| Adam alkoholik |
|
|
|
Historia mojego picia zaczyna się po szkole podstawowej. Do tego czasu
nie wolno było mi dotknąć alkoholu z powodu padaczki, na którą
chorowałem od jakiegoś trzeciego roku życia. Po podstawówce był
dylemat, gdzie wysłać mnie do szkoły. Wybór padł na szkołę dość odległą
od mojego miejsca zamieszkania. Trafiłem do internatu. Pierwsze moje
picie mogło okazać się zarazem ostatnim w moim życiu. Zakazany owoc
smakuje lepiej, więc kupiliśmy plecak piw i zaczęliśmy. Pamiętam pięć ,
tych małych. Potem film mi się zerwał. Wymiotowałem leżąc i chyba cud
sprawił, że się nie udusiłem.
Potem na jakiś czas przestałem. Zdarzyło się ze dwa,
trzy razy, że sobie popiłem. Po szkole poszedłem do pracy, gdzie
mistrzem był mój ojciec. To miało mnie "chronić". Bajka dla dzieci. Jak
zawsze w nowej pracy: "Adam jesteś najmłodszy- dojedziesz."
-dojeżdżałem. Ale nic za darmo. Coś za coś. "Ja dojadę a Wy mi
wlejecie". Na początku tak, żeby ojciec nie widział. Później już
legalnie, przy ojcu(byłem w końcu dorosłym, nie?). Minął roczek i armia
wezwała mnie do służby. Ze względu na moje zdrowie, przydzielili mnie
do szpitala. Tam się zaczęło. Codziennie prawie piłem. Zaczęło się
okłamywanie rodziców, dlaczego nie przyjechałem do domu na noc (nie
byłem skoszarowany). Dwa lata, z czego trzeźwych dni mógłbym pewnie
policzyć na palcach.
Po skończeniu służby ,skończyła się też "komuna" i
rozwiązali nasz zakład. Ojciec poszedł na rentę, ja do nowej pracy. I
piło się dalej. Trzy lata później następna praca i trochę
przystopowałem; była to praca w zakładzie tzw. zamkniętym, ze
strażnikami i tak dalej. Znów trzy lata i znów zmiana pracy. Parę
miesięcy u "prywaciarza" i znowu zmiana. U tego prywaciarza nauczyłem
się olewać robotę. Pamiętam ,że po jakimś dniu imprezowym nie poszedłem
do pracy. Dojechałem do miejscowości w której pracowałem, i skierowałem
swoje kroki do knajpy ,bo byłem skacowany jak diabli. Urżnąłem się i
pojechałem do domu. Jak napisałem, znów zmiana pracy i zaczęło się na
dobre. Prawie codziennie piło się w "robocie", to była normalka. Co
się dorobiło to się przechlało...codziennie. Wytrzymałem aż(!) dwa
lata. W końcu wylali mnie, bo poszedłem do kierownika schlany jak bela
kłócić się o pieniądze (wszyscy byli winni, tylko nie ja).
Znalazłem
pracę na czarno w której długo też nie popracowałem. Przypadek sprawił,
że przyjąłem się do pracy w której pracuję do tej pory. Jakiś czas temu
zmarła moja matka i wtedy rozkręciłem się z chlaniem do końca, nie było
praktycznie dnia żebym nie pił (kiedyś śmiałem się z innych, że można
im policzyć trzeźwe dni na palcach jednej ręki). Dzień w dzień przez
dziewięć miesięcy.
Zacząłem myśleć o skończeniu z sobą. Podczas jednej
z biesiad spotkałem kumpla, któremu powiedziałem że dłużej tak nie
wytrzymam, on "zapijał" wtedy esperal i powiedział mi, że możemy razem
pójść się "zaszyć". Umówiliśmy się pomiędzy świętami Bożego Narodzenia
a Nowym Rokiem. Przyznam się że o tym nie pamiętałem. Przypomniałem
sobie , gdy zobaczyłem kumpla w oknie. Pojechaliśmy do chirurga i
wszyliśmy "tablety". Po zabiegu poszliśmy do ośrodka terapii uzależnień
i w ten sposób zacząłem leczenie.
Nie piję już ponad rok i moje życie
zmieniło się niesamowicie. Odnalazłem siebie takiego, jakiego nie
znałem i jest to naprawdę przyjemne. Moim małym planem jest założenie
rodziny, bo do tej pory nie było na to czasu.
Adam Dodaj jako ulubiony (27) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Drukuj | Email
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|









Jeśli przeżyłeś tragedię i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jeśli masz jakikolwiek problem, z którym nie potrafisz sobie poradzić. Jeśli stoisz przed podjęciem ważnej decyzji i chciałbyś lepiej poznać siebie i swoje potrzeby i upewnić się w obranym kierunku Twojego życia, napisz do naszego 





