| Przedsionek piekła - fragmenty ksiązki |
|
|
|
Ta książka to zbeletryzowana autobiografia autora. Opowieść o poniewieranym przez wódkę człowieku.
Z zakupem alkoholu ciągle były problemy, a Kuba był przecież uzależniony, potrzebował wódki jak narkotyku. Na kartkę można było kupić jedną butelkę miesięcznie, ale cóż to jest jedna butelka? Jak można wędrować przez pustynię nałogu z jedną butelką? Jak można ugasić pragnienie, pijąc przez miesiąc tylko po malutkim kieliszeczku dziennie? No, jak można? Chodził więc po sąsiadach i pożyczał kartki na wódkę, potem kombinował jak zwrócić. Przepłacając, odkupował na czarnym rynku i oddawał. A potem znowu pożyczał. Przestał, kiedy spostrzegł, że sąsiedzi patrzą na niego z politowaniem i pogardą. Hamowali się resztką przyzwoitości, żeby nie wybuchnąć. Żeby jakoś przetrwać ten dzień - myślał Kuba obudziwszy się po kolejnym pijaństwie. Żeby jakoś dotrzymać do wieczora i przespać noc, jutro już będzie lepiej. Czuł się fatalnie. Jak zwykle po przepitku bał się, że umrze. Bolał go brzuch i głowa, zatrute alkoholem i nikotyną serce pracowało nierówno. Każdy szmer, każdy hałas w domu grał, zawodził lękliwie na jego rozhuśtanych nerwach. Zatykał uszy, żeby nic nie słyszeć, domownicy chodzili na palcach. Leżał w łóżku w swoim nieposprzątanym pokoju i liczył upływające powoli godziny. Osłabiony drzemał, przysypiał co chwila. Po południu, włączył telewizor, ale nadawali jakiś mecz piłkarski, wyłączył zdegustowany. Zawsze się dziwił, dlaczego dwudziestu dwóch napaleńców napieprza się przez półtorej godziny o jedną piłkę? Oj, dziwny ten świat, dziwny. Cały czas miał ochotę zażyć relanium, ale się bał, że jeszcze za wcześnie, że jeszcze ma w sobie za dużo alkoholu. Zdecydował się wieczorem i połknął całą tabletkę. Chwilę potem naprawdę zaczął umierać. Telefonicznie wezwał pogotowie. Lekarz, jak to lekarz, cudów robić nie potrafi. Postał chwilę nad chorym, przyłożył mu rękę do piersi, a kiedy ten powiedział, że czuje się lepiej, odjechał. Niedługo potem Kuba zasnął. **** Obudził się rozdygotany. Prawą nogą odpychał się od ściany, jakby jeszcze wciskał w samochodzie gaz do dechy. Wiszący na kominkiem zegar wydzwonił pierwszą w nocy. Zdawało mu się, ze słyszy uderzenia gongu, uderzenie rozpoczynające decydującą walkę. - Uderzenie bedzie straszliwe! - przypomniało mu sie nagle. - Rok temu zakonnik w częstochowiemówił o straszliwym uderzeniu, jeżeli się nie poprawię. Trzeba wstawać, uciekać! Zerwał sie złóżka i zaczął się ubierać po ciemku. **** Sześć godzin do siódmej rano trwał w swoim Ogrójcu na przedsionkach piekła. Sześc godzin czuwał w swoim ogrodzie oliwnym i modlił sie do matki. Do Ojca nie śmiał. - Żeby tylko doczekać rana - prosił. - Żeby tylko doczekać mamo do rana. Rano natychmiast jadę na leczenie. O siódmej rano ubierał się pospiesznie i wychodząc z domu, zaglądnął do pokoju, gdzie spała żona z dziećmi. _ Przestań nas dręczyć - powiedziała. - Jadę na leczenie - poinformował szorstko i poszedł za miasto na okazję. Zajechał do dużego miasta i powędrował przyszpitalnym parkiem w stronę oddziału odwykowego. Kilka razy przystawał, przysiadał na ławkach, bo puszczała mu się krew z nosa. Ciemniało mu wtedy w oczach. Przeziębiony był, osłabiony, pogryziona ręka bolała. Ordynatora naprawdę miał dobrą pamięć. - Widzimy się po raz trzeci - powiedział na jego widok. - I być może ostatni - dopowiedział Kuba. - Jeżeli nie zostanę na leczeniu to po mnie. - Końcówka? - Końcówka - potwierdził Kuba i opowiedział ordynatorowi wszystko. A potem wyciągną z portfela pięć tysięcy złotych, położył na biurku i poprosił o wszycie esperalu. - Ja panu nie wszyję! - ordynator był wyraźnie zły - Mówiłem już panu poprzednim razem, że musi pan przejść wcześniej terapię. Trzeba tutaj zostać na leczeniu dwa miesiące. - Nie zostanę. - Następnego picia pan nie przetrzyma. - Wiem. - Zostaje pan? - Nie, wr5acam do domu. - Na kamienny zakręt? - Chyba tak. Kości już zostały rzucone, już się toczą. Zobaczymy co wypadnie. - No właśnie, zobaczymy - ordynator patrzył na niego z namysłem. - Ciekawy zbieg okoliczności, że przyjechał pan akurat dzisiaj, we wtorek. We wtorki odbywają się w naszym klubie "Przebudzenie" wolne trybuny. Przychodzi na nie wielu ludzi, chorzy i zdrowi. - Po co przychodzą? - Nie wie pan po co? na wolną trybunę. jedni mówią, drudzy słuchają. - Kto mówi? - Kto chce i kto chce słucha. Proszę zostać, a potem pojedzie pan sobie na swój kamienny, a raczej piekielny zakręt. - Mogę posłuchać - zadecydował Kuba. Dodaj jako ulubiony (0) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Drukuj | Email
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|









Jeśli przeżyłeś tragedię i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jeśli masz jakikolwiek problem, z którym nie potrafisz sobie poradzić. Jeśli stoisz przed podjęciem ważnej decyzji i chciałbyś lepiej poznać siebie i swoje potrzeby i upewnić się w obranym kierunku Twojego życia, napisz do naszego 





