, skoro Ci dobrze tak jak teraz :)
Mnie nie było dobrze, po coś tam piłam.... Najpierw zrobiłam porządek z tym "po coś" a potem zachciało mi się jeszcze ponaprawiać swoje usterki, ale nic na siłę- tylko tyle ile ja chcę :)

długonosy - Sob 05 Gru, 2009 22:27

areo* napisał/a:
Nigdy nie miałam poważnych problemów psychicznych
Tak z ciekawości spytam, czy mówisz to na podstawie opinii psychiatrów, czy jest to jedynie Twoja samoocena?
No bo wiesz... w przypadku tego typu dolegliwości zwykle nie można polegać na zdaniu samego dotkniętego chorobą. ;-)

Gdzieś w innym wątku nazwałaś się "rasową alkoholiczką"...
ale z kolei czytając to co piszesz tutaj w tym wątku na swój temat, zastanawiam się skąd Ci przyszło do głowy to określenie?
Nawet nie że, "rasowa"...
tylko dlaczego "alkoholiczka" ?

Może po prostu tylko przytrafił Ci się w Twoim udanym i szczęśliwych życiu taki alkoholowy epizod?
:-)

jobael - Sob 05 Gru, 2009 23:23

Często słyszę lub czytam wypowiedzi , że alkohol komuś zniszczył życie , że alkohol kogoś doprowadził do ruiny , że gdyby nie alkohol , to życie byłoby piękne .
Nawet tu na forum są takie wypowiedzi .
Dlatego założyłam ten wątek , by można było inaczej spojrzeć na problem i pewne rzeczy zrozumieć , gdyż nie wszyscy odwiedzający to forum są lub będą na terapii gdzie mogliby dowiedzieć się czegoś więcej o chorobie alkoholowej .
Ja podobnie myślałam kiedyś . Dziś wiem , że zapijałam swoje emocje i problemy , których nie potrafiłam rozwiązać . Kiedyś myślałam , że alkohol służył mi , przymilał się , kusił , obiecywał , przynosił ulgę mamił , szeptał - więc obdarzyłam go zaufaniem . Był lekiem na całe zło .
Jednak on nie pchał się w moje ręce , nie wskakiwał mi do torby , nie wlewał mi się sam.
To ja żyłam w ułudzie , ślepocie i zakłamaniu.
Dziś alkohol nie jest mi potrzebny do niczego , bo nauczyłam się żyć bez niego .

Powiem także , że życie bez niego jest piękne :mrgreen:

Alkoholik - Sob 05 Gru, 2009 23:35

Ładnie Jolu to opisałaś.
Nic więcej nie trzeba w tym temacie.

ark - Nie 06 Gru, 2009 00:32

Napisałaś Jobael, że nauczyłaś się żyć bez niego (alkoholu) . Ja też , ale myślę i czuję ,że w tym wszystkim chodzi o to , że tak naprawdę potrafiliśmy spojrzeć naszym problemom w twarz. Nie uciekać od nich , tylko je rozwiązywać , a gdy mam świadomość ,że dany problem mnie w danym momencie przerasta , zostawiam , odpuszczam , nie wbijam się w poczucie winy . Po prostu przechodzę dalej , doświadczam dalej tego co w danej chwili się wydarza a gdy nabiorę sił, wracam i próbuję znowu.
Jaki cel mamy w życiu do osiągnięcia ? ????
Dla mnie samo życie jest celem , podążanie za chwilą obecną, z pełną akceptacją tego co się wydarza. Mając świadomość , że przeszłość była lekcją ,którą mi pomogła się obudzić , do świadomego życia.

Anonymous - Nie 06 Gru, 2009 00:33

:-) :-) Podstawowym problemem czynnego alkoholika jest brak możliwości, zdolności do zmiany nastroju, regulacji uczuć w sposób inny niz za pomocą etanolu.
:-/ Po odstawieniu alkoholu i wejściu w trwałą abstynencję przy pomocy TERAPII, pracy nad soba można się tych rzeczy nauczyć. czyli jak zmieniac nastroje, regulować uczucia, wyrażać je, panować nad sobą w sposób inny niż przy uzyciu środka chemicznego.

Anonymous - Nie 06 Gru, 2009 13:10

Nie ma do tej pory żadnej przekonującej teorii, która mogłaby wyjaśnić istotę alkoholizmu czy - przyczyny alkoholizmu. Nauka w tym przypadku odwołuje się do czynników biologicznych (w tym geny odpowiadające za metabolizm), psychologicznych, społecznych.

Każda z teorii odpowiada innej grupie, czyli jest prawdziwa w odniesieniu do jakiejś grupy alkoholików, a z pewnością jest grupa, do której nie pasuje nic - albo wszystko pasuje, po części...

Są alkoholicy o bardzo bogatej emocjonalności, znerwicowani, pogubieni, pragnący szczególnej intensywności przeżyć, depresanci, poranieni uczuciowo... dla nich alkohol jest ratunkiem, ucieczką przed gwałtownością swojego JA.

Są alkoholicy - ugory, nałogi-odłogi. Tyle w nich życia duchowego, co w główce kapusty. Bezmyślnie trwają, bezmyślnie piją. Dopiero praca nad sobą, rozpoczęta w momencie wejścia w świat AA czy podczas terapii, otwiera im bramę do bogactwa przeżyć.

