| Osądzanie |
|
|
Jest coś w człowieku co umiera dopiero piętnaście minut po jego
śmierci. To coś co sprawia, że człowiek nie potrafi w spokoju usiedzieć
na miejscu i z większym lub mniejszym natężeniem wypowiadać chce się na
każdy temat. Wszystko osądzić, zmierzyć, zwarzyć, wydać recenzje i
poinstruować. Tym czymś jest pycha. To właśnie ona sprawia, że jeżeli
tylko czymś zajmujemy się odrobinę dłużej mamy o sobie mniemanie
ekspertów.
Człowiek jest tak niesamowitym stworzeniem, że
potrafi tworzyć teorie na tematy o których nie ma pojęcia w ogóle lub
pojęcie ma bardzo blade. Stąd na przykład tak powszechna krytyka
wymiaru sprawiedliwości (że niesprawiedliwy) na szczęście, lub
nieszczęście nie dzieje się to za przyczyną jego ułomności (lub nie
tylko), ale można nazwać to przypadłością ogólnoświatową. Każdy
osądziłby lepiej i sprawiedliwiej, każdy ma coś do powiedzenia i
dodania... Niesamowite...
Zastanawiające jest to, że Bóg w sposób tak kategoryczny wypowiada się właśnie o tej tak powszechnej ludzkiej cesze. Moim zdaniem dzieje się tak, bo ta skłonność do osądzania wyrasta z grubego i paskudnego pnia, którym jest pycha właśnie. Ta sama, o której pisałem, że umiera piętnaście minut po śmierci człowieka. Pycha i osądzanie idące ze sobą w parze niczym przysłowiowe nieszczęścia... Ta pierwsza pozwala mi myśleć, że pewne sfery mojego życia są doskonałe i nie wymagają już żadnej pracy – w najgorszym wypadku sądzę, że sam wypracowałem godną pochwały postawę w danej dziedzinie. Ta druga sugeruje, że skoro sam w pewnej sferze jestem osobą niemal doskonałą to wiem w czym problem i potrafię to wytknąć jako osoba doświadczona a moja kompetencja do osądzenia wypływa z tego, że przecież jestem osobą, która „takiego grzechu nie popełnia, bo to przecież obrzydlistwo”
Kilka dni temu wspólnota kościoła katolickiego
obchodziła rocznicę śmierci Jana Pawła II. Wiele już powiedziano na
temat jego samego, tego kim był co mówił i dlaczego. Szczególnie głośno
brzmi jednak głos tych chrześcijan, którzy nie są katolikami. Mniej lub
bardziej uzasadniony zawierał w sobie pewną niepokojącą nutę. Oto Jan
Paweł II wobec ogromu bałwochwalstwa i przekręcania ewangelii zbawiony
wcale może nie być... Dyskusje prowadzone szeptem po kątach wspólnot, lub wykrzyczane na forach internetowych. Wszystko to bardzo radykalne, dla niektórych bardzo bolesne. Jedno pytanie. Czy słuszne? Czy biblijne? Czy ludzie mówiący o biblijności postępowania wypowiadając się w kwestii zbawienia kogokolwiek potrafią postępować w tej sprawie biblijne ?? I nie chodzi mi tu o postać Jana Pawła II. Jego zostawmy na boku... Stawiam inne pytanie. Czy mam jako człowiek prawo osądzić kto zbawiony będzie a kto nie? Czy mogę twierdzić, że przez bałwochwalstwo ktoś do nieba nie pójdzie? Czy mogę w ogóle stworzyć listę zachowań, które są karane piekłem? Pozwolę sobie przypomnieć, że Ci wszyscy, którzy potrafią wysłać swoją arbitralną decyzją kogoś do piekła podczas prowadzonych ewangelizacji z uśmiechem przyklejonym do ust głoszą zbawienie z łaski, że kto wyzna iż Jezus jest Panem i w sercu uwierzy zbawiony będzie, że nie będą zawiedzeni wzywający imienia Pańskiego. Jednak w zderzeniu z rzeczywistością dnia powszechnego w kościele głosi się piekło dla zboczeńców, bałwochwalców i złodziei.
Pytam jakim prawem? Kto ustanowił człowieka
sędzią nad zbawieniem innych? Czy Bóg nie postępuje inaczej? Czy Bóg
nie siedzi na kamieniu wypatrując syna marnotrawnego? Czy kiedy syn
nadchodzi to ojciec zapoznaje go z całą listą rzeczy, których musi się
pozbyć czego pilnować będą starsi bracia? Chwała Bogu, że nie. Chwała
Bogu, bo On przyciska do serca każdego grzesznika w ten sposób, że
miłość kruszy to „błoto”. On posyła swojego Ducha, który ludzi
przekonuje o grzechu. On w osobistej relacji z człowiekiem wyjaśnia
wszystko. Nie potrzebuje do tego zastępów „biblijnie wierzących”. On
potrafi sam człowieka przekonać o grzechu, bo taki jest Duch
Pocieszyciel, który człowiekowi jest dany. Ta prawda musi wprawić nas w zakłopotanie. Musi poruszyć serce i wezwać do przemyślenia naszej postawy wobec innego człowieka. Modlę się każdego dnia o to bym miał wystarczająco dużo pokory i miłości w sobie, bym mógł świecić Bożym światłem między ludźmi. Abym nie był ślepym legalistą potrząsającym biblią na grzeszników tego świata, ale miłosiernym samarytaninem, który opatruje rany ludzi poobijanych przez ten świat. Żeby ta sama miłość i pokora, które zaprowadziły Jezusa na krzyż, prowadziły też mnie na świadectwo temu światu, który wbrew temu co jest moim celem osadza co krok każdego człowieka. Bo łatwiej jest nazwać kogoś brudnym i niegodnym niż poświęcić życie ludziom, którzy tacy właśnie są. To jest niesamowite jak szybko zapominamy, że my wszyscy, też byliśmy brudni i niegodni, ale jednak zostaliśmy przyjęci... Dodaj jako ulubiony (36) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Drukuj | Email
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|









Jeśli przeżyłeś tragedię i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jeśli masz jakikolwiek problem, z którym nie potrafisz sobie poradzić. Jeśli stoisz przed podjęciem ważnej decyzji i chciałbyś lepiej poznać siebie i swoje potrzeby i upewnić się w obranym kierunku Twojego życia, napisz do naszego 



Jest coś w człowieku co umiera dopiero piętnaście minut po jego
śmierci. To coś co sprawia, że człowiek nie potrafi w spokoju usiedzieć
na miejscu i z większym lub mniejszym natężeniem wypowiadać chce się na
każdy temat. Wszystko osądzić, zmierzyć, zwarzyć, wydać recenzje i
poinstruować. Tym czymś jest pycha. To właśnie ona sprawia, że jeżeli
tylko czymś zajmujemy się odrobinę dłużej mamy o sobie mniemanie
ekspertów.


