Żyjemy w czasach, w których u wielu ludzi zanika pragnienie rozwoju
duchowego. Potrzeby człowieka w tej sferze nie są bowiem tak bezpośrednio
odczuwane, jak potrzeby cielesne, emocjonalne czy społeczne. To właśnie
dlatego dziecko zwykle chętniej poprosi rodziców o coś do zjedzenia niż
o coś do przemyślenia. Współczesny człowiek podejmuje wysiłek, aby stać
się raczej kimś bogatym materialnie niż duchowo. Wtedy jednak ryzykuje,
że jego więzi i wartości będą coraz bardziej powierzchowne i będą powodować
coraz większą frustrację.
Spróbujmy
zatem określić termin "duchowość" oraz znaczenie duchowości
w życiu i + funkcjonowaniu człowieka. Tę sferę można zdefiniować jako
zdolność człowieka do zrozumienia samego siebie. Człowiek dojrzały duchowo
potrafi postawić sobie podstawowe pytania, dotyczące jego własnej tajemnicy,
i szukać na nie pogłębionych, zasadnych odpowiedzi. Duchowość to zdolność
człowieka do postawienia sobie pytań o to, skąd pochodzi, kim jest, dokąd
czy do Kogo zmierza oraz w oparciu o jakie więzi i wartości może się w
pełni rozwinąć. W konsekwencji duchowość - i tylko duchowość - może stać
się centralnym systemem zarządzania naszym życiem. Dopóki dana osoba nie
rozwinie sfery duchowej, czyli nie odkryje sensu własnego istnienia, dopóty
nie może zająć dojrzałej postawy wobec siebie, wobec własnego życia oraz
wobec otaczającego ją świata.
Jeśli na przykład ktoś kontaktuje się z samym sobą głównie poprzez swoją
cielesność, to ciało nie może mu wyjaśnić natury człowieka ani sensu jego
istnienia. Ono odczuwa jedynie biologiczne potrzeby i fizjologiczne uwarunkowania.
Pozostawione własnej spontaniczności staje się rodzajem nowotworu, który
podporządkowuje sobie pozostałe sfery ludzkiej rzeczywistości i zniewala
daną osobę. Podobnie człowiek nie może zrozumieć siebie, jeśli próbuje
rozszyfrować własną tajemnicę poprzez pryzmat sfery psychicznej, czyli
wtedy, gdy skupia się na swoich subiektywnych przekonaniach lub przeżyciach
emocjonalnych. Taki człowiek szuka jedynie dobrego samopoczucia, zwykle
natychmiast i za wszelką cenę, nawet za cenę uwikłania w śmiertelne uzależnienie.
Duchowość zaczyna się dopiero wtedy, gdy człowiek wznosi się ponad swoje
ciało i ponad swoją psychikę, aby postawić sobie pytanie o to, jaki sens
ma jego ciało, jego myślenie i jego emocje, a także jaki sens ma on sam
oraz życie, które stało się jego udziałem. Niezwykłością sfery duchowej
jest zatem fakt, że tylko w tej sferze człowiek może zapytać o własną
tajemnicę i o sens życia nie z perspektywy cząstkowej (na przykład cielesnej
czy psychicznej), lecz z perspektywy całej swojej rzeczywistości jako
osoby. Człowiek pozbawiony dojrzałej sfery duchowej to ktoś z definicji
uzależniony od jednej ze swoich sfer cząstkowych albo od nacisków płynących
ze środowiska zewnętrznego.
Jednak samo pojawienie się pytań o tajemnicę człowieka nie daje gwarancji,
że potrafimy znaleźć prawdziwe odpowiedzi i osiągnąć duchową dojrzałość.
Jednym z radykalnych zagrożeń w rozwoju duchowym jest uznawanie za duchowość
czegoś, co w rzeczywistości w ogóle nią nie jest. Przeżycia artystyczne,
zachwyt nad przyrodą czy ćwiczenia na koncentrację i skupienie uwagi -
to wszystko bywa mylone z duchowością. W rzeczywistości nie są to sposoby
odkrywania natury i sensu ludzkiej egzystencji.
Stopień rozwoju duchowego może być weryfikowany w oparciu o kilka podstawowych
kryteriów. Pierwszym z nich jest sposób rozumienia własnej cielesności
oraz postawa wobec ciała. Dojrzały duchowo człowiek nie redukuje siebie
do sfery cielesnej. Nie jest ani wrogiem, ani niewolnikiem ciała. Jest
natomiast zdolny do świadomego kierowania tą sferą w taki sposób, aby
wyrażała ona odpowiedzialną miłość wobec siebie i innych ludzi. Po drugie
- dojrzały człowiek rozumie, że sensem emocji jest informowanie go o jego
sytuacji osobistej, a zwłaszcza o jego więzi z Bogiem, z samym sobą i
z drugim człowiekiem. Taki człowiek nie ucieka od bolesnych emocji ani
się im nie poddaje. Podejmuje decyzje w oparciu o miłość, prawdę i odpowiedzialność,
a nie w oparciu o doraźne stany emocjonalne. Równie ważnym sprawdzianem
dojrzałości duchowej jest postawa wobec myślenia. Dojrzałość duchowa to
świadomość, że człowiek ma zdolność oszukiwania samego siebie oraz że
istnieje ścisły związek między sposobem myślenia a sposobem postępowania.