No i są alkoholicy, którzy uzależnili się, bo za dużo pili.

Dwie pierwsze grupy koniecznie wymagają wsparcia grupy czy leczenia psychiatrycznego (w tym farmakologicznego), psychologicznego... pracy nad sobą itd. Alkoholizm nie jest ich głównym problemem.

Natomiast w przypadku zniszczenia naturalnej bariery, która broni nieuzależnionych przed zapiciem się na śmierć, które to zniszczenie nastąpiło w wyniku nieostrożnego stylu picia - trzeba zaprzestać spożywania alkoholu. Innego wyjścia nie ma. Poza tym nie musi to być opcja zerowa, ale bliska zeru.

Jeśli jesteśmy szczęśliwi, mamy przyjaciół, mamy cele, ku którym dążymy - i jeśli mamy swoją filozofię życiową, która nadaje ład naszym poczynaniom - nic nam nie potrzeba oprócz trzeźwości. Pojmowanej w sposób tradycyjny, a nie w sensie aowskim.
:-)

ela_102 - Nie 06 Gru, 2009 13:29

areo* :-)
Cytat:
Nic nie chcę zmieniać - samo życie niesie zmiany. Żadnych zmian. Żadnych zmian. Mnie jest dobrze - co tu zmieniać?


No więc są zmiany?
Czy ich nie ma?
Czy dzieją się bez Twojego udziału, ale jednak je akceptujesz? uznajesz?
Przecież to tylko zaprzeczanie czemuś co jednak dopuszczasz ;-)
Albo karlejsz, albo się rozwijasz jak mówią autorytety, nie koniecznie alkoholowe, ale to zawsze zmiany. Wte czy Wetwe ;-)

bez zlośliwości oczywiście z pozdrowieniami :lol:

Anonymous - Nie 06 Gru, 2009 14:52

Czas niesie zmiany - taka jego natura.
Każdy dzień jest inny.
Ale ja jestem ta sama - w sensie odbioru świata.

To trochę tak, jak pisał stary już wówczas poeta, Mickiewicz:

Nad wodą wielką i czystą
Stały rzędami opoki,
I woda tonią przejrzystą
Odbiła twarze ich czarne;

Nad wodą wielką i czystą
Przebiegły czarne obłoki,
I woda tonią przejrzystą
Odbiła kształty ich marne;

Nad wodą wielką i czystą
Błysnęło wzdłuż i grom ryknął,
I woda tonią przejrzystą
Odbiła światło, głos zniknął.

A woda, jak dawniej czysta,
Stoi wielka i przejrzysta.

Tę wodę widzę dokoła
I wszystko wiernie odbijam,
I dumne opoki czoła,
I błyskawice - pomijam.

Skałom trzeba stać i grozić,
Obłokom deszcze przewozić,
Błyskawicom grzmieć i ginąć,
Mnie płynąć, płynąć i płynąć.

Toteż płynę, odzwierciedlam... mimo że dla alkoholików słowo "płynę" ma paskudne konotacje.

Alkoholik, czego się nie dotknie, spaskudzić potrafi. Nawet słowo. A słowo "płynąć" jest kwintesencją ludzkiego istnienia.

Płynąć jest przyjemnie :-)

ela_102 - Nie 06 Gru, 2009 15:03

areo*:
Cytat:
Ale ja jestem ta sama - w sensie odbioru świata.


Będę jednak "upierdliwa" pomimo, że poetycznie się zrobiło.
Twój odbiór świata się nie zmienia?
Ja znalazłabym na to liczne dowody, począwszy od tego, że inaczej widziałaś go dziecięcymi oczami,potem młodzieńczymi, a skończywszy na tym, że zmieniasz zdanie, co do ludzi, poglądów jednak w czytelny na forach sposób.

To nie jest wynik zmiany Świata, lecz wynik zmian w Tobie.
tak sądzę.

Anonymous - Nie 06 Gru, 2009 15:37

Teoria ewolucji za czynnik wszelkich zmian gatunkowych uznaje konieczność dostosowania się do panujących, a niezależnych od nas warunków. Żeby się dostosować, czyli w miarę harmonijnie koegzystować z innymi ludźmi, musimy trafnie rozpoznać sytuację, ocenić, zareagować.

Ponieważ nie jesteśmy wszechwiedzący, mylimy się i popełniamy pomyłki. Dowiadujemy się po czasie o takich cudeńkach, że - szczęka się jeży...

Za czynnik stały, czyli niezmienny, uważam w tym przypadku: fajnie jest przyznać się do błędu, zastanowić, co nas zwiodło - i nie mieć zbytnich pretensji do siebie, żeśmy się znaleźli w malinach. Jak też przeprosić, kogo trzeba, unikać tego, kogo trzeba - i nie przejmować się tym, na co wpływu nie mamy. To chyba o czymś podobnym głosi Desiderata - o ile pamiętam.

Żeby rozpoznawać świat i cieszyć się nim - trzeba zachować przejrzystość. Przejrzystość jest czymś stałym. A metody zachowania tejże przejrzystości - hm, zależą od tego, jaka jest dolina, którą płyniemy.

No, to starczy tej poezji.
Bardzo mi przyjemnie było zabrać głos w dyskusji - pozdrowienia dla każdego :lol:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group