|
Tworząc relację, terapeuta musi
posługiwać się, z jednej strony, wiedzą kliniczną i umiejętnościami
psychologicznej pomocy, zaś z drugiej, respektować przepisy prawa
regulującego kwestie dostępności informacji o pacjencie.
Te
dwie sprawy nie zawsze pozostają ze sobą w zgodzie. Każdy kto korzysta
ze świadczeń zdrowotnych udzielanych w placówkach lecznictwa odwykowego
musi być nie tylko odpowiednio leczony, lecz także mieć gwarancję, że
to o czym rozmawia z terapeutą, nigdy nie będzie wykorzystane przeciwko
niemu. Musi mieć także pewność, iż fakt korzystania ze świadczeń
placówki lecznictwa odwykowo nie będzie mu, obecnie ani w przyszłości,
zagrażać lub szkodzić.
Gwarancje te, poza bezpośrednim wpływem na przebieg procesu leczenia,
mają zwykle ogromne znaczenie dla zmieniającej się sytuacji życiowej
pacjenta. Od nich np. często zależy czy otrzyma on nową pracę lub
utrzyma obecną, czy uzyska jakieś świadczenia, czy też nie. Praktyka
wskazuje na to, iż są one zwykle przyobiecywane przez terapeutę, jednak
ich właściwe dochowanie spoczywa już nie tylko na nim, lecz również, a
może przede wszystkim, na kierowniku placówki. Do niego bowiem zwracają
się osoby i instytucje z prośbami, a nierzadko żądaniami, udzielenia
informacji o pacjencie i to on, dając odpowiedĽ bądĽ nie zapewnia
(gwarantuje), - bezpieczeństwo pacjentowi.
Udzielić informacji czy nie? - to częsty dylemat kierującego placówką
lecznictwa odwykowego, gdyż pytających jest wielu. Wymienię tu organy
wymiaru sprawiedliwości - prokuratorów, sekretariaty sądów, czy też
kolegiów ds. wykroczeń; organy orzekające o stanie zdrowia; placówki
naukowo-badawcze; ubezpieczycieli; pracodawców.
Z mojego doświadczenia wynika, iż problem nie leży jedynie w tym, komu
udzielić informacji, bo regulują to przepisy prawa (będę o nich szerzej
pisał w kolejnych publikacjach), ale jak jej udzielać? To znaczy co
ujawniać o pacjencie, a czego nie?
Jak powinna wyglądać informacja, szczególnie wtedy gdy żądający jej,
niejasno formułuje pytania, bądĽ oczekuje przekazania mu całej
dokumentacji leczniczej? Wielokrotnie spotykam się z takimi żądaniami w
mojej praktyce zawodowej.
Zawsze, kiedy uprawniony organ (w moim rozumieniu uprawnionym organem
jest ten, który z mocy prawa prowadzi postępowanie przygotowawcze dla
celów orzeczniczych, bez względu na zakres orzekania) zwraca się do
mnie z szerszym pytaniem niż to, czy ktoś przebywa, bądĽ przebywał na
leczeniu, dokładnie zapoznaję się z podstawą prawną upoważniającą do
uzyskania i udzielenia odpowiedzi.
Jeżeli podstawa prawna nie jest dla mnie wystarczająco jasna, np. w
piśmie o poniższej treści: "w związku z toczącym się postępowaniem,
proszę o podanie czy dany pacjent leczył się w danym okresie. Jeżeli
tak, proszę o podanie rozpoznania i wyników leczenia lub przesłanie
dokumentacji leczniczej ( historii choroby )", wtedy zwracam się do
żądającego z wnioskiem o precyzyjne określenie celu jakiemu ma służyć
informacja, a także o podanie podstawy prawnej, stanowiącej
upoważnienie żądającego do jej uzyskania. Okazuje się najczęściej, iż
organ prowadzący postępowanie przygotowawcze wydał postanowienie o
powołaniu biegłych sądowych i to właśnie oni potrzebują informacji o
rozpoznaniu, leczeniu i jego wynikach.
W takiej sytuacji wnoszę o wskazanie adresu biegłych, po to by im
przekazać historię choroby, oczywiście z zachowaniem procedur
obowiązujących przy przekazywaniu poufnych informacji. Pomocny okazuje
się telefoniczny kontakt z biegłymi i ustalenie jakie konkretnie
informacje potrzebne im są do wydania opinii. Najczęściej wystarczająca
jest wtedy dobrze sporządzona epikryza.