Dojrzały człowiek ma odwagę szukania całej prawdy o sobie - także wtedy,
gdy jest ona dla niego bolesna albo gdy wymaga dokonania zasadniczej zmiany
w dotychczasowej filozofii życia.
Ważnym sprawdzianem dojrzałości duchowej jest świadomość, że nie może
być szczęśliwy ktoś, kto próbuje zaspokoić jakąś cząstkę siebie lub pewien
rodzaj swoich potrzeb kosztem całej reszty własnej rzeczywistości. Dojrzały
człowiek nie łudzi się, że może doświadczyć trwałej satysfakcji wtedy,
gdy troszczy się o potrzeby ciała kosztem norm moralnych czy więzi międzyosobowych,
albo wtedy, gdy respektuje swoje aspiracje społeczne i religijne, ale
ignoruje lub zaniedbuje potrzeby cielesne czy emocjonalne.
Dojrzała duchowość jest możliwa nie tylko dzięki temu, że człowiek potrafi
być świadomy samego siebie, ale także dzięki temu, że prawda o ludzkiej
naturze oraz o sensie naszego istnienia ma charakter obiektywny, który
możemy odkryć i respektować. Autentyczna duchowość oznacza, że człowiek
nie wymyśla wizji samego siebie, lecz obserwuje życie swoje i innych ludzi
po to, by znaleźć obiektywną prawdę o sensie istnienia oraz kryteriach
ludzkiej dojrzałości.
Sięganie po substancje psychoaktywne jest wyrazem szukania łatwego szczęścia,
które nie istnieje. Jest uleganiem iluzji, że można poprawić sobie nastrój,
nie zmieniając własnej sytuacji życiowej oraz nie korygując dotychczasowych
zachowań, prowadzi zatem do ucieczki od duchowości, a w konsekwencji do
ucieczki od rzeczywistości.
Duchowość szuka obiektywnego, czyli całościowego i realistycznego rozumienia
człowieka oraz takiej filozofii życia, która prowadzi do optymalnego rozwoju
ludzkiej osoby. Tymczasem człowiek uzależniony szuka zapomnienia, karmi
się subiektywnymi iluzjami, nałogowo oszukuje samego siebie oraz kieruje
się destrukcyjną filozofią życia, czyli dążeniem do poprawy nastroju drogą
inną niż modyfikowanie własnego postępowania oraz własnej sytuacji życiowej.
Powtórzmy raz jeszcze podstawową zasadę: nie ma wolności bez duchowości.
Gdyby interwencja terapeutyczna ograniczała się jedynie do przezwyciężania
psychicznych mechanizmów uzależnienia, to byłaby analogiczna do interwencji
lekarza, który "leczy" gorączkę u pacjenta, ale nie próbuje
usuwać jej przyczyn.
Przed tego typu błędami stanowczo przestrzega jeden ze znanych autorów
amerykańskich: "Ktoś mógłby nauczyć mnie techniki medytacyjnej lub
sposobu modlitwy, dzięki którym potrafiłbym łagodzić niektóre objawy mego
uzależnienia od stresu. Fakt, że technika ta należy do tradycji duchowej,
nie czyni jej dla mnie duchowa. Staje się ona prawdziwie duchową dopiero
wówczas, kiedy moje wysiłki prowadzą do miłości, a nie tylko mają na celu
obniżenie ciśnienia krwi lub kwasoty żołądka" [*].
Człowiek duchowo niedojrzały nie wyciąga wniosków z bolesnych sygnałów
emocjonalnych, nie koryguje swego życia i postępowania. Jego celem jest
ucieczka od bolesnych emocji, a to prowadzi do uzależnień od substancji,
które chemicznie modyfikują jego nastroje. Druga skrajność to sytuacja,
w któej człowiek podporządkowuje się własnym emocjom. Wtedy nie jest w
stanie kierować się miłością i odpowiedzialnością, a w konsekwencji popada
w poważny kryzys egzystencjalny.
Dopełnieniem rozwoju duchowego jest religijność, która pomaga człowiekowi
zrozumieć jego własną tajemnicę i jest źródłem siły potrzebnej do kierowania
się miłością i odpowiedzialnością.
Istotą religijności jest przyjaźń z Bogiem, który jest mądrą, wychowującą
miłością, a najważniejszym sprawdzianem dojrzałej religijności jest uczenie
się takiej właśnie miłości.
Dojrzale kochający człowiek potrafi dobierać słowa i czyny miłości dostosowane
do sytuacji danej osoby. Natomiast człowiek, który kieruje się emocjami,
a nie miłością, bywa naiwny lub okrutny. Ktoś mądrze kochający nie cofa
miłości nawet wobec tych, którzy bardzo błądzą (trzeźwiejący alkoholicy
mówią o "twardej" miłości), ale też nie przeszkadza błądzącym
ponosić naturalnych konsekwencji ich własnych błędów. Takiej właśnie miłości
uczy Chrystus w przypowieści o marnotrawnym synu, który dzięki mądrej
postawie ojca zastanawia się nad swoim życiem i staje się synem powracającym.
*
Gerald G. May: Uzależnienie i łaska. Miłość, duchowość, uwolnienie. Media
Rodzina, Poznań 1995, s.187.
ks.
Marek Dziewiecki
Dodaj jako ulubiony (31) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Drukuj | Email
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Proszę zaloguj się lub zarejestruj. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |