To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Portalu Uzależnienia
Kochaj, a bedziesz kochany

Uzależnienie od alkoholu- alkoholizm - *BEZSILNOŚĆ a BEZRADNOŚĆ*

jobael - Czw 15 Paź, 2009 16:26
Temat postu: *BEZSILNOŚĆ a BEZRADNOŚĆ*
* BEZSILNOŚĆ a BEZRADNOŚĆ * w kontekście alkoholizmu .

Czymś się różnią ?

Zapraszam do wypowiedzi . :-)

Danka** - Czw 15 Paź, 2009 18:12

BEZSILNOSC- gdy cos jest od nas silniejsze i walka z tym nie ma sensu.W tym kontekscie- alkohol jest zawsze od nas silniejszy i wszelkie proby picia,nawet najmniejszymi z poczatku dawkami, zawsze skazane sa na kleske (np. a moze tym razem okaze sie,ze moge sie kontrolowac - a przeciez doskonale wiem,ze skonczy sie ta proba totalnym pijanstwem);
BEZRADNOSC- gdy nie robimy NIC w obliczu bezsilnosci,a pokornie nadal skazujemy sie na kolejna kleske, tzn. pijemy nadal na zasadzie kolejnej proby sil.
W obliczu uznania,ze wobec alkoholu (tak samo jak wobec sam na sam z rozjuszonym lwem) jestesmy bezsilni, nie jestesmy bezradni- mamy wyjscie:nie pic (tak jak mozemy zejsc z drogi temu lwu, czy tez zejsc ze srodka jezdni przed rozpedzonym samochodem).
Takie jest moje prosciutkie wyjaśnienie tych dwoch pojec.

ewas - Czw 15 Paź, 2009 19:29

Zawsze myliłam te dwa pojecia i miałam problem zuznaniem własnej bezsilnosci , bo kiedyś znaczła ona dla mnie właśnie niemoc , bezradnosć .Bezsilnośc , nie podejmuję walki bo wiem ,że i tak przegram , zgóry zakładam ,że coś jest odemnie silniejsze , mysle o alkoholu .Rany pamietam jak sie o to wykłócałam z mim terapeutą .Jakos nie mogło to do mnie dotrzec , stąd pewnie tyle lat trwało moje picie , zanim sie poddałam .Dalej mam problem bo nie rozumiem bezradności , jak nazwa wskazuje powinnam byc bezradna , a ja znalazłam radę poszłam się leczyć .No dobra nie mąćę , bo i tak nic mądrzejszego nie napiszę .Jestem ciekawa odpowiedzi .
Porfirion - Czw 15 Paź, 2009 19:44

Ja dla odmiany za cholerę nie umiem złapać problemu, jaki ludzie z tym mają i może i dobrze:) Czytam "filozoficzne" wywody Suchego czy Sławka w wątku nt. pierwszego kroku, próbuję załapać, w czym rzecz, ale niestety.... Wszystkie ciała fizyczne w "naszym" świecie obejmuje prawo powszechnego ciążenia i jestem wobec tego prawa absolutnie bezsilny. Nie ma takiej opcji w komputerze, żebym mógł te prawo włączyć, czy wyłączyć, czy je zignorować. Ono jest i będzie zupełnie niezależnie ode mnie i mojej dumy, wolności, wiary czy jak jeszcze do tego podejdę. Dokładnie tak samo jestem bezsilny wobec alkoholu.
Ale oczywiście wobec wspomnianego prawa powszechnego ciążenia nie jestem bezradny. Korzystam ze zdobyczy inżynierii, techniki i innych dziedzin ludzkiej aktywności umysłowej i dzięki temu siedzę sobie teraz 3 piętra nad ziemią i... nie lecę na glebę, tylko mędrkuję w Internecie:) Chodzę na mityngi, spotykam się indywidualnie z terapeutą, stosuję (a przynajmniej staram się) zasady programu 12 kroków w swoim życiu, program na 24 godziny, zasady HALT - i dzięki temu mogę żyć trzeźwo POMIMO tego, że jestem alkoholikiem. Z tym "stosowaniem" może trochę "rozmijam się z prawdą", ale pracuję nad tym:)

jerry - Czw 15 Paź, 2009 20:07

Co do bezsilności alkoholika to najbardziej przemawia do mnie ten opis:

Tym co niezmiennie pojawia się w relacjach innych osób są trzy elementy: skrajne cierpienie, kapitulacja, nadzieja. Cierpienie w natężeniu trudnym do zniesienia, nie ustępujące, nie dające się znieczulić, które może doprowadzić do obłędu /wybuchu paniki, furii/. Cierpienie znoszące działanie mechanizmów obronnych, /racjonalizacji, projekcji, itd./. – pryskają w końcu gdzieś iluzje, które pozwalały żyć pijąc. Człowiek staję się choć na chwilę racjonalny, uczciwy wobec siebie i nie ma już sił dalej uciekać. Poddaje się, kapituluje, staje się obojętny – rozbity, pokonany może pogrążyć się do cna w bólu i beznadziejności, np. popełnić samobójstwo. Tym co chwilowe doświadczenie bezsilności przekształca w konstruktywny proces akceptacji własnej bezsilności jest nadzieja wynikająca z odkrycia najgłębszej prawdy o sobie – jestem zbyt słaby, by dalej walczyć - udowadniać sobie i innym, że nie jestem zły, przegrany, skończony, że jakimś sposobem potrafię tą szaleńczą grę wygrać.

Z tego wynika, że bezradność jest pozbawiona nadziei, jest tam tylko cierpienie i kapitulacja.

ps. Obszerny elaborat dotyczący bezradności znalazłem kiedyś na stronie - www.konsorcjum.pmd.lap.pl. Jest ciekawy, odpowiada na wiele pytań ... niestety zgłębienie się w ponad 200 stron opracowania to już grubsza sprawa ;)

Anonymous - Pią 16 Paź, 2009 16:41

Ja gdy jestem bezradny, staram się temu jakoś zaradzić :-)

Cytat:
Z tego wynika, że bezradność jest pozbawiona nadziei, jest tam tylko cierpienie i kapitulacja.
Przecież bezradność nie jest stała i wieczna, zawsze może zmienić się w zaradność. Nie ma nadziei ale jej pojawienie się na horyzoncie może okazać się tylko kwestią czasu. W danej chwili jestem bezradny ale w następnej mogę znaleźć rozwiązanie. Czas biegnie a nie stoi.
wladek - Pią 16 Paź, 2009 17:22

Sławek napisał/a:
bezradność nie jest stała i wieczna,

Zgadzam się również z taką interpretacją.
Dla mnie bezsilność jest czymś z czym należy się pogdzić bo nie mogę mieć na to wpływu pomimo najszczerszych chęci.

data_switch - Pią 16 Paź, 2009 18:14

Witam!

Bezradny byłem będąc czynnym alkoholikiem. Walczyłem z czymś z czym nie mogłem wygrać. Byłem skazany na porażkę. Widzę to jednak dopiero dziś. Wtedy z całą pewnością tego nie widziałem.

Bezsilność - odczuta gdy poszedłem po pomoc na terapię - bardzo mi pomogła. Spadła ze mnie tona kamieni, duży ciężar. Bardzo wiele problemów nawet jeśli nie zniknęło, to zmieniło się w "rozwiązywalne". Takie z którymi mogę dać sobie radę.
Gorzej lub lepiej, ale już "wykonalnie".

Pozdrawiam, dziś nie piję :-)
D_S

jaras - Pią 16 Paź, 2009 20:06

Porfirion, :568: cacy tekściwo wystukałeś, a data_switch, napisałeś dokładnie to co sam chciałem tu napisać :-D

Uważałbym z tym znalezieniem sposobów w przyszłości na to wobec czego aktualnie jestem bezradny. Czasem uznawałem - no ok, skoro dziś znów się skułem, to narazie sobie popiję, a potem, jak trochę dojdę do siebie, to będę pił normalnie. Otrzeźwiła mnie świadomość, że taki styl życia nie musi mnie doprowadzić do szybkiego zgonu, na co liczyłem na pewnym etapie tego oczekiwania na dojście do siebie. Mogę tak żyć jeszcze długo. Długo nawet po wylądowaniu w bezdomności i kanałach, gdzie jedyną pocieszycielką będzie fioletowa gorzała.

Moja bezradność była samotną walką odbywającą się gdzieś pomiędzy światem mojej wyobraźni, a rzeczywistością. Nigdy życie nie było takim, jakim sobie życzyłem, ani nie życzyłem sobie takiego życia.

Moja bezsilność okazała się przepustką do pomocy oferowanej mi przez innych ludzi.

bezio67 - Pią 16 Paź, 2009 20:20

Przyznaję się do bezsilności wobec alkoholu, ponieważ wiem i jestem przekonany, że choć bym nie wiem jak się starał i kombinował, wytężał wszystkie siły głównie psychologiczne, alkohol zawsze będzie dla mnie niebezpieczny po zażyciu tego pierwszego łyka.
I zmienić się tego nie da.
Lecz nie jestem bezradny. Uczę się tego, czego wcześniej nie znałem. Jak nie dopuścić do prowokacji, psychicznej obsesji picia, by nie wyciągnąć ręki po ten pierwszy łyk.
15.05.03 :-P

Anonymous - Pią 16 Paź, 2009 20:39

Co zrozumiałem z tego aaowcowego gadania to bezsilność oznacza, że człowiek próbuje ograniczać picie, kontrolować picie, robić sobie dłuższe czy krótsze przerwy, udowadniać, że alkohol nie wpływa na pracę, życie rodzinne, zdrowie( chociaż to niemożliwe w ostatniej fazie bo u mnie wpływa na wszystko) a wszelkie takie próby kończą się wreszcie fiaskiem i co najlepsze same tego typu starania, kontrolowanie, udowadnianie, ograniczanie, potwierdzają jedynie uzależnienie. A więc człowiek dokłada wszelkich starań, szamocze się, upada, przegrywa i wreszcie przyznaje, że jest bezsilny- jedyny ratunek to zupełna abstynencja tylko jak to zrobić? Do tego momentu wszystko jest w i ok, schody zaczynają się przy bełkotliwych i absurdalnych, kolejnych krokach aa. Dla mnie streszczenie tych kroków brzmi: Uwierz w byle co, nie ważne w co bo to służy twojemu zdrowiu. Jak słyszę, że kolejny pijak się nawrócił i teraz jest szczęśliwym, przepełnionym duchem świętym trzeźwiejącym alkoholikiem to mi się niedobrze robi :570: :563:
Marcin - Pią 16 Paź, 2009 21:16

Witam.
Jestem bezsilny wobec dzisiejszej pogody (zimno , nie "zapale" słońca ,żeby było cieplej ) ale nie bezradny bo ubiorę się cieplej .

Jestem bezsilny wobec alkoholu ( bo z nim nie wygram - to nie Gołota, z którym po kilku treningach może by się udało ) ale nie jestem bezradny bo ""uczę się "" żyć bez alkoholu co kiedyś wydawało się ""nienormalne""

Jestem bezsilny wobec np. Twojej postawy -- myślenia Sławek (tego nie jestem wstanie zmienić ) ale nie jestem bezradny bo mogę pokazać Ci parę dróg wyboru: picie --powolna śmierć człowieka przegranego , spowodowana alkoholem ze smutną miną na łożu śmierci, i terapia -- odnajdowanie siebie w tym świecie i śmierć z uśmiechem na ustach na łożu śmierci.
Śmierć człowieka, który potrafił zamknąć za sobą drzwi tego świata.

Pozdrawiam

gradius - Nie 18 Paź, 2009 14:32

Jaras napisał/a:
Samą abstynencję też nie wybierzesz [Sławku]. Dostaniesz szansę, jeżeli to ona wybierze Ciebie.


Jeżeli tak jest, to nie jestem odpowiedzialny za swoje picie, ani też za jego skutki.

wladek - Nie 18 Paź, 2009 14:48

gradius napisał/a:
nie jestem odpowiedzialny za swoje picie,

Upraszczasz temat.
Mi na terapii terapeuta powiedział:
Nie jestem odpowiedzialny za to że jestem alkoholikem, natomiast przyczyniłem się do tego.
Niby banalne, ale coć w tym jest.

jobael - Nie 18 Paź, 2009 15:05

* BEZSILNOŚĆ a BEZRADNOŚĆ * w kontekście alkoholizmu .

Czymś się różnią ?

Zapraszam do wypowiedzi . :-)

jaras - Nie 18 Paź, 2009 21:17

gradius napisał/a:
nie jestem odpowiedzialny za swoje picie, ani też za jego skutki


Kiedy dowiedziałem się, że alkoholizm to choroba, odczułem ulgę. Kiedy dowiedziałem się czym naprawdę jest trzeźwość, odczułem trwogę. Ja i odpowiedzialność w tamtym czasie to były bardzo odległe planety.

Nie musisz brać na siebie odpowiedzialności za swoje postępowanie. To Twoja sprawa, ale zanim uznasz jak postąpisz dokładnie się przyjrzyj ludziom już tak zrobili wcześniej. Podobnie przyjrzyj się ludziom, którzy Twoim zdaniem są w pełni odpowiedzialni za swoje postępowanie. Obserwuj, wyciągaj wnioski i wybieraj. Będziesz miał jak zechcesz.

francuz63 - Nie 18 Paź, 2009 22:21

Bezsilnosc.bardzo latwo to slowo przechodzilo mi przez usta po pierwszym odwyku a nawet bylo usprawiedliwieniem mojego picia (pije bo jestem bezsilny)BEZ SILY.Poczulem bezsilnosc kiedy nie milem juz nic mieszkajac na dworcu.zbity,smierdzacy,upokorzny,bylem bez sily ale nie bezradny.Poprosilem o pomoc druga osobe.Bezradnosc dla mnie jest czyms czym nie potrafie w danej sytuacji dac sobie rade.Swoja bezsilnosc wobec alkoholu uznalem dopiero wtedy gdy ja poczulem.Od tego momentu zycie z moja choroba alkoholowa stalo sie prostrze,bo w sytuacjach kryzysowych potrafie sobie poradzic nie zrzucajac winy na moja bezsilnosc.Biore odpowiedzalnosc za to co robie co mowie i kim jestem
Bona - Wto 20 Paź, 2009 11:19

My alkoholicy jesteśmy bezsilni wobec alkoholu,kiedy wypijemy pierwszy kieliszek.
wiedzac otym,dopóki nie wypijemy,jesteśmy tylko bezradni bo zawsze jest wybór-nie pic tego pierwszego

Anonymous - Wto 20 Paź, 2009 14:45

Bona napisał/a:
My alkoholicy jesteśmy bezsilni wobec alkoholu,kiedy wypijemy pierwszy kieliszek.
wiedzac otym,dopóki nie wypijemy,jesteśmy tylko bezradni bo zawsze jest wybór-nie pic tego pierwszego
Nie bardzo rozumiem. Jeśli wypijemy to jesteśmy bezsilni a jeśli nie wypijemy to jesteśmy bezradni? Gdzie tu sens? :-| :-?
Bona - Wto 20 Paź, 2009 18:17

Jeśli wypijemy jednego-to pociagnie za soba nastepne i wobec tego jestesmy bezsilni-nie mamy kontroli nad piciem.Ale jeżeli pokonamy głod i nie wypijemy to wtedy jesteśmy tylko bezradni wobec alk-rada jest to przetrzymanie głod,a na to sa sposoby.Jeżeli ulegniemy-bezsilnośc powraca ;-)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group