Działam w ten sposób, by chronić pacjenta. Pełna dokumentacja lecznicza
zawiera bowiem zapisy nie tylko lekarzy zlecających badania i
ordynujących leki, ale także notatki terapeutów informujące o przebiegu
procesu terapeutycznego. Dotyczą one również stanów psychicznych
pacjenta, będących często wynikiem pracy terapeutycznej, np. pracy nad
tzw. destrukcją alkoholową - gdzie terapeuta musi podać przyczynę wahań
nastroju. Takie zapisy, konieczne i bezpieczne z punktu widzenia
procesu terapeutycznego, dla prokuratora czy sędziego mogą stanowić
podstawę do wszczęcia nowego postępowania. Gdyby więc przekazać im tak
sporządzoną dokumentację, historia choroby, która w swoim założeniu ma
służyć pacjentowi, może być wykorzystana przeciwko niemu, a to z punktu
widzenia etyki pomagania jest niedopuszczalne.
Wydaje mi się, że najwyższy czas zacząć dyskusję nad tym, jak
dokumentować przebieg całego procesu leczenia, by nie stwarzać
zagrożenia dla pacjenta. Trzeba znaleĽć odpowiedĽ na pytanie, co
zapisywać w historii choroby, a co pomijać? Zachęcam wszystkich
zainteresowanych do ujawnienia swoich doświadczeń i refleksji w tej
sprawie.
Omówię teraz sytuację, w której uprawniony organ zasięga informacji o
aktualnie leczącym się pacjencie, co ma szczególnie znaczenie, wtedy
gdy zamierza go włączyć lub już włączył do prowadzonego postępowania i
chce przesłuchać jako: świadka, podejrzanego lub stronę np. w procesie
rozwodowym lub alimentacyjnym, czy też zapoznać go z aktem oskarżenia.
Organy procesowe nie biorą pod uwagę całej, skomplikowanej sytuacji
leczenia pacjenta, a kierują się jedynie jego zdolnością do czynności
procesowych. Oczekują więc od placówek leczniczych, aby wypowiadały się
jedynie w tych kwestiach, bowiem dla rozstrzygnięć procesowych ma
ogromne znaczenie to, czy dany człowiek, w związku z chorobą i
leczeniem, jest zdolny do stawania przed organami procesowymi.
Wielokrotnie stawiano mi takie pytania, żądając jednoznacznej
odpowiedzi i mógłbym naliczyć wiele przypadków, w których po zbadaniu
pacjenta, poszerzonym rozmową o toczącym się postępowaniu, zasięgnięciu
opinii terapeuty prowadzącego i konsultacji z zespołem terapeutycznym
(zawsze czynię to przed podjęciem ostatecznej decyzji), udzielałem
pozytywnej odpowiedzi w sprawie.
Niejednokrotnie zaś, w związku z toczącym się postępowaniem, w które
włączany był pacjent mojego Ośrodka, informowałem organy procesowe o
jego niezdolności do wykonywania czynności procesowych, w związku z
aktualnie prowadzoną terapią. Proces decyzyjny, podobnie jak
poprzednio, opiera się na badaniach, rozmowach z pacjentem i
konsultacjach potrzebnych do ostatecznego określenia negatywnego wpływu
koncentrowania się pacjenta na problemach sądowych, na przebieg i
efekty procesu leczenia. Staram się przy tym określić przybliżony czas
trwania takiej niezdolności, deklarując, iż o ustaniu przeszkód w
prowadzeniu czynności procesowych, sam poinformuję dany organ.
Określenie tzw. przybliżonego czasu trwania niezdolności ustalam z
terapeutą prowadzącym, czasami też konsultuję sprawę z zespołem, a
dzieje się to wtedy gdy terapeuta sam ma wątpliwości i nie jest w
stanie udzielić mi jednoznacznych, wyczerpujących odpowiedzi.
Pacjent, którego sprawa dotyczy, jest o wszystkim informowany, zaś
konieczność stawania przed organami procesowymi staje się przedmiotem
pracy terapeutycznej.
Organy wymiaru sprawiedliwości przy tak podejmowanych decyzjach i
wyczerpujących wyjaśnieniach z mojej strony, zwykle je honorują. Jeżeli
jednak odmowa budzi wątpliwości u pytającego, może on (dotyczy to
sądów) nie uznać jej, wydając stosowne postanowienie w sprawie.
Nie sposób, aby tak ważna sprawa, jaką jest ochrona danych osobistych
pacjentów i problemy z tym związane, mogła być wyczerpująco opisana w
krótkim tekście. Stąd też pomysł utworzenia stałej rubryki w TUW, która
byłaby miejscem do rozważań tych, a w przyszłości innych kwestii i
wyzwań jakie stoją przed ciągle rozwijającym się lecznictwem odwykowym.
Zapraszam do dyskusji i przesyłania na adres redakcji uwag, pytań,
propozycji i refleksji. Będą one stanowiły materiał do dalszych
publikacji.
Henryk Kedzierski
Dodaj jako ulubiony (40) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Drukuj | Email
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Proszę zaloguj się lub zarejestruj. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |